Czyje elity?

Czyje elity?

Polacy maja złą opinię o elitach – wynika z obszernego materiału w „Polityce”. Na dodatek obecnie rządzący robią wszystko aby nam elity obrzydzić a raczej wykreować własne, zwane biało- czerwoną drużyną – uważa nie bez racji redaktor Mariusz Janicki. Do materiału dołączone są badania, z których kompletnie nic nie wynika. Może oprócz tego, że nie rozumiemy pojęcia elita lub jest ono opacznie rozumiane.

Zgodnie z definicjami, elita to kategoria osób znajdujących się najwyżej w hierarchii społecznej i wyróżniających się w jakiejś dziedzinie. Trochę mętne, niejednoznaczne, ale niech już będzie. Jednak z tej mętności wynikają nieporozumienia. Dla respondentów, do elity należą osoby najbogatsze (78 procent wskazań), warunkiem dostania się do elity są „zamożność, wysokie dochody” (60 procent) oraz „układy i znajomości” (42 procent). Jak dla mnie bogactwo nie wyklucza przynależności do elity ale tej przynależności nie nadaje. Dlaczego? Czy szemrany biznesmen, który w okresie transformacji dorobił się na sprowadzanym/przemycanym spirytusie, lub uwłaszczył na państwowym majątku, bo był wpływowym komuchem, to elita. Jeśli tak, to mieliśmy nie mafię, tylko elitę pruszkowską i wołomińską. Elitarny jest twórca Amber Gold wraz z małżonką, przynajmniej na skalę aresztu śledczego, gdzie obecnie przebywają. Zapewne też Andrzej Gołota, który dorobił się na waleniu rywali w mordę i genitalia.

Do elity należą też politycy (69 procent). Może tak, zależy którzy. Owszem są, a raczej byli politycy wielkiego formatu, z piękną podziemną kartą, państwowcy z wizją państwa taką, czy inną, ale wynikającą z wiedzy i głębszych przemyśleń. Tak, to elita. A czy Andrzej Lepper to też elita? Albo poseł, dla którego obojętne w jakiej jest partii, byle gdzieś być, bo nic innego nie potrafi. A może poseł wyłudzający kilometrówki, znany z wypowiedzi medialnych otrzymanych rano w „przekazach dnia” od partyjnej centrali.

Do elity należą też artyści i celebryci (71 procent). Tak, mamy wybitnych artystów, ale mamy też celebrytów znanych tylko z tego, że są znani. Biorą kasę za bywanie na firmowych imprezach, stoją z kieliszkiem wina. Można się na nich pogapić, rozmawiać nie radzę, nie ma o czym. A propos rozmawiania. Autor jednej z biografii Leo Messiego podaje, że ten nie udziela wywiadów. Nie dlatego, że nie chce. Media się nie zwracają, bo piłkarski geniusz nie ma kompletnie nic do powiedzenia.

I ostatnie pytanie w sondażu: czy chciałbyś, aby twoje dziecko należało do elity. Tak: 18 procent, Nie: 62 procent. Znamienne, choć potwierdzające, że nie cenimy elit. Problem w tym, że sondażownia prawdopodobnie nie wyjaśniła respondentom znaczenia słów, albo coś poplątała, bo dlaczego ktoś miałby nie chcieć, aby jego dziecko było bogate i wpływowe.

Nie wiem a jakie elity PiS chce obrzydzać i jakie budować. Mam tylko nadzieję, że doczekamy się elit w dobrym tego słowa znaczeniu. Na początek, przywróćmy słowom poprawną konotację i róbmy badania, gdzie respondenci rozumieją o co są pytani.

Czytaj także

 0