Potęga dziewiętnastu szabel

Potęga dziewiętnastu szabel

Parlament Europejski zmierza do wszczęcia formalnej procedury karnej przeciw Polsce. Podczas strasburskiej debaty wątek ten powracał w narzekaniach licznych europosłów na to, że w „kwestii polskiej” Komisja Europejska wypowiedziała wiele słów, ale jakoś ciągle uchyla się przed podjęciem kroków prawnych. Potwierdzałoby to zasadność słynnej diagnozy premiera Viktora Orbána, który pocieszał Jarosława Kaczyńskiego, że: „Unia to taki pies, który głośno szczeka, ale nigdy nie gryzie”. Taka sytuacja coraz bardziej irytuje tych najbardziej emocjonalnie antypisowskich europosłów, przekonanych, że w Polsce panują „faszyzm, neonazizm i biały suprematyzm” (wedle formuły szefa liberałów Guya Verhofstadta). Skoro więc Komisja szczeka, ale nie gryzie, a Rada (reprezentująca rządy państw) siedzi cicho i nawet nie chce zaszczekać na Polskę, to europosłowie postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. W Strasburgu zapowiedziano zatem, że nad „kwestią polską” popracuje teraz parlamentarna komisja, która (zapewne w grudniu lub styczniu) złoży swój raport. Nietrudno przewidzieć, co w nim będzie: gwałcenie świętego prawa do przerywania ciąży, faszyzm na ulicach Warszawy i zamach na sędziów. Ten ostatni zostanie też jasno potwierdzony przez grudniowy raport Komisji Weneckiej.

Przewiny wykazane w tych dwu raportach mają wystarczyć do tego, aby europosłowie mogli uchwalić kolejną, czwartą już rezolucję w „kwestii polskiej”. Tyle że, inaczej niźli trzy dotychczasowe rezolucje, ta miałaby być już sformalizowanym wnioskiem do przywódców unijnych państw, aby w końcu przestali chować głowę w piasek i zaczęli karać polskie występki. Traktat lizboński daje europarlamentowi takie prawo, aby zmusić Radę Europejską (czyli 28 przywódców państw) do zajęcia się tego typu sprawą. Tyle że regulaminy uchwalone przez europosłów przewidują, iż taki wniosek wymaga większości dwóch trzecich. Podczas środowego głosowania do osiągnięcia tak dużej większości zabrakło tylko trzech głosów. Tym razem nie miało to znaczenia. Ale gdyby rzecz miała się powtórzyć przy planowanej czwartej rezolucji, oznaczałoby to upadek całej inicjatywy. Dla europejskich przeciwników PiS efekt mógłby się okazać odwrotny do zamierzonego. Jeśli bowiem nawet w oburzonym na Polskę europarlamencie, w którym absolutnie dominują przeciwnicy PiS (chadecy – czyli PO, socjaliści – czyli SLD i liberałowie – czyli Nowoczesna), nie udałoby się przeprowadzić wniosku o ukaranie Polski, to tym bardziej nie miałby sensu podobny wniosek ze strony Komisji Europejskiej. Taki obrót spraw byłby bez wątpienia sporym sukcesem partii Kaczyńskiego. Tyle że radość z tego powodu, jaką już dziś widać na polskich prawicowych portalach, może okazać się przedwczesna. Po pierwsze dlatego, że aż 89 posłów nie wzięło udziału w środowym głosowaniu, po części świadomie (jak europosłowie PSL), ale po części także z lenistwa, gdyż nie chciało im się jechać na głosowania do Strasburga. Podczas posiedzenia w Brukseli liczba ta może się zaś trochę zmniejszyć. A po drugie, gdyż wielce prawdopodobne, że o skuteczności przyszłego głosowania nad wnioskiem o ukaranie Polski, zdecydować może nie kto inny, tylko... Grzegorz Schetyna. Schetyna ma w europarlamencie 19 partyjnych szabel. I jeśli tylko będzie mógł nimi swobodnie manewrować, to on zapewne rozstrzygnie, czy ten wniosek nabierze mocy prawnej, czy też upadnie. W ostatnią środę frakcja PO w Strasburgu ostro się podzieliła. Jej zdecydowana większość wstrzymała się od głosu, ale Michał Boni, a wraz z nim pięć europosłanek poparli rezolucję. Boni tłumaczył się potem, że postąpił tak tylko dlatego, że z obecnej trzeciej rezolucji nie wynika jeszcze wprost groźba karania Polski, ale samej procedury karnej poprzeć nie zamierza. Tymczasem Schetyna zdaje się obawiać wyborczych skutków poparcia PO dla procedury karania Polski. Jeśli więc nie zmieni zdania i uda mu się zdyscyplinować wszystkie 19 partyjnych szabel, to będzie miał duże szanse na to, aby obrócić wniwecz akcję przeciwko Polsce. Byłoby to zdarzenie trudne do przecenienia dla polskiej polityki. Oznaczałoby bowiem, że wtedy, gdy idzie o zewnętrzne interesy państwa, to Platforma ratuje PiS z opresji, w którą wpędziło się ono (po części przynajmniej) z własnej winy. Mogłoby to być spore zaskoczenie dla partyjnych radykałów po obu stronach. g

Okładka tygodnika WPROST: 47/2017
Więcej możesz przeczytać w 47/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także