Szlaban w Terespolu

Szlaban w Terespolu

Po tym, jak PO wyraźnie zaostrzyła retorykę w kwestii uchodźców, można się spodziewać jeszcze mocniejszych niż dotąd szlabanów na polskich granicach.

„Tak, tak, jestem za tym, aby nie przyjeżdżali do Polski” – powiedział telewizyjnej dziennikarce Grzegorz Schetyna. Z perspektywy międzypartyjnej rywalizacji o władzę taka ewolucja PO jest całkiem zrozumiała, skoro przeszło dwie trzecie Polaków nie chce u nas widzieć żadnych uchodźców, a jedyną partią, która dotąd gwarantowała im taką politykę, był PiS. Schetyna, który dość konsekwentnie chce się bić także o dotychczasowych „miękkich” wyborców PiS, wcześniej czy później musiał przeciwstawić się niewygodnej gębie przyprawianej PO przez jej wrogów jako partii kochającej multi-kulti, odmieńców i imigrantów.

Oczywiście każda taka partyjna wolta na krótką metę musi kosztować trochę szyderstw, potępień oraz oskarżeń o hipokryzję ze strony politycznych wrogów Schetyny. Ale jest jasne, że opłaci się na dłuższą metę. Teraz więc z populistycznych motywów obie wielkie partie będą się posługiwać antyimigrancką retoryką. Ta solidarność polityków odbić się musi, niestety, zwłaszcza na sytuacji Czeczenów, koczujących przy polskiej granicy. Od wielu lat wiedzieli oni, że jeśli prześladowania w ich kraju stają się nie do zniesienia, mogą wsiąść w pociąg i przyjechać z Kaukazu do Brześcia, a stamtąd dostać się jakoś do Terespola, gdzie sięga granica wolnego świata. Tam, po pierwszej rozmowie z polskim pogranicznikiem, mogli złożyć wniosek o status uchodźcy, po czym z reguły kierowani byli do ośrodka recepcyjnego w Dębaku pod Warszawą, a po spełnieniu formalnych procedur – do któregoś z wielu polskich ośrodków dla uchodźców. Po pierwszej, a zwłaszcza po drugiej wojnie czeczeńskiej, kiedy Rosjanie podczas oblężenia praktycznie zrównali z ziemią Grozny, tak właśnie wyglądał szlak setek powstańców i ich rodzin, a potem także tysięcy zwykłych ludzi, prześladowanych i torturowanych przez okrutną mafię Ramzana Kadyrowa, której Kreml oddał pełnię władzy nad Czeczenią. Mafię, która „z wdzięczności” wysługuje się Kremlowi także w taki sposób, że na zlecenie po prostu zabija jego politycznych przeciwników.

Dwa lata temu premier Ewa Kopacz sprawozdawała w Sejmie, że w ten sposób do Polski przybyło ok. 80 tys. Czeczenów. Polskie władze przez lata zwykły świadomie patrzeć przez palce na to, że czeczeńscy opozycjoniści organizują się i tworzą tutaj silny polityczny ośrodek emigracji politycznej. Ich ulubionym miejscem był Kraków, gdzie przez lata działało półoficjalne czeczeńskie centrum, wspierane przez liczną grupę młodych polskich prawicowców, w większości działaczy bądź zwolenników PiS. To właśnie dzięki zadzierzgniętym wtedy kontaktom polsko-czeczeńskim udało się w ubiegłym roku wyciągnąć z więzienia Al-Kaidy w Syrii dwóch porwanych polskich reporterów. Można było odnieść wrażenie, że jeśli prawica dojdzie kiedyś do władzy, to otwartość i życzliwość Polski wobec prześladowanych Czeczenów mogą się tylko zwiększyć. Stało się odwrotnie. Dawni przyjaciele Czeczenów zostali ministrami PiS i nadgorliwymi wrogami wszystkich muzułmańskich przybyszów. To, co w efekcie stało się na wschodniej granicy, przynosi wstyd państwu polskiemu. Wedle danych Międzynarodowej Inicjatywy Humanitarnej (MIH) w białoruskim Brześciu od miesięcy koczuje około tysiąca uciekinierów z Czeczenii, którym polskie służby graniczne utrudniają nawet złożenie wniosku o status uchodźcy. Także wtedy, gdy wstępne przesłuchania nie pozostawiają wątpliwości, że chodzi o ludzi torturowanych i zagrożonych śmiercią z rąk gangsterów Kadyrowa. MIH twierdzi, że z czystej złośliwości pogranicznicy wpuszczają dziennie jedną, dwie, albo żadnej spośród koczujących rodzin. Ci ludzie, słynący przecież ze swej szczególnej kaukaskiej dumy, doznają od nas, rzekomych przyjaciół Polaków, upokorzeń, których zapewne nigdy nie zapomną. Kiedyś uwolniony z więzienia przez polski sąd czeczeński lider Achmied Zakajew w TVP składał „podziękowania narodowi polskiemu za pomoc, jaką nam okazuje”. Ale tamte czasy minęły. Dziś, skoro polska polityka jednoczy się w niechęci do imigrantów, jest to dla służb granicznych czytelny sygnał przyzwolenia na jeszcze większą brutalność wobec czeczeńskich przybyszów, nadal docierających do Terespola jak na granicę wolnego świata.

Okładka tygodnika WPROST: 20/2017
Cały felieton dostępny jest w 20/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0