Kabaret Junckera

Kabaret Junckera

Jean-Claude Juncker
Jean-Claude Juncker / Źródło: Newspix.pl / AA / ABACA
Oskarżany o alkoholizm przewodniczący Komisji Europejskiej może przejść do historii jako grabarz Unii.

Jean-Claude Juncker był bardzo dobrym burmistrzem jakiegoś miasta w Luksemburgu i być może powinien wrócić do tej roli – stwierdził niedawno na antenie BBC prof. Ted Malloch, typowany na amerykańskiego ambasadora przy Unii Europejskiej. Z kolei jeden z polskich europosłów, zapytany o opinię o obecnym przewodniczącym Komisji Europejskiej, rzucił krótko: „To raczej temat dla psychologa” i dodał, że „będzie dobrze, jeśli Juncker dotrwa do końca kadencji”. Zarówno w Brukseli, jak i w wielu innych stolicach europejskich od dawna panuje przekonanie, że pochodzący z Luksemburga Jean-Claude Juncker jest wprawdzie najbardziej doświadczonym europejskim politykiem i bardzo sprawnym negocjatorem, ale jako człowiek z innej epoki nie nadaje się do kierowania Unią w samym środku największego w jej historii kryzysu. Luksemburczyk został wybrany na przewodniczącego Komisji przy wyraźnej niechęci wielu unijnych polityków, którzy ugięli się pod presją kanclerz Angeli Merkel. Anglicy przepowiadali mu wówczas, że przyspieszy wyjście Albionu z Unii. I nie pomylili się.

Potworne przemęczenie

Najbardziej kompromitujące przewodniczącego KE są jednak plotki o jego problemach z alkoholem. Przykładów na to, że nie są całkiem wyssane z palca, nie brakuje. Podczas ostatniej wizyty w Watykanie próbował rzucić się na szyję papieżowi Franciszkowi, a później wyraźnie niedysponowanyszedł po czerwonym dywanie na wzgórzu kapitolińskim. Opowieści o tym, że luksemburski polityk dzień zaczyna od butelki wina, pojawiły się już przed jego wyborem na przewodniczącego Komisji w 2014 r. Brytyjscy dziennikarze zaczęli wtedy nazywać Junckera „Junck the drunk”. Najbardziej dostało mu się od holenderskiego ministra finansów Jeroena Dijsselbloema, któremu Juncker tak zalazł za skórę jeszcze jako przewodniczący Eurogrupy, że Dijsselbloem publicznie w telewizji ogłosił go alkoholikiem. Zarzuty te wróciły ze zdwojoną siłą, kiedy w 2016 r. upubliczniono film nakręcony rok wcześniej na szczycie unijnym w Rydze. Na dostępnym na kanale YouTube wideo wyraźnie widać, że witający europejskich przywódców Juncker jest dziwnie pobudzony: tupie, klepie innych polityków po twarzy, całuje w czoło albo wylewnie się z nimi ściska, a kiedy przybija piątkę z Viktorem Orbánem, nazywa go dyktatorem. Juncker bronił się potem, pytając retorycznie, czy mógłby nadal pełnić swoje stanowisko, gdyby na śniadanie rzeczywiście pijał koniak. Znalazł także wytłumaczenie na swoje problemy z utrzymaniem równowagi, tłumacząc je kontuzją lewej nogi, odniesioną podczas wypadku samochodowego w 1989 r., po którym spędził kilka miesięcy na wózku. Juncker komentował także słynny filmik z Rygi. Tłumaczył, że pocałował w czoło belgijskiego premiera Charlesa Michela, bo „zna go od dziecka”, a Orbána zawsze nazywadyktatorem. „Po prostu taki jestem. Jak tylko ktoś nie zachowuje się standardowo, to od razu mówią, że jest szaleńcem albo alkoholikiem”, zżymał się Juncker, przyznając się jedynie do potwornego zmęczenia i problemów z kamieniami nerkowymi. W wywiadzie dla „Libération” skarżył się, że łatkę pijaka przyczepili mu wrogowie, których dorobił się, będąc bardzo aktywnym przewodniczącym KE. Czy jednak można mu wierzyć, jeśli według prowadzącego wywiad dziennikarza Juncker wychylił w trakcie rozmowy aż cztery kieliszki szampana? Swoje trzy grosze dorzuciła posłanka Krystyna Pawłowicz pisząc w ub. tygodniu list do Junckera o tym, że jego choroba alkoholowa jest już trudna do ukrycia.

Polityczny krokodyl

Są tacy, którzy uważają, że jego dziwaczne zachowanie to jedynie maska skrywająca niezwykły polityczny kunszt, wypracowany przez dekady funkcjonowania w polityce. Jak nikt w dzisiejszej Unii Juncker znał osobiście dawne gwiazdy europejskiej polityki: Kohla, Chiraca, Gorbaczowa. W niedawnej rozmowie z dziennikiem „Financial Times” wspominał na przykład posiedzenie na temat budżetu Unii z 1985 r. (!), w którym uczestniczył na krótko przed akcesją Portugalii i Hiszpanii. Dla wielu ekspertów pozostaje więc starym krokodylem i mistrzem politycznych uników.– Nawet gdyby pogłoski o jego alkoholizmie były prawdą, to jest nadal zdolny do skutecznego działania w polityce, nie wolno go nie doceniać – tłumaczy Pieter Cleppe, dyrektor brukselskiego biura brytyjskiego think tanku Open Europe. Przekonali się o tym Brytyjczycy, próbując utrącić jego kandydaturę na przewodniczącego Komisji Europejskiej w 2014 r. Jak przypomina Cleppe, kanclerz Merkel obiecała wtedy premierowi Davidowi Cameronowi, że Junckera nie poprze. Luksemburczyk nie cieszył się też specjalnym mirem wśród innych unijnych polityków. Bogusław Sonik, były europoseł, wspomina, że nie popierał wówczas, jak się wydawało, anachronicznego Junckera. Luksemburczyka kojarzono w Unii ze źle zarządzanym kryzysem w strefie euro i z rajem podatkowym, który pomógł stworzyć w ojczystym Luksemburgu, co przyniosło wielomiliardowe straty innym krajom członkowskim Unii. Juncker wydawał się też zwolennikiem federalistycznej Europy, zarządzanej przez nielubianych biurokratów. Prasa wypomniała mu nawet siłą wcielonego do Wehrmachtu ojca, którego nazwano nazistą. Jednak w ostatecznej rozgrywce to Luksemburczyk był górą. Premier Cameron został na placu boju sam – zupełnie tak, jak kilka tygodni temu Beata Szydło próbująca utrącić reelekcję Donalda Tuska. Juncker wygrał głosowanie w Radzie Europejskiej 26:2. I tak zamiast charyzmatycznego lidera na trudne czasy wybrano polityka, któremu część Brukseli była wyraźnie niechętna. – To cecha brukselskiej polityki. Najbardziej kompetentni nie są awansowani, a promuje się mierność – przekonuje Pieter Cleppe z Open Europe.

Darth vader unii

Juncker wygląda dziś na mocno zmęczonego i już zapowiedział, że nie będzie się starał o drugą kadencję. W dość powszechnej opinii nie jest dość aktywny i brakuje mu ambicji. Nie ma też raczej głębokich przekonań, za które potrafiłby walczyć wbrew większości. Takich polityków w ogóle trudno dziś znaleźć w Brukseli. – Tu jest targowisko – przyznaje prof. Zdzisław Krasnodębski, europoseł i członek Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. – Liczy się konstelacja politycznych interesów, a nie ideowość. W zaczynających się negocjacjach UE z Wielką Brytanią w sprawie brexitu Juncker nie odgrywa pierwszoplanowej roli, ale i tak jest jedną z głównych twarzy Unii. Dlatego Brytyjczycy znów wieszają na nim psy. Hugo Rifkind z konserwatywnego „Spectatora” porównał niedawno Junckera do złowrogiego Dartha Vadera z „Wojen gwiezdnych”. Nie przepadają za nim także europosłowie z Europy Wschodniej, zarzucając Junckerowi kompletny brak wyczucia spraw ich części Starego Kontynentu. Mimo to Luksemburczyk, jako zwolennik jedności i człowiek kompromisu, twierdzi, że nie rozumie ich obaw. – Nie można budować federalistycznej Unii wbrew krajom członkowskim – mówił w niedawnym wywiadzie dla „Financial Timesa”. W Brukseli mówi się też, że był podobno mocno zaniepokojony spotkaniem w Wersalu i nagłą woltą kanclerz Merkel, która opowiedziała się za Europą dwóch prędkości. Juncker jest bowiem zdania, że brexit zmieni układ sił w Unii, a Niemcy nie zastąpią Wielkiej Brytanii, która zawsze stawała w obronie nowych członków. Być może dlatego na prowokacyjne pytanie dziennikarza „Financial Timesa”, czy rozszerzenie Unii okazało się błędem, odpowiedział, że było ono nieuniknioną konsekwencją zimnej wojny. Według Junckera czasy są takie, że trzeba trzymać się razem. Pewien niepokój może jednak budzić jego opinia wyrażona na łamach „FT”, że zagrożenie ze strony Kremla jest „poważne, ale jednak przesadzone”. W dodatku pojawiły się głosy, że Juncker jest skłonny poprzeć projekt Nord Stream 2, mimo że wcześniej wydawał się podzielać obiekcje wyrażane przez Polskę i kraje skandynawskie. Jeden z polskich europosłów, pytany o stosunek Komisji do Gazpromu, nie kryje obaw: „Po tym jak José Manuel Barroso, były przewodniczący KE, znalazł pracę w Goldman Sachs, a nazwisko Neelie Kroes, byłej unijnej komisarz, figuruje na liście Panama Papers, nie zdziwiłbym się, gdyby wysoko postawieni urzędnicy KE na politycznej emeryturze zaczęli pracować dla Gazpromu”. Jeśli jednak wierzyć zapewnieniom samego Junckera, ma on zupełnie inne plany na przyszłość. Chce napisać historię euro. Zgromadził podobno 50 m bieżących oryginalnych dokumentów z okresu tworzenia europejskiej waluty, w czym w końcu ma niemały udział. Szkoda tylko, że jego opus magnum może nie mieć szczęśliwego zakończenia. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 14/2017
Więcej możesz przeczytać w 14/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • Beata z Wloch IP
    To znaczy ze go chroni la Casta Unii Europejskiej. Tak wszystkich caluje:) ciekawe czy lubi lody???!!!

    Czytaj także