Wszystko zostanie po staremu

Wszystko zostanie po staremu

Jarosław Gowin
Jarosław Gowin / Źródło: Newspix.pl / KRZYSZTOF BURSKI
Pod auspicjami Jarosława Gowina pojawiła się nowa formacja Porozumienie. Jej twórca chciał pokazać niezależność, ale nawet nazwa ugrupowania powstała podobno w konsultacji z prezesem PiS.

Nowa partia powstała ze zjednoczenia Polski Razem z politycznym planktonem, a jej narodziny zostały ogłoszone w obecności ponad tysiąca osób. Można by powiedzieć: jest moc, ale w gruncie rzeczy niewiele się zmieniło. Gdy Jarosław Gowin i Adam Bielan brylowali na wielkim zjeździe zjednoczeniowym Porozumienia, który się odbył na Stadionie Narodowym, w PiS plotkowano, że przed koalicjantami, czyli środowiskami Chrześcijańskiego Ruchu Samorządowego, Stowarzyszenia Republikanie i części ludzi z partii Wolność Janusza Korwin-Mikkego, roztoczono miraż budowy silnej, samodzielnej partii, z częścią Kukiz’15, pod patronatem prezydenta. To co prawda projekt, od którego Jarosław Gowin jakiś czas temu się odżegnywał, ale w PiS uważają, że wcale go nie porzucił.

Prawie jak PC

Partia Porozumienie tak naprawdę nie jest nowa. Ma tylko nową nazwę i logo. Porozumienie jest dokładnie w tym samym miejscu na scenie politycznej, co Polska Razem. Nie ma pieniędzy z dotacji budżetowych, bo całość zgarnia PiS. Oczywiście będąc w formacji rządzącej i dysponując lukratywnymi stanowiskami w spółkach Skarbu Państwa, agencjach czy samorządach, można zawsze zdobyć jakieś pieniądze. Działacze, którzy obejmują stanowiska, bez szemrania płacą składki specjalne. Dlatego przywiezienie autokarami z całej Polski tysiące osób na kongres zjednoczeniowy nie stanowiło problemu finansowego. Jednak kampania wyborcza to inna bajka. Potrzeba na nią wielu milionów złotych, których Porozumienie nie ma, i to jest pierwszy powód, dla którego nie można mówić o jego samodzielności. Partia Gowina pozostaje lojalnym członkiem Zjednoczonej Prawicy. Co prawda przygotowała własny program, zwany szumnie wolnościowym, nastawiony głównie na obniżenie podatków, zmniejszenie biurokracji, wspieranie przedsiębiorców, ale i tak będzie realizowała przede wszystkim program Prawa i Sprawiedliwości, a swój dopiero wówcza, gdy przekona do tego większego partnera. To dlatego Paweł Kukiz wyśmiewał się z zapowiedzi realizowania programu wolnościowego, przekonując, że partia Gowina żyruje zgoła odmienne decyzje rządu Zjednoczonej Prawicy. Ciekawe jest też to, że nowa nazwa została wymyślona przy udziale Jarosława Kaczyńskiego, który zresztą był informowany o postępach nowej inicjatywy na każdym etapie jej rozwoju. Złośliwi twierdzą, że Gowin powinien od razu nazwać partię Porozumienie Centrum. Tak nazywała się pierwsza formacja braci Kaczyńskich. I ta analogia nie jest przypadkowa. Gdy podczas jednej z kolacji z prezesem Kaczyńskim Gowin wspomniał o poszukiwaniu nazwy, wtedy prezes PiS powiedział, że on sam na początku lat 90. chciał założyć Porozumienie Polskie i radził Gowinowi, by pomyślał o tej nazwie. Stanęło na samym Porozumieniu. Nowa formacja ma też starego lidera, czyli Jarosława Gowina. Ten filozof z wykształcenia, rocznik ’61, długo wzbraniał się przed zaangażowaniem w działalność partyjną. A gdy wreszcie wstąpił do Platformy Obywatelskiej, natychmiast ustawił się w roli recenzenta działań rządu i partii. W PiS też stara się odgrywać tę rolę, choć jego recenzje rządów Zjednoczonej Prawicy są o wiele łagodniejsze. Niektórzy uważają, że Gowin po prostu dostał od Jarosława Kaczyńskiego zgodę na delikatną krytykę, dzięki czemu obóz Zjednoczonej Prawicy wydaje się bardziej różnorodny.

Jarosław od dwóch rządów

I w PO, i w PiS obecny szef Porozumienia otrzymał stanowisko rządowe. W Platformie Obywatelskiej zapewne dlatego, że Donald Tusk postąpił w myśl zasady, iż wrogów najlepiej trzymać przy sobie, a nie w oddaleniu. Postarał się zresztą zneutralizować Gowina, dając mu resort sprawiedliwości, na którym nowy minister w ogóle się nie znał. A gdy zaczął być zbyt samodzielny i zbyt krytyczny wobec lidera, po prostu wyleciał z rządu. Do gabinetu Beaty Szydło Gowin wszedł z kolei z rozdzielnika – jako szef ugrupowania koalicyjnego. Dostał stanowisko wicepremiera, ministra nauki i szkolnictwa wyższego. – Jest liderem partii koalicyjnej „w randze wiceministra”, bo przecież ten jego resort to jest połówka starego ministerstwa edukacji i nauki, które podzielił kiedyś Kaczyński – ironizuje prawicowy polityk. – Nie można powiedzieć, żeby go prezes PiS nadmiernie doceniał. Gdy w apogeum konfliktu z Tuskiem w 2013 r. Gowin stanął do walki o przywództwo w PO, publicznie oskarżał premiera o zdradę ideałów, za co część działaczy domagała się jego wyrzucenia z partii. Po wyborach zwycięski Tusk zaapelował o współpracę, a Gowin odparł, że nadal będzie prowadził swoją kampanię na rzecz zmian w polityce rządu i w PO: – Potrzebna jest nam wolnościowa rewolucja w Polsce. Będę rozmawiał o niej z różnymi ugrupowaniami, z przedsiębiorcami i innymi grupami – oznajmił. Teraz też rozmawia z rozmaitymi środowiskami i mówi o ideałach wolnościowych, tyle że już jest politykiem po przejściach i dobrze wie, że nie może wypowiedzieć wojny Kaczyńskiemu.

Adam od kodów

– Gowin nie liczy się z ludźmi, nie rozmawia z nimi, nigdy nikomu nie pomógł, dlatego ciągle są wokół niego nowe osoby – mówi dawny działacz partii Polska Jest Najważniejsza. Trudno się dziwić, że w środowisku PJN pokutuje negatywna ocena Gowina, bo założyciele tamtej partii uważają, iż obecny wicepremier sprzymierzył się z nimi, gdy sam nic nie znaczył, podebrał im struktury i ekspertów, po czym się ich pozbył. Słynna jest historia o tym, że dwójka polityków PJN – Elżbieta Jakubiak i Paweł Kowal – nie dostała miejsca na listach wyborczych PiS z puli Polski Razem. – I to nie za sprawą Kaczyńskiego, tylko Gowina – twierdzi dawny działacz PJN. Znamienne jest też to, że Kowal do piątku, 3 października, był szefem Rady Krajowej Polski Razem. Co prawda nieaktywnym, ale formalnym. Przestał pełnić tę zaszczytną funkcję w sobotę, gdy powstała nowa partia, o czym nikt go nie poinformował. W RMF FM mówił, że o likwidacji Polski Razem dowiedział się z mediów, bo na kongres założycielski Porozumienia nie został zaproszony. Ale jeden polityk długo już trwa przy Gowinie – to Adam Bielan, rocznik ’74, wicemarszałek Senatu, niegdyś w PiS, z którego odszedł, potem w PJN, z którego został wyrzucony. Z tym incydentem wiąże się zabawna historia, bo ówczesna przewodnicząca PJN żaliła się w mediach, że Bielan, odchodząc z formacji, zabrał kody dostępu do strony internetowej. Jednak od czasu gdy dzisiejszy wicemarszałek Senatu dołączył do Polski Razem, trwa przy Gowinie i jest w partii numerem dwa. Niektórzy uważają nawet, że jest numerem jeden, bo to on jest częstym gościem w siedzibie PiS. Uczestniczy w naradach koalicyjnych, jeździ z Jarosławem Kaczyńskim na wizyty zagraniczne, a nawet zaprasza go do domu. Właściwie jest tak, jakby Bielan nigdy nie opuścił PiS, co wielu w tej partii irytuje. Można więc usłyszeć od polityków Prawa i Sprawiedliwości, że Bielan z Gowinem są na siebie skazani, bo żaden z nich nie ma wstępu do PiS. Że Kaczyński potrzebuje ich tylko po to, żeby zrównoważyć wpływy Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry i ewentualnie ze względów wizerunkowych, bo wyborcy lubią, gdy środowiska się jednoczą. Że Bielan wypadł jakiś czas temu z łask Kaczyńskiego, ale ponieważ jest użyteczny w przyciąganiu nowych ludzi do Zjednoczonej Prawicy, to znowu jest w łaskach, ale nie wiadomo jak długo. Sam Bielan lekceważy te wrogie pomruki z obozu PiS. Często chwali się swoją zażyłością z Kaczyńskim. W rozmowie z „Wprost” zaznacza, że są środowiska, które do PiS nie wstąpią, a do Porozumienia tak, i po to potrzebna jest nowa partia. – Moim marzeniem i marzeniem Jarosława Kaczyńskiego jest budowa trwałej większości na lata – mówi. – Chciałbym, żeby rządy Zjednoczonej Prawicy były tak długie i skuteczne w modernizowaniu kraju, jak rządy CSU w Bawarii.

Niebezpieczne związki

– Obóz Zjednoczonej Prawicy dzisiaj się wzmocnił. Dołączyły do nas prężne środowiska – przekonywał Jarosław Gowin w dniu kongresu zjednoczeniowego. Te prężne środowiska to m.in. Chrześcijański Ruch Samorządowy, którego współzałożycielem był Jerzy Kropiwnicki, ekonomista, członek kilku rządów, były prezydent Łodzi, dziś zasiadający w Radzie Polityki Pieniężnej. – Ustawa zabrania mi angażowanie się w działalność polityczną – mówi w rozmowie z „Wprost” Kropiwnicki. – Ale cieszę się, że prawica się jednoczy i obejmuje środowiska, które znajdowały się na marginesie życia politycznego.

Chrześcijański Ruch Samorządowy to ugrupowanie założone w 2003 r., które w wyborach samorządowych 2006 r. wystawiło listy do wszystkich sejmików wojewódzkich, zdobywając w całym kraju 40 tys. głosów – 0,3 proc. Później organizacja zapadła w sen, z którego obudził ją dopiero Gowin. Przed uśpieniem była zdolna zebrać podpisy obywateli pod listami kandydatów we wszystkich województwach i ta sprawność organizacyjna była z całą pewnością jej wartością. Czy po wieloletniej anabiozie coś z tej sprawności pozostało, to jest zagadka. Kolejne „prężne środowiska” to po prostu pojedyncze osoby ze Stowarzyszenia Republikanie, partii Wolność, Nowoczesnej, PSL, Kukiz’15. Adam Bielan chwali się, że w partii jest wielu samorządowców, m.in. prezydenci dużych miast: Kielc, Kalisza. – Koledzy z PiS są pod wrażeniem – twierdzi wicemarszałek Senatu. Rzeczywiście są pod wrażeniem – negatywnym. – Prezydent Kalisza Grzegorz Sapiński, kiedyś wyrzucony z PO, nie miałby żadnych szans, żeby w wyborach samorządowych dostać poparcie PiS. Umyślił więc sobie, że Gowin pomoże mu utrzymać stanowisko – mówi poirytowany polityk Prawa i Sprawiedliwości. – Nasz elektorat może tego nie zaakceptować. Oficjalnie posłowie PiS są jednak zadowoleni z nowego otwarcia Gowina. – Bardzo dobrze, że są inicjatywy polityczne, które poszerzają obóz zjednoczonej prawicy o kolejne środowiska – mówi posłanka Joanna Lichocka. Nieoficjalnie od naszych rozmówców z PiS słyszymy: – Gowin będzie się domagał puli miejsc na naszych listach i pewnie ją dostanie. Ale ponieważ nie ma restrykcyjnych zasad przyjmowania ludzi, tylko zbiera wszystko, co się nawinie, jego inicjatywa może być po prostu niebezpieczna. W rzeczywistości prawdziwym kapitałem Porozumienia jest 11 mandatów poselskich i pięć senatorskich. Bez Gowina i jego ludzi Zjednoczona Prawica nie miałaby samodzielnej większości w Sejmie. Ale w PiS mówią, że gdyby tylko Jarosław Kaczyński zechciał, to drużyna Gowina rozpierzchłaby się w jednej chwili, a on zostałby sam jak palec. Wtedy byłoby też po Porozumieniu. Na razie jednak, dla politycznego balansu, wszystko zostanie po staremu. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 46/2017
Więcej możesz przeczytać w 46/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także