Wojewoda chciał wyłudzić prawo jazdy

Wojewoda chciał wyłudzić prawo jazdy

Wojewoda mazowiecki Wojciech Dąbrowski świadomie poświadczył nieprawdę. Zatajając informację o tym, że policja zabrała mu prawo jazdy, w 2004 r. wnioskował do urzędu o wydanie mu wtórnika dokumentu - dowiedział się "Wprost".
19 stycznia "Wprost" ujawnił, że Wojciech Dąbrowski został w 2006 r. ukarany za jazdę po pijanemu rowerem m.in. zakazem prowadzenia pojazdów na 2 lata. Jak ustaliliśmy, Dąbrowskiemu nie odebrano prawa jazdy, bo... wcześniej już je stracił. W 1996 roku policja zabrała mu dokument na ponad rok za przekroczenie liczby dozwolonych punktów karnych. By ponownie móc kierować samochodem, Dąbrowski powinien zdać ponownie egzamin. Ale obecny wojewoda poszedł na skróty. W 2004 r. postanowił wyłudzić dokument z wydziału komunikacji na Pradze Południe, gdzie poprosił o wtórnik. Urzędnicy stwierdzili jednak, że Dąbrowski nie ma prawa jeździć samochodem i dokumentu nie wydali.

"Wprost" dotarł do dokumentu z biura administracji i spraw obywatelskich dzielnicy Praga Południe. Urzędnicy napisali w nim: "17.08.2004 r. Dąbrowski złożył do tutejszej Delegatury wniosek o wydanie wtórnika prawa jazdy. Nie został wydany z uwagi na fakt, iż wyżej wymieniony nie poddał się kontrolnemu sprawdzeniu kwalifikacji (zgodnie z wnioskiem Komendanta Stołecznego Policji w Warszawie z dnia 09.04.1996 r. nr WRD II 1650/96) w związku z wielokrotnym naruszeniem przepisów i zasad bezpieczeństwa ruchu drogowego". Dotarliśmy też do wniosku Dąbrowskiego o wydanie wtórnika. Obecny wojewoda napisał w nim, że nie ma zatrzymanego prawa jazdy, nie ma cofniętego uprawnienia do kierowania pojazdami oraz, że zgubił prawo jazdy.

Czy Wojciech Dąbrowski popełnił przestępstwo? Jak powinny być traktowane takie sprawy, zapytaliśmy specjalistę. - To jest klasyczne poświadczenie nieprawdy ścigane z art. 272 kodeksu karnego - powiedział nam dr Kazimierz Pawelec, autor komentarza do ustawy o ruchu drogowym. Za poświadczenie nieprawdy grozi kara do trzech lat więzienia.

Co na to wojewoda? Podczas rozmowy telefonicznej z "Wprost" Wojciech Dąbrowski kilkakrotnie podawał różne wersje zdarzeń. Najpierw powiedział, że nie występował o wtórnik prawa jazdy. Za chwilę sobie przypomniał, że o niego jednak występował. Co napisał we wniosku? - Nie pamiętam. Składałem go, bo skradziono mi dokumenty. Byłem napadnięty - mówił Dąbrowski. Kiedy zapytaliśmy go, w jakiej miejscowości i w którym komisariacie zgłaszał napad, znowu zapomniał. W kolejnej rozmowie całą winę próbował zrzucić na urzędników i policjantów, którzy rzekomo mieli mu powiedzieć, że jego punkty karne zostały anulowane.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że Dąbrowski już pięć razy próbował zdać ponowny egzamin na prawo jazdy. Bezskutecznie: trzy razy oblał go w 2004 r. i dwa razy w 2005 r. Po wyroku za jazdę po pijanemu na rowerze musi odłożyć kolejne próby przynajmniej o dwa lata.

Wbrew temu, co mówił wojewoda i broniący go politycy PiS, Dąbrowski przed pechową jazdą na rowerze nie wypił z pewnością tylko jednego piwa. "Wprost" dotarł do treści zeznań policjantów, którzy go zatrzymali w maju 2006 r. Wynika z nich, że Dąbrowski był mocno pijany. Funkcjonariusze wydziału wywiadowczego Komendy Stołecznej Policji zeznali przed sądem, że zauważyli Dąbrowskiego nocą i jechali za nim kilkaset metrów. Rowerzysta jechał zygzakiem i wywracał się. Kiedy dali sygnał do zatrzymania, Dąbrowski próbował wjechać z ulicy na chodnik. Znowu się przewrócił. Funkcjonariuszom, którzy go zatrzymali tłumaczył, że zgłodniał, a w domu nie miał nic do jedzenia i wyjechał do baru. Nie ukrywał, że pił alkohol. Od razu powiedział, że wypił dwa półlitrowe piwa. - Albo ma słabą głowę, albo nas robił w konia. My go badaliśmy alkomatem prawie 6 godzin od wypicia tych piw i po jedzeniu, a miał 0,75 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Średnio zbudowany mężczyzna ma takie stężenie po czterech piwach - twierdzi jeden z funkcjonariuszy.

Czy wojewoda Wojciech Dąbrowski zostanie odwołany? Nie udało się nam uzyskać odpowiedzi w tej sprawie od rzecznika prasowego rządu Jana Dziedziczaka.

Czytaj także

 0