Rządowe trzęsienie ziemi

Rządowe trzęsienie ziemi

Na czele rządu Beata Szydło czy Jarosław Kaczyński? To pytanie zepchnęło na dalszy plan dywagacje, kto zostanie w rządzie, kto z niego odejdzie, a kto może liczyć na awans.

Gdy premier Szydło ogłosiła w TVN24, że za kilkanaście dni dojdzie do rekonstrukcji rządu, uruchomiła lawinę domysłów o możliwych zmianach. I te spekulacje będą się utrzymywały, dopóki nie dojdzie do rekonstrukcji. Niewykluczone, że za kilka dni łatwiej będzie wymienić ministrów, którzy z całą pewnością pozostaną w rządzie, niż tych, którzy muszą myśleć o nowym zajęciu. Z naszych rozmów wynika też, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi, czy na stanowisku premiera pozostanie Szydło, czy po raz drugi w swojej karierze na czele rządu stanie Kaczyński. – Decyzja zapadła, Beata Szydło pozostanie na stanowisku – mówi z niezachwianą pewnością polityk z kręgów rządowych. – Jarosław Kaczyński nigdy nie był bliższy decyzji o objęciu stanowiska premiera – przekonuje polityk często bywający na Nowogrodzkiej.

On…

Beata Szydło ma za sobą dwa lata rządów, podczas których nie zaliczyła większych wpadek. Co prawda na początku kadencji zaangażowała się w zwalczanie Trybunału Konstytucyjnego pod kierownictwem Andrzeja Rzeplińskiego. Odmówiła też opublikowania orzeczeń trybunału, co było dwuznaczne pod względem prawnym. Jednak z innymi sprawami radziła sobie dobrze. Opozycja próbowała ją atakować za zwłokę w udzielaniu pomocy ofiarom wichury na Pomorzu, ale wyborcy puścili to mimo uszu. Jej popularność rosła, podobnie jak notowania PiS, które obecnie są rekordowo wysokie. Nie można jej też zarzucić braku lojalności wobec Jarosława Kaczyńskiego. Skoro jest tak dobrze, po co w ogóle rozważana jest zmiana na stanowisku szefa rządu?

Polityk z otoczenia prezesa PiS ma kilka argumentów przemawiających za takim scenariuszem. Po pierwsze, prezes PiS chce doprowadzić do końca rozgrzebaną reformę sądownictwa, a na stanowisku premiera będzie łatwiej mu to zrobić niż z gabinetu przy ul. Nowogrodzkiej. Po drugie, Jarosław Kaczyński chce mieć realny wpływ na sprawowanie władzy. Przez ostatnie dwa lata był co prawda ostateczną instancją przy wszelkich sporach rządowych, ale podobno ma poczucie, że jego władza była iluzoryczna. Premier składała mu bowiem obietnice, których później nie dotrzymywała. Podobnie miało zachowywać się wielu ministrów, o czym pisaliśmy we „Wprost”. Trzeci argument jest osobisty – jeżeli nie teraz, to kiedy Jarosław Kaczyński mógłby zostać premierem? – Prezes nie jest już najmłodszy, wielu ludzi przekonuje go, że półmetek rządów i wysokie notowania PiS to najlepszy moment, żeby objąć władzę – mówi nasz rozmówca. – W każdym razie lepszego już nie będzie. Według polityka Zjednoczonej Prawicy w następnej kadencji trzeba się liczyć z rządem koalicyjnym. Zatem przez najbliższe dwa lata Jarosław Kaczyński miałby wysoki komfort sprawowania władzy. A dalej? Nie wiadomo. – Tak więc za objęciem przez niego funkcji premiera jest wiele argumentów, a za pozostawieniem Beaty Szydło na stanowisku przemawiają tylko kwestie wizerunkowe – konkluduje polityk z otoczenia prezesa.

…czy ona?

Zupełnie inaczej widzą to politycy związani z rządem. Przekonują, że nie będzie zmiany premiera, bo nie ma takiej potrzeby. Wymiana Beaty Szydło byłaby sygnałem dla wyborców, że coś idzie nie tak, jak powinno, a to nieprawda. Dodają, że potrzebę zmiany suflują prezesowi Kaczyńskiemu ludzie z jego otoczenia, którzy liczą, że przy tej okazji sami pójdą w górę. Warto pamiętać, że odwołanie Szydło oznaczałoby także spore zamieszanie na scenie politycznej. Wraz z premierem podaje się do dymisji cały rząd i trzeba powołać nowy. Nawet gdyby zostało to przeprowadzone błyskawicznie, oznaczałoby konieczność wygłoszenia exposé przez Jarosława Kaczyńskiego, debatę sejmową nad nowym rządem, co opozycja z całą pewnością wykorzystałaby do ataków na Zjednoczoną Prawicę, głosowanie nad wotum zaufania dla gabinetu Kaczyńskiego. Słowem, oznaczałoby to okres destabilizacji. Jeżeli jednak prezes PiS uzna, że chce być jeszcze raz w swojej karierze premierem, to nic go nie powstrzyma.

Dymisje na bank

Rekonstrukcja rządu powinna czemuś służyć – poprawie pracy rządu, lepszej realizacji celów, poprawie wizerunku, a czasami odwróceniu uwagi opinii publicznej od problemów. Gdyby pod tym względem ocenić trójkę ministrów, których wymienia się jako pewniaków do dymisji, to Jan Szyszko i Witold Waszczykowski są dla rządu obciążeniem wizerunkowym, a Anna Streżyńska – politycznym. Waszczykowski, szef MSZ, nie tylko nie zapobiegł zaognieniu stosunków z Unią Europejską, ale na dodatek bronił się przed wymianą kadr w swoim resorcie, co w oczach polityków PiS jest dużo większym grzechem. Waszczykowski podobno pogodził się z rychłą dymisją i nawet pożegnał się już ze współpracownikami.

Jan Szyszko, minister środowiska, zmobilizował przeciwko sobie nie tylko opinię publiczną w Polsce, ale też struktury unijne. Jego upór w sprawie wycinki w Puszczy Białowieskiej skończył się postępowaniem przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Na razie werdykt nie zapadł, ale Komisja Europejska złożyła wniosek o nałożenie na Polskę kar finansowych za niezastosowanie się do lipcowej decyzji o nakazie wstrzymania wycinki w puszczy.

– Szyszko na wieść o możliwej dymisji wpadł w popłoch – opowiada polityk PiS. – W Ministerstwie Środowiska odbywają się dantejskie sceny. Minister powyrzucał kilku swoich współpracowników. Robi wszystko, żeby Kaczyński go nie zdymisjonował. Anna Streżyńska, minister cyfryzacji, według polityków PiS zawaliła zadania do realizacji, m.in. ustawę o cyberbezpieczeństwie,

która powinna wejść w życie w maju 2018 r. Jej wdrożenie wymaga czasu, a nawet jeszcze nie ma stosownego projektu. W ostatnim numerze „Wprost” pisaliśmy też o kłopotach z nowym systemem informatycznym Centralnej Ewidencji Pojazdów, za co też odpowiada resort cyfryzacji. Ale Streżyńska podpadła PiS również z powodów politycznych, m.in. gdy w kwietniu tego roku oświadczyła w Radiu Zet, że nie zgadza się z niektórymi rozwiązaniami PiS, bo osobiście więcej pieniędzy wydawałaby na rozwój, a nie na cele socjalne. Dodała też, że jest bezpartyjnym fachowcem do wynajęcia i nie miałaby problemu z pracą w rządzie PO. Ta wypowiedź mocno wzburzyła środowisko PiS. Dziś w partii rządzącej można usłyszeć, że rozpoznawalność Streżyńskiej jest tak niewielka, iż nikt nawet nie zauważy jej zniknięcia z rządu, a Jarosław Gowin, który rekomendował ją do rządu, nie będzie za nią umierał. Jednak Streżyńska, która ma dobre oceny w środowiskach związanych z branżą, którą się zajmuje, w sondażach realizowanych na zlecenie mediów utrzymuje się w czołówce najlepiej ocenianych ministrów i wyraźnie widać, że nie zamierza poddać się bez walki. W ubiegłym tygodniu udzieliła wywiadu „Dziennikowi Gazecie Prawnej”, w którym opowiadała o swoich dokonaniach [o sprawie szerzej piszemy na str. 32].

Nowe twarze

Kto mógłby zastąpić wymienionych ministrów? Jeżeli chodzi o MSZ, to giełda nazwisk jest długa. „Dziennik Gazeta Prawna” przesądził, że będzie to Krzysztof Szczerski, obecny szef Gabinetu Prezydenta Andrzeja

Dudy. Miałoby to zagwarantować harmonijną współpracę głowy państwa z rządem w polityce zagranicznej. Ale spekuluje się też, że gdyby premierem został Jarosław Kaczyński, to wtedy o stanowisko szefa MSZ zabiegałby Adam Bielan, wicemarszałek Senatu, który lubi być w pobliżu prezesa PiS. Nowego ministra środowiska w ogóle by nie było, bo ten resort może zostać połączony z Ministerstwem Energetyki. Okrojenie z kompetencji może spotkać też Ministerstwo Cyfryzacji. Inwestycje unijne miałyby w takim układzie trafić do resortu rozwoju i finansów, nadzór nad systemami ewidencyjnymi wróciłby do MSWiA, a tym, co by pozostało w ministerstwie, pokierowałby Paweł Szefernaker, który w kancelarii premiera niewiele ma do roboty po tym, jak większość jego zadań przejęła Beata Kempa.

Drugi krąg podejrzanych

Nazwiska ministrów do dymisji zmieniają się jak w kalejdoskopie. To, co do niedawna było pewne, dziś jest już tylko możliwe, a jutro może się okazać mało prawdopodobne. Ci, którzy wypadli z koszyka pewniaków do dymisji, to: szef resortu infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk, minister zdrowia Konstanty Radziwiłł i minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel. Ten pierwszy – według naszych rozmówców – może pozostać w rządzie. Tyle że inwestycje, którymi się zajmuje i które się ślimaczą, przejąłby superresort rozwoju pod kierownictwem Mateusza Morawieckiego. W resorcie infrastruktury pozostałyby zadania legislacyjne i regulacyjne. Na giełdzie nowych ministrów pojawiło się co prawda

nazwisko ewentualnego następcy Adamczyka, czyli Krzysztofa Mamińskiego, prezesa PKP. Ten jednak w rozmowie z dziennikarzami twierdził, że nie wybiera się do rządu. Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł jeszcze w ubiegłym tygodniu był murowanym kandydatem do dymisji ze względu na nieopanowany do dzisiaj protest głodowy lekarzy rezydentów. Okazało się jednak, że strajk młodych lekarzy, mimo iż rozszerza się na całą Polskę, nie wpływa negatywnie na notowania PiS i nie wzburza opinii publicznej. Za to te zmiany, które Radziwiłł już przeprowadził, np. rozwiązanie problemu nocnej opieki zdrowotnej, są dobrze oceniane przez wyborców. Nie jest więc wykluczone, że Radziwiłł nadal pozostanie na stanowisku. Przemawia za tym dodatkowo to, że jedynym chętnym na jego miejsce jest Andrzej Sośnierz, były prezes Narodowego Funduszu Zdrowia, związany z ugrupowaniem Jarosława Gowina. Wzmacnianie mniejszego koalicjanta nikomu w PiS się nie podoba. Stąd pojawił się pomysł, że ewentualnie Radziwiłła mógłby zastąpić marszałek Senatu Stanisław Karczewski, z wykształcenia lekarz. Nie wydaje się jednak, by główny problem ministerstwa, czyli protest lekarzy rezydentów, mógł zakończyć polityk, który niedawno powiedział do protestujących, że warto pracować dla idei, a nie dla pieniędzy. – Radziwiłł wkurza ludzi, ale nie doprowadził do armagedonu, który zapowiadała opozycja, dlatego może pozostać na stanowisku – mówi polityk PiS. Minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel odpowiada za bardzo ważną dla PiS wieś. Nie jest oceniany dobrze, chociażby dlatego, że nie udało mu się opanować epidemii

afrykańskiego pomoru świń, na której tracą hodowcy. Jarosław Kaczyński bardzo zważa na to, co się mówi na wsiach, jednak Jurgiel jest członkiem tzw. zakonu PC, czyli frakcji polityków, którzy są przy Jarosławie Kaczyńskim od czasów Porozumienia Centrum i z tego powodu cieszą się większym zaufaniem niż inni działacze PiS. Mimo to w mediach pojawiło się nazwisko ewentualnego następcy Jurgiela, czyli Henryka Kowalczyka, obecnego przewodniczącego Komitetu Stałego Rady Ministrów. – Te pogłoski rozsiewają środowiska Artura Balazsa, które chętnie porozpychałyby się w resorcie rolnictwa, ale przy Jurgielu to jest niemożliwe – opowiada polityk Zjednoczonej Prawicy.

Niespodzianki

Wielką niewiadomą jest natomiast pozycja szefa MON Antoniego Macierewicza. Niby jego nazwisko nie pojawia się na giełdzie ministrów do wymiany, ale – jak mówią w PiS – wokół jego osoby coś się dzieje. Najpierw ze stanowiska prezesa Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych został odwołany jego człowiek Piotr Woyciechowski. Później Jarosław Kaczyński powiedział, że aneks do raportu na temat likwidacji WSI, który jest u prezydenta, powinien pozostać utajniony. Tymczasem ludzie z otoczenia Macierewicza domagali się jego publikacji, a gdy to wezwanie nie odniosło skutku – zażądano zwrotu aneksu do MON. Na dodatek politycy PiS zauważyli, że wyniosły do niedawna szef MON stał się ostatnio uprzejmy i wyraźnie zabiega o przychylność posłów. Te sygnały są odczytywane jako zwiastun możliwej dymisji Macierewicza, który nie jest w stanie zakopać toporu wojennego z prezydentem Dudą. Jego odejście z rządu zakończyłoby tę wojnę na szczytach władzy. Gdyby do tej dymisji rzeczywiście doszło, to MON-em mógłby pokierować Marek Opioła, który w Sejmie kieruje komisją ds. służb specjalnych i zasiada w sejmowej komisji obrony narodowej. Niewykluczone też, że gdyby odszedł Macierewicz, Mariusz Kamiński, obecny koordynator ds. służb specjalnych, stanąłby na czele ministerstwa bezpieczeństwa i skupił w swoim ręku wszystkie służby, również te, które obecnie podporządkowane są MON.

Okładka tygodnika WPROST: 44/2017
Więcej możesz przeczytać w 44/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także