Młody wilk prawicy

Młody wilk prawicy

Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki
Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki / Źródło: Newspix.pl / KONRAD KOCZYWAS / FOTONEWS
Patryk Jaki podąża śladem swojego mentora Zbigniewa Ziobry. Obaj zaczęli zajmować wysokie stanowiska publiczne w bardzo młodym wieku i prą jak taran do wyższych funkcji.

Jaki, rocznik 1985, to jeden z najbardziej rozpoznawalnych polityków obozu Zjednoczonej Prawicy. Ambitny, pracowity i ostry. Wszystkie te trzy cechy są dobrze widziane w kierownictwie PiS, które już chyba nie ma mu za złe, że krótko po tym, gdy zdobył mandat poselski z listy PiS, związał się z Solidarną Polską Zbigniewa Ziobry. Ten grzech został odkupiony obecną działalnością Jakiego – ciężką pracą w Ministerstwie Sprawiedliwości, ostrymi atakami na opozycję, no i przede wszystkim komisją weryfikacyjną, która weryfikując decyzje prywatyzacyjne warszawskiego ratusza, okazała się najlepszym projektem politycznym Jakiego. To on ją wymyślił, przygotował i prowadzi. Dzięki pracy tej komisji szanse PiS na zdobycie stanowiska prezydenta Warszawy stale rosną. Na dodatek Zjednoczona Prawica umacnia wizerunek formacji, walcząc o sprawiedliwość dla wszystkich, a nie tylko dla bogatych.

Obrońca uciśnionych

Komisja wywołuje dużo emocji, bo też warszawska reprywatyzacja od lat wzbudzała ogromne emocje. Raz, że opiewa na kwoty wywołujące zawrót głowy, dwa, że mieszkańcy zreprywatyzowanych kamienic przechodzili prawdziwą gehennę, a teraz wreszcie są uważnie słuchani. Na dodatek Jaki bierze ich w obronę. Podczas ostatniego posiedzenia komisji poświęconego reprywatyzacji kamienicy przy ulicy Poznańskiej 14 wykluczył z obrad prawników zatrudnionych przez miasto, ponieważ – jego zdaniem – próbowali zastraszyć mieszkańców pytaniami o ich długi i „czysto prywatne problemy”. Jaki poinformował w piątek na Twitterze, że komisja postanowiła złożyć zawiadomienie do prokuratury, ponieważ Gronkiewicz-Waltz przekazała swoim pełnomocnikom „wrażliwe dane świadków, aby ich publicznie upokarzać”. Z kolei wiceprezydent Warszawy Witold Pahl już zapowiedział, że będzie się domagał wyłączenia Jakiego z prac komisji weryfikacyjnej, bo jego działania podyktowane są pobudkami politycznymi. Jest jednak mało prawdopodobne, by ten wniosek przeszedł, gdyż Jaki jest dobrze oceniany nie tylko przez ludzi z PiS, lecz także przez opozycję. Sebastian Kaleta, najbliższy współpracownik Jakiego w komisji i w Ministerstwie Sprawiedliwości, przekonuje, że jego przełożony świetnie odnajduje się w zarządzaniu komisją. – Oprócz tego, że jest jej przewodniczącym, zarządza całym departamentem, który zajmuje się sprawą reprywatyzacji – mówi. Bartłomiej Opaliński, radca prawny rekomendowany do komisji przez PSL, dodaje, że Jaki stwarza dobre warunki do pracy. – Komisja pracuje bardzo prężnie. To, czego wszystkie inne organy państwa nie zrobiły przez lata, my zrobiliśmy w dwa miesiące. Wykonaliśmy ogrom pracy, nasze decyzje są bardzo dobrze udokumentowane i jeżeli trafią do sądu, to powinny się obronić – zapewnia. – Przykre jest tylko, że ratusz, który powinien być zainteresowany rozwikłaniem spraw, w ogóle komisji nie pomaga, tylko przysyła pełnomocników, którzy starają się torpedować nasze prace wnioskami formalnymi. Co prawda podczas głosowania nad wykluczeniem z obrad pełnomocników ratusza Opaliński wstrzymał się od głosu, gdyż uważa, że niewłaściwe pytanie należało po prostu uchylać. Przedstawiciel PSL nie popiera też karania prezydent Warszawy kolejnymi grzywnami za to, że nie stawia się na posiedzenia komisji. Ale jego ocena komisji i przewodniczącego jest pozytywna. Zasiadający w komisji poseł PO Robert Kropiwnicki też specjalnie nie ma się do czego przyczepić. – Jaki jest bardzo emocjonalny, szybciej robi, niż pomyśli, ma radykalne poglądy – wylicza Kropiwnicki. Ale to można powiedzieć o co drugim polityku. Poseł PO uważa też, że Jaki niepotrzebnie ustawia komisję weryfikacyjną w konflikcie z miastem. – Ze strony miasta jest pełna współpraca. Pani prezydent wysłała swoich pełnomocników, a przewodniczący uporczywie domaga się jej osobistego przybycia. Gdyby tego nie robił, komisja mogłaby o wiele więcej osiągnąć dla mieszkańców i przez to mieć duże znaczenie – przekonuje Kropiwnicki, który zdaje się nie pamiętać, że Hanna Gronkiewicz-Waltz od początku kontestowała powołanie komisji, zarzucając jej, iż jest niekonstytucyjna. A więc postawa konfrontacyjna widoczna jest po obu stronach.

Ratowanie wizerunku

Ratusz ma problem z Jakim. Dopóki afera reprywatyzacyjna rozgrywała się w mediach, prezydent Warszawy mogła twierdzić, że mało na ten temat wie i za nic nie odpowiada, bo odpowiednie umocowania do podejmowania decyzji otrzymali urzędnicy. Już pierwsze przesłuchania przed komisją udowodniły, że pani prezydent w tym względzie mijała się z prawdą. Uporczywa odmowa stawienia się przed komisją śledczą nie poprawiła wizerunku Gronkiewicz-Waltz. A sprytny – z jej punktu widzenia – wybieg, żeby to miasto z pienię-

dzy warszawiaków zapłaciło za jej grzywny za odmowę stawienia się na posiedzeniu komisji, po 3 tys. zł każda, budzi raczej niesmak niż podziw. Trudno też będzie zatrzeć niemiłe wrażenie po ostatnim posiedzeniu komisji, podczas którego mieszkańcy kamienicy przy ulicy Poznańskiej 14 opowiadali, w jaki sposób byli prześladowani przez nowych właścicieli, jak próbowano ich zmusić do wyprowadzki podwyżkami czynszów i jak znikąd nie mieli pomocy. Co ciekawe, mieszkańcy kamienicy przy ulicy Poznańskiej prześledzili dokumenty, z których wynika, że reprywatyzacja tej kamienicy odbyła się z naruszeniem prawa. Władze miasta nie chciały jednak słuchać ich argumentów. Dlatego obecna akcja ratusza pomocy dla lokatorów reprywatyzowanych kamienic, szeroko reklamowana w mediach, wygląda bardziej na rozpaczliwe ratowanie wizerunku niż na rzeczywistą chęć pomocy lokatorom. Znamienne jest, że PO stara się nie wypowiadać na temat afery reprywatyzacyjnej, gdyż widzi, że na tym polu punktów nie zyska. Władze partii przestały też naciskać na Gronkiewicz-Waltz, żeby stawiła się na komisji, bo pani prezydent miała zapowiedzieć, że po zakończeniu obecnej kadencji prezydentury zakończy działalność publiczną. Jeżeli Gronkiewicz-Waltz faktycznie zniknie ze sceny politycznej, to Jaki będzie mógł się chwalić, że to jego sukces.

Kto z kim przestaje

Łatwo zauważyć, że Patryk Jaki zachowuje się tak, jak dekadę wcześniej zachowywał się Zbigniew Ziobro gdy został po raz pierwszy ministrem sprawiedliwości. A więc biega po mediach, jest konfrontacyjny, a czasem w porę nie potrafi ugryźć się w język. – Obserwuję posła Jakiego od poprzedniej kadencji – mówi posłanka PO Zofia Czernow z sejmowej komisji sprawiedliwości. – To człowiek impulsywny, nie zastanawia się, co mówi, obraża ludzi i ich uczucia. Ale politycznej sprawności nie można mu odmówić. – Kiedy Solidarna Polska w 2011 r. założyła klub parlamentarny, jej najważniejsi politycy: Tadeusz Cymański, Jacek Kurski i Zbigniew Ziobro byli w Parlamencie Europejskim. Na miejscu był Patryk Jaki, który zaczął rozpychać się politycznie – opowiada polityk niegdyś związany z ziobrystami. – Razem z Patrycją Kotecką i Witoldem Ziobrą stali się najważniejszymi osobami w ugrupowaniu. Jaki był pracowity, dużo się uczył i brał na siebie trudne sprawy. Gdy w Solidarnej Polsce doszło do konfliktu między kierownictwem partii a Jackiem Kurskim, misję atakowania go wziął na siebie właśnie Jaki. Ziobro nie chciał się z konfrontować z bulterierem PiS, a Jaki nie miał problemu. Ale jego kariera w Ministerstwie Sprawiedliwości zaskoczyła wielu ludzi. Wątpliwości budziło to, że Jaki nie jest prawnikiem i widać, że jest to jego czuły punkt. Odkąd został wiceministrem sprawiedliwości porzucił normalny sposób mówienia na rzecz prawniczego żargonu. Boi się używać potocznych sformułowań, żeby nie stać się pośmiewiskiem w prawniczym światku. Ale rozmaitych wpadek i tak się nie ustrzegł. Gdy niedawno zaatakował Sąd Najwyższy, twierdząc, że swoją decyzją otworzył drogę do wyłudzeń VAT, kwalifikując je jako przestępstwa skarbowe zagrożone niższą karą, spotkał się z ostrym odporem Michała Laskowskiego, rzecznika Sądu Najwyższego. Ten ostatni dowiódł, że w 2013 r. SN przesądził jednoznacznie, iż wobec oszustów podatkowych stosuje się bardziej surowy tryb odpowiedzialności, z dłuższym okresem przedawnienia. I zasugerował, że pan minister po prostu nie zrozumiał uchwały sądu. Niefortunna była też wypowiedź Jakiego na temat wydarzeń we włoskim Rimini. Wiceminister sprawiedliwości stwierdził, że dla sprawców gwałtu i pobicia polskiej pary, która spędzała urlop w tym kurorcie, przywróciłby karę śmierci, a nawet tortury. Od razu podniosły się głosy, że to wstyd, żeby wiceminister sprawiedliwości opowiadał takie rzeczy, no ale ponieważ Jaki nie jest prawnikiem, to trudno się dziwić.

Pierwszy kadrowy

– Szokujące były te jego słowa na temat sprawy gwałtu w Rimini. Przecież w Polsce nie ma kary śmierci – mówi posłanka PO Zofia Czernow, zasiadająca w sejmowej komisji sprawiedliwości. – Panu ministrowi zdarzają się wypowiedzi, które nijak się mają do naszego porządku prawnego. Tak było, kiedy mówił o zaostrzeniu Kodeksu karnego. Pomysły, które przytaczał, były niezgodne z prawem. Może dlatego, że nie jest prawnikiem. Uważam, że w ministerstwie sprawiedliwości powinni pracować na stanowiskach wiceministrów tylko ludzie po studiach prawniczych – dodaje. Ale Jaki nadrabia brak wykształcenia zapałem i pracowitością. Na początku swojej pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości prawie nie wychodził z urzędu. Poza tym wśród ziobrystów ma bardzo mocną pozycję. – Na tyle mocną, że to jego ludzie, a nie Zbigniewa Ziobry, są osadzeni w spółkach Skarbu Państwa i agencjach rządowych. Ziobro nie ma do tego głowy, dlatego to ludzie od Jakiego zasiadają w spółkach i radach powiatów – mówi nasz rozmówca. I dodaje: Ludzie są kluczem do budowania silnej pozycji na scenie politycznej. W ramach imperium, które ekipa ziobrystów zbudowała na Zjednoczonej Prawicy, Jaki zyskał najwięcej. Minus tej sytuacji polega na tym, że gdy coś nie gra w terenie, gdzie są ludzie Solidarnej Polski, to odpowiedzialność spada nie na Ziobrę, lecz na Jakiego. Tak było, gdy Jacek Kurski, szef TVP, nie dogadał się z prezydentem Opola w sprawie festiwalu. W PiS wszyscy wiedzą, że prezydent jest powiązany z Jakim przez koalicję w radzie miasta, a wypowiadając umowę z TVP na organizację festiwalu dał opozycji amunicję do strzelania do PiS. Umożliwił obśmiewanie dobrej zmiany. – Powszechnie wtedy mówiono, że skoro prezydent Opola wyciął nam taki numer, to znaczy że „urwał się” Jakiemu – opowiada polityk PiS. Ale z politykami PiS wiceminister sprawiedliwości żyje bardzo dobrze. – Zawsze gdy czegoś potrzebuję, znajduje czas na rozmowę – mówi polityk partii rządzącej. – Poza tym jest zakapiorem, to się musi u nas podobać. Zbigniew Ziobro miał 31 lat, gdy po raz pierwszy wszedł do rządu jako wiceminister sprawiedliwości u boku Lecha Kaczyńskiego. Jaki, gdy został wiceministrem, był nawet o rok młodszy. A więc już na starcie jest o włos lepszy od swojego politycznego mentora. Skoro Ziobro mógł zostać ministrem sprawiedliwości w wieku 35 lat, kim zostanie niebawem Jaki? Prezydentem Warszawy? Podobno ciągle liczy się w wyścigu o nominację na tę funkcję, a rok pracy w komisji weryfikacyjnej może mu przynieść popularność w stolicy. – Pewne jest, że ma za sobą masę żołnierską i aspiruje do roli generała – konkluduje polityk dobrze znający środowisko Solidarnej Polski. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 36/2017
Więcej możesz przeczytać w 36/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0