Księgowa Ojca Dyrektora

Księgowa Ojca Dyrektora

Andrzej Jaworski, o.Tadeusz Rydzyk, Małgorzata Sadurska
Andrzej Jaworski, o.Tadeusz Rydzyk, Małgorzata Sadurska / Źródło: Newspix.pl / Jacek Herok
Pilnuje finansów ojca Rydzyka i bije się o jego interesy. Teraz wypowiedziała wojnę Francuzom z koncernu energetycznego EDF. Kim jest Lidia Kochanowicz-Mańk, nadzorująca budżet redemptorystów z Torunia?

PROWADZĄCY: No, są zwierzątka, które szczekają, to jednak trzeba robić swoje, jak śpiewał Wojciech Młynarski. GOŚĆ: Nasi słuchacze i telewidzowie potrafią już rozpoznać to takie działanie na podświadomość i zakłamanie niektórych mediów.

To początek rozmowy, jaką w lutym redemptorysta o. Dariusz Drążek przeprowadził z dyrektor finansową fundacji Lux Veritatis Lidią Kochanowicz-Mańk. W ten sposób odnieśli się do publikacji „Wprost” z początku tego roku, pokazującej imperium ojca Tadeusza Rydzyka. Dzisiaj wracamy do tematu, bo pojawiły się nowe sprawozdania finansowe fundacji i spółek powiązanych z Ojcem Dyrektorem. Wraz z nimi kolejny rekord. Zysk netto fundacji Lux Veritatis – nadawcy TV Trwam oraz głównego udziałowcy spółki Geotermia Toruń – wzrósł rok do roku ponad czterokrotnie! Z 7,2 mln zł za 2015 r. do 29,8 mln zł za 2016 r. Pieczę nad tymi finansami sprawuje Lidia Kochanowicz-Mańk, do tej pory jedna z najbardziej tajemniczych postaci z otoczenia ojca Tadeusza Rydzyka. To ona walczyła z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji o przyznanie TV Trwam miejsca na multipleksie, dzięki czemu telewizję Rydzyka można oglądać wszędzie w Polsce i w dodatku za darmo. Z Ministerstwem Środowiska boksowała się o odszkodowanie za bezprawne cofnięcie dotacji na geotermię. Tu i tu odniosła sukces. Teraz chce dostarczać energię cieplną dla mieszkańców Torunia. I otwiera nowy front.

Bóg zapłać, pani halino

Kochanowicz-Mańk pochodzi z katolickiej rodziny o patriotycznych wartościach. Urodziła się w 1959 r. Jej matka Halina Kochanowicz mieszkała na warszawskiej Woli. „Modliła się za nas. Za ojca Króla. Za mnie w jednym dniu tygodnia, za każdego z nas w innym” – wspominał ją ojciec Tadeusz Rydzyk. To był sierpień 2013 r. i pogrzeb Haliny Kochanowicz w kościele św. Wojciecha na Woli. To tam zaraz po wybuchu powstania warszawskiego Niemcy zagonili mieszkańców północnych dzielnic stolicy. Bywały dni, że przebywało tam 5 tys. osób. Mężczyźni w dolnym kościele, kobiety i dzieci w górnym. Matka Lidii Kochanowicz-Mańk wspominała ojcu Rydzykowi tamte czasy. Jak podczas powstania warszawskiego z mieszkania na Woli wypędzili ją Niemcy. A po wojnie przychodziła do tego samego kościoła. Nosiła feretron na procesjach. Tu się modliła. Tak wynika z relacji Cezarego Dąbrowskiego, redaktora naczelnego prawicowego portalu Zawsze Polska. – Nie znałem pani Haliny ani pani Lidii, ale mieszkam w pobliżu i słyszałem o pogrzebie, więc postanowiłem się wybrać i spisać relację – tłumaczy. Proboszcz parafii św. Wojciecha ks. prałat Wojciech Łagowski nie pamięta ani Haliny Kochanowicz, ani jej córki Lidii. – Mam w parafii 20 tys. osób. Naprawdę trudno, żebym wszystkich spamiętał – tłumaczy. O pogrzebie w jego parafii z udziałem zakonników z Torunia też nie pamięta. – Musiało mnie tam nie być. Tak to na pewno bym zapamiętał – mówi. „Rozmawialiśmy. Mówiła pięknie o swym mężu, swych kochanych dzieciach, wnukach, mówiła, jakie ma dobre dzieci” – wspominał wtedy ojciec Rydzyk. Lidia Kochanowicz-Mańk podczas pogrzebu odczytała poruszający „Ostatni list do mamy”. Padły też słowa uznania dla córki: „Pani Lidia tak nam pomaga. Trzeba za to dziękować mamie, to jej zasługa. Bóg zapłać, pani Halino” – mówił Ojciec Dyrektor.

Koleżanka ambasadorki

Kochanowicz-Mańk z wykształcenia jest ekonomistką. Ukończyła Wydział Nauk Ekonomicznych na Uniwersytecie Warszawskim. Pierwsza praca to stanowisko referenta na Wydziale Zarządzania tej samej uczelni. Na początku lat 80. pracowała jako dyrektor ds. finansowych w Przedsiębiorstwie Spedycji Krajowej. Państwowa firma świadcząca od lat 60. ubiegłego wieku usługi logistyczne została w latach 90. sprzedana Szwedom i przemianowana na Spedpol. Później weszła w skład niemieckiej grupy Schenker. Kochanowicz-Mańk pracowała tam do 1993 r. Następnie przeniosła się na krótko do Agromixu, dystrybutora maszyn rolniczych z Rojęczyna w Wielkopolsce. Pełniła tam funkcję dyrektora zarządzającego. Od 1996 r. była zatrudniona w spółce Polkombi, której przez półtora roku szefował Zbigniew Pabiańczyk. Mówi, że jak obejmował funkcję, to słyszał, że były prezes chciał Kochanowicz-Mańk zwolnić. – Nie zwolniłem jej, bo bardzo zabiegała o to pani Ewa Spychalska. Przecież to były koleżanki – mówi. Ewa Spychalska to była posłanka SLD i szefowa OPZZ. Kiedy Pabiańczyk zastanawiał się, czy Kochanowicz-Mańk wyrzucić z pracy, Spychalska była wysoko postawionym urzędnikiem – ambasadorką RP na Białorusi. – Kiedy pan mi mówi, że dzisiaj Lidia działa z ojcem Rydzykiem, a ja pamiętam te rozmowy z Ewą Spychalską, jakoś mi to zupełnie nie pasuje. Ja Lidię znałem od tej zupełnie niekatolickiej strony – mówi Pabiańczyk. Próbowaliśmy się skontaktować z Ewą Spychalską. Obecnie mieszka w Stanach. Zadzwoniliśmy do jej syna Pawła Spychalskiego: – Mama mieszka na stałe w Miami. Mam z nią sporadyczny kontakt. Teraz po huraganie czekają na odbudowę domu. Wiem, że pływa z moim ojczymem po Kajmanach, więc ciężko będzie z nią porozmawiać. Polkombi jako państwowa firma zajmowała się transportem kombinowanym, czyli takim, gdzie towary zmieniają środek transportu: przykładowo ze statku na pociąg, a potem samochód. Najważniejszym kontraktem był dowóz pociągiem części z czeskich fabryk Škody. Rozładowywane na stacji w Kobylnicy pod Poznaniem trafiały ciężarówkami do magazynów. Ale kiedy kontrakt wygasł, firma upadła. Zatrudnienie straciło 20 osób. W tym Kochanowicz-Mańk.

Zakon gra na giełdzie

Związków dyrektor finansowej fundacji Rydzyka z lewicą i Ewą Spychalską jest więcej. W 2000 r. Kochanowicz-Mańk była jednym z akcjonariuszy spółki Espebepe, czyli Szczecińskiego Przedsiębiorstwa Budownictwa Przemysłowego. Trzymała 5,49 proc. kapitału akcyjnego.

Zasiadała też w radzie nadzorczej. Ewa Spychalska była tam w zarządzie. Szczecińskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego było notowane na warszawskiej giełdzie od 1994 r. Do spółki należały rozległe tereny inwestycyjne w Szczecinie przy trasie wylotowej na Warszawę. Ich wartość szacowano wtedy na 50 mln zł. Toruńscy redemptoryści postanowili w nią zainwestować. Jak pisała w 2006 r. „Gazeta Wyborcza”, ojciec Jan Król, prawa ręka Tadeusza Rydzyka, za pośrednictwem pełnomocnika zainwestował w akcje firmy Espebepe świadectwa udziałowe NFI. Te same, które słuchacze przekazali w latach 1997-1998 ojcom redemptorystom na ratowanie Stoczni Gdańskiej. W 2001 r. ojciec Jan Król miał już jedną czwartą udziałów w szczecińskiej spółce. Dużym udziałowcem szczecińskiej spółki był BIG Bank Gdański, który wraz z firmami zależnymi dysponował ponad jedną piątą głosów na walnym zgromadzeniu. Bank przez lata silnie kojarzony z lewicą ma swój zalążek w 1989 r. Wtedy Bogusław Kott m.in. razem z Aleksandrem Kwaśniewskim i Mieczysławem Rakowskim założyli niewielki Bank Inicjatyw Gospodarczych. Po fuzji w 1997 r. z Bankiem Gdańskim powstał BIG Bank Gdański, którego Kott został prezesem. Ale i dla banku, i dla zakonników inwestycja w firmę Espebepe nie należała do udanych. Spółka, która dawała pracę tysiącom ludzi, miała kontrakty na budowę autostrady w Czechach, wpadła w tarapaty. Rosły długi, pracownicy nie dostawali pensji. Cena akcji spadła 30-krotnie. W połowie 2002 r. oficjalnie Espebepe stało się bankrutem. To nie koniec. Cztery lata później gdańska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie działań władz spółki na szkodę jej i wierzycieli w latach 1999-2002. Chodzi o byłego księgowego i prokurenta, który wcześniej od innych inwestorów wiedział, jakie wyniki finansowe spółka pokaże w miesięcznych raportach. Takie poufne dane miał wykorzystywać do manipulowania kursem akcji i sprzedaży lub kupna udziałów. Prokurator oskarżył byłego księgowego o insider trading. Sąd go uniewinnił. Po upadku firmy Espebepe redemptoryści zostali na lodzie. Akcje, które mieli, były już nic niewarte. Nie można było ich nawet sprzedać, bo spółka została wycofana z obrotu giełdowego. Nie wiadomo, jaką rolę odegrała w niej Lidia Kochanowicz-Mańk. – To było tak dawno temu, ale kojarzę tę panią. Rzadko się widywaliśmy, bo ona była z Warszawy, a siedziba spółki znajdowała się w Szczecinie. Przyjeżdżała na posiedzenia rady nadzorczej – mówi Marek Diering, były prezes firmy Espebepe. Dzisiaj z Lidią Kochanowicz-Mańk nie ma już kontaktu.

W imię ojca

Po tym epizodzie na giełdzie Kochanowicz-Mańk powoli zakorzeniała się w różnych interesach i fundacjach powiązanych z ojcem Tadeuszem Rydzykiem. Trafiła do rady nadzorczej Geotermii Toruń od geotermalnych inwestycji zakonników, Polskich Sieci Cyfrowych od sieci telefonicznej, „w naszej Rodzinie”, znalazła się w zarządzie fundacji Lux Veritatis, której ojciec Rydzyk jest prezesem, i w nadzorze fundacji Nasza Przyszłość, zajmującej się patriotycznym wychowaniem młodzieży czy rozwojem Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. O dzieła rodziny Radia Maryja dba jak mało kto. Przez długie miesiące zabiegała o to, żeby TV Trwam przyznano miejsce na multipleksie. Pierwszy wniosek przepadł, bo KRRiT uznała, że fundacja Lux Veritatis – nadawca TV Trwam – nie wykazała odpowiedniego zabezpieczenia finansowego. Środki na pokrycie koncesji miałyby pochodzić z darowizn. A to za mało. Fundacja zaskarżyła tę decyzję do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Na sześciogodzinną rozprawę w tej sprawie przyszli sympatycy TV Trwam. Odmawiali różaniec, śpiewali religijne pieśni albo skandowali: „Nie oddamy Telewizji Trwam”. Byli: ojciec Rydzyk, posłanka PiS i była spikerka Radia Maryja Anna Sobecka oraz Andrzej Jaworski, również polityk PiS. Nie udało się. WSA skargę oddalił. „Państwo oddało decyzję o tym, co będziemy oglądać za darmo, mediom komercyjnym. Polsat ma 41 proc. miejsc na multipleksach, TVN ma 10 proc., TVP ma tylko 35 proc. Dochodzi do tego jeszcze ZPR Media. Nie ma miejsca dla ani jednego programu niezależnego i niepoprawnego politycznie” – żaliła się Kochanowicz-Mańk we wrześniu 2012 r. Anicie Gargas z „Gazety Polskiej”. Rok potem był już sukces. Dzięki gwarancjom z Kasy Stefczyka fundacja Lux Veritatis otrzymała koncesję na nadawanie na multipleksie pierwszym. Drugą walkę Kochanowicz-Mańk stoczyła z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Chodzi o przyznanie 27 mln zł dotacji na odwierty w poszukiwaniu geotermalnych źródeł dla spółki Geotermia Toruń należącej do fundacji Lux Veritatis. W 2007 r. jeszcze za rządów Jarosława Kaczyńskiego NFOŚiGW dotację przyznał. Ale pech chciał, że stało się to w przededniu zaprzysiężenia rządu Donalda Tuska. Nowa ekipa decyzję cofnęła, a sprawa wylądowała w sądzie. „Nieszczęśliwie się stało, że doszło do zmiany władzy w Polsce. 16 listopada 2007 r. wiceministrem środowiska został Stanisław Gawłowski i 5 grudnia, dwa tygodnie po objęciu stanowiska, wezwał pracowników NFOŚ i polecił możliwość zbadania cofnięcia dotacji” – mówiła Kochanowicz-Mańk. Po wielu latach pertraktacji w lutym zeszłego roku Sąd Okręgowy w Warszawie zatwierdził ugodę między fundacją ojca Rydzyka a NFOŚiGW, według której fundacja Lux Veritatis miała dostać 26 mln zł odszkodowania za bezprawne cofnięcie decyzji. „Mamy ogromną satysfakcję z orzeczenia sądu, który potwierdził w pełnej rozciągłości, że fundacja była pokrzywdzona, a działania NFOŚiGW były polityczne, a nie merytoryczne” – komentowała po ogłoszeniu wyroku Kochanowicz-Mańk. Teraz na horyzoncie pojawił się kolejny przeciwnik.

Bitwa o Toruń

„Według naszych wyliczeń moglibyśmy oferować mieszkańcom Torunia 1 gigadżul energii cieplnej za 36-38 zł” – to słowa Kochanowicz-Mańk z kwietnia tego roku i szpila wbita Francuzom z koncernu energetycznego EDF. To oni mają w Toruniu monopol na dostarczanie energii cieplnej. W sierpniu tego roku podnieśli torunianom ceny o 9 proc. Według cennika EDF dla mieszkańców Torunia podstawowa stawka za cenę ciepła wynosi ok. 32,9 zł/GJ, nie licząc dodatkowych opłat. Na razie oferta Ojca Dyrektora nie jest dla nich atrakcyjna, ale... Marcin Kowallek, dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej w Toruniu, mówi, że ceny za energię cieplną co roku rosną o 3-8 proc. Kochanowicz-Mańk zapowiadała, że w tym roku ceny dla torunian mogą wystrzelić o 40-60 proc. Potem aż o 100 proc., do nawet 75 zł za gigadżul. Ma to mieć związek z oddaną w tym roku nową elektrociepłownią EDF. Została wybudowana w kogeneracji z energią elektryczną. To oszczędny i efektywny sposób produkcji energii. Takie dwa w jednym: i ciepło, i prąd. Dzięki temu EDF może korzystać z preferencyjnej dla dostawcy taryfy Urzędu Regulacji Energetyki, która w tym roku wynosi ponad 70 zł. Próbowaliśmy porozmawiać na temat podwyżek z EDF, ale rzecznik prasowa Maria Niewierko mimo zapowiedzi nie odpowiedziała na nasze pytania w wyznaczonym terminie. Kochanowicz-Mańk mówi, że geotermia może uchronić torunian przed podwyżkami, ale ma z Francuzami problem. Oprócz elektrociepłowni do EDF należy też cała toruńska sieć ciepłownicza. „W lutym 2014 r. złożyliśmy do EDF wniosek o określenie warunków przyłączenia do sieci ciepłowniczej. I nadal nic. Bawimy się z nimi wiele lat” – mówiła w tym roku dyrektor finansowa Lux Veritatis. Opowiada, że francuska spółka zmienia parametry co do temperatury wody, którą mogłaby zasysać do swojej sieci od geotermii redemptorystów. Nie chce wydać dokumentacji o sieci ciepłowniczej, co jest koniecznie do sporządzenia oceny wpływu geotermalnego źródła ciepła na sieć, a tym samym uzyskanie zgody na podpięcie. Miasto za bardzo w ten spór nie chce się wdawać, bo to prywatna sieć i prywatna elektrociepłownia. – Miasto się nie odcina. Pozyskiwanie energii ze źródeł odnawialnych to przyszłość. Nie ma co ukrywać, że na takim pozyskiwaniu energii zależy Toruniowi i zapewne innym miastom też – mówi Kowallek. Problem może rozwiązać się sam. W maju tego roku Polska Grupa Energetyczna podpisała z EDF umowę nabycia aktywów francuskiej spółki w Polsce. Wartość transakcji to ponad 4,5 mld zł. PGE nabędzie m.in. elektrociepłownię w Toruniu wraz z siecią dystrybucji ciepła. A wtedy podpięcie geotermii Ojca Dyrektora nie powinno być już takie trudne. Kiedy PGE na dobre przejmie EDF? Tego jeszcze nie wiadomo. Na razie transakcję blokuje UOKiK. Przy okazji pisania tego tekstu próbowaliśmy skontaktować się z Lidią Kochanowicz-Mańk. Wysłaliśmy wiadomość do fundacji Lux Veritatis, rozmawialiśmy również z jej pracownikami, którzy obiecali przekazać informację dyrektor finansowej. Nikt się jednak do nas nie odezwał. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 40/2017
Więcej możesz przeczytać w 40/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także