Obóz podzielonej prawicy

Obóz podzielonej prawicy

Jarosław Kaczyński wychodzi z Belwederu
Jarosław Kaczyński wychodzi z Belwederu / Źródło: Newspix.pl / BRUNNER
Obóz Zjednoczonej Prawicy nie jest już monolitem. Czy będzie nadal skutecznie rządził? Najbliższe dwa lata upłyną pod znakiem tarć na linii prezydent – premier i podjazdowych wojenek wewnątrz formacji.

Spełniło się skryte marzenie opozycji – prezydent Andrzej Duda nie dość, że odciął pępowinę łączącą go z PiS, to na dodatek postawił na konfrontację z własnym obozem. Udowodniły to wydarzenia ostatnich dni. Pozornie niewinny artykuł spekulacyjny o tym, jakoby głowa państwa miała domagać się od premier Beaty Szydło dymisji szefa MON Antoniego Macierewicza, spotkał się z zaskakującą reakcją rzecznika prezydenta. Minister Krzysztof Łapiński proszony w Krynicy o komentarz w tej sprawie powiedział, że Andrzej Duda ewentualną dymisję omawiałby z Jarosławem Kaczyńskim, a o ile mu wiadomo, takiej rozmowy nie było. Politycy PiS uznali, że prezydent ustami swojego rzecznika postanowił obrazić premier Beatę Szydło i to w dniu, w którym otrzymała tytuł Człowieka Roku Forum Ekonomicznego w Krynicy. I mieli ku temu podstawy, ponieważ Łapiński – jak twierdzą politycy PiS obecni na miejscu – na lewo i prawo opowiadał, że to prezydent kazał mu udzielić takiej odpowiedzi. Ci, którzy sądzili, że weta Andrzeja Dudy do ustaw sądowych były jednorazowym wyskokiem, a po wakacjach nastąpi powrót do harmonijnej współpracy między ośrodkami władzy, musieli się rozczarować.

Duda kontra Szydło

Dlaczego minister Łapiński, a właściwie prezydent Duda, postanowił zdyskredytować Beatę Szydło, sugerując, że to nie ona podejmuje decyzje o składzie swojego rządu? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba cofnąć się do okresu urlopowego, kiedy to niespodziewanie okazało się, że premier Szydło wypoczywa w ośrodku prezydenckim w Juracie w tym samym czasie, kiedy był tam prezydent. Tę hiobową wieść przyniósł Jarosławowi Kaczyńskiemu szef MSWiA Mariusz Błaszczak, który ma wgląd w raporty BOR. Miał przy tym minę, jakby wykrył siatkę szpiegowską w siedzibie PiS. Kaczyński był potężnie wkurzony. Po wetach do ustaw sądowych wiedział, że Andrzej Duda nie jest już jego wiernym człowiekiem. W PiS nie brakuje osób, które suflowały mu, że Duda wkroczył na ścieżkę byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza i dla partii jest już stracony. Ale ciągle miał oddaną premier, która deklarowała lojalność. A tymczasem spędza ona wakacje u boku Dudy. – Kaczyński był już wielokrotnie zdradzony przez współpracowników: Lecha Wałęsę, Kazimierza Marcinkiewicza, Ludwika Dorna, Zbigniewa Ziobrę – mówi polityk związany z PiS. – Od lat ma ograniczone zaufanie do ludzi, dlatego natychmiast doszedł do wniosku, że premier porozumiewa się z prezydentem za jego plecami.

Premier musiała się porządnie postarać, by udowodnić Kaczyńskiemu, że nie spiskowała z prezydentem. Jej otoczenie zaczęło wypuszczać informacje do mediów, że ośrodek jest duży, szefowa rządu rezydowała w osobnym budynku i w ogóle nie widywała się z głową państwa. Na to z kolei zeźlił się prezydent, bo podobno oboje z szefową rządu jednak się dogadali. I stąd atak Łapińskiego. Trudno powiedzieć, czy ta wersja wydarzeń jest prawdziwa, bo premier Szydło nie dała najmniejszych powodów do podejrzeń, jakoby przeszła na stronę prezydenta. Przeciwnie, w jego sporze z Antonim Macierewiczem o wojsko stanęła po stronie ministra. Domagała się, by projekty ustaw sądowych przygotowywane w Kancelarii Prezydenta były konsultowane z rządem. A w PiS można usłyszeć, że premier jest rozczarowana postawą prezydenta Dudy, bo uważa, że okazał się słaby, skoro pod presją rodziny, współpracowników i opozycji zawetował ustawy o Sądzie Najwyższym i KRS. Zresztą relacje między Szydło a Dudą psuły się już od pewnego czasu. W rządzie źle zostały odebrane zmiany kadrowe w Pałacu Prezydenckim, szczególnie zatrudnienie Krzysztofa Łapińskiego krytykującego PiS. Z kolei gdy Marek Magierowski odszedł z Kancelarii Prezydenta, po czym został przyjęty na wiceszefa MSZ, to głowa państwa uznała to za despekt. W czerwcu, a więc miesiąc przed pamiętnymi wetami, prezydent nie pojawił się na mszy prymicyjnej Tymoteusza Szydły, syna premier. A stawili się wszyscy najważniejsi politycy PiS – w tym Jarosław Kaczyński i prawie cały rząd. Prezydent przysłał żonę, co zostało zauważone i było szeroko komentowane jako afront. Niemniej jednak niespodziewany atak rzecznika głowy państwa musiał być czymś sprowokowany.

Wojna o wojsko

Pola konfliktu na linii rząd – prezydent są dwa: z MON i Ministerstwem Sprawiedliwości. Relacje Andrzeja Dudy z szefem MON Antonim Macierewiczem są napięte od dawna. Na początku współpraca ministra i zwierzchnika sił zbrojnych wyglądała modelowo – Antoni Macierewicz był częstym gościem w Pałacu Prezydenckim i informował Andrzeja Dudę o swoich projektach. Ten miodowy okres nie trwał jednak długo, już jesienią ubiegłego roku na jaw wyszły konflikty. Prezydent odmówił wręczenia nominacji generalskich z okazji 11 listopada. Wtedy jeszcze sprawę dało się załagodzić i nominacje zostały wręczone 29 listopada, w Dniu Podchorążego. Ale media już rozpisywały się o konflikcie. W tym roku światło dzienne ujrzały noty, które prezydent wysyłał do ministra obrony narodowej z żądaniem informacji m.in. na temat dymisji w wojsku i polityki kadrowej, na które – jak informowały media – zwierzchnik sił zbrojnych nie doczekał się odpowiedzi. Gdy w sierpniu przy okazji Święta Wojska Polskiego okazało się, że nominacji generalskich znowu nie będzie, dla wszystkich stało się oczywiste, iż wojna między szefem MON a prezydentem trwa w najlepsze. Tym razem – jak usłyszeliśmy od osób będących blisko Pałacu Prezydenckiego– prezydent nie ulegnie i nie zgodzi się na nominacje generalskie, jeżeli nie zostaną spełnione jego warunki, m.in. zakończenie sprawdzania przez MON, czy gen. Jarosław Kraszewski, doradca prezydenta, może mieć dostęp do informacji niejawnych. Sprawdzanie trwa od końca czerwca i nie wiadomo, kiedy się zakończy, a generał pozbawiony jest dostępu do kluczowych dokumentów, a więc niewiele może doradzić prezydentowi. – Prezydent nie da się znowu ograć i nie podpisze nominacji generalskich w zamian jedynie za obietnicę poprawy stosunków z MON – mówi nasz rozmówca. A czy Antoni Macierewicz się ugnie? – Nie sądzę – mówi polityk z obozu rządowego. – Przez dwa lata wojsko jakoś dawało sobie radę bez reformy dowodzenia i mimo odejścia wielu generałów nadal obędzie się bez nominacji generalskich, zawsze można powierzyć obowiązki oficerom niższych stopni.

Wygląda więc na to, że strony okopały się na pozycjach i nie zamierzają ustąpić. Zapewne z tego powodu, że konflikt ma podłoże charakterologiczne i historyczne. Macierewicz ze swoją kartą opozycyjną z czasów PRL ma skłonność do traktowania młodszych polityków protekcjonalnie, Duda zaś uważa, że obecny szef MON sabotował jego kampanię prezydencką.

Sąd nad sądami

Prezydent jest też w stanie zimnej wojny ze Zbigniewem Ziobrą, ministrem sprawiedliwości. Ten drugi nie jest w stanie darować Andrzejowi Dudzie zawetowania dwóch ustaw sądowych, a potem zatrudnienia Michała Królikowskiego, byłego wiceministra sprawiedliwości w rządzie PO, do napisania nowych. Co prawda Królikowski był zastępcą Jarosława Gowina w resorcie sprawiedliwości, a ten dziś jest wicepremierem w rządzie Szydło, ale to wyraźnie nie ma znaczenia, gdy chce się kogoś zaatakować. A chęć była duża, bo Królikowski o ustawach Ziobry powiedział, że były niekonstytucyjne, a ich celem były tylko zmiany kadrowe. Na dokładkę dorzucił, iż jego zdaniem Sądu Najwyższego w ogóle nie trzeba reformować. Zarzucił też ministrowi sprawiedliwości, że pod hasłami przebudowy państwa realnie osłabia dostępność wymiaru sprawiedliwości, bo w sądach brakuje sędziów. Ziobro nie zdołał ukryć wściekłości. Oświadczył, że nie będzie komentował słów wiceministra PO. – Kaczyński autentycznie dał szansę Dudzie, żeby zrobił porządne ustawy sądowe, ale im więcej pojawia się wypowiedzi Królikowskiego, tym bardziej nasze przerażenie rośnie – mówi polityk z kręgów rządowych. – Bo jeżeli uważamy, że system działa źle, to go reformujemy, a jeżeli uważamy, że jest dobry, to wtedy nie ma powodu do zmian. Moim zdaniem środowisko Jarosława Gowina – bo Królikowski to jego człowiek – namawia Dudę do pójścia tą drugą ścieżką, która skazuje go na rozejście się z PiS. A jeżeli jest coś, co PiS bardziej niepokoi niż narastający konflikt między ośrodkami władzy, to jest to bliska współpraca prezydenta z Jarosławem Gowinem.

Kaczyński premierem

W twardym jądrze PiS ciągle żywa jest spiskowa teoria, że część obozu prawicy – w tym kontekście wymieniany jest wicepremier Gowin – chciałaby powołania nowej formacji: cywilizowanej, republikańskiej, proeuropejskiej. I że właśnie to środowisko, które sprzymierzyło się z prezydentem, nieustająco knuje, by doprowadzić do osłabienia PiS. – Prezydent nie ma takiego politycznego powera, by samemu podejmować akcje, których jesteśmy świadkami, ktoś go musi nakręcać – przypuszcza polityk Zjednoczonej Prawicy. Pierwszym etapem tej intrygi miałoby być odwołanie premier Szydło i zastąpienie jej Jarosławem Kaczyńskim. – Ci ludzie nieustająco suflują Kaczyńskiemu, że prezydent robi się coraz bardziej agresywny i dlatego trzeba stworzyć w rządzie przeciwwagę dla niego – mówi polityk partii rządzącej. – Chodzi o to, żeby popularną i spokojną Szydło, dzięki której utrzymujemy wysokie notowania, zastąpić nielubianym i konfliktowym Kaczyńskim. Jego osoba na czele rządu będzie oznaczała kryzys za kryzysem, notowania PiS zaczną spadać i na scenie politycznej stworzy się przestrzeń dla nowego, lepszego PiS. To jest cel tej intrygi. Na dowód nasz rozmówca podkreśla, że znowu nasiliły się spekulacje o możliwej dymisji Szydło.

– Te informacje są wypuszczane specjalnie, żeby stworzyć wrażenie, iż pozycja premier jest słaba – mówi polityk PiS. – Tymczasem jest zupełnie odwrotnie, szefowa rządu po Krynicy, mimo ataku Łapińskiego, tylko się wzmocniła. W PiS jest też część ludzi, którzy dążą do odwołania premier, bo sądzą, że przy premierze Kaczyńskim sami awansują. Oni – według naszych rozmówców – również namawiają prezesa, by przejął stery władzy. A więc jest on bombardowany takimi pomysłami z dwóch stron. – I możliwe, że w końcu ulegnie, tym bardziej że jest sfrustrowany faktem, iż Duda zajął stanowisko po jego bracie, a teraz się zbiesił. Prezes może zechcieć utrzeć mu nosa – uważa polityk dobrze obeznany w realiach PiS. Inny z naszych rozmówców zaznacza jednak, że w sytuacji konfliktu z prezydentem absurdem byłaby wymiana na stanowisku premiera, bo oznaczałoby to destabilizację ośrodka rządowego i wzmocnienie prezydenta, który powołuje i odwołuje rząd. To jest opinia polityka związanego z rządem, a więc pragnącego zachowania status quo. Ale faktem jest, że Kaczyński w roli premiera musiałby iść na zwarcie z Dudą, a takie rozgrywki kończą się fatalnie, o czym świadczy historia szorstkiej przyjaźni prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i premiera Leszka Millera, która doprowadziła do spektakularnego upadku SLD. Logika polityczna jest taka, że prezydent i prezes PiS są skazani na konflikt, ale i na współpracę, bo jeden jest zakładnikiem drugiego. Jednak te relacje powinny się równoważyć, żeby nie doszło do rozpadu obozu rządzącego.

– Poziom nieufności prezesa do prezydenta będzie rósł – uważa nasz rozmówca. – Kaczyński ma świadomość, że to Duda celowo zaostrza konflikt z Macierewiczem, który jest najsłabszym ogniwem w rządzie, żeby pokazać swoją pozycję.

Potyczki ministerialne

W obozie Zjednoczonej Prawicy coraz bardziej widoczne są też pomniejsze konflikty i różnice zdań. Przykładowo wszyscy w PiS mają pretensje do ministra środowiska Jana Szyszki o wyrąb Puszczy Białowieskiej. Uważają, że niezależnie od kornika wycinka mogłaby być bardziej wstrzemięźliwa, żeby nie nakręcać negatywnych emocji wobec rządu. Wicepremier, minister kultury Piotr Gliński, powiedział o tym publicznie w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. Z kolei Jacek Kurski, prezes TVP, ma pretensje do wicepremiera Glińskiego, że do tej pory jego resort nie opracował ustawy o abonamencie, przez co telewizja pozbawiona stabilnego finansowania zaczyna się sypać. Ludzie Glińskiego odpowiadają, że złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy – gdy ktoś jest marnym menedżerem, to żadne pieniądze mu nie pomogą. Z kolei otoczenie prezydenta nie darzy Kurskiego ciepłymi uczuciami z powodu wyemitowania orędzia Beaty Szydło przed orędziem Andrzeja Dudy po wetach do ustaw sądowych. – Gdyby coś takiego wydarzyło się za czasów kohabitacji prezydenta PiS i rządu PO, np. Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska czy Andrzeja Dudy i Ewy Kopacz, to cała prawica zawyłaby z oburzenia, że pierwsza osoba w państwie została zepchnięta na drugie miejsce w TVP, a tym razem nikt się nie zająknął – mówi gorzko polityk z otoczenia prezydenta. W takiej atmosferze wzajemnych niesnasek, nieufności, donosów i kopania dołków pod partyjnymi kolegami łatwo jest utracić zdrowy rozsądek i zatracić się w większych czy mniejszych wojnach. Można odnieść wrażenie, że Zjednoczona Prawica właśnie znalazła się na takim etapie, kiedy najmniejszy pretekst jest dobry do wytaczania najcięższych dział. A to oznacza, że zamiast działań będą kłótnie, a zamiast wysokich notowań – oddawanie pola opozycji. Dlatego niezwykle rozsądnie zabrzmiał głos Tadeusza Cymańskiego – który najwyraźniej nie jest uczestnikiem żadnej gry – na temat spięcia między marszałkiem Karczewskim a ministrem Łapińskim. – Krzysztof Łapiński nie odkrył Ameryki, że rola prezesa PiS jest nie do przecenienia – mówi w rozmowie z „Wprost”. – Wszyscy wiemy, jaka jest rola poszczególnych osób. Gdyby prezes po rozmowie z prezydentem zwrócił się do premier o zmiany w rządzie, na pewno wysłuchałaby jego głosu. Sama premier Szydło po wyborach mówiła, że będzie słuchała rad Jarosława Kaczyńskiego. A teraz wszyscy udają Greka. Cymański dodaje, że nawet się cieszy, iż prezydent i PiS się różnią, „bo to pokazuje, że mamy do czynienia z przejawem prawdziwej demokracji”. – Dlatego nie rozumiem tych sygnałów z naszego obozu, że prezydent jest niewdzięczny, a został wykarmiony na naszej piersi – konkluduje Cymański. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 37/2017
Więcej możesz przeczytać w 37/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także