Kuchnia polskiego Davos

Kuchnia polskiego Davos

Forum Ekonomiczne w Krynicy
Forum Ekonomiczne w Krynicy / Źródło: Konrad Rogoziński/Photogenium.pl
Zebrać 4 tys. przedsiębiorców, prezesów, dziennikarzy, polityków, prezydentów i ministrów, by przez trzy dni ze sobą porozmawiali. Tak wygląda Krynica od kulis.

Forum Ekonomiczne w Krynicy-Zdroju, nazywane polskim Davos, to przede wszystkim ogromne przedsięwzięcie logistyczno-organizacyjne. – Do tego, by wszystko chodziło jak w szwajcarskim zegarku, potrzeba aż 700 pracowników, których musimy na ten czas zatrudnić – opowiada założyciel Forum Ekonomicznego Zygmunt Berdychowski. W skład ekipy wchodzą nie tylko tłumacze i obsługa, ale przede wszystkim ochroniarze, dźwiękowcy, nagłośnieniowcy, scenografowie, osoby sprzątające, kierowcy. Co ciekawe, przy forum pracują też na przykład specjaliści od układania kwiatów. Inną ciekawostką jest to, że samych materiałów promocyjnych – katalogów, ulotek i pism, które są drukowane i rozdawane na forum – jest w sumie kilkadziesiąt ton. – Tylko ich pakowanie zajmuje tydzień. Przecież to wszystko musi trafić do odpowiednich osób. Każdy jest zainteresowany innymi materiałami. Nie możemy tego tak po prostu porozrzucać – wylicza Berdychowski.

Ciężarówki nie zawracają

Pracownicy to jedno, ale trzeba pamiętać, że mnóstwo ludzi przyjeżdża tutaj służbowo. Dziennikarze, ekipy telewizyjne i radiowe oraz publicyści muszą akredytować się dwa tygodnie wcześniej, by móc się w ogóle do strefy forum dostać. Porządku pilnują dodatkowo ściągani policjanci i strażacy. A pośród wszystkich tych ludzi krążą agenci ze służb specjalnych. Dla nich buduje się na okres forum specjalne miasteczko na deptaku w centrum Krynicy. Kiedyś mógł tam wejść każdy, dzisiaj jest to już niemożliwe. Tu samo rozstawienie infrastruktury imprezowej jest już olbrzymim wyzwaniem, bo teren ten zajmuje ponad 8 tys. mkw. – Ważne są przede wszystkim szczegóły i procedury – mówi Berdychowski. – Na przykład ciężarówki, które przywożą towary, nie mogą znajdować się w miasteczku dłużej niż 30 minut, bo zapchają nam wszystko. Mogą wjeżdżać tylko z jednej strony deptaka i nie wolno im zawracać. Wyjeżdżają drugą stroną. Wszystko jest wyliczone co do minuty. Stopień skomplikowania jest bardzo duży, bo oprócz samych materiałów promocyjnych i stanowisk, trzeba jeszcze ludzi wykarmić i napoić. A przy takiej liczbie gości jest to nie lada wyzwanie. – Współpracujemy z niezwykle wyspecjalizowanymi firmami, które oferują usługi na najwyższym poziomie – dodaje Berdychowski. – Wszystko po to, by goście mogli cieszyć się jak największym komfortem.

Miasto korzysta

Samo miasteczko zyskało przede wszystkim na prestiżu i rozpoznawalności. Dzisiaj to jedna z najbardziej znanych marek turystycznych na mapie Polski, taka jak Zakopane, Sopot czy Augustów. A okres wrześniowy jest już tak naprawdę zakończeniem sezonu turystycznego. Więc miasto korzysta w tych dniach dodatkowo i forum jest swoistym przedłużeniem wakacji. – Może w tych dniach dla mieszkańców życie w Krynicy jest nieco utrudnione, bo nagle przyjeżdża dodatkowe pół miasta gości – opowiada dr Dariusz Reśko, burmistrz Krynicy. – Niektórzy mogą na to narzekać, że poruszanie się jest uciążliwe i sporo jest zakazów wstępu, ale to chwilowe utrudnienia, które są rekompensowane chociażby przez pieniądze, jakie są u nas zostawiane. Bo przecież osoby, które przyjeżdżają do Krynicy, korzystają z restauracji, pubów, sklepów. Chętnie kupują pamiątki, korzystają z lokalnych usług. A są to osoby raczej bardzo zamożne. Ceny pokoi hotelowych przekraczają nawet 2 tys. zł za dobę! – Największe żniwa w tym czasie mają taksówkarze – śmieje się Reśko. – Oni nie mogą narzekać na Forum Ekonomiczne. W końcu goście muszą cały czas się przemieszczać, a nie każdy jest swoim samochodem. Bo mimo wszystko dojazd do Krynicy nie jest wybitnie łatwy i nie prowadzi tutaj trzypasmowa autostrada.

– Rzeczywiście komunikacja z miastem to jest pewien problem – uważa Janusz Steinhoff, od lat członek rady programowej forum. – Ale wszyscy się już do tego przyzwyczaili i nikt na to nie narzeka. Ważne jest bowiem to, z kim się tutaj można spotkać, porozmawiać, a czasami nawet pokłócić. Osobistości rzeczywiście robią wrażenie. I najważniejsze jest to, że organizatorzy potrafią w tym czasie pogodzić wszystkie strony politycznego sporu. – Przecież na te spotkania przyjeżdżają politycy ze wszystkich stron i obok siebie siedzą – dodaje Steinhoff. – Na forum bywali lub bywają prezydenci – Wałęsa, Kwaśniewski, Komorowski, Lech Kaczyński. Premierzy od Oleksego przez Bieleckiego, Buzka czy Jarosława Kaczyńskiego. Ten ponadpolityczny charakter imprezy jest niezwykle istotny. Bo w samej radzie programowej znajduje się zarówno Piotr Gliński, czyli wicepremier z PiS, jak i Władysław Kosiniak-Kamysz z PSL czy Rafał Trzaskowski z PO.

– Cieszy mnie, że to właśnie Krynica gości ludzi ze wszystkich stron sporu politycznego – dodaje burmistrz Reśko, który zresztą też w radzie zasiada.

Jest również śmiesznie

Mimo że impreza jest prestiżowa i poruszane są na niej poważne zagadnienia, to nie brakuje tutaj luzu i zwykłych ludzkich wpadek. Jedną z nich przypomina sobie burmistrz Reśko. – Gospodarze są niezwykle uczuleni na protokół dyplomatyczny – opowiada. – Wszystko musi być dopieszczone do perfekcji. I pamiętam, jak nasza delegacja czekała na parkingu, by przywitać premiera Donalda Tuska. Czekaliśmy mnóstwo czasu, a okazało się, że on nie jechał samochodem, tylko przyleciał helikopterem i wylądował na stadionie. Niewitany kompletnie przez nikogo wysiadł i sam przyjechał do nas. Jedną z kluczowych osób, która współtworzyła forum, był premier Józef Oleksy.

On, podobnie jak Berdychowski, pochodzi z okolic Nowego Sącza i również bardzo przyczynił się do rozwoju tej imprezy. – Widać, że działał tutaj typowy patriotyzm lokalny – uważa Reśko. – Bo przecież można było ten event robić w większym mieście, które miałoby jeszcze lepszą infrastrukturę. Ale to właśnie Oleksy stworzył w Krynicy nieformalną grupę – Stowarzyszenie Miłośników Rydza. Czyli lokalnego przysmaku, który można dostać w każdej dobrej restauracji w okolicy. – Józek przywoził swoich gości i oni wszyscy zajadali się rydzem – dodaje Reśko. – Smażone rydze to była podstawa ich wyżywienia. I jednego roku mieliśmy straszną suszę, i rydza po prostu w regionie nie było. Musiałem wtedy bardzo gęsto się tłumaczyć przed radą stowarzyszenia, czemu nigdzie nie mogą zjeść naszego przysmaku – śmieje się. W tym roku i rydzów, i VIP-ów nie zabraknie. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 35/2017
Więcej możesz przeczytać w 35/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także