Izabela Kopeć: To się państwu spodoba

Izabela Kopeć: To się państwu spodoba

Pamiętam magnetofon szpulowy Grundig i tatę, który nagrywał każdą piosenkę, którą przynosiłam z przedszkola. W wieku siedmiu lat wygrałam konkurs piosenki zuchowej, potem była szkoła muzyczna i przede wszystkim klasyka, ale czasami słucham też klasyki rocka: The Doors, Led Zeppelin, Pink Floyd albo Black Sabbath czy AC/DC.

Bliskie są mi arie barokowe i pieśni – to utwory szalenie intymne, zawsze są osobistą wypowiedzią artystyczną. Nie chcę powtarzać, że muzyka łagodzi obyczaje, ale jednym z najpiękniejszych instrumentów, jaki mamy, jest głos, bo w nim słychać dosłownie wszystko… Pewnie dlatego nauka operowania nim jest tak trudna i trwa właściwie przez całe zawodowe życie. 

Od czterech lat moje życie związane jest z twórczością Ludomira Michała Rogowskiego, otworzyłam nawet przewód doktorski na jego temat. Wydałam płytę „Songs and Fantasmagories” z jego kompozycjami. Chcę przybliżyć jego twórczość, bo niesłusznie o nim zapomniano.

Na seriale nie mam czasu. Z kinowych nowości polecam „Podwójnego kochanka” Franćois Ozona – trochę przerażający, ale wart poświęcenia blisko dwóch godzin. Znakomity jest „Twój Vincet”, w którym reżyserzy ożywili ponad sto obrazów Vincenta van Gogha, by przedstawić historię jego życia oraz tajemniczej śmierci. Każdy zagraniczny wyjazd mam niemal co do godziny rozplanowany tak, żeby móc odwiedzić galerie i muzea, a wieczorem być w operze. Na przełomie listopada i grudnia będę w Londynie, w Tate Mo dern na pewno zobaczę Modiglianiego, a wieczorem pójdę do Covent Garden na włoską operę „Rycerskość wieśniacza” Pietro Mascagniego. Lubię teatr, często bywam w Och Teatrze. „Kto nas odwiedzi” to sztuka na dwie brawurowe role aktorów i wspaniałych osobowości: Jadwigi Jankowskiej-Cieślak i Jana Peszka.

Ostatnio czytam biografię światowej sławy śpiewaczki operowej Renee Fleming "Głos Wewnętrzny". Opisuje w niej nie tylko czysto techniczne aspekty, które są dla mnie ważne, ale mówi również to, jak wygląda życie diwy, które charakteryzuje samotność i brak możliwości zbudowania trwałej relacji – to cena popularności. Z przyjemnością sięgam po książki Murakamiego, przeczytałam ostatnio jednym tchem „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” o przyjaźni, odrzuceniu i… nie powiem nic więcej, ale zapewniam, że warto ją przeczytać. Wróciłam też do „Norwegian Wood”, książki, którą przeczytali chyba wszyscy Japończycy. Jest w niej piękny wątek miłosny. Lubię Mario Vargasa Llosę i „Dzielnicę występku”. Trzeba przyznać, że to mistrzowska książka – intrygi polityczne, miłość, seks i morał, którego nie mogę zdradzić.

Wysłuchała Magdalena Łyczko

Okładka tygodnika WPROST: 44/2017
Więcej możesz przeczytać w 44/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także