Zabawy z bronią

Zabawy z bronią

Broń palną posiada co setny Polak. Politycy chcą jeszcze ułatwić do niej dostęp. Masakra w Las Vegas może im te plany pokrzyżować.

Jarosław Kaczyński miał pistolet już w latach 90. Namówił go do tego Maciej Zalewski, który pracował w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Należący do Kaczyńskiego taurus kaliber 6.35 stał się zresztą przyczyną małego skandalu w czasie kampanii wyborczej w 2007 r.: Donald Tusk wypomniał prezesowi PiS, że kiedyś – dla żartów – straszył go w Sejmie „małym pistoletem”. Z kolei Bronisław Komorowski to zapalony myśliwy. Przyznał, że flintę posiada właściwie od zawsze. Ostatnio powiedział, że Polacy powinni mieć ułatwiony dostęp do broni. Niewykluczone, że tak będzie. Klub Kukiz’15 złożył w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o broni i amunicji. Ma on ułatwiać uzyskanie zezwolenia na broń. Łatwiej będzie kupić pistolety, karabinki i broń myśliwską. Licencje będą wydawały samorządy, a nie jak teraz policja. Projekt poparł PiS, co oznacza, że szanse jego uchwalenia radykalnie wzrosły. Zresztą trudno mówić o zaskoczeniu, bo rozszerzenie dostępu do broni to jeden z 10 priorytetów rządu PiS ustalonych na ubiegłorocznym spotkaniu parlamentarzystów PiS w Jachrance. 

– Pistolet w rękach praworządnego człowieka nie obniża poziomu bezpieczeństwa – uspokaja Stanisław Pięta (PiS). – Świadomość tego, że Polacy nie są bezbronni, będzie oddziaływać na psychikę potencjalnych przestępców – wyjaśnia. Wtórują mu politycy Kukiz’15. – Nasza ustawa poprawi bezpieczeństwo obywateli, bo będą oni lepiej przygotowani do obrony koniecznej – twierdzi Piotr Apel. Zenon Kruczyński, autor książki „Farba znaczy krew”, niegdyś zapalony myśliwy, dziś buddysta i wegetarianin, twierdzi jednak, że jeśli w Polsce wejdzie w życie liberalizacja przepisów dotyczących broni palnej, będziemy mniej bezpieczni. – Obecnie w naszym kraju od cywilnej broni palnej ginie rocznie ok. 40 osób, a kilkaset jest rannych. W USA, gdzie w prywatnych rękach jest ok. 300 mln sztuk broni, ginie od niej ponad 11 tys. ludzi rocznie. Czy naprawdę chcemy iść w ich ślady? I wychodząc na przyjęcie albo do lasu, zastanawiać się, kto ma pistolet pod kurtką, w torebce czy pod marynarką? – ostrzega Kruczyński. Przeciwko nowym przepisom jest też gen. Roman Polko, były dowódca GROM. – Jeśli damy powszechne pozwolenie na broń, a nie stworzymy miejsc, w których można się w strzelaniu szkolić, to będzie niebezpiecznie – mówi. Ale generał uważa, że obecna sytuacja też nie jest dobra. Przede wszystkim trzeba zmienić zasadę, że wydanie pozwolenia na broń zależy od uznania urzędnika. – Praktyka jest taka, że pozwolenie bez problemu otrzymują ludzie na stanowiskach, którzy niekoniecznie tą bronią potrafią się posługiwać. Spotkałem polityka, który miał pistolet, a nie potrafił go nawet rozładować – alarmuje.

Amerykańska lekcja

Paradoksalnie polskim zwolennikom dostępu do broni mogą zaszkodzić ostatnie wydarzenia w USA. Stephen Paddock, emerytowany księgowy, który zastrzelił w Las Vegas 58 osób i ranił ponad 500, jest typowym produktem amerykańskiej polityki dotyczącej broni palnej. W pokoju hotelowym, z którego strzelał, znaleziono 23 sztuki broni, kolejne 19 składował w swoim domu na osiedlu zamieszkałym wyłącznie przez emerytów. Broń była legalna, choć w arsenale Paddocka były też karabiny automatyczne zakazane przez prawo federalne. Stany Zjednoczone są absolutnym liderem w ilości broni palnej wśród cywilów. Na każdą setkę obywateli przypada aż 112 sztuk broni palnej, co przekłada się także na statystyki kryminalne. 64 proc. zabójstw w USA dokonywanych jest za pomocą broni palnej, podczas gdy np. w Wielkiej Brytanii, gdzie posiadanie broni podlega surowym ograniczeniom, wskaźnik ten wynosi zaledwie 4,5 proc. USA to także lider światowy w liczbie masowych strzelanin, w których giną jednocześnie cztery i więcej osób. Od 1982 r. zanotowano ich tam ponad 90. Każda z takich tragedii odgrzewa na nowo dyskusję o konieczności ograniczenia dostępu do broni palnej, ale po żadnej nic się nie zmieniło. Na straży gwarantowanego konstytucyjnie swobodnego dostępu do broni palnej stoi National Rifle Association (NRA), wpływowestowarzyszenie strzeleckie, liczące 5 mln członków i dysponujące rocznym budżetem sięgającym 250 mln dolarów. Na oficjalny lobbing w Kongresie USA NRA wydaje 3 mln dolarów rocznie. Kolejne 50 mln inwestowane jest w kampanie wyborcze polityków wszystkich opcji, pod warunkiem że wspierają prawo do posiadania broni. Daremność prób ograniczenia dostępu obywateli do broni nie jest jednak jedynie wynikiem sprawnego lobbingu NRA. To także kwestia mentalności Amerykanów. Prawie połowa z nich mieszka w domach, w których stale przechowywana jest broń palna. Z badań instytutu Gallupa wynika, że od lat systematycznie spada też liczba obywateli, którzy zgodziliby się na ograniczenia dostępu do pistoletów. W 1959 r. za wprowadzeniem ograniczeń było aż 60 proc. Amerykanów.W 2016 r. zostało ich już tylko 20 proc. Przytłaczająca większość, 80 proc., sprzeciwia się próbom odebrania im prawa do posiadania i użycia broni. Trendu tego nie zmieniają ani powtarzające się raz po raz masakry, ani ponure statystyki ofiar. Musi to brać pod uwagę każdy pochodzący z wyboru polityk. Stąd powszechne potępienie morderców, takich jak Stephen Paddock, i równie powszechna bierność elit politycznych, żeby utrudnić jego potencjalnym naśladowcom możliwość zdobycia odpowiedniego arsenału.

Europa uzbrojona

Wbrew powszechnemu przekonaniu, także Europa nie jest bezbronna. W Serbii, Finlandii i Szwajcarii na 100 mieszkańców przypada odpowiednio 38, 45 i 46 sztuk broni. Około 30 na każdych 100 obywateli mają też Niemcy, Francuzi, Austriacy, Norwegowie i Szwedzi. Najlepiej uzbrojeni Szwajcarzy trzymają w domach 420 tys. automatycznych karabinów, które np. w USA są surowo zakazane przepisami federalnymi. Ale w Szwajcarii każdy mężczyzna między 20. a 30. rokiem życia podlega obowiązkowym szkoleniom wojskowym i może przechowywać broń w domu. Kontroli podlega tylko amunicja. W Serbii duża ilość broni to pozostałość po wojnie w byłej Jugosławii, a w Finlandii większość arsenału to broń myśliwska używana przez mieszkańców słabo zaludnionych pustkowi. Tam też przepisy dotyczące posiadania strzelb i karabinów są najbardziej liberalne. Od przyszłego roku do uzyskania pozwolenia potrzebne będzie tylko internetowe zgłoszenie. Duża liczba broni znajduje się w rękach prywatnych, nawet w uchodzących za restrykcyjne krajach, takich jak Niemcy. W domach jest tam ponad 5,5 mln sztuk legalnej broni. Wedle policji kolejne 20 mln to broń niezarejestrowana. Co ciekawe, w przeciwieństwie do USA nie ma to wpływu na przestępczość. W uzbrojonej jak na europejskie warunki po zęby Szwajcarii odnotowano w zeszłym roku tylko 45 zabójstw z broni palnej.

Polska jak usa

Tak więc Polacy na tle innych krajów są „niemal bezbronni”. Na 100 mieszkańców przypada 1,2 sztuki broni palnej. Mniej od nas mają tylko Rumuni. Więcej broni niż w Polsce mają nawet uchodzący za wyjątkowo spokojnych Czesi. Przy czterokrotnie mniejszej liczbie mieszkańców Czesi posiadają dwa razy więcej zarejestrowanej broni niż Polacy. Z 800 tys. sztuk aż 300 tys. przeznaczone jest do obrony, a nie polowań. Prawo do posiadania broni wpisano tam nawet niedawno do konstytucji, by uchronić je przed europejskimi regulacjami, zmierzającymi do ograniczenia dostępu do broni w UE. Nowelizacja konstytucji zezwoliła także obywatelom na strzelanie w obronie przed atakiem terrorystycznym. Co ciekawe, zmiany wprowadzono na wniosek socjalistów i komunistów, zwykle przeciwnym broni palnej. Jan Grabiec z Platformy Obywatelskiej ostrzega jednak przed pójściem w tę stronę. Podkreśla, że podziały w Polsce są olbrzymie, porównywalne z tymi amerykańskimi. – Mamy wiele konfliktów społecznych, dlatego dostęp do broni może się u nas okazać zgubny jak w Stanach. Czy powinniśmy sobie fundować podobny problem? – pyta retorycznie. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 41/2017
Więcej możesz przeczytać w 41/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także