Berlusconi: reaktywacja

Berlusconi: reaktywacja

Silvio Berlusconi
Silvio Berlusconi / Źródło: Flickr / OECD
Pogłoski o politycznej śmierci byłego premiera Włoch okazały się przesadzone. 81-letni skandalista nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Gdyby rok temu ktoś wam powiedział, że Silvio Berlusconi może odegrać jeszcze jakąś rolę we włoskiej polityce, pewnie śmialibyście się do rozpuku. Wysmażony na solarium stary satyr z przeszczepionymi włosami, perlistym uśmiechem i przyciężkim poczuciem humoru stał się przecież symbolem politycznego obciachu. Upadek wieloletniego premiera, uwikłanego w serię skandali, miał być końcem pewnej epoki i szansą na odrodzenie Włoch. Okazuje się jednak, że tamtejsza scena polityczna, mimo rozpaczliwych prób podejmowanych zarówno na lewicy, jak i na prawicy, a także wśród populistów, nie wygenerowała na razie nikogo lepszego niż Berlusconi. Tak przynajmniej można wnioskować z wyniku zeszłotygodniowych wyborów regionalnych na Sycylii, które firmowana przez niego centroprawicowa koalicja wygrała w cuglach. Wyspa, będąca najbiedniejszym regionem Włoch, skupia jak w soczewce wszystkie problemy państwa. Bezrobocie jest wysokie, gospodarka dychawiczna, a poziom długu publicznego – niebotycznie wysoki. Rządzona od kilku lat przez coraz bardziej nieudolną lewicę Sycylia wydawała się łatwym łupem dla populistów z Ruchu Pięciu Gwiazd. Szli oni dotąd jak burza w kolejnych regionalnych głosowaniach po dobry wynik w przyszłorocznych wyborach do parlamentu. Politycznym tematem numer jeden od miesięcy jest, kto i jak powstrzyma populistów, dowodzonych przez telewizyjnego komika Beppe Grillo. Typowano już różnych kandydatów do ratowania Włoch przed populizmem: na lewicy miał to być były premier Matteo Renzi. Prawica stawiała na lidera Ligi Północnej Matteo Salviniego. Nikt jednak nie spodziewał się, że w roli zbawcy kraju wystąpi skompromitowany Berlusconi, który doprowadził do zjednoczenia centroprawicy i jej spektakularnego zwycięstwa na Sycylii.

Nawrócony wegetarianin

Proces reaktywacji Berlusconiego zaczął się już w zeszłym roku, gdy wygrzebał się on z zawału, który omal nie zabił wówczas 80-letniego weterana. Berlusconi od 70. roku życia ma rozrusznik serca, a do tego przeszedł jeszcze operację na otwartym sercu, co samo w sobie jest już wyczynem zasługującym na uznanie. Te zdrowotne problemy byłego premiera zaskarbiły mu pewną przychylność opinii publicznej, która dotąd była dla niego bezlitosna. Klęska człowieka, który trzy razy kierował włoskim rządem, była bowiem rozłożonym na kilka lat widowiskiem, które dokładnie śledził niemal każdy wyborca. Erotyczne ekscesy premiera, korzystającego regularnie i w dużych ilościach z usług prostytutek, wcale znacząco mu nie zaszkodziły. Część wyborców uznała je za dowód męskiej witalności, a być może także skuteczności rozrusznika, który mu założono.

Gorzej, gdy sąd skazał go na cztery lata więzienia za oszustwa podatkowe. Pozbawiony politycznej władzy Berlusconi od odsiadki się wywinął, ale przez rok w ramach kary musiał pracować społecznie w domu opieki dla rówieśników chorych na Alzheimera. To było niewątpliwie pouczające doświadczenie, po którym mógł zacząć myśleć o wyjściu z politycznego czyśćca. Nie było to proste, mimo że Berlusconi dwoił się i troił, sięgając po coraz dziwniejsze chwyty. W przegranych przez jego partię Forza Italia wyborach do europarlamentu w roku 2014 obiecywał wyborcom np. załatwienie unijnych dotacji na schroniska dla bezdomnych psów i kotów. Gdy okazało się, że zwolenników Forza Italia jest we Włoszech mniej niż wegetarian, bez wahania ogłosił się wegetarianinem. Kucharze w jego rezydencji dostali polecenie przygotowywania wyłącznie wegetariańskich sosów, co mogło zaskakiwać każdego, kto znał Berlusconiego jako wytrawnego sybarytę.

Nawrócenie się na wegetarianizm łatwo dałoby się wytłumaczyć względami zdrowotnymi – w końcu mięsna dieta nie służy osobom z chorobami serca. Jednak Berlusconi wolałmówić o względach etycznych i swojej głębokiej niezgodzie na dręczenie zwierząt. Dla podkreślenia wagi swoich słów apelował o wegetariańską Wielkanoc i pozował do zdjęć, głaskając owieczki. Robił to z taką pasją i uczuciem, że skojarzenia z seksownymi kociakami pokroju Karimy el Mahroug, która jako Rubin była główną bohaterką skandalu bunga-bunga, były oczywiste. Berlusconi brylował coraz częściej w telewizyjnych programach. Dawał tam upust swojemu seksistowskiemu poczuciu humoru, opowiadając żarty, które trafiały jednak na podatny grunt. Po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta USA stwierdził, że w nowym lokatorze Białego Domu najbardziej podoba mu się żona. Gdy we Francji prezydentem został młodszy od niego o ponad 40 lat Emmanuel Macron, Berlusconi mówił o nim, że to miły chłopiec, a jego mama świetnie jak na swój wiek wygląda. Był to przytyk do starszej o 24 lata od Macrona żony Brigitte. Poprawni politycznie komentatorzy się zżymali, ale włoscy telewidzowie mieli uciechę ze złośliwości starego lubieżnika. Być może Berlusconi przestał jeść mięso i zamiastprostytutek przytula owieczki, ale na ostrości jego język nie stracił. Ten medialny pochód został na chwilę przerwany przez zawał. Jednak gdy tylko wywinął się śmierci, z nową zastawką serca i nową werwą rzucił się w wir polityki.

Wycinanie konkurencji

Na Sycylii Berlusconi nie startował. Do walki o stanowisko gubernatora wyspy zmontowana przez niego koalicja wystawiła byłego ministra w jego rządzie i wieloletniego eurodeputowanego Nello Musumeciego. Jednak to nie on, a Berlusconi, aktywnie udzielający się w regionalnej kampanii, był magnesem przyciągającym wyborców. Jak na weterana przystało, były premier schował do kieszeni swoje urazy i ambicje, tworząc szeroką koalicję, w której poza Ligą Północną znalazła się także skrajna prawica spod znaku Fratelli d’Italia. Jeszcze niedawno Berlusconi toczył otwartą wojnę z liderką tej partii Giorgią Meloni, w typowy dla siebie sposób nazywając jej zwolenników bandą byłych faszystów. Partia pani Meloni korzeniami rzeczywiście sięga ruchu faszystowskiego Mussoliniego, co nie przeszkodziło Berlusconiemu przeprosić się teraz z tak podejrzanym koalicjantem. Umiarkowani w większości Włosi mu to jednak wybaczą, bo na Sycylii jego ugrupowanie dało odpór populistom z Ruchu Pięciu Gwiazd. Sukces jest tym większy, że kampanię populistów na Sycylii prowadził młodszy o pół wieku od Berlusconiego Luigi Di Maio. Nie zdołał on jednak przekonać do siebie Sycylijczyków, mimo że bezrobocie wśród tamtejszej młodzieży jest największe w całych Włoszech.

Populiści, uważani przede wszystkim za partię antyimigrancką, także na tym polu nie byli w stanie dotrzymać kroku koalicji Berlusconiego. Sycylia to wdzięczny teren do eksploatowania antyimigranckich sentymentów. Wyspa od lat przyjmuje na swoje wybrzeża każdą falę przybyszów z Afryki Północnej i ponosi największe ciężary z tym związane. A jednak wyborcy uznali, że to Berlusconi i jego ludzie rozwiążą ten problem lepiej niż populiści, a już na pewno o niebo lepiej niż rządząca obecnie Włochami lewicowa Partia Demokratyczna. Kampanię socjalistów firmował tam swoją twarzą lider PD, były premier Matteo Renzi. Do niedawna był on uważany za cudowne dziecko włoskiej polityki, człowieka zdolnego wyczyścić stajnię Augiasza pozostawioną przez Berlusconiego. Jednak Renzi stracił fotel premiera Włoch, przegrywając referendum konstytucyjne, które sam rozpisał. Do tego notowania jego partii bardzo ucierpiały z powodu kryzysu migracyjnego, za który Włosi winą obarczyli sprzyjających otwartej imigracji socjalistów. Kampania sycylijska miała być dla Renziego okazją do udowodnienia wyborcom, że się mylą, co pozwoliłoby mu na powrót na stanowisko premiera. Zwycięstwo koalicji firmowanej przez Berlusconiego te nadzieje nie tylko oddala, ale wręcz pogrąża Renziego. Na lewicy coraz więcej słychać głosów domagających się jego usunięcia ze stanowiska szefa partii.

Póki starczy tchu

Wśród ludzi niewątpliwie zadowolonych z sukcesów Berlusconiego musi być rosyjski prezydent Władimir Putin. Obu polityków od dawna łączy coś więcej niż tylko polityczny sojusz. W październiku, tuż przed rozpoczęciem decydującej fazy wyborczej kampanii na Sycylii, Berlusconi wybrał się z wizytą do Rosji na 65. urodziny Putina. W prezencie wiózł mu bardzo nietypowy, intymny prezent. Była to poszwa na kołdrę z wydrukowanym na niej zdjęciem, na którym obaj panowie serdecznie ściskają sobie ręce. Na razie śladów słynnej rosyjskiej ingerencji w wybory regionalne na Sycylii brak, ale wiadomo powszechnie, że Moskwa bardzo stawia na ugrupowanie byłego premiera. Być może decyduje o tym osobista przyjaźń Berlusconiego i Putina, bo tak naprawdę we Włoszech każda z liczących się partii sprzyja Moskwie. Gorące wsparcie Kremla może jednak dodać Berlusconiemu otuchy przed planowanymi na maj wyborami do parlamentu. Jego osobisty start nie jest jednak pewny.

Ciąży na nim wyrok za oszustwa podatkowe, uniemożliwiający ubieganie się o stanowisko publiczne z wyboru. Bardzo podobny problem ma główny rywal Berlusconiego, założyciel populistycznego Ruchu Pięciu Gwiazd Beppe Grillo, skazany w latach 80. na więzienie za spowodowanie śmiertelnego wypadku samochodowego. Podczas gdy Grillo obchodzi tę niedogodność, wystawiając do kierowania partią 31-letniego Luigiego Di Maio, Silvio Berlusconi uderza do najwyższych europejskich instancji. Jego wniosek o kasację wyroku włoskiego sądu w sprawie nadużyć podatkowych ma rozpatrzyć Europejski Trybunał Praw Człowieka. Jeśli orzeknie po myśli Berlusconiego, trzykrotny premier Włoch będzie miał szansę powalczyć wiosną o czwartą kadencję w roli szefa rządu. Jeśli nie, to i tak pozostanie on najważniejszą postacią nadciągającej kampanii. 81-letni weteran włoskiej polityki na pewno nie wydał jeszcze ostatniego tchnienia. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 46/2017
Więcej możesz przeczytać w 46/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0