Ruszają wielkie manewry przy polskiej granicy. NATO zaniepokojone, Rosja odpowiada: To demonizowanie

Ruszają wielkie manewry przy polskiej granicy. NATO zaniepokojone, Rosja odpowiada: To demonizowanie

Rosyjski czołg
Rosyjski czołg / Źródło: Instagram/Ministerstwo Obrony Rosji/Вадим Савицкий
Zapad 2017 – pod taką nazwą 14 września ruszą białorusko-rosyjskie manewry wojskowe. Ćwiczenia budzą wiele kontrowersji, a zachodnie media podkreślają, że Rosja testuje NATO. Moskwa odpiera zarzuty i mówi o „sianiu paniki”.

– Rosja szykuje się na wielką wojnę z Zachodem. Te manewry lepiej nazwać „anty-zachód” – ocenił prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. Moskwa zapewnia, że scenariusz ćwiczeń, które odbędą się w dniach 14-20 września ma jedynie charakter obronny, ale na zachodzie Europy panuje niepokój. Również w samym Mińsku kilka dni temu odbyły się demonstracje opozycji, która wyraziła sprzeciw białorusko-rosyjskim manewrom. „Guardian” podał, że w ćwiczeniach Zapad’17 może wziąć udział nawet 100 tys. żołnierzy. O tych doniesieniach publicznie wspomniała później m.in. niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen. Moskwa szybko zareagowała i wydała komunikat, w którym nazwała te informacje „bezpodstawnymi”. Gen. Roman Polko w rozmowie z Wprost.pl ocenił, że Rosję teoretycznie stać na to, by zaangażować tak wielu wojskowych, ale ekonomicznie byłoby to bardzo duże przedsięwzięcie, bo takie ćwiczenia są kosztowne.

Manewry „Zapad” mają długą historię, bowiem Armia Radziecka po raz pierwszy zorganizowała takie ćwiczenia w 1973 roku. Największe z nich odbyły się w 1981 r. Trwały osiem dni i wzięło w nich udział ponad 100 tys. żołnierzy. W XXI wieku manewry miały miejsce w 2009 i 2013 r. Za każdym razem zakładały agresywny scenariusz. Symulowano m.in. wkroczenie na terytorium Polski. Podobnie jak teraz, państwa zachodnie próbowały ocenić realną liczbę wojskowych zaangażowanych w działania. Organizatorzy mówili o 12 tys. żołnierzy, ale szacuje się, że mogło być ich co najmniej dwa razy więcej.

Oficjalny plan tegorocznych manewrów, który można znaleźć na stronie rosyjskiego MON-u zakłada, że w ćwiczeniach weźmie udział łącznie 12,7 tys. żołnierzy (7,2 tys. z Białorusi oraz około 5,5 tys. z Rosji). Wykorzystanych zostanie 700 jednostek sprzętu. Na terenie Białorusi ma znaleźć się 3 tys. rosyjskich wojskowych. Białoruski resort obrony niedawno przedstawił szczegółowy scenariusz ćwiczeń. Plan zakłada fikcyjny konflikt, który opisano jako „próbę destabilizacji sytuacji na Białorusi i wywołania konfliktu wewnątrz państwa związkowego przez siły fikcyjnych Wejsznorii, Besbarii i Lubenii”. Wejsznoria ma znajdować się na północnym zachodzie realnej Białorusi. Z kolei Besbaria i Lubenia mają graniczyć z Wejsznorią od północnego zachodu i znajdować się częściowo na terytorium Polski i państw bałtyckich. Scenariusz zakłada, że to właśnie stamtąd miałyby atakować wrogie siły. Manewry podzielono na dwa etapy: izolację obszarów zajętych przez napastnika i ochronę strategicznych obiektów, a następnie wyparcie przeciwnika.

 5
  • Andriej Likoff

    Putin już wie?
    kiedyś Iwan Groźny wysłał badziewie ubrane w sobole do Batorego..
    Historia przede wszystkim.
    • Nie na temat strony, ale WAŻNE i do rozpropagowania.

      Pomysł dla Unii Europejskiej

      Wychodząć z tej fundamentalnej oczywistości, że opozycja w żadnym państwie należącym do Unii nie zamierza przejmować w swoim kraju władzy siłą trzeba stwierdzić, iż w takim kontekście władze Unii dopuszczają się kardynalnej niesprawiedliwości finansując rządy państw a pomijając opozycję. Zwłaszcza, że rządy tych państw coraz częściej spore kwoty tych pieniędzy z Unii przeznaczają na walkę właśnie z opozycją, czego przykładem w Polsce są bilbordy o sądownictwie.

      Zatem uważam, że czas najwyższy aby ktoś w imieniu wszystkich sił opozycyjnych w państwach należących do Unii Europejskiej dopomniał się wlaśnie o dofinansowanie tych różnych odłamów opozycji ze wspólnej unijnej kasy.

      Oczywiście nie może być mowy o przekazywaniu pienędzy poszczególnym partiom, a nawet opozycji jako całości, do ręki.

      Pieniądze te – określona kwota zależna od liczności opozycji w danym kraju – powinna być postawiona do ich dyspozycji. Z przeznaczeniem na dofinansowanie placówek oświatowych i kulturalnych – właśnie według uznania opozycji. Tak aby chociaż częściowo równoważyć wpływy w tych dziedzinach urzędowej władzy.

      Oczywiście nie zamierzam tutaj wyręczać polityków opozycji w ubieraniu tego pomysłu w konkretne propozycje. Ja tylko rzucam pomysł, na który jeszcze nikt nie wpadł, a który może choć trochę pohamować rządy państyw UE w dążeniu do nadmiernego wykorzystywania a nawet nadużywania swojej wladzy.

      Andriej Likoff
      • Gdzie jest Łukaszenka? Gdzieś się "zapad".
        •  
          Drodzy Rosjanie... jaka panika? Po prostu czujność bolszewicka!

          Czytaj także