Niedyskrecje parlamentarne

Niedyskrecje parlamentarne

Lider PO Grzegorz Schetyna na mównicy, w poselskich ławach: marszałek Sejmu Marek Kuchciński, prezes PiS Jarosław Kaczyński i szef MSWiA Mariusz Błaszczak
Lider PO Grzegorz Schetyna na mównicy, w poselskich ławach: marszałek Sejmu Marek Kuchciński, prezes PiS Jarosław Kaczyński i szef MSWiA Mariusz Błaszczak / Źródło: Newspix.pl / DAMIAN BURZYKOWSKI

PLATFORMA OBYWATELSKA DOSTAŁA SOLIDNE LANIE od premier Beaty Szydło. Nie w sensie dosłownym, tylko w przenośni – podczas debaty nad konstruktywnym wotum nieufności autorstwa tej partii. Szefowa rządu zmiażdżyła opozycję, wypominając jej wszystkie grzechy. A jednak Platforma po debacie była zachwycona. – Jesteśmy bardzo zadowoleni, szczególnie z wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, który przekroczył czas i nie wiedział, jak skończyć. Poza tym udało nam się sprowokować panią premier do histerycznego wystąpienia. Ale najważniejsze jest to, że w swoim przemówieniu odnosiła się wyłącznie do Grzegorza Schetyny, co potwierdziło, że to on jest liderem opozycji. I to jest cel, który chcieliśmy osiągnąć – mówi ważny polityk PO. Proszę bardzo, jak to łatwo ucieszyć się z cudzych wpadek i nie zauważyć własnych.

PO TYM, JAK SŁAWOMIR NITRAS ZOSTAŁ ODWOŁANY ze stanowiska przewodniczącego parlamentarnej delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, jego miejsce zajęła posłanka PiS Barbara Bartuś. – Podczas wyborów w Armenii, na które pojechała delegacja OBWE, okazało się, że Bartuś nie zna angielskiego w stopniu komunikatywnym. Podobno chaos zapanował już na lotnisku w Armenii, gdzie polska delegacja się zgubiła. Potem politycy z innych krajów, którzy nie mogli się porozumieć z posłanką, zaczęli z niej żartować w kuluarach. – Prawie doszło do skandalu dyplomatycznego – opowiada nasz informator. O całej sprawie miało zostać poinformowane kierownictwo klubu. – Do szefostwa klubu wyruszyły całe pielgrzymki posłów, domagając się natychmiastowego odwołania Bartuś z funkcji – mówi nasz rozmówca. Jaki będzie skutek tej interwencji, to się dopiero przekonamy. W końcu dobra zmiana nie z takimi problemami dawała sobie radę.

PREZYDENT ANDRZEJ DUDA MA WIESZCZE ZDOLNOŚCI. Podobno przewidział spadek sondaży dla PiS w pierwszej połowie kadencji. Tak przynajmniej opowiadają jego znajomi. – Kiedy Andrzej Duda obejmował stanowisko, zdradził mi, że PiS na początku zamierza przeprowadzić najtrudniejsze reformy, co będzie skutkowało spadkiem sondaży, a potem na półmetku kadencji zajmie się prospołecznymi tematami, które doprowadzą do wzrostu poparcia partii – mówi jego znajomy. Szkoda tylko, że prezydent nie zdradził, jakie to będą prospołeczne tematy, skoro program 500 plus, obniżenie wieku emerytalnego i podwyżki płac już mamy. Co więcej, te projekty prawie wyczerpują możliwości finansowe rządu. A sondaże spadają...

SPADKIEM SONDAŻY DLA PIS NIE MARTWIĄ SIĘ ZA TO LOKALNI DZIAŁACZE i twardy elektorat PiS. – Kiedy objeżdżam region, spotykam się z prawie samymi pochwałami dla PiS. Działacze mówią: „Trzymajcie tak dalej! Trzeba prowadzić radykalną politykę”. I chwalą najbardziej kontrowersyjnych polityków w rządzie, takich jak Antoni Macierewicz – opowiada poseł PiS. I podsumowuje: – Regionalni działacze i nasz elektorat są bardziej radykalni od samego Prawa i Sprawiedliwości.

GRZEGORZ SCHETYNA NIE CHCE JUŻ BUDOWAĆ PRAWEGO SKRZYDŁA W PO. Teraz zamierza wzmacniać lewą nogę. Podczas niedawnego spotkania Klubów Obywatelskich PO w Szczecinie, w części zamkniętej dla mediów szef PO został zapytany, czy dla ludzi o lewicowych poglądach znajdzie się miejsce w PO. Miał odpowiedzieć, że ludzie o lewicowo-liberalnych poglądach muszą mieć swoją reprezentację polityczną w Sejmie i że PO się na nich otworzy. – Stwierdził, że kotwicę po prawej stronie już zbudował, a teraz musi zagospodarować inny elektorat – relacjonuje jeden z działaczy PO. Lewą nogę wzmacniał dawno temu prezydent Lech Wałęsa i całemu obozowi solidarnościowemu wyszło to bokiem. Ciekawe, jak zniesie to PO?

JESZCZE KILKA WYSTĘPÓW SZEJNFELDA I PO POŻEGNA SIĘ Z DOBRYMI SONDAŻAMI. Trzeba coś z tym zrobić – mówi nam współpracownik szefa PO. Grzegorz Schetyna, kiedy został przewodniczącym partii, miał nakazać niektórym politykom PO, w tym Adamowi Szejnfeldowi, ograniczenie występów medialnych. Uznał bowiem, że pogarszają jej wizerunek. I trzeba przyznać, że miał rację. Szejnfeld wystąpił niedawno w TVP.info. Na pytanie dziennikarza, jak to się stało, że Platforma Obywatelska nie mogła znaleźć pieniędzy na program 500 plus, a Prawo i Sprawiedliwość znalazło, polityk PO odpowiedział dosyć zaskakująco: „Panie redaktorze, nie sądzę, żeby Prawo i Sprawiedliwość znalazło. Dlatego że każdy, przynajmniej dorosły, tutaj siedzący, a pracujący, może wziąć kredyt, pożyczkę i sfinansować jakiś swój prywatny czy rodzinny program”. Adam Szejnfeld najwyraźniej jest fanem złotych myśli Bronisława Komorowskiego z kampanii prezydenckiej o zmianie pracy i wzięciu kredytu. Ale ta kampania, panie pośle, została przegrana

POMYSŁ PIS DEKONCENTRACJI KAPITAŁU NA RYNKU MEDIALNYM, który niedawno rozpalał do białego debatę publiczną, zszedł trochę na dalszy plan. I pewnie wielu działaczy partii rządzącej jest z tego zadowolonych. Z naszych informacji wynika, że nikt nie wie, jak ugryźć problem. Czy zapisy antykoncentracyjne powinny dotyczyć udziału zaangażowanego kapitału, czy udziału w rynku medialnym. Czy powinny być tworzone dla osobno poszczególnych segmentów – prasy, mediów elektronicznych, internetu – czy dla całego rynku medialnego. A to wszystko ma znaczenie, bo w zależności od koncepcji można naruszyć interesy Zygmunta Solorza, właściciela Polsatu, albo, co gorsza, ojca Tadeusza Rydzyka, twórcy koncernu medialnego.

PROJEKTU USTAWY ANTYKONCENTRACYJNEJ JESZCZE NIE MA, a już zostały uruchomione wewnętrzne spowalniacze – narzeka polityk PiS, który jest wielkim zwolennikiem dekoncentracji w mediach. – Ministerstwo Kultury Do zrobienia porządku na rynku mediów najbardziej przekonany, wręcz zdeterminowany, jest Jarosław Kaczyński, który chce, żeby stało się to jeszcze w tym roku przedstawiło raport, że właściwie nie ma problemu na rynku mediów, bo tylko dwa ogólnopolskie dzienniki są w obcych rękach. Problemu nie widzi też UKE, a nasi klubowi koledzy szepczą po kątach, że to się na pewno nie uda. Zaczęło się rozmydlanie sprawy.

DO ZROBIENIA PORZĄDKU NA RYNKU MEDIÓW najbardziej przekonany, wręcz zdeterminowany, jest Jarosław Kaczyński, który chce, żeby stało się to jeszcze w tym roku. Dlatego wicepremier i minister kultury Piotr Gliński mówił, że ma nadzieję, iż projekt będzie gotowy w czerwcu. – Ale szepty naszych kolegów mają na celu przekonanie prezesa, że ta operacja będzie miała wpływ na trwałość rządów PiS, a nikt nie ma zamiaru ginąć za dekoncentrację – ani minister kultury, ani członkowie Rady Mediów Narodowych, ani Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji – mówi nasz rozmówca. Jak widać – wbrew temu, co twierdzi opozycja – wola prezesa nie zawsze staje się prawem – mówi nasz rozmówca.

Okładka tygodnika WPROST: 15/2017
Więcej możesz przeczytać w 15/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także