Polityka antyrodzinna

Polityka antyrodzinna

Ryszard Petru i Joanna Schmidt
Ryszard Petru i Joanna Schmidt / Źródło: Newspix.pl / Piotr Twardysko
W Sejmie adrenalina, odpowiedzialność, podziw otoczenia, a w domu nuda, pretensje, wymagania. Nic dziwnego, że politykom rozpadają się związki.

Widziałem wieloletnie romanse, fascynacje, zarówno w Polsce, jak i w europarlamencie, które nigdy nie ujrzały światła dziennego – mówi poseł Michał Kamiński z koła Europejskich Demokratów. – Oczywiście nie podam nazwisk, ale jest tego wiele. – Wir wydarzeń, moc obowiązków, bankiety, zaproszenia. Można się tym zachłysnąć, zwłaszcza kiedy dopiero zaczyna się pracę w polityce – mówi Ryszard Kalisz, wieloletni polityk SLD. – To może człowieka zmienić i odbić się na jego życiu rodzinnym. Widywałem takie sytuacje, szczególnie u osób z dalszych rzędów. Ci, którzy robią politykę, nie mają czasu na blichtr. – Życie parlamentarne jest bardzo męczące, polityka jest na pierwszym miejscu, zabiera większość czasu, dom jest tylko noclegownią. Trudno w takich warunkach podtrzymywać małżeńskie więzi – mówi Mirosława Kątna, dawna posłanka SLD, rzeczniczka praw dziecka i psycholożka, która zajmuje się między innymi kryzysami w rodzinie. Kariera polityczna to dla związków ciężka próba. To jeden z tych zawodów, którym życie rodzinne musi się podporządkować, stanąć na drugim miejscu. A życie zawodowe jest szybkie, stresujące, pasjonujące. – Jeśli ktoś nie umie temu podołać, odreagowuje przy alkoholu albo przy seksie – mówi Michał Kamiński. Trudno przerzucić się nagle na niedzielny rosół i wycieczkę rowerową z dziećmi. W dodatku polityk jest na świeczniku i jeśli odreagowuje nieostrożnie, zaraz wszyscy dowiedzą się, jak to robi. – Moja żona żartuje, że jeśli będę chciał coś przed nią ukryć, to ona i tak następnego dnia przeczyta o tym w gazecie – śmieje się Kamiński. A kiedy o czyimś romansie przeczyta pół Polski, to trudno potem posklejać życie na nowo. Można śmiało powiedzieć, że polityka niszczy związki. I mamy wiele przykładów, że to prawda.

Zdrady i rozwody

Koniec kwietnia tego roku. Anna Kamińska, była żona byłego posła PiS Mariusza Antoniego Kamińskiego, zaprasza przed Sejmem dziennikarzy na konferencję prasową w sprawie własnego projektu „ustawy o zaostrzonym reżimie moralnym w parlamencie”. Chce, żeby rozwodnicy nie mieli wstępu na teren Sejmu, i zapewnia, że zamierza zbierać pod swoim projektem podpisy. – Polski Sejm zdradą małżeńską stoi – tłumaczy. – To smutne, że tolerowaliśmy to jako suweren. Mamy prawo, a nawet obowiązek oczekiwać od parlamentarzystów nieskazitelności moralnej. Zdrajcą małżeńskim nazwała też swojego byłego męża, który, w świetle nauki Kościoła, wciąż jest jej prawowitym małżonkiem, chociaż rozwiódł się z nią i założył drugą rodzinę. Koniec grudnia ubiegłego roku. W brukowcach pojawiają się zdjęcia prezesa TVP Jacka Kurskiego z narzeczoną Joanną Klimek. Kobieta pokazuje na nich pierścionek zaręczynowy. W marcu informuje, że zaplanowali już datę ślubu. Kiedy Kurski był europosłem, tabloidy pisały o jego romansie z asystentką w Brukseli. Wystąpił o prewencyjny zakaz pisania na ten temat, jednak sąd odmówił. Głośnym echem odbił się też rozwód Kurskiego przeprowadzony po 25 latach małżeństwa. Żona opowiadała wtedy dziennikarzom „Faktu”, że polityk chciał złożyć wniosek rozwodowy w Brukseli, żeby uniknąć rozgłosu w Polsce. Nie udało się. Ostatni dzień grudnia, tuż przed sylwestrem. Portale publikują zrobione przez przypadkową osobę zdjęcie lidera Nowoczesnej Ryszarda Petru i posłanki tej partii Joanny Schmidt w samolocie na Maderę.

Choć sytuacja wydaje się oczywista, para długo jej nie komentuje, podobnie jak następnych zdjęć i ujawnionych esemesów, z których wprost albo z mowy ciała wynika, że między dwojgiem posłów panuje zażyłość. Po kilku miesiącach w końcu przyznają: tak, są parą, ona po rozwodzie, on w trakcie, mieszkają razem. Marzec ubiegłego roku. Były minister pracy, przewodniczący PSL Władysław Kosiniak-Kamysz rozwodzi się z żoną, z którą wziął ślub zaledwie dwa lata wcześniej. Przyjaciel pary mówi „Super Expressowi”, że małżonków oddaliła od siebie polityka, ogrom obowiązków w ministerstwie i życie w ciągłej rozłące. To przykłady tylko z ostatnich miesięcy, ale temat powraca równie regularnie jak romanse gwiazd show-biznesu. Byłego wicepremiera Waldemara Pawlaka brukowce nazwały „naczelnym playboyem RP” i publikowały jego zdjęcia z kolejnymi kobietami. Z jedną z nich związana była poważna afera gospodarcza. W czasie kadencji premiera Jerzego Buzka plotkowano o jego romansie z minister Teresą Kamińską. Pod koniec urzędowania męża Ludgarda Buzek udzieliła wywiadu „Życiu”, w którym w aluzyjny sposób nawiązała do rozpadu swojego małżeństwa. Gdy dziennikarka Joanna Lichocka (dziś posłanka PiS) spytała rozmówczynię: „Co będzie dalej?”, ta odpowiedziała: „Dla mnie będzie jak kiedyś. Wracam do Gliwic. Czy dla niego? Nie wiem”. Były premier rozwiódł się później z żoną. Z rozwodu i kolejnego małżeństwa premiera Kazimierza Marcinkiewicza powstał wręcz medialny serial przy aktywnym współudziale samego zainteresowanego.

Marcinkiewicz i jego przyszła druga żona dawali wywiady, pozwalali się fotografować w objęciach, a potem rozwiedli się, również na oczach całej Polski. Rozwód z mężem wzięła też w 2008 r. kolejna osoba na stanowisku premiera, Ewa Kopacz. Prasa pisała, że powodem była m.in. wyprowadzka szefowej rządu z Warszawy. Obyczajowe bomby polityczne eksplodują regularnie od czasów pierwszego Sejmu III RP. W 1992 r. wybuchła najgłośniejsza i jednocześnie najbrudniejsza, inna niż ta związana z rozwodami i ponownymi związkami. Chodzi o „Erotyczne immunitety, pamiętnik Anastazji P.”. Podająca się za hrabinę Potocką mieszkanka Zblewa Marzena Domaros opisuje, jak uprawiała seks z czołowymi politykami i jak łatwo było ich kusić, żeby sami wychodzili z inicjatywą. Nigdy nie zostało potwierdzone, czy to wszystko prawda, ale tylko jeden z opisywanych polityków wytoczył za książkę proces. Od innego odeszła żona, kolejni przeżyli kryzysy małżeńskie. Oddzielny rozdział to hotel poselski, którego specyficzną atmosferę nazywano syndromem akademika. Gazety opisywały panujący tam alkoholowy i obyczajowy luz. Jedna z nich opublikowała zdjęcie pijanego posła Samoobrony, który spał na podłodze w hotelowym korytarzu. Posłanka Samoobrony Sandra Lewandowska opowiadała, że w nocy dobijali się do niej pijani posłowie PO. Kiedyś z okna wypadła półnaga kobieta, nie posłanka. – Teraz politycy piją mniej, nie do pomyślenia jest, żeby ktoś zamówił w sejmowym barze piwo do śniadania, kiedyś to było normalne – mówi Michał Kamiński. Politycy zachowują też większą powściągliwość obyczajową w hotelu sejmowym. Wielu z nich decyduje się na wynajmowanie mieszkań. Od kiedy na polskim rynku prasy rozwinął się silnie segment tabloidów, ta powściągliwość jest koniecznością. Nie wpływa jednak na umiejętność walki z pokusami. W zawód polityka wciąż są one wpisane. W dziennikarskim światku aż huczy od kolejnych plotek o romansach polityków z pierwszych stron gazet. Niektóre zapewne prawdziwe, inne nie. Dopóki paparazzi nie złapią nikogo na gorącym uczynku, temat istnieje tylko w świecie spekulacji, choć śledzenie niektórych postaci jest faktem.

Zachłyśnięcie

– Decyzję, by zostać politykiem, wiele osób podejmuje zbyt pochopnie – mówi Mirosława Kątna. – Za to zajęcie płaci się wysoką cenę, to nie tylko apanaże, można wiele stracić. Może rozpaść się rodzina, można opuścić ważne wydarzenia w życiu dzieci, można stracić przyjaciół. Pierwszy czynnik ryzyka to czas. Kątna pamięta dni, kiedy wychodziła do Sejmu o siódmej rano i wracała do domu długo po północy. Mieszkała pod Warszawą, więc jadąc w nocy samochodem, otwierała okno, żeby cucić się wpadającym chłodnym powietrzem. Przyjeżdżała, kładła się i wracała. Pracę Sejmu, jej zdaniem, można było zorganizować inaczej, irytowały ją niepotrzebne przestoje, rozwlekłość obrad i to, że najważniejsze sprawy rozgrywały się późnym wieczorem i w nocy. To miało katastrofalne skutki dla życia rodzinnego. Była posłanką przez jedną kadencję. Opowiada: – Miałam wielkie nadzieje, że zrobię coś ważnego, wzruszyłam się przy ślubowaniu, czułam, że podejmuję się zaszczytnej i odpowiedzialnej roli. Po tej jednej kadencji wiedziałam jednak, że nigdy więcej. Gdyby wtedy przyszedł do mnie ktoś i powiedział, że daje mi mandat poselski bez kampanii, bez wysiłku, bez pieniędzy, nie wzięłabym. Drugi czynnik ryzyka to oddalenie. Michał Kamiński uważa, że to jedna z ważniejszych przyczyn wikłania się polityków w wieloletnie romanse. Mąż czy żona są daleko, a kochanka lub kochanek blisko, pod ręką. A kiedy dodamy do tego stres, który czasem można rozładować seksem, romans jest zrozumiały. Oddalenie wiąże się jednak z pierwszym czynnikiem ryzyka, czyli czasem.

Politycy, których rodziny nie mieszkają w Warszawie, jeszcze dotkliwiej odczuwają brak czasu dla rodziny niż ci, którzy mają blisko do domu. – Jeżeli starają się rzetelnie wywiązywać ze swoich obowiązków, to nawet w dniach wolnych uczestniczą w wydarzeniach, na które są zapraszani, w oficjalnych otwarciach, uroczystościach – opowiada Kątna. – Takie zajęcia odbierają czas ich rodzinie. A rodzina traci cierpliwość. Nie ma partnera, nie ma rodzica, są wzajemne pretensje, żal. To trudne zwłaszcza dla kobiet, które bardziej niż mężczyźni boją się oceny swojego rodzicielstwa: co to za matka, której nie ma na jasełkach w przedszkolu albo na rozdaniu świadectw? Jednak również o relacje małżeńskie trzeba nieustannie dbać, a trudno to robić, siedząc wciąż w Sejmie, w ministerstwie albo na święcie truskawkobrania. Trzeci czynnik ryzyka to oszołomienie nowym stylem życia. – Udział w bankietach, galach, konferencjach i związany z tym blichtr może przyćmić spokojny obraz rodziny, która żyje w innym świecie – mówi Mirosława Kątna. To dotyczy zwłaszcza początkujących polityków. – Obserwowałem to nieraz u pierwszaków, czyli takich posłów, którzy pierwszy raz przyszli do Sejmu – mówi Ryszard Kalisz. – Zachłystywali się tym, jakie życie prowadzą w Warszawie, że są w najważniejszych miejscach, instytucjach. A także tym, kim są, jacy są ważni. Są przekonani, że uniżony stosunek do nich, z jakim zaczynają się spotykać jako posłowie albo urzędnicy ważnych instytucji państwowych, wynika z ich osobistych cech, z ich urody. A stąd już tylko krok do tego, by ulec pokusie. Tym bardziej że małżonek czy partner, który został w domu, nie prowadzi takiego życia, nie chodzi na bankiety, nie spotyka najważniejszych osób w państwie. Szarzeje, zaczyna się wydawać zahukany, prowincjonalny, a może nawet obciachowy. W dodatku się czepia, ma pretensje, żeby zająć się dziećmi, żeby wspólnie pójść do cioci na imieniny. Od takiego partnera chce się uciec. I teraz następuje czwarty czynnik ryzyka – ktoś lepszy niż żona czy mąż.

Uwiedzenie

Objaśnia to Michał Kamiński za pomocą anegdoty: – Oglądałem niedawno serial fabularyzowany, ale oparty na prawdziwych wydarzeniach, o specjalnym oddziale w Stasi do uwodzenia Niemek w celu zdobycia informacji, które mogły mieć. Relacje między politykami a ich współpracownikami też są często oparte na uwodzeniu, nawet jeśli dzieje się to nieświadomie. Politycy, jak mówi Kamiński, często są otoczeni wpatrzonymi w nich kobietami. – Widzą młode kobiety, które są nimi zafascynowane, i na nich to działa – tłumaczy. To mogą być współpracowniczki albo asystentki, które czują, że przebywają na co dzień z osobą ważną, a więc godną podziwu, i okazują to.

A do tego łączy je z politykiem codzienność, powstaje specyficzna więź, asystentka przynosi obiad, przypomina, że trzeba wziąć leki, zaczyna ogrywać rolę podobną do roli żony. Jednak ona, w przeciwieństwie do żony, nie czepia się, nie oczekuje dyskusji o szkole dla dzieci, tylko rozmawia o tym, co teraz jest dla niego najbardziej interesujące, co wiąże się z adrenaliną, czyli o pracy, o spotkaniach, o innych politykach i planie dnia. Ten świat, w którym jest rozumiejąca asystentka czy współpracowniczka, staje się dla polityka bardziej atrakcyjny niż ten, który łączy go z żoną. – Nieraz obserwowałem silne więzi, które powstały z takiej fascynacji – mówi Kamiński. – Nie zawsze kończyły się romansem, ale były bardzo silne. Zdarzało się, że ktoś wiązał się z kobietą o wiele mniej atrakcyjną od żony. Pokusa jest ogromna. Opowiadam o tym z punktu widzenia mężczyzny, bo takie sytuacje mogłem obserwować – zastrzega Kamiński. Dlatego właśnie, jak mówi Mirosława Kątna, polityka jest dla twardzieli i twardzielek. – Trzeba mieć kręgosłup, bo inaczej łatwo ulec pokusom – tłumaczy. Powinni iść do niej ludzie, którzy mają kulturowe zaplecze, bywali już w miejscach, które im imponowały, i nie zachłysną się światem, do którego dostali dostęp. Nie poczują się ważniejsi niż sąsiedzi, bo wszystko im wolno. I nie zaczną pogardzać żoną lub mężem. Polityka to trudna lekcja życia. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 24/2017
Więcej możesz przeczytać w 24/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także