Renault zabiera głos w sprawie powrotu Kubicy. To rozwiewa wszystkie wątpliwości

Renault zabiera głos w sprawie powrotu Kubicy. To rozwiewa wszystkie wątpliwości

Robert Kubica
Robert Kubica / Źródło: Newspix.pl / xpbimages.com
Dyrektor zarządzający zespołu Renault Cyril Abiteboul poinformował, że Robert Kubica nie zastąpi w tym roku Brytyjczyka Jolyona Palmera w wyścigach Formuły 1 – informuje motorsport.com.

Renault twierdzi, że w tym roku Robert Kubica nie wróci do wyścigów Formuły 1. Koncern podał, że testy, w których Polak uczestniczył na Węgrzech miały na celu sprawdzenie, czy kierowca może w przyszłym roku wrócić do zawodów. Kubica znowu zasiadł za kierownicą bolidu F1, a media spekulowały na temat jego wielkiego powrotu. Skandynawskie media twierdziły, że 32-latek może wrócić już w Grand Prix Belgii.

Dyrektor zarządzający zespołu Renault Cyril Abiteboul szybko zareagował na te doniesienia. Zapewnił, że Palmer zachowuje miejsce w zespole. – Razem z Robertem uważamy, że musimy wykonać dokładniejsze badania. Oczywiście testy odbywały się na samochodzie z 2012 r., ale zrobiliśmy też badania medyczne, pracowaliśmy z symulatorem – wymieniał.

Abiteboul zaznaczył, że nawet jeśli Kubica utrzymywał niezłe tempo podczas testów na Węgrzech, to nie oznacza, że automatycznie w przyszłym roku dostanie szansę w wyścigach. – Robert mógłby być kandydatem na 2018 r., ale musimy zobaczyć, jak radzi sobie z mocniejszymi samochodami – stwierdził.

Wypadek

Przypomnijmy, że Kubica miał poważny wypadek 6 lutego 2011 r. Polak uderzył lewą stroną samochodu w barierę, która przeszła przez przednią maskę, zdołała przygnieść kierowcę i wyjść przez bagażnik. Kierowca trafił do szpitala i przeszedł operację, po której lekarze nie mieli złudzeń – to koniec kariery Polaka na torach F1. Kubica nie poddał się i rozpoczął rehabilitację. Co prawda nie wrócił do ścigania się w Formule 1, ale zaczął brać udział w innych rajdach. Ostatnio testował m.in. bolid GP3 na torze w Cremonie.

Czytaj także

 1
  • Problem z Kubicą polega na tym, co ten facet ma w głowie. Niby fizycznie jest już OK i mógłby wrócić do F1, ale nikt nie powierzy mu wartego miliony bolidu, jeśli nie będzie miał pewności, że będzie po występie Roberta zbierał złom z toru. Trzeba pamiętać, że jego występy w rajdach kończyły się w większości przypadków kasacją auta.
    Brawura na dłuższą metę zawsze kończy się tragedią. Oby w jego przypadku tak nie było.

    Czytaj także