Rządowe trzęsienie ziemi

Rządowe trzęsienie ziemi

Beata Szydło
Beata Szydło / Źródło: Newspix.pl / Damian Burzykowski
Zmiany w rządzie, które zajmują wyobraźnię opinii publicznej, prawdopodobnie sprowadzą się do wymiany jednego, góra dwóch ministrów i kilku podsekretarzy stanu.

Zapowiedź lipcowego kongresu zelektryzowała polityków PiS. Oficjalnie twierdzą, co prawda, że nie ma powodu ani klimatu do rekonstrukcji rządu. – W kuluarach nikt na ten temat nie rozmawia – zapewnia „Wprost” poseł Krzysztof Ostrowski z PiS. Na sugestię, że pogorszenie sondaży partii rządzącej może skłaniać kierownictwo PiS do zmian, Ostrowski odpowiada: sondaże często się myliły, a poza tym są elementem gry politycznej. Jednak według nieoficjalnych informacji do siedziby partii przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie przybywają pielgrzymki posłów, którzy informują prezesa PiS o niecnych czynach, wypowiedziach lub zamiarach partyjnych kolegów, żeby zapewnić sobie awans i utrącić ewentualną konkurencję. Jarosław Kaczyński miał nawet z tego zażartować, mówiąc, że musi rzadziej organizować partyjne kongresy, bo gdyby wszystkie te informacje trafiły do opozycji, byłoby po PiS.

Na szczycie bez zmian

Walki frakcyjne to w partii rządzącej zwyczajna sprawa. Przejęcie władzy jest tym momentem, kiedy mogą się zrealizować ambicje wielu osób, a w partii takiej jak PiS, gdzie o wszystkim decyduje prezes, wzajemne podgryzanie jest głównym sposobem na zapewnienie sobie awansu. Z naszych informacji wynika jednak, że przy okazji lipcowego kongresu PiS, który ma być katalizatorem rządowych zmian, niewiele osób zaspokoi swoje ambicje. Ewentualna rekonstrukcja będzie niewielka i nie obejmie szefowej rządu Beaty Szydło. To medialne doniesienia o zmianie na stanowisku premiera sprowokowały wysyp spekulacji dotyczących rekonstrukcji rządu. Z naszych rozmów z członkami PiS wynika jednak, że szefowa rządu mimo wszystko zachowa posadę, choć musi uważać na zawistników, którzy szyją jej buty u prezesa Jarosława Kaczyńskiego. – Profesor Waldemar Paruch przynosi prezesowi badania opinii publicznej, według których poparcie dla Beaty Szydło jest większe niż poparcie dla PiS – mówi jeden z naszych rozmówców z partii rządzącej.

A inny dodaje, że zmiana na stanowisku szefa rządu w sytuacji, gdy nie dzieje się nic złego, a wskaźniki gospodarcze są wręcz wyśmienite, byłaby niezrozumiała dla wyborców i mogłaby sugerować, że rzeczywistość jest różna od oficjalnego przekazu. A tego typu refleksji lepiej nie prowokować u wyborców. – Poza tym Szydło jest popularna, lubiana, lojalna, dobrze wykonuje swoją pracę i ociepla wizerunek rządu – mówi polityk PiS. – Na dodatek jej PR-owcy zręcznie kreują ją na gwiazdę, w której cieniu pozostają wszyscy ministrowie. Ona nie jest w negatywnej sytuacji, tylko pozytywnej. Skąd się więc wzięły plotki o rozważanej dymisji pani premier? Według naszych rozmówców stąd, że Beata Szydło zaczęła się rozpychać, m.in. ingerując w obsadę spółek Skarbu Państwa. Jej przeciwnicy postanowili więc ją osłabić. Wystarczy wspomnieć chociażby niedawną próbę sił między premier a wicepremierem Mateuszem Morawieckim przy okazji obsady stanowiska prezesa PZU, która – jak twierdzą politycy Zjednoczonej Prawicy – zakończyła się zwycięstwem Szydło.

Morawiecki rośnie w siłę

Równocześnie dobre dane napływające z gospodarki wzmacniają pozycję wicepremiera,ministra rozwoju i finansów Mateusza Morawieckiego. Przez pierwszy rok głównie prezentował on swoje pomysły na wykresach. Dziś może się chwalić, że jego strategia odpowiedzialnego rozwoju przynosi realne efekty, skoro bezrobocie spada, deficyt budżetowy też, a wpływy z podatków rosną. Krytycy wicepremiera uważają, że obecna dobra koniunktura gospodarcza nie jest efektem zabiegów rządu, tylko ogólnego ożywienia gospodarczego w Europie i dobrej kondycji gospodarczej naszego największego partnera, czyli Niemiec, ale tak czy inaczej Morawiecki może się chwalić, że żadna z zapowiadanych przez opozycję katastrof nas nie dotknęła.

To wcale jednak nie znaczy, że Morawiecki może zastąpić Szydło na czele rządu, jak spekulowały media. – Plotki o tym, że Mateusz Morawiecki zostanie premierem są rozsiewane przez tych samych ludzi, którzy przekonywali prezesa do pomysłu postawienia na czele rządu Piotra Glińskiego – mówi nasz rozmówca z PiS. Prezes PiS chce jednak docenić wicepremiera Morawieckiego. Dlatego jest prawdopodobne, że do jego i tak potężnego władztwa zostanie włączony kolejny resort – Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa. Oznaczałoby to dymisję obecnego szefa tego resortu Andrzeja Adamczyka i wzmocnienie pozycji Morawieckiego. Adamczyk, uważany za człowieka Beaty Szydło, jest w PiS dosyć powszechnie uważany za ministra mało sprawnego. Nie radzi sobie z budową dróg, a i program „Mieszkanie plus”, zdaniem polityków PiS, pozostawia wiele do życzenia. – Ma bałagan inwestycyjny i jest mało decyzyjny – mówi nasz rozmówca z partii rządzącej.

Ale ponieważ Mieszkanie plus jest jednym z flagowych projektów PiS, to lepiej będzie wyglądało w oczach opinii publicznej, jeżeli Adamczyk odejdzie w wyniku połączenia resortów, niż gdyby miał zostać zdymisjonowany.

Msz pod znakiem zapytania

Jeszcze kilka tygodni temu pewnym kandydatem do dymisji był Witold Waszczykowski, szef MSZ. Po politycznej szarży przeciwko Donaldowi Tuskowi w Brukseli wydawało się, że jego los jest przesądzony. Tym bardziej że ma na koncie sporo wpadek, np. niefortunną wypowiedź o czarnym marszu, który nazwał „zabawą”, z czego tłumaczyła się później premier Szydło. Spekulowano, że jeżeli Polska zostanie niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, to Waszczykowski będzie „awansowany” na stanowisko ambasadora przy Organizacji Narodów Zjednoczonych. Na jego następców wskazywano kilka osób, m.in. wiceministra spraw zagranicznych Konrada Szymańskiego (który jednak nie ma najlepszych notowań na Nowogrodzkiej) czy wicemarszałka Senatu Adama Bielana. Ten drugi zresztą bardzo nerwowo prostował wszelkie spekulacje dotyczące jego osoby w kontekście resortu spraw zagranicznych. Prezes PiS ma do niego słabość, czym Bielan się zresztą chwali. I to jest jego atut.

Z drugiej strony, wicemarszałek Senatu jest związany z Polską Razem Jarosława Gowina, a – według naszych rozmówców z PiS – Kaczyński nie ma ochoty wzmacniać tej frakcji w obozie Zjednoczonej Prawicy. W PiS można też usłyszeć, że po przejściu Marka Magierowskiego z Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy na podsekretarza stanu do MSZ ekipa tego resortu została solidnie wzmocniona i inne zmiany nie są już konieczne. – Główny problem z obsadą MSZ polega na tym, że nie ma dobrej osoby, która mogłaby zastąpić Waszczykowskiego – konkluduje nasz rozmówca z PiS. Za to ważą się losy wiceministra spraw wewnętrznych Jarosława Zielińskiego. Wielu działaczy PiS uważa, że powinien zostać zdymisjonowany, bo odpowiada za politykę kadrową policji, a więc pośrednio za wydarzenia we wrocławskim komisariacie, które doprowadziły do śmierci Igora Stachowiaka. Ta sprawa jest ciągle żywa i jeszcze nie raz będzie absorbowała opinię publiczną, bo postępowanie prokuratorskie jest w toku. Zatrzymanie wiceministra Zielińskiego w rządzie oznacza, że za każdym razem, gdy sprawa Stachowiaka wróci, PiS będzie atakowany, iż broni polityka odpowiedzialnego za sytuację we Wrocławiu. A ponieważ lipcowy kongres PiS ma stanowić nowe otwarcie, to być może zapadnie decyzja, że sprawę Stachowiaka trzeba symbolicznie zamknąć, dymisjonując Jarosława Zielińskiego.

Kto zostanie mimo wpadek

W PiS można też usłyszeć scenariusz, że Ministerstwo Środowiska zostanie włączone albo do Ministerstwa Rolnictwa, albo resortu energii. W ten sposób pracę w rządzie miałby stracić Jan Szyszko, obecny minister środowiska, znienawidzony przez ekologów. Ale ten scenariusz jest mało prawdopodobny. Minister Szyszko ma dwa atuty w ręku, które zapewniają mu nieodwoływalność. Po pierwsze, jest w trakcie reformy funduszy z obszaru środowiska, w których dobrze osadzeni są ludzie PSL. Tymczasem PiS zamierza tę partię wyrugować ze wszystkich stanowisk publicznych, a potem przejąć jej elektorat, a więc nie zaryzykuje opóźnienia reform tylko po to, żeby odsunąć Szyszkę. – Poza tym o. Tadeusz Rydzyk nigdy nie pozwoli na dymisję Szyszki – mówi nasz rozmówca z partii rządzącej. – Minister środowiska bez najmniejszego wahania i bez oglądania się na krytyków przekazuje pieniądze na odwierty geotermalne o. Rydzyka, bo szczerze wierzy, że to są świetne pomysły.

Odsunięcie Szyszki naruszyłoby interesy redemptorysty i naraziłoby PiS na jego gniew. A na to partia rządząca nie może sobie pozwolić. Pozycja Szyszki wydaje się więc niezagrożona. Drugi kontrowersyjny minister rządu PiS – Antoni Macierewicz podobno wybuchagromkim śmiechem na spekulacje mediów, że miałby zostać zrekonstruowany. – Szef MON czuje się pewnie i chyba ma ku temu podstawy – mówi nasz rozmówca z PiS. – Przyspieszył budowę Wojsk Obrony Terytorialnej. W Wielkopolsce oraz Polsce centralnej mają być gotowe już w przyszłym roku, a nie w 2019, jak pierwotnie planowano. To przemawia na jego korzyść. Teoretycznie prace w rządzie może też stracić minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. Ma on bowiem konkurenta, który chętnie zająłby jego miejsce. To europoseł Czesław Hoc, ten sam, który podczas weekendów spędza czas na łowieniu ryb z prezesem PiS. Reformy Radziwiłła nie zostały jednak dokończone i to jest argument za pozostawieniem go w rządzie, bo powinien zakończyć to, co zaczął.

Wszystko w głowie prezesa

Tadeusz Cymański, polityk Solidarnej Polski, uważa, że po lipcowym kongresie PiS dojdzie do niewielkiej rekonstrukcji rządu. – Nie byłbym tym zaskoczony – mówi w rozmowie z „Wprost”. – Jestem pełen uznania dla pani premier, bo dobrze sobie radzi, dojrzewa politycznie. A co do wymiany ministrów, to będzie to decyzja zarówno jej, jak i osób, które ją desygnowały na szefa rządu. Według Cymańskiego, dokonując rekonstrukcji rządu, trzeba też wyciągnąć wnioski ze sposobu reagowania poszczególnych resortów na kryzysy. – Myślę między innymi o sytuacji związanej z obszarem dotyczącym policji – mówi oględnie Cymański. W PiS powszechnie jednak wiadomo, że wszystko jest w głowie prezesa. A tymczasem prezes Kaczyński miał podobno w prywatnej rozmowie w bardzo wąskim gronie wyrazić obawę, że PiS za dwa lata nie powtórzy zwycięstwa z 2015 r., a więc nie utrzyma samodzielnej władzy na drugą kadencję. Gdyby to była prawda, to być może prezes PiS zechciałby skorzystać z okazji, by po raz drugi zostać premierem. W jego otoczeniu jest sporo osób, które namawiają go do takiego rozwiązania, licząc, że w wyniku takiej roszady sami awansują. Dla elektoratu PiS byłaby to naturalna, a nawet pożądana zmiana. W takiej sytuacji mała rekonstrukcja zmieniłaby się w rządowe trzęsienie ziemi. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 24/2017
Więcej możesz przeczytać w 24/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także