Awantura obywatelska

Awantura obywatelska

Organizują kontrmiesięcznice, wdzierają się na teren Sejmu, lżą prezydenta. Ich marzeniem jest wywołać taką awanturę, by trafić za kratki.

Kontrmiesięcznica przed Pałacem Prezydenckim 10 marca tego roku. Ostra. Dotąd miesięcznice i kontrmiesięcznice przebiegały bez wzajemnej sympatii, ale i bez poważnych spięć. Najostrzej było wtedy, kiedy otoczenie oddzieliło Jarosława Kaczyńskiego od protestujących wielkimi transparentami. Prezes mógł przemawiać, nie widząc tych, którzy przeciw niemu manifestują, tak jakby ich nie było. – Jeszcze jeden taki numer, tchórzu, a spełnimy tę groźbę, przed którą już raz się ugiąłeś – wołał wtedy przez mikrofon założyciel ruchu Obywatele RP Paweł Kasprzak. – Staniemy tam – pokazuje miejsce przy krzyżu, sprzed którego Obywatele RP zawsze się usuwali, gdy nadchodzili ludzie zgromadzeni na miesięcznicy. – I nie będziesz miał przed sobą swojego fanatycznego szeregu, będziesz miał wolnych obywateli Rzeczypospolitej.

Wtedy jednak chodziło o grę, tym razem policja zepchnęła aktywistów ruchu Obywatele RP sprzed pałacu. Niektórych wyniosła i poturbowała. Ludzi było więcej niż zwykle, bo cykliczna akcja Obywateli RP nabrała rozgłosu, przyłączył się też do niej KOD, który wcześniej był im przeciwny. Kasprzak stoi na podwyższeniu i próbuje uspokoić tłum po przepychankach z policją. – Nic dramatycznego, chłopaki. Jak to w patriarchalnej rodzinie. Dalej mówi mocnym głosem, z naciskiem, patrząc w stronę policji: – Złamaliście prawo! Wy! Dopuszczacie się agresji! Nie my, oczadziali smoleńscy fanatycy. Wy sprowadzacie zagrożenie. Wy, z orłami na czapkach. Wy, którzy ślubowaliście wierność konstytucji. Hańba wam! 10 kwietnia znowu przyjdą, mimo nowych zapisów w ustawie o zgromadzeniach. Uchwalone właśnie prawo przewiduje, że nie wolno organizować kontrdemonstracji w bezpośrednim sąsiedztwie zgromadzenia cyklicznego. Obchody siódmej rocznicy tragedii smoleńskiej to jednak nie będzie zgromadzenie, a uroczystość państwowa. Obywatele RP będą więc szli w tłumie razem ze wszystkimi uczestnikami. Taki jest plan. Jest też plan na 10 maja, gdy będą już obowiązywać przepisy ustawy. – Zamierzamy złamać prawo i przyjść, jesteśmy gotowi ponieść konsekwencje – mówi spokojnie Paweł Kasprzak.

Znowu trzeba walczyć

Ruch Obywatele RP skupia prawie 300 osób, tyle podpisało załączoną na ich stronie deklarację obywatelskiego nieposłuszeństwa, która jest też deklaracją uczestnictwa w ruchu. „Jesteśmy grupą obywateli aktywnie uczestniczących w demokratycznym ruchu protestu przeciw bezprawnym działaniom dzisiejszej władzy i łamaniu konstytucji” – przedstawiają się na stronie. W akcjach regularnie bierze udział kilkudziesięciu aktywistów. Paweł Kasprzak, nieformalny lider ruchu, 56 lat, z zawodu producent telewizyjny, w latach 80. działacz wrocławskiego NZS, Pomarańczowej Alternatywy, NSZZ „Solidarność”, gdzie był współpracownikiem Władysława Frasyniuka, do dziś przyjaciela, oraz ruchu Wolność i Pokój, kiedy to poznał Jacka Kuronia, ważną dla niego postać. Walczył z władzą, tak jak uważał za stosowne w czasach PRL, i poczuł, że teraz, kiedy władzę sprawuje PiS, znowu tak trzeba. – Przelało się we mnie, kiedy Andrzej Duda ułaskawił Mariusza Kamińskiego. Ludzie na profilu KOD wylewali z siebie potoki lamentu i bezsilności. A ja uważałem, że trzeba działać. Postanowiłem nazwać Kamińskiego przestępcą, utworzyłem w tym celu na Facebooku wydarzenie. Procesu, który by mi wytoczył Kamiński, nie dałoby się przegrać, bo przecież został wcześniej skazany, a byłaby korzyść, bo po tej przegranej mógłby stracić urząd ministra.

Niestety akcja nie doczekała się rozgłosu, bo została zablokowana na profilu KOD. Kinga Kamińska, 69 lat, ukrainistka, pracownica IPN, bibliotekarka i archiwistka, dawna działaczka Solidarności, związana z podziemnym „Tygodnikiem Mazowsze” i oficyną NOWA, w wolnej Polsce odznaczona Orderem Odrodzenia Polski przez Bronisława Komorowskiego i Krzyżem Wolności i Solidarności przez Andrzeja Dudę: – Przed pierwszą miesięcznicą napisałam do Kasprzaka e-maila, że przyjdę, ale nie na cały dzień, bo chodzę o kuli. Od tej pory chodziłam regularnie na miesięcznice. Jednak najbardziej przeżyłam to, że w grudniu zostałam wyrzucona sprzed budynku Sejmu jak worek kartofli. Adrian Jechowicz, 19 lat, student, członek partii Zieloni: – 16 grudnia byłem w centrum miasta, zobaczyłem, że przed Sejmem jest manifa KOD, poszliśmy więc tam ze znajomymi. Był tłum ludzi i byli oni, przeszli przez blokadę, pod budynek. Mówili, że to już nie jest czas na śpiewanie piosenek i machanie chorągiewkami. Wtedy ich poznałem. Rafał Suszek, 40 lat, adiunkt na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego: – Rozjusza mnie rasizm. Przyłączyłem się do Obywateli RP, kiedy robili akcję 11 listopada. W warstwie motorycznej ten protest był prosty, trzeba było stanąć gdzieś przy trasie Marszu Niepodległości z transparentem antyrasistowskim. Zostałem z nimi. Do członków ONR Kasprzak wołał podczas jednej z demonstracji: – Najpierw więc do was, bandyci z ONR, niosący w pochodach faszystowskie znaki i napis „Śmierć wrogom ojczyzny”… Podłe i tchórzliwe z was bydlęta. Żadne husarskie skrzydła tego nie zmienią, tchórzem zajeżdża od was na kilometr.

Na demonstracjach KOD takie przemówienia były nie do pomyślenia. Tam na pierwszym miejscu stawiało się długo jedność, łagodność protestu. Obywatele RP nie uprawiają politycznego joggingu, tylko z epickim rozmachem zaciskają pięść. Ruch jest nieformalny, decyzje są podejmowane demokratycznie. Nie ma oficjalnego lidera. – Żeby w razie czego jedna osoba nie skompromitowała całego ruchu – mówi Paweł Kasprzak. To on zapoczątkował ruch, jest jego głównym ideologiem i pomysłodawcą. Obywatele RP uważają, że pilnym zadaniem jest opór wobec demontażu instytucji państwa dokonywanego przez PiS. A Kasprzak dodaje: – Kaczyński nie jest sprawcą tego, co się dzieje, tylko efektem czegoś, co się wydarzyło w społeczeństwie. Demolka, którą wykonał w państwie, nie zawiodła elektoratu PiS, oni się z tego cieszą. Zdaniem aktywistów Obywateli RP zwolennicy PiS, czyli m.in. ludzie, których obserwują regularnie na miesięcznicach, naprawdę szczerze uważali, że III RP nie była ich państwem. Nie można ich ignorować, bo nawet jeśli dojdzie do obalenia obecnej władzy, szybko wróci podobna. – Naszym zadaniem jest sprowokować Kaczyńskiego do błędów, doprowadzić do rozłamu w PiS i pozbawić władzę legitymacji, ale nie uderzać w ludzi – mówi Kasprzak. Dlatego stara się pilnować, żeby coraz liczniejsi kontrmanifestanci na miesięcznicach nie obrażali zwolenników PiS, a przede wszystkim, żeby nie zakłócali ceremonii religijnej. Sam jest wierzącym chrześcijaninem prawosławnym i denerwuje go, kiedy religię nazywa się zabobonem, a szczególnie, kiedy profanuje się krzyż. – Chodzi nam o to, żeby ta władza strzeliła sobie w stopę – uściśla Kasprzak. I robi, co może, żeby tak się stało.

Transparent

Zaczęli w kilka osób. – Byliśmy renegatami z KOD – wspomina Kasprzak. – Zostaliśmy stamtąd w przykry sposób wypchnięci. Takie tam było zapotrzebowanie, ludzie chcieli jedności i łagodności. A dla renegatów czas na uśmiechnięte marsze już się dawno skończył. Powtarzają, że nadszedł czas na obywatelskie nieposłuszeństwo. Stosują strategię małych celów, której Kasprzak nauczył się w czasach ruchu Wolność i Pokój. Gdy kilka osób odmówiło wtedy służby wojskowej i bez oporu dało się zamknąć w więzieniu, władza wprowadziła możliwość służby zastępczej. – Nie dało się od razu obalić komuny, ale można było się uprzeć i osiągnąć mały cel. To samo można robić teraz. W lutym 2016 r. zaczęliśmy działać na własną rękę – opowiada Kasprzak. „Oznajmiamy, że Andrzej Duda jest łgarzem i krzywoprzysięzcą. Lżony będzie w ten sposób i będzie musiał zamykać lżących” – napisali na transparencie. Dodali na nim też, że mają świadomość, iż za lżenie głowy państwa grozi kara. Ale nie przestaną, aż prezydent przyjmie przysięgę od prawomocnie wybranych sędziów TK albo stanie przed Trybunałem Stanu. A Mariuszowi Kamińskiemu należy się wyrok sądu. Po raz pierwszy transparent stanął przed Pałacem Prezydenckim 5 lutego zeszłego roku. Przy nim Kasprzak i trzech nieposłusznych obywateli. Dla przechodniów, którzy mogliby się poczuć urażeni, przygotowali odezwę: „Współobywatele i Rodacy! (…) Legalnie wyłonionej większości nie podważamy i jesteśmy przekonani, że ma ona pełne prawo wykonać to, co obiecywała wyborcom. W granicach prawa wszakże. I z poszanowaniem praw mniejszości. O ten szacunek i o poszanowanie zdobyczy demokracji dzisiaj walczymy. Nie chcemy jednak walczyć z Wami”. – Lżenie Dudy odbywało się od tamtej pory systematycznie – mówi Kasprzak. Baner robił się coraz większy, w końcu osiągnął rozmiar 10 m na 4. – Liczyliśmy, że jeżeli Duda będzie musiał defilować po ulicach polskich miast przed tym transparentem, będzie to dla niego nie do zniesienia – dodaje Kasprzak. – Nie byliśmy jednak w stanie podstawić mu tego baneru pod nos, żeby było wiadomo, że widzi. Ponieważ nikt nie interweniował, donosili sami na siebie do prokuratury. Gdyby doszło do procesu, dowodziliby publicznie, że prezydent jest łgarzem. To byłaby wymarzona sytuacja, niestety nierealna. Aż podczas pikiety w Piotrkowie Trybunalskim zaaresztowany został transparent. Akcja straciła impet, zabrakło pomysłów na eskalację, nie było jak przebić się z nią do ludzi.

Miesięcznice

W marcu 2016 r. stanęli po raz pierwszy na miesięcznicy. Mieli duży baner z podobizną Lecha Kaczyńskiego i jego słowami: „Trybunał Konstytucyjny był, jest i będzie organem władzy całkowicie niezależnym”. – To było wymarzone miejsce, bo tam przychodził prezes Kaczyński i połowa rządu, mogliśmy im ten baner podetknąć pod nos – opowiada Paweł Kasprzak. – Liczyliśmy, że politykom puszczą nerwy i zrobią coś głupiego. I zupełnie nieoczekiwanie ta akcja nas upowszechniła. Rafał Suszek przyszedł na kontrmiesięcznicę w listopadzie, kiedy akcja Obywateli była już znana. Twierdzi, że chciał zapytać o szczegóły dotyczące 11 listopada, a trafił na misterium, w którym uczestniczą wyznawcy mitologii smoleńskiej i jej kapłani. Tak to zobaczył. Teraz tłumaczy, że stojąc tam, Obywatele RP sprzeciwiają się ekshumacjom ofiar katastrofy. Do 2015 r. Suszek był spokojnym mężem, ojcem i pracownikiem naukowym. Wyjątek – udział przed ambasadą ukraińską w czasach ukraińskiej rewolucji i tygodniowa obecność na Majdanie, co traktuje jako przeżycie formatujące. W lipcu 2015 r. podpisał się pod apelem do Polaków i Ukraińców: Nie dajmy się skłócić. Chodziło o wspólne wyjaśnianie trudnej historii i niepoddawanie się wzajemnej agresji. Z wygodnego życia wypędziły go ostatnie wyniki polskich wyborów i pęknięcie społeczne, które ujawniły. Jego zdaniem Obywatele RP dobrze je rozpoznają. – Nie próbują budować fałszywego antagonizmu „my” i „oni”, w którym my jesteśmy dobrzy, a oni to ciemnota, która się połasiła na 500+. Brakowało mi takiego spojrzenia. I odnalazłem je w publicystyce Kasprzaka – mówi Suszek.

1 sierpnia marszałek sejmu Marek Kuchciński zakazał osobom postronnym wstępu w bezpośrednie otoczenie budynków parlamentu. – To bezprawie – mówi Kinga Kamińska. – Tam zawsze można było chodzić, nawet podczas stanu wojennego. Nie zaakceptujemy tej decyzji na mocy obywatelskiego nieposłuszeństwa – powtarza.

Kawałek materiału

Od sierpnia rozpoczynają się więc regularne i konsekwentne jednolub kilkuosobowe próby wejścia na teren przed Sejmem i zademonstrowania tam niezgody na nadużycie władzy przez marszałka. – My stajemy tam, gdzie chcemy, a nie tam, gdzie nam pozwalają – dodaje Kinga Kamińska. Metoda protestu jest następująca: Obywatele RP wdzierają się przed budynek Sejmu i wyjmują transparent. Na przykład taki: „Naszych praw nie oddamy, zabrane odbierzemy”. Kiedy straż marszałkowska nakazuje im wyjść, odmawiają, kiedy chce ich wyprowadzić, siadają, bo siedzącego trzeba wynieść, a więc użyć siły. A kiedy władza używa siły, pokazuje ich zdaniem swoją autorytarną twarz. W listopadzie dwie działaczki stanęły przed budynkiem biura przepustek i wyjęły niewielką biało-czerwoną flagę. Straż marszałkowska ją zabrała. – Czy polska flaga jest w Sejmie nielegalna? – dziwiły się kobiety. – To nie jest flaga, tylko kawałek materiału pomalowany w barwy narodowe – odpowiedział jeden z funkcjonariuszy. – Ta forma protestu nawiązuje nieco do poetyki Pomarańczowej Alternatywy – przyznaje Kinga Kamińska. Jej członkowie ośmieszali władzę, zmuszając milicję do rozpędzania pikiety pod hasłem „Precz z u-pałami”. Albo do pościgu za człowiekiem z tabliczką „galopująca inflacja”, po którego ujęciu gratulowali funkcjonariuszom zatrzymania inflacji. – Nasz cel jest jednak poważny – dodaje Kamińska. Kiedy leżała na ziemi rzucona przez funkcjonariuszy, a ludzie zaczęli krzyczeć: „Gestapo!”, powstrzymywała ich. To samo robią inni aktywiści, bo policja to nie jest gestapo. Przestali też jeździć pod Wawel, gdzie co miesiąc odbywają się protesty przeciw uprzywilejowanym wizytom posła Kaczyńskiego na grobie brata i bratowej. Nawet oni uznali, że jest za ostro. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 14/2017
Więcej możesz przeczytać w 14/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • WARIOGRAF IP
    "NOWOCZESNE", "KULTURALNE" PIESZCZOCHY RED. ŻAKOWSKIEGO:
    1. były prezydent B. Komorowski (ostatnio AKTYWISTA KOD): oto jego słowa
    " CZASEM TRZEBA WALIĆ DECHĄ W ŁEB” -- patrz np. tutaj:
    http://poznan.wyborcza.pl/poznan/1,36037,20993052,bronislaw-komorowski-w-poznaniu-czasem-trzeba-walic-decha.html
    2. E. Wójciak-Pleyn (dyrektorka teatru!), znana z tego, że po wyborze obecnego papieża obwieściła na FB
    "NO I WYBRALI CH**A!"
    PS! a co w kontekście "wolności wypowiedzi artystycznej" powiecie red. Żakowski o spektaklu (heppeningu) na rynku we Wrocławiu, gdzie "aktor" SPALIŁ KUKŁĘ ŻYDA i ... został skazany przez sąd! Bo po  "wypowiedzi" redaktora pojawiają się wątpliwości, czy to oby nie jest przypadek ewidentnego TŁUMIENIA SWOBODY WYPOWIEDZI ARTYSTYCZNEJ?

    Czytaj także