Niedyskrecje parlamentarne

Niedyskrecje parlamentarne

Politycy PiS kręcą nosem na działania wicepremiera, ministra kultury Piotra Glińskiego, który zabiegał o podwyższenie 50-procentowej ulgi podatkowej dla twórców i dziennikarzy. Tą ulgą będą objęte dochody z honorariów autorskich do 160 tys. zł. – Zakosztuje to budżet ok. 200 mln zł, a co z tego mamy? – pyta retorycznie polityk partii rządzącej. – Dziennikarze, jak nas atakowali, tak robią to nadal. Twórcy nas bojkotowali i nic się nie zmieniło. Lepiej było te pieniądze przeznaczyć na rozwiązanie jakiegoś problemu społecznego. Politykę robi się po coś, a nie po nic – dodaje. Zmiany w podatkach Sejm przegłosował raptem w ubiegły piątek, więc trudno, żeby w środowisku zrobiły natychmiastowe i piorunujące wrażenie, ale część polityków PiS chyba po prostu nie lubi Glińskiego.

PiS znowu ma kłopot z Dudą. Tyle że z Piotrem. Szefowi Solidarności nie podoba się, że PiS chce zakazać handlu tylko w co drugą niedzielę. – To niedobrze, że Piotr Duda się zdenerwował, ale możemy to wykorzystać do własnych celów – mówi polityk Zjednoczonej Prawicy. Kłótnią w rodzinie zdominujemy debatę, a opozycja może roić o likwidacji urzędów wojewódzkich.

Działacze Platformy Obywatelskiej po konwencji samorządowej byli wkurzeni. Zamiast o przygotowaniu do wyborów samorządowych Grzegorz Schetyna mówił o wizji państwa i strategii walki z PiS. Dziś nie chodzi o zwykłą konkurencję między partiami politycznymi, dziś tak jak kiedyś walczymy o przyszłość Polski. Polski opartej na wolności, własności prywatnej i na samorządności. Musimy tej Polski bronić przed tymi, którzy chcą odbudować PRL. Państwo partyjnej nomenklatury, które kontroluje i chce odbierać nam wolność – mówił Grzegorz Schetyna na konwencji samorządowej tydzień temu. Według Schetyny, aby „obronić” nasz kraj, potrzeba m.in. „mocniejszego oporu przeciwko złej zmianie”, zamachowi na niezależność sądów, upartyjnieniu spółek, atakowi na wolne media, zmianom w ordynacji wyborczej. – Wybory samorządowe zniknęły w przemowie – ocenia polityk Platformy.

Coraz mocniej rozkręca się giełda nazwisk polityków. W spekulacjach dotyczących kandydata na prezydenta Warszawy zaczęła się pojawiać Kamila Gasiuk-Pihowicz. I to nie jako kandydatka Nowoczesnej czy zjednoczonej opozycji, ale Platformy Obywatelskiej. Przypomnijmy, że posłanka Nowoczesnej chciała być kandydatką swojej partii na prezydenta Warszawy, ale sprzątnął jej tę nominację Paweł Rabiej. – Słyszałem głosy, że Gasiuk-Pihowicz mogłaby przejść do Platformy Obywatelskiej i zostać naszą kandydatką na prezydenta Warszawy. Nie wiem, czy to realne, ale po tym, jak PiS wypomina nam, że Rafał Trzaskowski był szefem kampanii Gronkiewicz-Waltz, wydaje się, że jego szanse na kandydowanie zmalały – wzdycha polityk PO.

Nie tylko wybory samorządowe wzbudzają emocje. Politycy szykują się już do wyborów do Parlamentu Europejskiego. – W kierownictwie PO pojawił się pomysł, żeby namówić Roberta Biedronia do kandydowania z naszej listy do Parlamentu Europejskiego – mówi nam polityk PO. Taka sytuacja byłaby wprost idealna dla Donalda Tuska, który – gdyby zdecydował się kandydować na prezydenta Polski – pozbyłby się rywala. Robert Biedroń miesiąc temu w rozmowie z „Super Expressem” mówił, że nie wyklucza startu w wyborach prezydenckich.

Zresztą nie wiadomo, jak będą wyglądały wybory do Parlamentu Europejskiego, bo PiS przymierza się do zmiany ordynacji i utworzenia jednej listy krajowej. – I w to graj Schetynie. W takiej sytuacji powpycha wszystkich swoich ludzi. Unikniemy też problemu tak zwanych spadochroniarzy [polityków, którzy kandydują z innych miast, niż pochodzą – red.] – mówi nasz informator.

Złe języki twierdzą, że podczas konwencji samorządowej PO w Łodzi Grzegorz Schetyna czytał swoje wystąpienie z prompterów, bo nie był w stanie go zapamiętać. Z kolei Ryszard Petru, zamiast odnieść się do przedstawionej oferty programowej, zaproponował podział miejsc na listach wyborczych – jedna trzecia dla Nowoczesnej, dwie trzecie dla Platformy. – Mógłby chociaż zachować pozory, że chodzi mu o coś więcej niż o stołki – kpi polityk lewicy. – Z takimi liderami PO i Nowoczesna nie mają szans pokonać PiS.

Do smakowitej wymiany zdań na Twitterze doszło między mecenasem Giertychem, wicepremierem w rządzie PiS, a politologiem Dariuszem Jońskim, byłym wiceprzewodniczącym SLD. Giertych oburzył się słowami Barbary Nowackiej, że nie wyobraża sobie, aby na jednej liście wyborczej znalazł się były lider Ligi Polskich Rodzin i obecny prezydent Słupska Robert Biedroń. „Lewica nic nie zrozumiała z ostatnich dwóch lat i nadal wspiera PiS, dzieląc opozycję” – napisał Giertych. „No jesteś chłopie bezczelny. Myślisz, że jak będziesz tak pisał, to ludzie zapomną, że byłeś w koalicji z PiS?” – ripostował Joński.

Partie opozycyjne zaangażowały się w obronę osób poszkodowanych przez ustawę dezubekizacyjną obniżającą świadczenia emerytalne osobom związanym osobiście lub rodzinnie ze służbami PRL. W Krakowie niedawno odbyło się spotkanie polityków PO, lewicy i innych ugrupowań z ludźmi, których objęła ustawa. Płomienne wystąpienie miał Stefan Niesiołowski z Europejskich Demokratów, w czasach PRL prześladowany za działalność opozycyjną. Na ustawie nie pozostawił suchej nitki, wychwalał rządy SLD, o PiS mówił „zbrodniarze” i oznajmił też, że Instytut Pamięci Narodowej należałoby zlikwidować, gdyż jest to instytucja hańby narodowej.

Na te słowa odezwała się obecna na spotkaniu Katarzyna Piekarska z SLD, która stwierdziła, że oboje z posłem Niesiołowskim dziś mają takie samo zdanie na temat IPN, choć kiedyś pięknie się różnili. Piekarska zachowała się dyplomatycznie, bo Niesiołowski kiedyś odsądzał ją od czci i wiary za krytykowanie IPN.

Obrońcy poszkodowanych przez ustawę dezubekizacyjną 13 października rozpoczęli zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem nowelizacji tejże. Potrzebują 100 tys. podpisów, żeby projekt wnieść do Sejmu. Ale porę wybrali sobie nie najlepszą. – Ciemno, zimno, ludzie biegną po pracy do domów, nie ma kiedy zbierać podpisów – narzeka polityk opozycji.

Być może trzeba zbierać podpisy w czasie demonstracji KOD, choć są one coraz mniej liczne. W czasie manifestacji KOD, która odbyła się 24 września, Mateusza Kijowskiego, byłego lidera ruchu, spotkała niemiła niespodzianka. – Widziałem, jak ustawiał sobie flagi, a ludzie patrzyli na niego ze zniesmaczonymi minami. Omijali go z daleka, dając do zrozumienia, że na manifestacjach nie ma już czego szukać. Z lidera tłumu stał się niechcianym gościem – mówi jeden z obserwatorów.

Okładka tygodnika WPROST: 44/2017
Więcej możesz przeczytać w 44/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także