Niemcy ciągle nie wyrównali rachunków

Niemcy ciągle nie wyrównali rachunków

Niemcy, w imię przyjaźni, powinni się rozliczyć z mordów, jakich dokonali na Polakach – mówi Marek Suski.

Zeszły już panu siniaki po walce z Ryszardem Petru o mikrofon podczas prac nad ustawą o Sądzie Najwyższym?

Zeszły. Nie były aż takie straszne.

Skoro siniaki znikły, to może zmieniła się też pana ocena weta prezydenta? Bo nie krył pan rozczarowania decyzją Andrzeja Dudy.

Nie. Ocena się nie zmieniła. Nadal uważam, że weta były błędem. No, ale nawet w najlepszej rodzinie zdarzają się błędy. Myślę, że nie będzie wielkiego problemu z tego tytułu. Co prawda, reforma sądów to sprawa bardzo poważna i bardzo potrzebna Polsce, ale nie spodziewam się z tego powodu większego konfliktu z panem prezydentem.

A jak dziś wyglądają relacje PiS i prezydenta?

Są dobre. Ja na przykład kilka dni temu widziałem się z panem prezydentem na Powązkach. Powiedzieliśmy sobie „dzień dobry”.

O siniakach nic?

Co tam siniaki, kiedy byliśmy na uroczystościach rocznicy Powstania Warszawskiego.

Jak pan przyjął słowa rzecznika Andrzeja Dudy, że mógłby pan być kandydatem PiS na prezydenta?

Rzecznik powiedział to z lekkim przymrużeniem oka. Odpowiedziałem na to także z przymrużeniem oka: skoro uważa, że byłbym lepszym kandydatem niż jego pracodawca, czemu nie.

Internauci natychmiast to podchwycili.

Internauci wykazują się wielkim poczuciem humoru. Niektóre hasła, które wymyślili, są na tyle dobre, że zastanawiam się, czy nie wykorzystać ich w następnej kampanii. Na przykład: „Lepszy Suski niż trzy Tuski”. Piękne! Sam bym tego lepiej nie wymyślił. Uważam, że poczucie humoru w polityce to rzecz bezcenna. Lepiej się śmiać niż sobie nawzajem robić przykrości.

A gdy minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro powiedział o współpracownikach głowy państwa, że to są larwy, które żerują w otoczeniu prezydenta, to żartował czy mówił poważnie?

Myślę, że powinniśmy się do siebie wzajemnie odnosić z szacunkiem.

Nie martwi się pan, że prezydent może zawetować wam inne kontrowersyjne ustawy, np. tę o dekoncentracji mediów, która może wywołać nawet silniejsze protesty niż w sprawie sądów?

Nie sądzę, żeby protesty w tej sprawie były mocniejsze. Jestem przekonany, że będzie to dobra ustawa, w interesie Polski i Polaków. Oczywiście jak dotąd każda rzecz, którą robi Prawo i Sprawiedliwość, spotyka się z protestem. Nawet gdybyśmy chcieli ludzi ozłocić, to opozycja pewnie by zaprotestowała. Przypomnę, jak krytyczne słowa padały pod adresem 500 plus, jak to budżet miał się zawalić itp. Później ci, którzy to krytykowali, zmienili zdanie i powiedzieli – zły program, bo nie daliście na pierwsze dziecko, a my byśmy dali na każde po 1000 zł. Wracając do dekoncentracji, to będzie ona służyła wolności w mediach i pluralizmowi poglądów.

Chodzi o wolne media i pluralizm czy o „dobranie się” do niektórych dziennikarzy, bo są kłamczuchami, jak powiedziała poseł Krystyna Pawłowicz?

Koleżanka Pawłowicz ma czasami ostre wypowiedzi, które niekoniecznie określają cele, do których zmierza Prawo i Sprawiedliwość. To są jej prywatne oceny. My chcemy, żeby była wolność słowa, ale nie na takiej zasadzie, że każdy zagraniczny podmiot kupi sobie kawałek naszego rynku i będzie głosił to, co jest w interesie jego państwa. Chcemy, żeby różne polskie grupy mogły się wypowiadać. A dzisiaj większość mediów jest w rękach zagranicznych. Można zatem mieć wątpliwości, czy to nasi obywatele korzystają z wolności słowa, czy może zagranica, pod płaszczykiem wolności słowa, sufluje nam, co mamy myśleć.

Czyli, pana zdaniem, TVN, w którą zaangażowany jest kapitał amerykański, reprezentuje przede wszystkim amerykańskie interesy, tak?

Niekoniecznie amerykańskie. TVN reprezentuje interesy pewnej grupy lewacko-liberalnej, a przedstawiane na jej antenie treści wypaczają poglądy reprezentowane przez Polaków. Nie jest to oczywiście zakazane, ale nie może być tak, że Polska jako jedyny kraj w Europie większość mediów ma w obcych rękach. Inne kraje wyznaczają górną granicę udziału obcego kapitału w mediach. Tak jest w Niemczech czy we Francji. A więc nasze propozycje nie są kontrowersyjne ani niezgodnie z europejskimi standardami.

Czy PiS będzie się domagał odszkodowań wojennych od Niemców?

Na razie decyzja nie została podjęta. Faktem jest, że Niemcy na nas napadli, okradli nas, wymordowali ogromną liczbę ludzi, zniszczyli infrastrukturę. Robili to systemowo, wysadzając budynek po budynku. Innym krajom wypłacili reparacje wojenne. Nam nie zwrócili tego, co zrabowali, nie zapłacili reparacji. W tym sensie taki dług istnieje. Ale ewentualną decyzję podejmie rząd. Na razie nie słyszałem, żeby była podjęta. Obecnie dysponujemy bardzo starannie wykonanymi szacunkami naszych strat. To jest ogromna kwota.

W waszym klubie tą sprawą zajął się poseł Arkadiusz Mularczyk. A więc rozważacie to, żeby się domagać tych reparacji.

Oczywiście. Zwróciliśmy się o stosowne ekspertyzy w tej sprawie. Polska nigdy nie zrzekła się reparacji wojennych. Ani też Niemcy nie wypłacili nam odszkodowań.

Zrzekła się w czasach PRL.

Nie ma podstaw, aby uznawać oświadczenia komunistycznego, marionetkowego rządu PRL. Nie było to zrzeczenie się państwa demokratycznego. Dotyczyło NRD i było na polecenie Moskwy. Nie byliśmy wtedy państwem suwerennym, więc tego typu decyzje nie są wiążące dla władz demokratycznych. Takiego zrzeczenia też nie ma na forum międzynarodowym, w ONZ czy gdzie indziej. Jeżeli inne kraje, jak choćby Francja, do niedawna, bo zdaje się jeszcze w ubiegłym roku, otrzymały ostatnią ratę reparacji od Niemiec, to dlaczego tylko jedna Polska miałaby być pominięta? Nie myśmy tę wojnę wywołali. Nie myśmy tu zainstalowali obozy koncentracyjne. Nie myśmy tu mieli komory gazowe. Więc Niemcy, w imię przyjaźni, powinni najpierw się rozliczyć z mordów, jakich dokonali na Polakach, i ze zniszczeń na Polsce.

Nie sądzi pan, że wystąpienie o reparacje wojenne do Niemiec może otworzyć dyskusję na temat mienia zostawionego przez Niemców na ziemiach zachodnich Polski czy w ogóle granic?

Część niemieckich obywateli występuje do polskich sądów z roszczeniami do mienia znajdującego się w Polsce i nawet były takie wyroki, które zasądzały zwrot majątków. Niemieckie sądy naszym obywatelom odmawiały. A jeżeli chodzi o dyskusję na temat granic, to nie ma ku temu żadnych podstaw. Chociaż brak wyrównania rachunków może ośmielać do takiej dyskusji. Granice zostały ustalone po II wojnie światowej i wytyczyły je światowe mocarstwa, a nie Polska. Może Niemcy chciałyby się cofnąć do czasów zaborów i zażądać całego terytorium, które było pod zaborami niemieckimi czy pruskimi? Rewizja granic to jest absurd.

Czyli, w pana opinii, powinni płacić?

Ja mówię o tym, że w wyniku niemieckiej agresji ponieśliśmy ogromne straty, które nie zostały w żaden sposób zrekompensowane.

Dlaczego za pierwszych rządów PiS nie wystąpiliście o takie odszkodowania? Za prezydentury Lecha Kaczyńskiego w Warszawie została przygotowana wycena szkód w stolicy.

Tamte rządy były mniejszościowe, rządziliśmy z koalicjantami. Uzgodnienie czegokolwiek z ludźmi pokroju Romana Giertycha było szalenie trudne. Na dodatek paraliżowała nas opozycja, która już wówczas była totalna. Nie mieliśmy większości, żeby sprawować władzę.

Panie przewodniczący, czy pan potrafi odróżnić żabę od kornika drukarza?

Sądzę, że potrafiłbym rozpoznać.

Według ministra środowiska Jana Szyszki urzędnicy z Brukseli nie odróżniliby żaby od kornika.

Skoro ślimaka uznali za rybę, a marchewkę za owoc, a teraz chcą chronić korniki, jak endemiczny gatunek żaby, to być może mają problem z rozpoznawaniem rzeczy. Takie głupstwa, jakie oni tam wymyślają, dają podstawy do odpowiedzi w stylu ministra Szyszki.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wezwał ministra Szyszkę do czasowego wstrzymania wycinki Puszczy Białowieskiej do momentu zbadania, czy takie działanie jest zasadne. Tymczasem minister Szyszko nie zamierza podporządkować się tej decyzji. Słusznie?

Oczywiście, bo te orzeczenia są skandaliczne. Widać, że unijni biurokraci kompletnie się nie znają na gospodarce leśnej. Nie wiedzą, że zabite przez korniki drzewo trzeba nie tylko wycinać, ale i spalić. Niech przyjadą na studia do ministra i się trochę poduczą.

Gdyby każde państwo unijne w ten sposób podchodziło do orzeczeń trybunału, to gdzie odwoływalibyśmy się w obronie naszych interesów?

Jakoś w stosunku do innych państw takich postanowień nie wydają. Od dwóch lat, czyli od czasu, gdy przejęliśmy władzę, Polska się Unii bardzo nie podoba. Gdy rządził gabinet Donalda Tuska i władza doprowadziła do upadłości stoczni, to było świetnie. Gdy planowano zniszczenie LOT-u, to też było świetnie. Gdy strzelano do górników, też nikomu to nie przeszkadzało, a teraz, kiedy jest rząd dbający o polskie interesy, to się nie podoba. Może dlatego, że dzisiaj z podatku VAT wpływa do budżetu więcej pieniędzy, niż dostajemy z Unii dotacji. Polska zyskuje, a ktoś traci. I to najbardziej się nie podoba. Tyle że za to trudno nas bezpośrednio zaatakować.

Mówiąc o Locie, nawiązuje pan do ustaleń komisji Amber Gold?

Tak. Dzięki komisji Amber Gold wiemy, że był plan przejęcia polskiego rynku lotniczego przez wprowadzenie nieuczciwej konkurencji na rynek, czyli OLT, która prowadziła agresywną politykę cenową, sprzedając bilety na rejsy krajowe poniżej kosztów. To miało doprowadzić do upadłości LOT-u. I przez sprzedaż OLT nastąpiłoby przejęcie rynku przez podmiot zagraniczny. Prowadzono rozmowy z niemiecką firmą Air Berlin. Ludzie, którzy za tę aferę odpowiadają, chcieli na trupie polskiego przewoźnika zarobić pieniądze. A premier Donald Tusk o tym wiedział i nie reagował. To jest to skandal najwyższej rangi.

To pana wielki sukces. Pan doprowadził do wyznania Michała Tuska, że obaj z ojcem wiedzieli, iż „to jest lipa”.

Akurat nie uważam tego za największy sukces. Większym sukcesem jest dogrzebanie się do dokumentów, z których wynika, jaki był plan przejęcia polskiego nieba poprzez doprowadzenie do upadłości LOT-u. A także, że Michał Tusk wiedział, iż Marcin P. był skazany, a jego przedsiębiorstwo zostało skreślone z listy domów składowych, czyli krótko mówiąc, że to było oszustwo.

Kiedy komisja zamierza wezwać Donalda Tuska?

Na sam koniec naszych prac. Taką przyjęliśmy zasadę, że wysłuchujemy świadków zgodnie z hierarchią urzędniczą, od najniższego do najwyższego szczebla. Nie skończyliśmy też przesłuchiwać Marcina P. Może dowiemy się czegoś więcej o układach gdańskich i o legendarnych walizeczkach.

Uważa pan Marcina P., oskarżonego w sprawie Amber Gold, za wiarygodnego świadka? On jest teraz gotów powiedzieć wszystko, żeby polepszyć swoją sytuację.

Nie kupujemy w ciemno wszystkiego, co Marcin P. mówi. Sprawdzamy, czy jego słowa mają potwierdzenie w dokumentach. Na część jego zeznań znalazło się potwierdzenie. O innych sprawach nie chciał mówić. W tym kontekście jego słowa nie mogą stanowić jedynej podstawy do oceny sytuacji, ale mogą być ważną wskazówką. Do sprawdzenia jest też, kto miał lokaty i kto brał kredyty w Amber Gold. Twarde dyski, na których były te dane, zaginęły w tajemniczych okolicznościach i to już wtedy, gdy Marcin P. siedział w areszcie. To jeden z wielu dowodów, że za jego plecami działał i działa ktoś jeszcze.

O czym mają świadczyć lokaty w Amber Gold, poza tym, że ktoś dał się oszukać?

Mogą świadczyć o tym, że ci, którzy założyli lokaty i wycofali je ze znacznym zyskiem w odpowiednim momencie, mieli wiedzę, iż cały ten interes jest piramidą finansową, której życie dobiega końca. A ci, którzy wzięli kredyty i ich nie spłacili, wiedzieli, że będzie to swojego rodzaju bezzwrotna pożyczka, łatwy zarobek. Dlatego, moim zdaniem, odnalezienie danych ze znikających dysków może być rozwiązaniem zagadki, kto za tym stał. Według starej rzymskiej zasady – czyj interes, na tego podejrzenie winy.

Na podobnej zasadzie Roman Giertych użył niedawno dokładnie tego samego argumentu, wywodząc, że to PiS stał za aferą taśmową, czyli nagraniami rozmów polityków PO, bo miało w tym interes, czyli wygranie wyborów.

Myśmy podsłuchów nie zlecali. To nas inwigilowano w czasach rządów PO. Widocznie komuś innemu zależało na wyciągnięciu na światło dzienne mechanizmów rządzenia PO. I dobrze, że te mechanizmy zostały ujawnione, bo rząd Tuska nie zajmował się sprawami Polski, tylko własnymi brudnymi sprawkami i kryciem swoich przekrętów. A z Polaków się wyśmiewali, że są frajerami. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 32/2017
Więcej możesz przeczytać w 32/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także