Książka

Książka

Urok opowieści

„BUDOWNICZY RUIN” UKAZAŁ SIĘ W POLSCE W 1972 R. W powieści – młodego wówczas, dziś już nieżyjącego – austriackiego pisarza Herberta Rosendorfera czytelnicy znaleźli nie tylko barwne nawiązania do barokowych frywolnych opowieści, które snują powieściowe postaci, ale też całkiem współczesne obawy przed apokalipsą. Bohaterowie zabawiają się wymyślaniem fantastycznych historyjek, bo są uwięzieni przez wojnę w podziemnym schronie. Nie wiadomo, co się dzieje na zewnątrz, więc trzeba zbudować świat fikcji, wymyślić go i bawić się tym, bo nic innego nie ma się do roboty. Tak powstaje labirynt intryg i rozbuchanej fantazji. LB

Herbert Rosendorfer „Budowniczy ruin”, Państwowy Instytut Wydawniczy

Pisarz na starcie

Marek Hłasko „Listy i pamiętnik”, Iskry

IM PISARZ BARDZIEJ WYBITNY I ZNANY, TYM BARDZIEJ CZYTELNIKÓW INTERESUJE JEGO ŻYCIE PRYWATNE. A jak się jest taką legendą jak Marek Hłasko, to ludzie chcą zajrzeć do wszystkiego, co tylko po nim zostało w archiwach. Mamy więc teraz garść jego listów z lat 1946-66. To drobiazg, ale ważny, bo pokazuje, że za maską młodego awanturnika ukrywał się kochający syn. Niewielki tomik zawiera jeszcze jedną ciekawostkę: dziennik 11-, 12-letniego chłopaka, który 10 lat później stał się literacką gwiazdą. Już wtedy pisał z talentem i poczuciem humoru. A wokół niego działo się wiele, bo i czas był burzliwy (1945-46). LB

Autobiografia mówiona

Marcin Świetlicki to ostatni z polskich poetów, który łączy wysoki poziom twórczości z byciem osobistością popularną poza literackim kręgiem wzajemnej adoracji. Sprawiła to jego aktywność jako wokalisty rockowego zespołu Świetliki i kilku innych, mniej znanych f ormacji. Ma więc na swoim koncie nie tylko wybitne tomiki wierszy, kilka książek prozatorskich, ale także pokaźną liczbę płyt, które sprawiły, że choć się przed tym broni, stał się kimś w rodzaju celebryty. Świetlicki robi, co może, by zachować dystans do swojej popularności, by być facetem osobnym. Walczy o to, by być outsiderem i by inni uszanowali jego wybór. Nie chce zostać zamknięty w ramce z podpisem: „Wybitny poeta, którego wierszy się nie czyta, bo się wie, że są wybitne z definicji”. Chce, by czytelnik podchodził do nich bez takich uprzedzeń, patrzył na nie świeżym okiem. Te jego starania przypominają strategię Wisławy Szymborskiej, tyle że ona była łagodną panią z krakowskiego saloniku, a on jest zbuntowanym punkiem odwróconym plecami do wszystkich salonów. Łączy ich jednak przywiązanie do codzienności oraz zwyczajny język, który jest narzędziem opisu wrażliwych obserwacji. To wszystko ukryte jest za autobiograficzną opowieścią Świetlickiego, której słuchaczem jest Rafał Księżyk, autor głośnych książek rozmów z wybitnymi osobistościami ze świata jazzu i muzyki rockowej. Księżyk umie pytać i umie słuchać, więc Świetlicki opowiada mu dość otwarcie i obszernie o wszystkim: o dzieciństwie, o kobietach, o przyjaciołach, o swoim stosunku do sztuki. W efekcie powstała okazała, barwna opowieść autobiograficzna, o historii jej bohatera bardziej rockowej niż poetyckiej. Ale to zrozumiałe: dla Świetlickiego poezja to sfera przeżyć intymnych, nie do opisania, a rock to z natury spektakl, więc mniej, albo i nic, tu się nie ukryje. W sumie: świetna książka dla miłośników obu nurtów twórczości poety rockmana. LB

Okładka tygodnika WPROST: 45/2017
Więcej możesz przeczytać w 45/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także