Paliłem zioło i się zaciągałem

Paliłem zioło i się zaciągałem

Rafał Trzaskowski
Rafał Trzaskowski / Źródło: Newspix.pl / FOT GRZEGORZ KRZYZEWSKI
Jeśli zostanę prezydentem, udzielę patronatu Paradzie Równości i w niej pójdę. Miejsce opozycji jest przy wszystkich mniejszościach – deklaruje Rafał Trzaskowski, kandydat PO na prezydenta Warszawy.

Kiedy ostatnio palił pan zioło?

Będziemy teraz mówić o moim wpisie na Facebooku? Przecież dokonałem autolustracji. Wystarczy.

Napisał pan: „W młodości pijałem tanie wina, z rzadka paliłem zioło”. Zaciągał się pan?

Jakbym się nie zaciągał, to bym się nie przyznawał. Mój wpis pod hasłem „zlustruję się sam” miał być żartobliwym uprzedzeniem ataków hejterów, które zaczęły na mnie spadać. Więc zmieńmy temat.

Reprywatyzacja?

Proszę bardzo. Jestem warszawiakiem i kiedy widzę, co się w tej sprawie działo, wpadam w szał. Historie, które wychodzą na jaw, są bulwersujące.

Powiedział to już pan Hannie Gronkiewicz-Waltz?

Nie mamy zbyt bliskich kontaktów, ale doskonale zna moje stanowisko. Widujemy się choćby na zarządach PO, kilka razy rozmawialiśmy też przez telefon. Podobnie jak inni członkowie władz Platformy przekonywałem ją, żeby stawiła się przed komisją Patryka Jakiego. Niestety, nieskutecznie.

To dla pana obciążenie?

Nie mam wątpliwości, że pani prezydent zaufała ludziom, którym nie powinna była zaufać. I że w sprawie reprywatyzacji popełniła błędy, zlekceważyła sprawę i teraz ponosi odpowiedzialność polityczną za to, co działo się w ratuszu.

Nie byłoby lepiej, żeby zrezygnowała?

Jest naprawdę w trudnej sytuacji. W mojej opinii jest to osoba honorowa i szczerze mówiąc, myślę, że najchętniej podałaby się teraz do dymisji. Paradoksalnie można powiedzieć, że nie robi tego z poczucia odpowiedzialności, bo wtedy do Warszawy wszedłby mianowany przez premiera komisarz, co de facto oznaczałoby rządy PiS.

Ma poczucie, że popełniła błędy?

To pytanie do niej, ale myślę, że jest świadoma, że zlekceważyła temat.

To dlaczego nie może powiedzieć: przepraszam?

Raz jeszcze – to pytanie do niej. Szefem jej sztabu byłem siedem lat temu.

Może lepiej by było, gdyby dla jasności sytuacji Platforma nie wystawiała własnego kandydata i poparła wspólnego kandydata zjednoczonej opozycji.

Nie zgadzam się, by ktoś mi odmawiał prawa do tego, by zapowiedzieć w Warszawie zmiany tylko dlatego, że jestem z tej samej partii co obecna pani prezydent. Nie mam nic wspólnego z warszawską reprywatyzacją. Od wielu miesięcy mówię o zmianie w PO i uważam, że czas na nową jakość w polityce w wykonaniu mojej partii. Chcę tę zmianę pokazać w Warszawie.

Wiele osób mówi, że jest pan sympatyczną twarzą starego układu. Ktoś napisał nawet, że jest pan „Andrzejem Dudą Grzegorza Schetyny”.

Ja chcę zmiany. Zmiany w PO, zmiany w Warszawie. Mówię o tym od dawna. Poza tym, jeśli ktoś uważa, że jestem czyimkolwiek figurantem, to najwyraźniej mnie nie zna. Czy ja kiedykolwiek klepałem przekazy dnia? Czy chodziłem na czyimkolwiek pasku?

Będzie pan w stanie przeciwstawić się Schetynie?

O czym my w ogóle mówimy? Po pierwsze, prezydentura Warszawy to bardzo samodzielne stanowisko. A po drugie, uważam, że albo PO się zmieni, albo nie będzie jej wcale. Jako jeden z nielicznych w moim ugrupowaniu potrafię przyznać, że PiS zdarza się robić dobre rzeczy. Nawet gdyby nie było problemu reprywatyzacji, i tak zapowiadałbym zmiany, bo uważam, że Warszawie potrzebna jest mądra zmiana – zmiana priorytetów.

Pan mówi o Warszawie, ale ma pan chyba poczucie, że gra się toczy nie tylko o samorząd?

Oczywiście, że tak. Mój wynik wyborczy będzie ważny dla przyszłości całej opozycji. Jeśli wygramy wybory samorządowe, w tym najbardziej prestiżowy bój o Warszawę, a do tego jeszcze pokażemy nowe twarze, wyciągniemy wnioski z popełnianych błędów – odzyskamy wiarygodność. Dzięki temu pojawi się realna szansa na odsunięcie PiS od władzy. Jeśli jednak okaże się, że Trzaskowski, z którym tak wiele osób wiązało nadzieje, przegra wybory, mówiąc delikatnie, nie ułatwi to wygrania wyborów parlamentarnych i odsunięcia PiS od władzy.

W Platformie są oczekiwania, że najlepiej by było, gdyby wygrał pan już w pierwszej turze.

To prawie niewykonalne. Najważniejsze, żeby wygrać.

Mówi pan o nadziejach, jakie z pana startem wiąże Platforma. A jak pan widzi prezydenturę Warszawy w kontekście pana osobistych planów politycznych?

Prezydentura Warszawy to naprawdę arcyważne stanowisko. Uznacie pewnie, że się kryguję, ale naprawdę nie planuję swojej kariery politycznej na kilka ruchów do przodu. Jak się zostaje prezydentem Warszawy, to w polityce nic już się nie musi.

Ale czasem się chce.

Chcę być prezydentem Warszawy, bo chcę zmienić moje miasto, a to sporo pracy, która potrwa. Chcę być wiarygodny w polityce, a wiarygodność zdobywa się, tylko skutecznie realizując swoje zapowiedzi. Poza tym nie traktuję Warszawy jak trampoliny do dalszej kariery politycznej. Oczywiście nie usłyszycie ode mnie ani słowa „nigdy”, ani „na pewno”, bo potem nieraz trzeba połykać własny język.

Decyzja o wystawieniu pana w wyborach zdenerwowała Nowoczesną. Miał być wspólny kandydat, aż tu nagle postawiliście Ryszarda Petru przed faktem dokonanym.

Jeszcze w dniu, w którym ogłosiliśmy moją kandydaturę, Ryszard Petru zapowiedział w mediach, że kandydatem Nowoczesnej na pewno będzie Paweł Rabiej. W dodatku w jednym z wywiadów w pewnym sensie nas zaatakował, sugerując, że ja osobiście jestem obciążony sprawą reprywatyzacji. To są dokładnie te same argumenty, których używa PiS.

Czyli wspólny kandydat jest niemożliwy?

Przyznam, że trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której się wycofujemy i proponujemy kogoś zupełnie nowego. Tym bardziej że kandydatem opozycji powinien być ktoś, kto ma największe szanse na wygraną. Poza tym ja chcę się bić o moje miasto. PiS nie czeka z założonymi rękami, tylko już walczy. Nie możemy dłużej czekać.

A skąd tak nagła decyzja o zgłoszeniu pana kandydatury?

Był to efekt mojej wielogodzinnej rozmowy z Grzegorzem Schetyną. Doszliśmy do wniosku, że nie możemy dłużej stać z boku i dawać się okładać kontrkandydatom z lewa i prawa. Musimy przejść do ofensywy.

Grzegorz Schetyna nie miał wątpliwości, że to powinien być pan?

Od kilku miesięcy były w grze tylko dwa nazwiska: moje i Andrzeja Halickiego. Sondaże dawały mi większe szanse, a przewodniczący, jako człowiek odpowiedzialny, podejmował decyzje na podstawie tego, kto ma największe szanse. Dokładnie tak samo będzie w przypadku innych miast.

Który z kontrkandydatów z PiS będzie dla pana groźniejszy: Stanisław Karczewski czy Patryk Jaki?

Obaj są bardzo mocni, zresztą myślę, że i jeden, i drugi będzie uczestniczył w tej kampanii. Przypuszczam, że pierwszy będzie dobrym, a drugi złym policjantem.

Będą mieli łatwe zadanie: już wiadomo, że motywem przewodnim kampanii będzie reprywatyzacja.

Myślę, że warszawiacy będą oceniali rządy PO nie tylko przez pryzmat reprywatyzacji. A już tym bardziej przez ten pryzmat nie powinienem być oceniany ja, czyli ktoś, kto z całą sprawą nie miał nigdy nic wspólnego. Zresztą proszę pamiętać, że problem reprywatyzacji to nie tylko to, co było, ale także konieczność rozwiązania problemu raz na zawsze do przodu. Jeżeli PiS rzeczywiście chce załatwić problem reprywatyzacji, to proponuję, byśmy szybko uchwalili ustawę reprywatyzacyjną. Patryk Jaki właśnie zapowiedział swój projekt, nasz leży w Sejmie od roku, sprawę możemy więc rozwiązać niemal od ręki.

Bez rozliczenia przeszłości?

Wszystko trzeba rozliczyć. Zresztą w ratuszu jest zarówno prokuratura, jak i CBA, i ratusz z tymi instytucjami współpracuje. Jestem chyba ostatnią osobą w PO, która chciałaby konserwować przeszłość. Przecież jeśli nawet jako PO wygramy wybory samorządowe, ale potem nie pokażemy nowej jakości i okażemy się wyłącznie bardziej cywilizowaną wersją PiS, to po roku nas nie będzie. Nie wygramy wyborów parlamentarnych, nie odsuniemy PiS od władzy. Nie mam wątpliwości, że PO musi się zmienić. Nie ma powrotu do tego, co było dwa lata temu!

Także w Warszawie?

Przede wszystkim w Warszawie. Trzeba pokazać inny sposób zarządzania miastem, wyznaczyć nowe priorytety, stawić czoła problemom, które w Warszawie były rozwiązywane niedostatecznie szybko, takim jak smog, nieład w przestrzeni publicznej czy korki w mieście.

Jeśli zostanie pan prezydentem Warszawy, będzie pan musiał się zmierzyć z wieloma kontrowersyjnymi kwestiami. Na przykład pomniki smoleńskie.

Osobiście uważam, że nie trzeba już budować pomników smoleńskich, ale jestem za tym, by w tej sprawie wypowiedzieli się warszawiacy w referendum. Uszanuję ich decyzję. Jeżeli warszawiacy powiedzą, że taki pomnik jest potrzebny, to się podporządkuję. Nie jestem w tej sprawie dogmatykiem. Razi mnie na przykład blokowanie miesięcznic, choć do jeszcze większego szału doprowadza mnie grodzenie Krakowskiego Przedmieścia i obstawianie go tysiącami policjantów i snajperami na dachach.

A Parada Równości? Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz przez osiem lat konsekwentnie odmawiała tej imprezie patronatu. Pan takiego patronatu udzieli?

Nie tylko udzielę takiego patronatu, ale sam pójdę w paradzie. Zresztą od dwóch lat już chodzę. Zwłaszcza teraz, gdy PiS depcze wolności, miejsce opozycji jest przy wszystkich mniejszościach.

Co jeszcze zmieni pan w Warszawie?

Po etapie dużych inwestycji infrastrukturalnych przyszedł czas na zmiany, które sprawią, że to miasto będzie przyjazne, że będzie się tu po prostu fajnie żyło.

Podbiera pan postulaty ruchom miejskim…

Bardzo wiele ich obserwacji i pomysłów jest mi bliskich. Widzę w nich ważnego partnera.

Pana kandydatura nie została przyjęta w tych kręgach z entuzjazmem.

Ruchy miejskie są dla mnie niezwykle cennym partnerem, chcę z nimi rozmawiać i się w ich oczach uwiarygodnić. Mam nadzieję, że zmienią zdanie, jak zobaczą mój program. Myślę, że dystans wynika z tego, że niektórzy ich przedstawiciele myślą, że da się robić politykę bez polityków. Rozumiem, że można nie mieć zaufania do partii politycznych, ale trudno sobie wyobrazić, żeby Warszawa, która liczbą ludności i budżetem dorównuje niejednemu państwu, nie miała styku z polityką. Raymond Aron mówił, że polityka to wybór między tym, co niedoskonałe, a tym, co absolutnie nieakceptowalne. Dlatego ruchy miejskie proszę o jedno: zanim zaczniecie mnie krytykować, najpierw ze mną porozmawiajcie.

To zaproszenie do debaty?

Zdecydowanie tak. Czeka mnie teraz 10 miesięcy różnych spotkań. Szczerze mówiąc, bardzo mnie to cieszy, bo siedzenie w sejmowych ławach opozycji trochę mnie już mierziło.

Nuda?

Bycie posłem opozycji, zwłaszcza przy obecnych rządach, wiąże się niestety z silnym poczuciem braku sprawczości. Można co najwyżej biegać po mediach i powtarzać: „Ja pani, panu nie przerywałem”. Coraz częściej zadawałem sobie pytanie, co ja tutaj robię. Decyzja o starcie w wyborach to dla mnie trochę antidotum na takie myśli. Co nie znaczy, że była to decyzja łatwa. Wiem, że kampania będzie ostra.

Na wszelki wypadek może lepiej nie chodzić do restauracji i nie przeklinać.

Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że zdarza mi się przeklinać, ale zawsze tylko po to, żeby przekazać jakąś treść. Czasem opowiadam też świńskie dowcipy...

Słuchamy.

Nie opowiem. Za słabo się znamy. Poza tym mój ojciec zawsze powtarzał, że tylko ludzie, którzy nie mają nic do powiedzenia, opowiadają dowcipy na zawołanie. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 46/2017
Więcej możesz przeczytać w 46/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0