Muzycy i polityka

Muzycy i polityka

RYSZARD CZARNECKI

Mówiono o nim, że „wygrał Polskę na fortepianie”. Niewielka była w tym przesada. Był wielkim pianistą, ale też kimś więcej. Bodaj jako pierwszy w dziejach muzyki wszedł do świata popkultury. Podbił Amerykę totalnie. Stany Zjednoczone leżały mu u stóp. Na jego koncertach były tłumy, a kobiety histerycznie piszczały lub mdlały, niczym na tournée „chłopców z Liverpoolu” w USA dobre pół wieku później. Tak, on bodaj jako pierwszy artysta w historii najnowszej stał się prawdziwym celebrytą. Prawdziwym, a nie współczesnym tandeciarzem. Ignacy Jan Paderewski. Osobiście miał przekonać prezydenta USA Woodrowa Wilsona do deklaracji gwarantującej Polsce niepodległość. To on w wielkiej mierze zapewnił możliwość wcielenia do polskiej armii tysięcy rodaków zza Wielkiej Wody – administracja w Waszyngtonie wręcz w tym pomagała, a nie przeszkadzała. Na koncertach w Stanach grał „Mazurka Dąbrowskiego”, a publika szalała. A przecież niemniejsze wrażenie wywoływał we własnej ojczyźnie.

Zwycięskie powstanie wielkopolskie zaczęło się od manifestacji na jego cześć, zaraz po przyjeździe do Poznania. Myśleliście, że będę pisał o Bono? Ha, ha. Wolę pisać o wielkim Paderewskim. Człowieku, który został premierem Rzeczypospolitej na progu II RP. Był z pewnością lepszym pianistą niż politykiem, ale przede wszystkim był narodowym i międzynarodowym autorytetem. Miał głównie rękę do fortepianu, mniej do realnego rządzenia. Posiedzenia Rady Ministrów pod jego przewodnictwem odbywały się, bywało, w jego warszawskim mieszkaniu – gdy się politycy zasiedzieli, wkraczała pani Paderewska i rząd szybko musiał się ewakuować. Cóż, kobiety jak widać miały wpływ na polską politykę. Nie tylko dlatego, że jako jeden z pierwszych krajów Europy Rzeczpospolita przyznała damom prawa wyborcze. 27 lat przed Francją. Chyba i Francuzi, i Francuzki wolą o tym nie pamiętać. A powinni, choćby po to, żeby nas nie pouczać, a czasem nawet, żeby skorzystać z prawa „siedzenia cicho”, jak to w naszym kontekście ujął prezydent Jacques Chirac. Taki był z niego Kuba! Myśleliście, że będę pisał o Bono? Ha, dobrze myśleliście! Patrzę na fotografie irlandzkiego muzyka walczącego o prawa człowieka z innymi rycerzami praw człowieka i mniejszości: Władimirem Putinem i Dmitrijem Miedwiediewem. Tak, godne to towarzystwo. Czy celebryta z Irlandii porozmawiał ze swoimi rosyjskimi partnerami o morderstwach politycznych w „Rossiji”? Co, czasu zabrakło. A może „czaju”, skoro czytam tytuły o „Herbatce Bono z Miedwiediewem”. A może odwagi?

Polskę łatwiej kopnąć w myśl zasady „odwaga staniała, rozum podrożał” (Adam Ważyk), Moskwę jakoś, jakby to powiedzieć, trudniej. Bądźmy sprawiedliwi. Bono lubi grzać się w blasku każdej władzy, o ile jest to władza państwa powyżej 80 mln mieszkańców. Fotki z Frau Merkel też obiegły świat. Mr Bono pewnie wspomniał pani kanclerz o Jugendamtach i zabieraniu dzieci cudzoziemskim rodzicom przez niemieckie państwo. Pan Bono (jaki pan, taki kram) to, jak to mówią u nas w Polszcze, „cwana gapa”. Jego fundacja ONE na bezpośrednią pomoc dla biednych w Afryce przeznaczyła 118 tys. funtów, a na płace dla uprzywilejowanych, którzy tam pracują, 5,1 mln funtów, czyli 40 razy więcej! W Polsce za taki numer powieźliby gościa na taczkach, ale na Wyspach pan B. ma status Owsiaka w Polsce, czyli wszystko mu wolno. Tyle że ochroniarze zatrudnieni przez Owsiaka, używając przemocy, wyrzucają dziennikarzy z jego konferencji prasowych (jak śmią zadawać niewygodne pytania), a Bono przeciwnie: żurnaliści dostają od niego prezenty. Nie wszyscy to doceniają, bo niektórzy jednak poinformowali o tym opinię publiczną. A głodni na Czarnym Lądzie? Cóż, zawsze można posłuchać piosenek Bono. Strawa duchowa też wszak ważna... Irlandczyk ostatnio, jako znany ekspert od polityki, komentował sytuację w Polsce. Pomyślałem wtedy o... Mikołaju Reju. Tym z XVI w., który pisał, iż „Polacy nie gęsi, wżdy swój język mają”. Bo Bono nie używa „Gaeilge”(czyli języka jego ojczyzny). Wielu rodaków Bono również. A może jednak warto się nauczyć własnej mowy, a nie jechać po tych, którzy język ojczysty w ciężkim boju obronili i bronią własnych tradycji ? Ucz się, Bono, ucz.g

AUTOR JEST WICEPRZEWODNICZĄCYM PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO.

Okładka tygodnika WPROST: 32/2017
Więcej możesz przeczytać w 32/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także