Nie wykluczam zamachu w Smoleńsku

Nie wykluczam zamachu w Smoleńsku

Jadwiga Staniszkis, fot. Wprost.
Bez katastrofy smoleńskiej nie byłoby obecnego dramatu destrukcji państwa, który przenosi się na podziały społeczne – mówi prof. Jadwiga Staniszkis

Siedem lat minęło od katastrofy smoleńskiej, w której zginął prezydent Lech Kaczyński z żoną i kilkadziesiąt innych osób. Dlaczego mimo upływu lat napięcie polityczne wokół tej sprawy się nie zmniejsza?

Są dwa powody. Po pierwsze dlatego, że przyczyny tej tragedii do dzisiaj nie zostały wyjaśnione, a na dodatek szanse na to są coraz mniejsze ze względu na brak dostępu do wraku prezydenckiego samolotu, a także z powodu rosnącej izolacji Polski. Gdybyśmy mogli liczyć na to, że kraje zachodnie, szczególnie Stany Zjednoczone, ujawnią materiały pokazujące, w jakim momencie doszło do katastrofy – czy doszło do wybuchu, gdy samolot znajdował się jeszcze w powietrzu, czy dopiero zderzenie z ziemią doprowadziło do jego roztrzaskania – to bylibyśmy bliżsi wyjaśnienia tej tragedii. To by jednak wymagało ujawnienia materiałów z obserwacji satelitarnych przez Amerykanów. A oni cenią ciągłość państwowości i zachowania PiS wydają im się nieracjonalne. Nie sądzę, by chcieli nam pomóc.

A jaka jest druga przyczyna napięcia politycznego?

Brak pomników ofiar katastrofy. Platforma Obywatelska, utrudniając postawienie tych pomników, uniemożliwiała rodzinom przejście od fazy walki o pamięć do uczczenia ofiar, czyli do fazy rytualnej. Te wszystkie niedopuszczalne ekscesy, które miały miejsce pod krzyżem przed Pałacem Prezydenckim, czy obecne, gdy Jarosław Kaczyński udaje się na Wawel, żeby odwiedzić grób brata i bratowej, skończyłyby się, gdyby stanęły pomniki.

Uważa pani, że ci, którzy blokują prezesowi PiS wjazd na Wawel, krzyczą, że to nie jest jego prywatne miejsce, nie mają racji?

Nie mają. Ich zachowanie jest małostkowe. Od początku były duże opory przed pochowaniem Lecha i Marii Kaczyńskich na Wawelu. Uważam, że to była słuszna decyzja, bo prezydent Lech Kaczyński miał wiele zasług. Gdyby był wśród nas, to wyperswadowałby bratu te elementy rządów PiS, które wiążą się z niszczeniem instytucji, takich jak jak Trybunał Konstytucyjny, czy polityzację Krajowej Rady Sądownictwa, sądów, samorządów. Znałam Lecha Kaczyńskiego i wiem, że był człowiekiem dialogu i odbudowywania jedności. Wie pani, że podczas uroczystości katyńskich, na które się udawał w dniu katastrofy, miał wygłosić przemówienie bardzo pojednawcze wobec Rosjan? Zamierzał powiedzieć, że oba nasze narody przeżyły koszmar komunizmu i że musimy razem z tego jakoś wyjść. Poza tym Lechowi ludzie ufali, zwracali się do niego o pomoc. Pamiętam go ze strajku w stoczni w 1980 r. Bolały mnie oskarżenia, że go przy tamtych wydarzeniach nie było. Często pokazywałam moje zdjęcie z nim na dowód, że było inaczej.

Uważa pani, że śmierć Lecha Kaczyńskiego ma znaczenie nie tylko dla jego rodziny, ale dla całej naszej sceny politycznej, dla naszej rzeczywistości?

Oczywiście. Nie byłoby tego dramatu destrukcji państwa, który przenosi się na podziały społeczne. Ta destrukcja wynika z nihilizmu zakorzenionego w smutku i samotności Jarosława Kaczyńskiego. Nie mielibyśmy do czynienia z głęboką polaryzacją, z tym zniszczeniem fundamentów rządów prawa i z izolacją Polski na świecie. Lech Kaczyński na pewno nie dopuściłby do działań spychających Polskę na margines Unii Europejskiej. Jarosław też byłby inny, bo był inny przed katastrofą. Ta tragedia zasadniczo go zmieniła. Zniszczyła w nim zaufanie do ludzi. Śmierć Lecha jest ciągle obecna i odczuwalna.

Od ponad roku działa zespół ekspertów Antoniego Macierewicza powołany do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej i, jak się wydaje, nie ma niczego istotnego do pokazania. Dlaczego?

Bo bez zbadania wraku jest bardzo trudno potwierdzić jakiekolwiek hipotezy. Nie wiem, czy dają coś sekcje ciał ofiar katastrofy smo leńskiej, jednak te wszystkie działania są już mocno spóźnione. Jeżeli w Smoleńsku doszło do zamachu, to prawdopodobieństwo ustalenia tego ponad wszelką wątpliwość jest coraz mniejsze. Rosjanie zdewastowali wrak, poniszczyli ślady, powybijali okienka. Kiedyś rozmawiałam ze świętej pamięci Zbigniewem Romaszewskim, który był fizykiem. On twierdził, że gdyby w środku samolotu doszło do wybuchu, to w szybach można by odkryć świadczące o tym ślady napięć. A Rosjanie te szyby po prostu porozbijali. Myślę, że to była świadoma dewastacja.

A pani uważa, że w Smoleńsku mogło dojść do zamachu?

Nie wykluczam zamachu. Lech Kaczyński podjął przecież próbę zintegrowania prezydentów Europy Środkowej przeciwko Rosji w związku z jej inwazją na Gruzję. Rosja chciała kontrolować Gruzję, żeby mieć dostęp do Morza Czarnego, a poza tym myślała o stworzeniu na terenie Europy Środkowej takiego pasa buforowego, na który mogłaby wkroczyć bez wywoływania reakcji Zachodu. Najpierw Ukraina miała stać się takim terytorium, co obserwujemy w tej chwili w Doniecku, a później Polska. Próba integrowania zainteresowanych państw i formowania oporu przez Lecha Kaczyńskiego była dla Rosjan trudna do zniesienia. Dlatego wielką winą Donalda Tuska jest to, że oddał śledztwo Rosjanom. Doprowadzili je do stanu, w którym szansa na wyjaśnienie sprawy jest naprawdę niewielka.

Czy Tusk mógł postąpić inaczej?

Gdyby na samym początku twardo się postawił, natychmiast zażądał zwrotu wraku, wysłał samochód, żeby zabrać szczątki samolotu, to Rosjanie być może by ulegli. W pierwszej fazie po katastrofie wszyscy byli w takim szoku, że wiele dałoby się załatwić. Ale tamtej wizycie prezydenta od początku towarzyszyło lekceważenie. W normalnym kraju takie zaniedbanie podstawowych norm bezpieczeństwa, np. brak inspekcji lotniska czy obecności polskiego specjalisty w wieży kontrolnej w czasie lądowania, byłoby nie do pomyślenia. To wszystko jest przejmująco smutne. Znałam bardzo wielu ludzi, którzy zginęli w tej katastrofie. To był zupełnie inny kaliber polityków niż ci, którzy teraz są w Kancelarii Prezydenta czy nawet w rządzie. Inne pokolenie, z innym doświadczeniem. Kompetentni, propaństwowi, rozumiejący, że konflikt niszczy. Bo dla Jarosława Kaczyńskiego konflikt to jest coś, co konsoliduje własny obóz polityczny i wydobywa dodatkową wartość.

A więc przychyla się pani do opinii Antoniego Macierewicza, który ostatnio oskarżył Tuska o zdradę dyplomatyczną, czyli niedopatrzenie spraw ze szkodę dla własnego kraju?

Uważam, że rola Tuska w całej tej historii jest zła. To, że oddał Rosjanom śledztwo, jest nie do wybaczenia.

Rację miał Jarosław Kaczyński, próbując storpedować wybór Tuska na drugą kadencję na szefa Rady Europejskiej? Pewnie miał w tyle głowy te zaniedbania przy wyjaśnianiu katastrofy smoleńskiej.

Jedno z drugim niestety nie ma nic wspólnego. A w każdym razie PiS nie zdołał przekonać Polaków, że istnieje taka korelacja. Tusk nie był najlepszym szefem Rady Europejskiej w pierwszej kadencji, ale PiS zupełnie nie potrafił tego przekazać. Ta nieumiejętność PiS komunikowania się ze społeczeństwem jest kompromitująca. Nie wiemy, o co chodziło z Tuskiem, nie wiemy, dlaczego trwają czystki w wojsku. Osoby zajmujące się komunikacją, pani Elżbieta Witek przypominająca bohaterkę „Dynastii”, rzecznik rządu Rafał Bochenek, Beata Mazurek, rzeczniczka PiS – niczego nie wyjaśniają, tylko wylewają na rząd tony wazeliny. Uprawiają antykomunikację.

Nie potrafią inaczej?

Nie wiem. Może uważają, że skoro mają rację, to wszyscy to rozumieją. A nie zdają sobie sprawy, jak ludzi uwiera ich sposób działania. Ostatnio Komisja Krajowa Solidarności pochwaliła rząd za wszystkie działania społeczne, ale zarazem powtórzyła kilka razy, że teraz czas na wolność. To jest dla ludzi ważne. Działania PiS są porażające i niezrozumiałe. Sądzę, że pewnym wytłumaczeniem jest stan rozpaczy, w jakim pozostaje Jarosław Kaczyński po katastrofie smoleńskiej.

Ostatnio prokuratorzy zdecydowali o zaostrzeniu zarzutów dla rosyjskich kontrolerów lotu. Uznali, że umyślnie doprowadzili oni do katastrofy. Co pani o tym sądzi?

Widać, że przy wyjaśnianiu sprawy pojawiają się podziały w samym PiS. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który nadzoruje prokuraturę, wysuwając koncepcję odpowiedzialności kontrolerów lotu, kontruje koncepcję Antoniego Macierewicza dotyczącą wybuchów w samolocie. Opiera się przy tym na materiałach komisji Jerzego Millera, z których wynika, że ci kontrolerzy obchodzili jakieś imieniny i cały czas pili wódkę, choć od czasu do czasu dzwonili z wieży do Moskwy, co wymaga wyjaśnienia. Możliwe, że z tego powodu cały czas podawali pilotom złe wysokości, a biorąc pod uwagę fakt, że nieopodal lądowiska był wąwóz, mogło to doprowadzić do katastrofy, jeżeli wysokość liczyli od dna wąwozu, a nie od płyty lotniska, która znajdowała się wyżej.

Niektórzy komentatorzy uważają, że Ziobro ściga się z Macierewiczem. Dlatego decyzja prokuratury została ogłoszona przed przedstawieniem ustaleń zespołu Macierewicza. Czym zakończy się ten wyścig?

Myślę, że to jest walka o sukcesję po Jarosławie Kaczyńskim. O to, kto zostanie namaszczony na jego następcę albo zostanie szarą eminencją obozu prawicy. W innych resortach też to widać – taką nadgorliwość poszczególnych ministrów, żeby się wysunąć na czoło i zwrócić na siebie uwagę prezesa PiS.

Czy w społeczeństwie pamięć katastrofy smoleńskiej ciągle jest żywa?

Nie sądzę. Ludzie oczywiście chcieliby wiedzieć, jak było – czy to była katastrofa, czy zamach. Ale prezydentura Lecha Kaczyńskiego powoli zaciera się w ich pamięci. To już jest odległa przeszłość.

Ale miesięcznice się odbywają.

To jest rytuał żałoby, który powinien być uszanowany.

A jakie są skutki polityczne tej tragedii?

Mamy innego Jarosława Kaczyńskiego, który nie miałby w sobie tej destrukcji pchającej go do niedobrych decyzji. Inne byłyby relacje ze światem zewnętrznym, w szczególności z Unią Europejską, którą Lech Kaczyński bardzo cenił. Negocjując traktat lizboński, rozumiał, że suwerenność w ramach zjednoczonej Europy oznacza własną kombinację i intensywność norm, ale także bezwzględne szanowanie warunków brzegowych, do których należy podział władz, rządy prawa i niezależność mediów. Inaczej funkcjonowałaby Europa Środkowa. W tej chwili nie jesteśmy atrakcyjni dla krajów naszego regionu. Z Lechem przywódcy innych państw chcieli rozmawiać, a teraz nie mają partnera do rozmowy. Polska była modelem udanej transformacji, a teraz już nie jest. Gdyby Lech Kaczyński był prezydentem jeszcze drugą kadencję, to Polska byłaby inna.

Czy Tusk powinien ponieść odpowiedzialność za katastrofę smoleńską?

Odpowiedzialność polityczną – tak. Moim zdaniem powinien stanąć przed Trybunałem Stanu. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 15/2017
Więcej możesz przeczytać w 15/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • sybirak IP
    Pani Jadwigo -bez obrazy-to nie jest temat dla Pani,Tu nie wystarczy erudycja- tu trzeba wiedzy!!!!!

    Czytaj także