Lans na Trumpa

Lans na Trumpa

Donald Trump, Andrzej Duda, Emmanuel Macron, Jens Stoltenberg i Angela Merkel pozują do wspólnego zdjęcia w Brukseli
Donald Trump, Andrzej Duda, Emmanuel Macron, Jens Stoltenberg i Angela Merkel pozują do wspólnego zdjęcia w Brukseli / Źródło: Andrzej Hrechorowicz, KPRP
Pałac Prezydencki, ministrowie oraz otoczenie prezesa PiS walczą o splendor związany z warszawską wizytą prezydenta USA Donalda Trumpa.

Nie ulega wątpliwości, że prezydent Andrzej Duda potrzebuje jakiegoś sukcesu, żeby zamazać wrażenie polityka, z którym nikt się nie liczy. Taką inicjatywą, od której prezydent zamierzał rozpocząć budowanie nowego wizerunku, miało być referendum w sprawie konstytucji. Ale sprawa jest odległa i zaczęła się gmatwać w szczegółach. Dlatego wizyta prezydenta USA Donalda Trumpa jest doskonałą okazją, żeby głowa państwa zabłysnęła na scenie politycznej. Tym bardziej że Andrzej Duda będzie miał amerykańskiego przywódcę niemalże na wyłączność, mimo że obie delegacje będą liczyły po kilkanaście osób. – Na razie przewidziany jest format: prezydent plus 15 innych osób, ale to się jeszcze może zmienić – mówi Krzysztof Łapiński, rzecznik prezydenta. Po polskiej stronie prezydentowi będą towarzyszyć m.in. ministrowie: infrastruktury i finansów Mateusz Morawiecki, obrony narodowej Antoni Macierewicz, a także pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury. Piotr Naimski i szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski.

Wyłączność Andrzeja Dudy będzie polegała na tym, że Donald Trump nie spotka się ani z premier Beatą Szydło, ani z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. A Andrzej Duda nie tylko odbędzie z amerykańskim prezydentem półgodzinną rozmowę, ale jeszcze wystąpi obok niego na konferencji prasowej. A więc będzie najważniejszy.

Łyżka dziegciu

Ale żeby nie było zbyt pięknie, to w tej beczce miodu jest też łyżka dziegciu. Otoczenie prezesa PiS twierdzi, że wizytę Trumpa w Polsce i cały splendor z tym związany załatwił Andrzejowi Dudzie osobiście Jarosław Kaczyński. – Prezes najpierw spotkał się z byłym burmistrzem Nowego Jorku Rudolphem Giulianim, współpracownikiem prezydenta Trumpa, i zaproponował wizytę przywódcy USA w Polsce – opowiada polityk z otoczenia Kaczyńskiego. – Nam prezes mówił, że z Trumpem trzeba rozmawiać językiem korzyści, i tak prowadziliśmy rozmowy. Przekonywaliśmy ludzi prezydenta USA argumentami politycznymi, gospodarczymi i dotyczącymi bezpieczeństwa energetycznego. Według naszego rozmówcy, gdy przygotowaniem wizyty zaczął się zajmować szef MSZ Witold Waszczykowski, to sprawa na kilka miesięcy siadła. – Dostaliśmy już nawet nieoficjalną odmowę przyjazdu. Ale ostatecznie dwa miesiące temu przeforsowaliśmy wizytę prezydenta USA – opowiada polityk z otoczenia prezesa PiS. I dodaje, że sam Kaczyński nie spotyka się z Trumpem z dwóch powodów – po pierwsze, chce, żeby Duda zapunktował wizerunkowo, a po drugie, wizyta prezydenta USA jest krótka. Cały czas przewidziany na spotkania prezydentów i ministrów wynosi półtorej godziny – od 9 do 10.30. – Dla prezesa 15-minutowe spotkanie z Donaldem Trumpem to żadna atrakcja – przekonuje nasz rozmówca. I zapewnia zarazem, że „prezes spina wizytę merytorycznie”. Spotyka się z ambasadorem USA na długich naradach, podczas których są określane główne cele wizyty Trumpa. W Pałacu Prezydenckim, w którym panują buntownicze nastroje wobec PiS, nie ma chętnych do przyznawania zasługi wizyty Donalda Trumpa Kaczyńskiemu. – Znamy oficjalny przekaz Nowogrodzkiej, że wizyta Donalda Trumpa jest wyłączną zasługą prezesa – ironizuje polityk z pałacu. – Oczywiście nie twierdzę, że rozmowa Jarosława Kaczyńskiego z Giulianim nie miała znaczenia, ale to prezydencki minister Krzysztof Szczerski zawiózł oficjalne zaproszenie dla Donalda Trumpa do Białego Domu, a na szczycie w Brukseli ponowił je sam prezydent Duda. Potem jeszcze trzeba było wielu kolejnych spotkań, żeby sprawę załatwić. Zresztą, umówmy się, gdyby w tym czasie nie odbywał się szczyt Trójmorza, którego Polska jest gospodarzem, a potem spotkanie grupy G20 w Hamburgu, to być może do wizyty Trumpa w Polsce w ogóle by nie doszło. Mieliśmy po prostu szczęście.

AUTOKAR DLA KAŻDEGO

Szczęściu oczywiście trzeba pomóc. Podobno prezydenta USA najbardziej przekonało do wizyty zapewnienie, że w Warszawie będą witały go tłumy, do których będzie mógł przemówić. Tłumy mają być przywiezione z całej Polski przez polityków PiS. Gdy prezydent Barack Obama przyjechał do Polski z okazji 25-lecie wyborów z 4 czerwca 1989 r., na spotkanie z nim też sprowadzono wyselekcjonowanych gości, a więc jest to normalna praktyka. Ale PiS postawił na rozmach – każdy poseł tej partii ma do dyspozycji sfinansowany przez partię autokar. Wystarczy go tylko wypełnić. – I pewnie posłowie zrobią to z radością, bo na rok przed wyborami samorządowymi każdy skorzysta z okazji, żeby na tak atrakcyjną wycieczkę zabrać pełen autobus wyborców – mówi polityk związany z obozem władzy. Dwie pieczenie zostaną zatem upieczone przy jednym ogniu – frekwencja na spotkaniu z Trumpem będzie imponująca, a przy okazji każdy poseł PiS zapunktuje w swoim okręgu wyborczym. Jest jeszcze trzeci zysk. – Jeżeli KOD zechce demonstrować podczas wizyty Trumpa, np. pod hasłami obrony konstytucji, to zostanie zakrzyczany przez zwolenników PiS – mówi polityk obozu władzy.

Dla obozu władzy zyski z wizyty prezydenta USA są oczywiste. – Wszystkie telewizje pokażą spotkanie prezydentów Polski i Stanów Zjednoczonych, a więc w świat pójdą obrazki Andrzeja Dudy obok Donalda Trumpa – mówi Łapiński. – Nawet najmniej życzliwe nam media nie zdołają tego pominąć. Ale jeżeli posłucha się polityków czy opozycji, czy PiS, to sprawa nie jest już tak jednoznaczna. Opozycja jest zdania, że PiS, zabiegając o tę wizytę, ma na względzie wyłącznie jej propagandową stronę. – Byłoby bardzo źle, gdyby prezydent Trump zechciał wykorzystać tę wizytę do pokazania rozdźwięku w Europie, do pokazania, że znalazł europejski kraj, z którym ma wspólny język – mówi Sławomir Nitras z PO. – Donald Trump miał kilka przemówień, w których podważał jedność europejską. Gdyby Warszawa stała się miejscem rozdźwięku w Europie, wówczas ta wizyta stałaby się paradoksalnie porażką naszej dyplomacji. Europoseł Ryszard Czarnecki ma zupełnie inny punkt widzenia. – Wizyta Donalda Trumpa w Polsce to próba budowy relacji amerykańskich z krajami Unii Europejskiej ponad głowami Niemiec – tłumaczy. – Trump próbuje budować te relacje na zasadzie bilateralnej, a my korzystamy z dekoniunktury w stosunkach Berlin – Biały Dom. Czarnecki dodaje, że Niemcy i USA mają inne interesy, jeśli chodzi o bezpieczeństwo energetyczne. Niemcom zależy na Nord Stream 1 i 2, USA je krytykują oraz forsuje swój gaz ciekły i swoje łupki. – Uważam, że jesteśmy w momencie zwrotnym relacji amerykańsko-polskich – przekonuje Czarnecki. – Wbrew temu, co głosi opozycja, nie stawiamy jedynie na relacje z USA kosztem relacji z UE. Tak naprawdę dobre relacje z Amerykanami wzmacniają naszą pozycję w Europie. A więc to, co dla opozycji jest wyznacznikiem porażki, dla obozu rządzącego może być powodem do dumy. I tu jest pies pogrzebany. O sukcesie wizyty będzie można mówić dopiero po jej zakończeniu. Zależy on od tego, co prezydent Trump powie na pl. Krasińskich w Warszawie i od ewentualnej dwustronnej deklaracji. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

PAWEŁ KOWAL

były wiceszef MSZ

Wizytę Donalda Trumpa uważam za największy sukces naszej dyplomacji od wyborów 2015 r. Głównie z tego powodu, że został osiągnięty samodzielnie. Nie był przygotowany przez poprzednią ekipę. Ściągnięcie Trumpa do Warszawy wymagało wyczucia chwili i wskoczenia na falę. To się naszej dyplomacji udało. Przedstawiono Trumpowi ofertę w odpowiednim czasie, a obietnica zgromadzenia tłumu w Warszawie bardzo mu się spodobała. Ale jest druga strona medalu – nasza dyplomacja będzie musiała lawirować między krytykującym Europę Zachodnią Trumpem a unijnymi liderami, żeby nie zrazić żadnej ze stron. Bo nie ulega wątpliwości, że Trump znajdzie sposób na porozumienie się z przywódcami Unii i to będzie ostatni akord naszego sprytu. Jeżeli więc ktoś wymyślił jakiś plan na czas, zanim prezydent USA porozumie się z Emmanuelem Macronem czy Angelą Merkel, i zdoła go wdrożyć, to wizyta Trumpa będzie miała sens. To mogłyby być deklaracje dotyczące naszego bezpieczeństwa albo zmobilizowanie Donalda Trumpa do walki z drugą nitką Gazociągu Północnego. Gdyby przy pomocy prezydenta USA i Komisji Europejskiej udało się zablokować to przedsięwzięcie, odnieślibyśmy wielki sukces. Ale jeżeli chcemy tylko zagrać na nosie przywódcom unijnym, to chyba sensu to nie ma.

LESZEK MILLER

były premier

Każda wizyta amerykańskiego prezydenta jest ważnym wydarzeniem, niezależnie od tego, czy ten prezydent się w Polsce podoba, czy nie. Jest demokratycznie wybranym szefem państwa i nie należy pod jego adresem stroić min i fochów. Ta konkretna wizyta przysporzy korzyści wizerunkowych obu stronom. Trump potrzebuje obrazków z Europy, gdzie ludzie będą go oklaskiwali, a politycy życzliwie z nim rozmawiali. I nikt nie będzie zadawał kłopotliwych pytań. To go dowartościuje jako przywódcę. Z kolei polski rząd potrzebuje prezydenta USA w Warszawie, żeby powiedzieć, że wszystkie tezy o izolacji naszego kraju na arenie międzynarodowej są bzdurą. Trump przyjedzie tutaj, żeby potwierdzić słynny art. 5, czyli zobowiązania NATO do obrony swoich członków. Zapewne przedstawi się też jako przedstawiciel amerykańskiego biznesu zbrojeniowego czy gazowego. Będzie lobbował na rzecz amerykańskich firm i może coś powie o swoim stosunku do głównych partnerów w Unii Europejskiej. Ale gdyby chciał uczynić swoją wizytę wielką, to korzystając, że jest w kraju, który graniczy z Rosją, mógłby sformułować plan osłabienia napięcia na linii Rosja – NATO, np. proponując obustronne rozbrojenie. Wtedy Warszawa byłaby na ustach świata. Ale Trump musiałby przezwyciężyć wielki opór u siebie.

ANDRZEJ OLECHOWSKI

były szef MSZ

Rząd oczekuje przede wszystkim potwierdzenia obecności natowskiej, a w szczególności amerykańskiej w Polsce oraz potwierdzenia art. 5 NATO. Co do bezpieczeństwa energetycznego, to moim zdaniem jest to pewna koncepcja biznesowa zwiększania dostaw gazu skroplonego z USA. Czy ta koncepcja zostanie zrealizowana, będzie zależało głównie od kosztów, cen, tego, co się będzie opłacało. PiS, będąc w opozycji, wśród priorytetów stawiał sprawę zniesienia wiz do USA dla Polaków. Rozumiem, że postulat zniesienia wiz zostanie też przedstawiony prezydentowi Trumpowi. Spodziewam się, że w formie pytania, które zostanie zadane na jakiejś konferencji prasowej. A jeżeli chodzi o wizerunkowe zyski z tej wizyty, to ta sprawa jest ważniejsza dla prezydenta USA niż dla nas. Poprzednia wizyta Donalda Trumpa w Europie nie była udana. Jak rozumiem, dyplomacja amerykańska chciała znaleźć takie miejsce, w którym przywitanie prezydenta Trumpa będzie cieplejsze i bardziej entuzjastyczne niż w czasie jego pierwszej wizyty. Stanęło na Polsce. Korzyści wizerunkowych dla prezydenta Dudy nie widzę.

Okładka tygodnika WPROST: 27/2017
Więcej możesz przeczytać w 27/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także