Papież i jego obrońcy

Papież i jego obrońcy

Papież i jego obrońcy
Papież i jego obrońcy / Źródło: PAP
Kule wystrzelone 13 maja 1981 r. na placu św. Piotra trafiły rykoszetem wielu ludzi, bezpośrednio i pośrednio związanych z Janem Pawłem II. Wielu z nich ma poczucie, że odegrało w historii zamachu na papieża kluczową i oczywiście wyłącznie pozytywną rolę.

Wydaje się, że o zamachu na Jana Pawła II napisano już wszystko. Tropy bułgarskie, KGB, sycylijska mafia, spiski wewnątrz Watykanu, międzynarodowe zmagania wywiadów i rządów zaangażowanych w zimną wojnę. Każdy z tych mniej lub bardziej sensacyjnych wątków zdarzenia, które wstrząsnęło światem 36 lat temu, został już przedstawiony w różnych odsłonach. Czym innym są jednak zbiory faktów, a czym innym odczucia ludzi, którzy byli bezpośrednimi świadkami zamachu i związanych z nim wydarzeń. To o nich opowiada książka „Zamach”, która właśnie trafia do księgarń. Nie znajdziemy tam żadnych sensacyjnych odkryć, poza tym, które jest głównym atutem książki. Zbiór wywiadów układa się bowiem w zaskakującą opowieść o tym, jak cały świat próbował bronić papieża przed nieuchronnym, jak się okazuje, losem ofiary zamachu. W takiej pozycji ustawiają się tak różne postaci, jak niedoszły zabójca Jana Pawła II, duchowni z otoczenia papieża, lekarze i pielęgniarze opiekujący się nim po zamachu, a nawet komunistyczni dygnitarze i agenci bezpieki, rozpracowujący w tamtym czasie Stolicę Apostolską. Grunt to dobre samopoczucie, chciałoby się rzec, przebijając się przez opowieści prawdziwych i wyimaginowanych obrońców Jana Pawła II, wiary katolickiej, demokracji, polskiej racji stanu czy elementarnej prawdy. I to w dowolnej kolejności. Po tylu latach każdy z nich może snuć dowolne rozważania, bo w sprawie zamachu z 1981 r. ciągle jest więcej znaków zapytania niż odpowiedzi, co najlepiej pokazuje prosty fakt: jeden z głównych dowodów w sprawie, kula, która przebiła trzewia Jana Pawła II, nigdy nie została przebadana balistycznie. I raczej nie będzie, bo dziś jest przysłowiową perłą w koronie Matki Boskiej Fatimskiej, relikwii, związanej nierozerwalnie z zamachem na Karola Wojtyłę. Może więc lepiej przyjrzeć się niektórym z prawdziwych i samozwańczych bohaterów tamtych wydarzeń.

Narzędzie w rękach boga

Po latach, jakie upłynęły od zamachu, Mehmet Ali Ağca przeszedł długą drogę od bezwzględnego zabójcy do nawiedzonego skazańca, wierzącego, że jest jedynie narzędziem w rękach Boga. W jego świecie wszystko jest ze sobą ściśle powiązane.

Jego list z groźbami pod adresem Wojtyły opublikowany został przecież w prasie tureckiej w 884. rocznicę wezwania przez papieża Urbana II do krucjat przeciwko islamowi, samego zamachu dokonał w 64. rocznicę objawień fatimskich, a zakonnica, która potem schwytała go na placu św. Piotra, miała na imię tak samo jak portugalska dziewczynka, której w Fatimie objawiła się Matka Boska, wyjawiając jej, że papież zostanie zamordowany. W tej magmie cudów pojawiają się także opowieści o antypapieskich spiskach kardynałów oraz zmowie CIA i Bułgarów w służbie sowieckiej. Ağca pełen jest także żalu, że jego rola nie została należycie doceniona. Jego 23-minutowe spotkanie z JanemPawłem II ma być najważniejszą, obok jałtańskiej konferencji Stalina z Rooseveltem i Churchillem, rozmową w dziejach świata. Nic więc dziwnego, że na pytanie, czy nie żałuje, że strzelał do papieża Ali Ağca może odpowiedzieć tylko jedno: – To pytanie jest bez sensu, nie można żałować czegoś, co było planem boskim, co i tak musiało się wydarzyć.

Rycerze niepokalanej

Siły nadprzyrodzone obecne były także po przeciwnej stronie barykady. Ksiądz Kazimierz Przydatek, opiekun polskich pielgrzymów w Rzymie, opowiada o żywiącej się eucharystią i wodą święconą stygmatyczce, która ostrzegała o zamachu na papieża równie intensywnie jak zachodnie wywiady. Woli bożej przypisuje też swoje autentyczne bohaterstwo wspomniana powyżej siostra Łucja, zakonnica, która w zamieszaniu powstałym po zamachu na placu św. Piotra pochwyciła uciekającego zamachowca. Zaskakujące jest także to, że indagowani na potrzeby „Zamachu” ludzie Kościoła kierują dywagacje na temat politycznych motywów zamachu w jednym tylko kierunku. Każdy z nich, od kardynała Dziwisza przez księdza Kazimierza Przydatka po niesławnego agenta SB, ojca Konrada Hejmę, wspomina o toczącej się tuż przed zamachem kampanii, mającej doprowadzić do liberalizacji aborcji we Włoszech. Jan Paweł II, mimo że oficjalnie jako przywódca Państwa Watykańskiego, nie mógł mieszać się w wewnętrzne sprawy Włoch, był jako głowa Kościoła zaangażowany w tę debatę. Co ciekawe, w dniu zamachu włoscy komuniści zaplanowali w Rzymie proaborcyjną demonstrację, która ostatecznie nie doszła do skutku. Duchowni są też zgodni w żalu, że cierpienie papieża nie skłoniło włoskich katolików do głosowania przeciwko legalizacji aborcji, która stała się faktem kilka dni po zamachu.

ESBECY PATRIOCI

Byli agenci wywiadu PRL są w ocenach politycznych motywów zamachu bardziej wylewni. Pułkownik Edward Kotowski, swego czasu swobodnie poruszający się wśród watykańskich duchownych, nawet po latach trzyma się oficjalnej wersji wypracowanej przez obóz sowiecki w latach 80. – Zamach inspirowany przez Moskwę byłby kontrproduktywny, bo oznaczałby niepokoje w Polsce, ludzie wyszliby na ulice, zapłonęłyby rządowe budynki – mówił, wskazując na spisek wewnątrz Watykanu inspirowany przez sekretarza stanu kardynała Casaroliego, który ponoć do tego stopnia widział siebie w roli następcy Wojtyły, że siadał nawet na papieskim tronie, gdy Jan Paweł II walczył w szpitalu o życie. Tego typu legendy, tworzone przez służby, są równie silne jak więzy łączące je z dawnymi agentami. Widać to po słowach ojca Hejmy, który bez wahania powtarza plotki o Casarolim kolportowane przez sowiecką propagandę dla zdyskredytowania duchownego, współtworzącego mocny antykomunistyczny zwrot w polityce Watykanu.

Lojalność umiera ostatnia, co wynika jasno także ze słów Wojciecha Jaruzelskiego, którego autor „Zamachu” zastał już na łożu śmierci. Generał zachował się jak na doświadczonego oficera Informacji Wojskowej przystało, pozując na męża stanu zbyt zajętego problemami ojczyzny, żeby zaprzątać sobie głowę zamachem na papieża Polaka. Nie pamiętał nawet, jak się o nim dowiedział. – Chyba od moich adiutantów. Dopiero wieczorem włączyłem radio i telewizję. Chyba w domu. Nie pamiętam nawet, czy rozmawiałem wtedy z żoną – mówił, porównując zamach na Jana Pawła II do zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki, który według niego został zabity z obcej inspiracji, z którą podległe mu MSW nie miało nic wspólnego. A trop bułgarski? – Pytałem o to bułgarskiego przywódcę Todora Żiwkowa, ale on mi powiedział, że nie ma nic takiego na sumieniu – mówił generał. Przy takich wyjaśnieniach nie razi nawet bufonada, z jaką do tamtych czasów odnosi się Lech Wałęsa, starając się za wszelką cenę udowodnić, że jego komunistyczne służby też chciały zabić. Nie mówiąc o tym, że to przecież on, i tylko on, obalił komunizm.

Śledczy we mgle

Ilario Martella po dziś nie przyznał się do zawodowego kaca, jakiego musiał nabawić się, gdy dopuścił dwóch agentów bułgarskiego wywiadu do Mehmeta Ali Ağcy. Panowie Ormankow i Petkow przedstawiali się jako sędziowie prowadzący śledztwo w sprawie powiązań zamachowca ze służbami bułgarskimi. Jednego z nich Martella zostawił sam na sam z Ağcą, umożliwiając mu zastraszenie zamachowca tak, że chętnie dotąd współpracujący ze śledczymi Ağca zaczął nagle udawać nawiedzonego fanatyka, krzyczącego, że jest Chrystusem, co zresztą w nieco zmienionej formie czyni do dziś. W efekcie jedyny zatrzymany w związku z zamachem Bułgar o nazwisku Antonow został uniewinniony i opuścił Włochy. Ten grzech pierworodny zaważył także na kolejnych śledztwach, których autorzy, Ferdinando Imposimato czy Rosario Priore, ciągle błąkają się wśród poszlak, nie mając pewności nie tylko co do powiązań Ağcy, ale nawet tego, ile było strzałów i strzelców w czasie zamachu. Dlaczego tak się stało? Na to pytanie odpowiada prokurator Michał Skwara z IPN, cytując archiwa Stasi, z których wynika, że śledztwo włoskie było kompletną amatorką. Dość powiedzieć, że badania na placu św. Piotra podjęto dopiero siedem godzin po zamachu i trwały one tylko 20 minut. Skwara znalazł co prawda powiązania Ağcy z majorem sowieckiego wywiadu Władymirem Kuziczkinem i uzyskał dowody na to, że uniewinniony w latach 80. Antonow był jednak agentem bułgarskiego wywiadu, ale na rewizję procesu jest już za późno, bo włoskie i polskie śledztwa zamknięto wiele lat temu. g

Jacek Tacik,

„Zamach. Jan Paweł II – 13 maja 1981. Spisek. Śledztwo. Spowiedź”

Wydawnictwo Literackie 2017

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 20/2017
Więcej możesz przeczytać w 20/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Maksio IP
    Hej, panie Jakubie. Dlaczego wymieniając tytuł książki, nie wymienił pan Autora? To nieładnie.