Niech Moc będzie z wami

Niech Moc będzie z wami

Niech Moc będzie z wami
Niech Moc będzie z wami
Unia Europejska to galaktyczna republika z „Gwiezdnych wojen”. Rolę kanclerza Palpatine’a budującego Imperium odgrywa szef Komisji Europejskiej, Donald Tusk to lord Vader, rebeliantami są Polacy, a Brytyjczycy to separatyści z Federacji Kupieckiej.

W filmowej epopei „Gwiezdne wojny” kanclerz Palpatine, podstępny lord Sith, torował drogę władzy absolutnej, mówiąc o konieczności obrony osłabionej demokracji. Knowaniom przyszłego imperatora towarzyszył ogłuszający jazgot skłóconych i samolubnych przedstawicieli parlamentu galaktycznej republiki. Na peryferiach tliła się za to rebelia obrońców prawdziwej wolności. Polityka nie po raz pierwszy dogoniła wyobraźnię literacką. Jeśli spojrzeć na to, w jaki sposób opisuje się w Polsce nasze relacje z UE, to łatwo dostrzec w nich niezłomnych rycerzy Jedi, broniących nas przed zakusami podstępnych lordów Sithów, kontrolujących Unię Europejską, która przestała nawet ukrywać, że przechodzi na ciemną stronę Mocy.

Prezes yoda i prezydent skywalker

Matecznikiem rycerzy Jedi, stojących od tysiącleci na straży prawa do samostanowienia, jest dziś Europa Środkowa, której państwa otwarcie kontestują nieomylność decyzji UE. Jednym z niekwestionowanych przywódców tej środkowoeuropejskiej rebelii jest Jarosław Kaczyński. W naszej wersji „Gwiezdnych wojen” prezes PiS mógłby być kimś na kształt mistrza Yody, postaci trochę nie z tej epoki, ale mimo to, a może dzięki temu, zdolnej do szermierki na wielu frontach. Luke’a Skywalkera mógłby zagrać prezydent Andrzej Duda – pełen rozterek padawan, dysponujący nie do końca jeszcze opanowaną mocą, który nie waha się jednak rzucać wyzwania nieomylności mistrza. Ten pełen wewnętrznych napięć tandem wspierany jest, choć w różnym stopniu i proporcjach, przez księżniczkę Leię, którą dzielnie odgrywa premier Beata Szydło, i uroczego pilota-awanturnika Hana Solo. W tej roli spełnia się szef MSZ Witold Waszczykowski, niezmiennie zaskakujący brawurą za sterami Sokoła Millenium polskiej dyplomacji. Przeciwko sobie nasi szlachetni rebelianci mają nieprzebrane siły ciemnej strony Mocy. W kraju reprezentują ją szturmowcy imperium z totalnej opozycji. Niby są groźni i poważni w tych swoich nieskazitelnie białych uniformach, ale jak przychodzi do starcia z Yodą i jego Jedi, okazują się zupełnie nieporadni.

Strzelają dużo i bardzo niecelnie, stanowiąc łatwy cel dla sprawnie posługujących się mieczami świetlnymi szermierzy. Uważać trzeba też na rozmaitych łowców nagród, wysługujących się Imperium. Jednym z nich był wyposażony w tornister rakietowy najemnik Boba Fett, potrafiący zawsze dynamicznie wystartować. Tylko z lądowaniem zawsze było gorzej. W tej roli lider Nowoczesnej Ryszard Petru sprawdza się znakomicie. Potyczki totalnej opozycji z jasną stroną Mocy to jednak tylko podwórkowe harce. Prawdziwa walka z siłami ciemności toczy się przy wsparciu Viktora Orbána, węgierskiego Obi-Wana Kenobiego na forum Unii Europejskiej. Jak się jej bliżej przyjrzeć, zaczyna przybierać cechy galaktycznego imperium z filmowej serii George’a Lucasa. Na razie jesteśmy jeszcze na etapie schyłkowej republiki, kierowanej przez skostniałą biurokrację, niezdolną do energicznego stawienia czoła kolejnym następującym po sobie kryzysom. Na jej czele stoi Jean-Claude Juncker, który sam o sobie mówi, że całe życie poświęcił budowaniu Europy, i którego staż w unijnym systemie władzy czyni idealnym kandydatem do roli filmowego kanclerza Palpatine’a. W ubiegłym tygodniu ten najważniejszy ze znanych nam lordów Sithów ogłosił nawet plan pozbycia się obciążeń republiki. Oficjalnie chodzi o reformę unijnych instytucji, ich uproszczenie i przejrzystość, oczywiście wszystko z pożytkiem dla obywateli. Jednak wedle krytyków obecnej polityki Komisji te reformy mogą się skończyć stworzeniem federalnej Europy, w której prawa i kompetencje państw narodowych będą deptane jak suwerenność kopalni gazu Llando Carlissiana zajętej przez siły Imperium. Zaproponowane przez Junckera zmiany nie byłyby możliwe do przeprowadzenia, gdyby nie spektakularna porażka brytyjskiej Federacji Kupieckiej próbującej tchnąć nieco wolnorynkowych i demokratycznych reform w skostniały system UE. Z nieśmiałej próby naprawy republiki europejskiej wyszedł jednak brexit. Sami Brytyjczycy nie wiedzą teraz, co z nim zrobić. Pozostaje im niewdzięczna rola separatystów, których Federacja Kupiecka dryfuje w stronę kompletnie nieznanych sektorów galaktyki. To zaś tylko ośmiela ciemną stronę Mocy utożsamianą ze zwolennikami federalnej Europy. Uznali oni już dawno, że to państwa narodowe są największym zagrożeniem dla republiki. Powtórzył to pośrednio w swoim wystąpieniu Juncker, co zostało przez rycerzy Jedi odebrane jako wstęp do stworzenia Imperium.

Tusk vader i armia klonów

Po jasnej stronie Mocy pojawiła się nuta złośliwej satysfakcji, gdy okazało się, że częścią planu unijnego kanclerza Palpatine’a jest zamiar likwidacji stanowisk mocą szefa Rady Europejskiej. Radę tworzą rządy państw członkowskich, a funkcję jej szefa, z bardzo ograniczonymi zresztą kompetencjami, pełni główny wróg Jarosława Kaczyńskiego Donald Tusk. Były premier jest w Polsce mistrza Yody kimś na kształt lorda Vadera, demonicznej postaci, która zdradziła własny zakon i wysługuje się Sithom. Tusk rzeczywiście nęka zwolenników jasnej strony Mocy na wszelkie możliwe sposoby. Co prawda daleko mu do charyzmy i politycznej mocy filmowego pierwowzoru, ale z psuciem krwi rebeliantom całkiem nieźle sobie radzi. To on ma napuszczać na Polskę wiceszefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa, który z gorliwością generała Larkina, komendanta Gwiazdy Śmierci, nęka dzielnych uczniów mistrza Yody. Europejscy Sithowie rzucają zresztą przeciw Dobrej Zmianie także inne siły.

Tak postrzegana jest próba wymuszenia na Polsce przyjęcia imigrantów z Bliskiego Wschodu. Program ich relokacji okazał się dla Sithów taką samą porażką jak brexit dla Federacji Kupieckiej na Wyspach. Nawet najbardziej zaangażowane w jego forsowanie kraje nie wywiązały się ze swoich zobowiązań. W eskalującym z miesiąca na miesiąc sporze Polska i zaprzyjaźnione z nią Węgry Obi-Wana Kenobiego zostały uznane za głównych winowajców tej porażki. Rebelianci okopali się jednak mocno w swoim oporze wobec nieprzyjmowania imigrantów i mają w tym poparcie społeczne i poważne argumenty. Cały spór zrobił się do tego zupełnie jałowy, bo ważność decyzji, o którą toczy się wojna, wygasa już za kilka dni. W tej dyplomatycznej przepychance o to, czy Unia ma prawo narzucać państwom członkowskim swoją politykę migracyjną, sami imigranci stali się kimś na kształt armii klonów ściągniętych w granice UE tylko dla pognębienia rebelii. Osiedlenie ich siłą na terenach kontrolowanych przez rebeliantów miałoby doprowadzić do pacyfikacji zbuntowanych peryferii. Każdy rycerz Jedi widzi przecież, że w krajach starej Unii dawno się to już stało, czego dowodem mają być kolejne zamachy dokonywane przez islamskich ekstremistów. Zdecydowany opór wobec tego podstępnego planu Sithów łamany jest w sądach UE za pomocą ciemnych Mocy lorda Vadera i przy dzikim aplauzie jego szturmowców w Polsce, publicznie nawołujących Imperium do karnej ekspedycji przeciwko zbuntowanym rycerzom Jedi. Wracajmy jednak do planu kanclerza Palpatine’a. Nie ma się co cieszyć z tego, że chce się on pozbyć polskiej wersji Vadera. Nie o to wcale chodzi. Szef Komisji Europejskiej zastrzegł przecież, że cały pomysł nie ma żadnego związku z oceną dotychczasowej pracy Tuska w Radzie Europejskiej. Chodzi o połączenie stanowiska piastowanego teraz przez Polaka z posadą szefa Komisji Europejskiej. Oznaczałoby to krok w stronę rządów kanclerskich, prowadzących do osłabienia roli rządów państw narodowych. Szef Komisji taktownie zapowiada, że nie będzie się ubiegał o tę nową funkcję. Czy to nie jest jednak zapowiedź kolejnej, bolesnej dla obecnej ekipy rządzącej w Polsce promocji Tuska w Europie? O jego dalszej karierze w UE mówi się przecież więcej niż o jego ewentualnym powrocie do Polski. To zaś oznaczałoby dla PiS, mającego duże szanse na utrzymanie władzy w kolejnej kadencji, perspektywę kolejnych lat szarpaniny z coraz potężniejszymi siłami Imperium. Bo na nawrócenie Vadera na jasną stronę Mocy, którego świadkami byliśmy w kinie, w prawdziwym życiu rycerze Jedi nie mają co liczyć.

Merkel jako mistrzyni sithów

– Europa będzie bardziej zrozumiała z jednym kapitanem u steru – tak tłumaczył swój pomysł Jean-Claude Juncker. Na Twitterze od razu zaprotestował premier Danii Lars Løkke Rasmussen, uznając to za zagrożenie dla równowagi między kompetencjami Komisji i rządów narodowych. To, że Sithowie z Komisji Europejskiej kładą fundamenty pod swoje nowe Imperium, dostrzegli już nie tylko zwolennicy mistrza Yody. Mimo to polski rząd nie spieszył się z komentarzami do wystąpienia Palpatine’a. Nawet skory do ciętych ocen szef polskiej dyplomacji powstrzymał się od gwałtownych reakcji godnych Hana Solo. Być może ma to związek z tym, że Juncker zasugerował także gotowość do osłabienia presji na środkowoeuropejską rebelię. Zamiast spodziewanego w Polsce frontalnego ataku na łamanie praworządności i ignorowanie wyroków unijnych sądów szef Komisji poprzestał na ogólnikach. Ich wymowa jest dosyć jasna: Sithowie nie będą na razie szturmować pozycji rebeliantów, bo są zbyt zajęci próbą przekształcenia republiki w galaktyczne Imperium. Widać to także po odstawieniu na bok forsowanego przez Francję pomysłu stworzenia osobnego parlamentu strefy euro. Szerokim łukiem ogólników Juncker obszedł także drażliwą kwestię pracowników delegowanych.

Pomysł wymuszenia zrównania ich płac ze stawkami w kraju, w którym wykonują swoje usługi, wywołał gwałtowny sprzeciw nie tylko Europy Środkowej, ale też Hiszpanów i Portugalczyków. To zaś mogłoby doprowadzić do wzmocnienia sił rebelianckich, znacznie osłabionych po tym, jak eurosceptycy zostali pokonani w wyborach w Holandii i Francji. A tego Sithowie na pewno by teraz nie chcieli. Nie przed wyborami w Niemczech, w których chodzi nie tylko o marginalizację tamtejszej populistycznej rebelii, ale przede wszystkim o zapewnienie Angeli Merkel posady kanclerza na czwartą kadencję. To z nią, jak przyznał niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble, konsultowane było każde słowo z reformatorskiego wystąpienia przewodniczącego Junckera. Gdyby potraktować poważnie wszystkie te analogie do „Gwiezdnych wojen”, można by nawet powiedzieć, że to stara strategia Sithów. – Tam, gdzie uczeń, tam i mistrz, zawsze dwóch, nie mniej ni więcej – mawiał przecież mistrz Yoda. Także ten z filmu. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 38/2017
Więcej możesz przeczytać w 38/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także