Układanka prezesa

Układanka prezesa

Jarosław Kaczyński
Jarosław Kaczyński / Źródło: Newspix.pl / DAMIAN BURZYKOWSKI
Po kongresie PiS i Zjednoczonej Prawicy układ sił w partii wyraźnie się zmienił. Prezes osłabił frakcję Beaty Szydło i ojca Tadeusza Rydzyka, wzmocnił natomiast Mateusza Morawieckiego i zakon PC.

W PiS trwa nowe rozdanie. Jarosław Kaczyński uznał, że na półmetku rządów trzeba zrobić porządki w samej partii. Dotknęły one kluczowych osób dla obozu władzy. Zwiastunem nowych prądów było długie przemówienie prezesa, w którym jedni politycy zostali pochwaleni, inni zganieni, a jeszcze inni po prostu pominięci. – Najgorzej mają ci, o których prezes nic nie powiedział. Nad nimi są najczarniejsze chmury. Są na etapie, że Kaczyński już nawet nie chce z nimi rozmawiać – mówi nasz informator z PiS.

Frakcja radiomaryjna na cenzurowanym

Na cenzurowanym jest m.in. minister środowiska Jan Szyszko, jeden z liderów frakcji polityków związanych z Radiem Maryja.

– Prezes uznał, że frakcja radiomaryjna jest za silna, zwłaszcza zaś zaniepokoiły go wpływy Szyszki. Kaczyński woli się samodzielnie dogadywać z o. Tadeuszem Rydzykiem niż obserwować, jak korzysta z pośrednictwa poszczególnych ministrów, które wiąże się z uzyskiwaniem przez nich wpływów w Toruniu – mówi polityk PiS. Prezesa zaniepokoił m.in. prawdziwy „wiec poparcia”, który ostatnio zorganizował sobie w Toruniu Szyszko. W połowie maja została tam zwołana przez resort środowiska konferencja „Jeszcze Polska nie zginęła – wieś”, na którą to miało „dobrowolnie” przyjechać 8 tys. leśników i myśliwych. Wydarzenie było demonstracją wpływów ministra środowiska. Na konferencji nie obyło się bez „zrzutki do kopert” dla ojca Rydzyka, o czym pisał serwis Oko.press.

– Ojciec Rydzyk dużo może, więc warto się wykazać porządnym datkiem – tłumaczył dziennikarzom jeden z myśliwych. Zdaniem byłego współpracownika Jarosława Kaczyńskiego lider PiS traktuje już o. Rydzyka niemal jak swojego koalicjanta. – Takiego realnego, bo Jarosław Gowin i Zbigniew Ziobro nie są traktowani partnersko – tłumaczy nasz rozmówca. – W końcu to z redemptorystą Kaczyński negocjuje stanowiska w rządzie i to jemu powierza fundusze na geotermię czy imperium medialne. Prezes stawia więc teraz na bezpośrednie relacje z Toruniem. Nie da się ukryć, że serią swoich wpadek sam Jan Szyszko sprowokował Kaczyńskiego do takiej decyzji. To jeden z najbardziej krytykowanych dziś ministrów w rządzie Beaty Szydło. Wywołana przez niego awantura o wycinkę Puszczy Białowieskiej nie tylko spowodowała protesty ekologów, lecz także wywołała reakcję UNESCO. Organizacja ta miała w ubiegłym tygodniu w Krakowie swą ogólnoświatową konferencję, co miało być prestiżowym sukcesem Polski. Tymczasem jedyne, co z tego wydarzenia przebiło się do mediów, to uchwała, w której UNESCO wzywa Polskę do ochrony puszczy. Szyszko, który próbował zablokować przyjęcie tej rezolucji, miał przeciwko sobie właściwie całe międzynarodowe środowisko ekspertów. W Krakowie nieudolnie usiłował zbudować w tej sprawie sojusz z… Kazachstanem, co zostało ostro skrytykowane w mediach. Gromy na ministra środowiska posypały się też po tym, jak przed posiedzeniem rządu w obecności kamer próbował przekazać szefowi MSW Mariuszowi Błaszczakowi tajemniczą kopertę od „córki leśniczego”. Komentatorzy odebrali to jako próbę protekcji. Późniejsze żartobliwe tłumaczenia ministra, że córka leśniczego to legendarna Inka, tylko pogorszyły sytuację. Decyzja o osłabieniu frakcji radiomaryjnej wynika jednak nie tylko z przyczyn wizerunkowych, lecz także z obawy przed zbytnią radykalizacją PiS. Jak ustalił „Wprost”, partia zleciła badania popularności toruńskiego redemptorysty w swoim elektoracie. Ojca Rydzyka popiera 40 proc. zwolenników PiS, natomiast aż 60 proc. wyborców tej partii ma o nim złe zdanie. Okazało się, że większość prawicowych wyborców nie jest aż tak radykalna i że rząd może stracić na zbyt nachalnym podejmowaniu wątków ideologicznych.

Osłabienie frakcji radiomaryjnej oznacza nie tylko zmniejszenie wpływów Jana Szyszki, lecz także reszty jej członków, czyli m.in. Anny Sobeckiej, Barbary Bubuli i Elżbiety Kruk.

Ludzie gowina na celowniku

Kongres PiS stał się też okazją do osłabienia wpływów ludzi wicepremiera Jarosława Gowina. Czyli przede wszystkim szefów resortu cyfryzacji Anny Streżyńskiej oraz zdrowia Konstantego Radziwiłła. Streżyńska, związana z Polską Razem Jarosława Gowina, jeszcze do niedawna uważana była za jednego z najlepszych ministrów. Nazywano ją nawet (mocno na wyrost) „czwartym wicepremierem”. Tymczasem teraz nie została nawet wymieniona podczas przemówienia prezesa. Nie wspomniał też o niej wicepremier Mateusz Morawiecki, choć przecież mówił o modernizacji kraju, w którym resort Streżyńskiej ogrywa kluczową rolę. Powodem mogą być polityczne ambicje szefowej resortu cyfryzacji. W PiS panuje przekonanie, że w zbyt dużym stopniu zaczęła ona stawiać na własną karierę polityczną i że w związku z tym przestała być lojalnym członkiem ekipy „dobrej zmiany”. Skonfliktowała się z ministrem obrony Antonim Macierewiczem. Wiadomo też, że Streżyńska myśli o starcie na prezydenta Warszawy, co wyraźnie nie podoba się władzom PiS. W dodatku w kilku wypowiedziach odcinała się od socjalnych dokonań rządu, co zirytowało Jarosława Kaczyńskiego. – Czy siedząc okrakiem na barykadzie, odniesie sukces, nie jestem pewien – powiedział o niej złośliwie w jednym z wywiadów.

Zdaniem naszego rozmówcy Streżyńska nie radzi sobie z izolacją ze strony prezesa. Podobno po kongresie PiS powtarza, że Jarosław Kaczyński wydał na nią wyrok i jej dni w rządzie są policzone. – Jako jedyna z ministrów nie wstała i nie klaskała po przemówieniu prezesa. Zamiast tego ostentacyjnie bawiła się telefonem – relacjonuje uczestnik kongresu. Ale Anna Streżyńska to niejedyna osoba z frakcji Jarosława Gowina, która ma gorsze notowania u prezesa PiS. Na kongresie upomniał on też ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, wytykając mu, że ten wciąż nie rozwiązał problemu kolejek w służbie zdrowia.

Szydło osłabiona

Powody do niepokoju ma też Beata Szydło. Choćby dlatego, że jej najbliżsi współpracownicy zostali na kongresie zganieni. Najbardziej dostało się ministrowi infrastruktury Andrzejowi Adamczykowi.

Krytykę musiał też przyjąć szef dyplomacji Witold Waszczykowski. I to wcale nie z powodu porażek na arenie międzynarodowej, lecz zbyt łagodnych zmian personalnych w resorcie. Jednak największym politycznym ciosem, który musiała przyjąć premier, było to, że nie pozwolono jej wystąpić na kongresie. – Jarosław Kaczyński już od dłuższego czasu nie przyjmuje Szydło przy Nowogrodzkiej. W efekcie premier nie ma z nim właściwie kontaktu – mówi jeden z polityków PiS. Dlaczego tak się dzieje? Otoczenie prezesa PiS twierdzi, że z powodu zbyt dużej popularności rządu i pani premier. Po chwilowej sondażowej zadyszce notowania PiS znowu sięgają 40 proc., większość Polaków pozytywnie też ocenia rząd i samą Szydło. A to niepokoi prezesa, który – jak zawsze – pilnuje, by nikt z jego otoczenia nie dorobił się zbyt silnej, samodzielnej pozycji. Doświadczył tego już kiedyś premier Kazimierz Marcinkiewicz. I choć Beata Szydło nie idzie w jego ślady, na każdym kroku demonstrując lojalność wobec swojego zaplecza partyjnego, to – według niektórych polityków PiS – poczuła się w swojej roli zbyt pewnie. A to musi niepokoić szefa PiS. – Tym bardziej że od zawsze podejrzewa on Szydło o spiskowanie z Andrzejem Dudą – opisuje nasz informator. Tymczasem od jakiegoś czasu prezydent demonstruje swoją niezależność od Nowogrodzkiej. Dowodem jest przebudowa personalna jego kancelarii. Na przykład nominacja na rzecznika prasowego Krzysztofa Łapińskiego, który był skonfliktowany z Beatą Mazurek, rzeczniczką prasową klubu PiS. – Prezydent liczy się z tym, że po wyborach PiS nie będzie rządził lub będzie rządził z koalicjantem, co oznacza osłabienie wpływów prezesa partii. Andrzej Duda ma nadzieję, że wtedy to on wykreuje się na lidera obozu prawicy, bo jeszcze przez rok po wyborach parlamentarnych będzie prezydentem – opisuje jeden ze scenariuszy nasz rozmówca. Nic dziwnego, że Kaczyński traktuje Szydło z coraz większym dystansem. Prezesa PiS ma bulwersować m.in. jej walka o wpływy w spółkach Skarbu Państwa z Mateuszem Morawieckim. Apogeum tego konfliktu stanowiły niedawne przepychanki o obsadę władz PZU.

Morawiecki wzmocniony

Jeśli po ostatnim kongresie ktoś wyszedł wzmocniony, to niewątpliwie wspomniany wicepremier Morawiecki. Początkowo, gdy zaczął przemawiać, część działaczy wyszła, myśląc, że nic ciekawego ich nie czeka. Ale za chwilę zaczęli wracać. Jego wystąpienie było bowiem największym pozytywnym zaskoczeniem. Mówił z charyzmą, daleki był od swego technokratycznego sposobu przemawiania, nawet żartował. – Pokazał, że nie jest tylko zimnym panem z liczydłem, lecz rasowym politykiem. Po raz pierwszy kupił swoim przemówieniem powiatowych działaczy. Teraz ma wśród nich ludzi, którzy będą chcieli mu kleić plakaty kampanijne – żartuje uczestnik kongresu. Z punktu widzenia Jarosława Kaczyńskiego wicepremier Morawiecki jest kluczowym elementem w walce o równowagę poszczególnych frakcji w rządzie. Po pierwsze, kontrolowane rozszerzanie jego wpływów to świetne narzędzie do temperowania aspiracji Beaty Szydło. Po drugie, Morawiecki ostatnio wyraźnie dystansuje się od Gowina, demonstrując lojalność wobec Kaczyńskiego. Nie ma więc wątpliwości, że lider Prawa i Sprawiedliwości w najbliższym czasie będzie stawiał właśnie na niego. Właściwie Jarosław Kaczyński wyraźnie to podkreślił, zapowiadając w czasie swego przemówienia „wyklarowanie się kierownictwa ekonomicznego rządu”. Czyli dalszego wzmacniania Morawieckiego. Jedyny problem to to, że wielu działaczy przemówienie wicepremiera odebrało jako rozpoczęcie marszu do schedy po Jarosławie Kaczyńskim. Tymczasem prezes o następcach jeszcze nie myśli. Na razie więc wzmocnienie Morawieckiego pozostaje jedynie elementem rozgrywek partyjnych prezesa. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 28/2017
Więcej możesz przeczytać w 28/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także