Kremlowska ustawka

Kremlowska ustawka

Kreml, Moskwa
Kreml, Moskwa / Źródło: Fotolia / travelbook
Jakiekolwiek zmiany w Rosji mogą wyjść tylko z wnętrza rządzącej elity. Ksenia Sobczak jest jej częścią i może w przyszłości gwarantować nietykalność kluczowym postaciom systemu – mówi „Wprost” Władysław Inoziemcew, dyrektor moskiewskiego Centrum Badań Społeczeństw Postindustrialnych.

Czy Ksenia Sobczak to autentyczna kandydatka na prezydenta Rosji, czy to tylko kremlowska ustawka mająca spacyfikować opozycję wobec Putina?

W Rosji nie da się startować w wyborach prezydenckich bez akceptacji Kremla. Jeśli władze nie chcą jakiegoś kandydata, to on po prostu nie zostanie zarejestrowany przez komisję wyborczą. Tak stało się z Aleksiejem Nawalnym. Jeśli więc Ksenia Sobczak znajdzie się na oficjalnych listach wyborczych, będzie to znak, że w pewnym sensie jest to projekt Kremla. I nie ma znaczenia, czy był to jej własny pomysł, czy też wymyślili to kremlowscy spin doktorzy. Jeśli nie ma jakiegoś poziomu akceptacji, albo choć tolerancji dla jej startu, to po prostu nie zostanie zarejestrowana. Mnie jednak nie obchodzi specjalnie, czy jest to kremlowska ustawka, czy nie. Znacznie ważniejsze jest, że ona reprezentuje przeciwieństwo tego, co nie podoba mi się w panu Putinie. On jest oderwany od życia zwykłych Rosjan, podejmując decyzje na podstawie tego, co podsuwa mu jego najbliższe otoczenie, składające się wyłącznie z ludzi związanych z Federalną Służbą Bezpieczeństwa i dawnym KGB.

Trudno jednak powiedzieć, że Ksenia Sobczak, celebrytka z wnętrza rządzącej elity, żyje życiem zwykłych Rosjan.

To prawda, ale to jest także dobra rzecz, bo moim zdaniem jakiekolwiek zmiany w Rosji mogą wyjść tylko z kręgu elit. A Sobczak jako przedstawicielka nowego pokolenia jest znacznie lepszą kandydatką niż ktokolwiek inny ze ścisłego kręgu władzy. Ona nie ma tych uprzedzeń wobec świata i postsowieckich sentymentów, które są obsesją Putina, bardziej niż on rozumie, jak działa współczesna gospodarka, jest obyta za granicą, której nie postrzega wyłącznie w kategoriach zagrożenia, a przede wszystkich zna i rozumie młode pokolenie Rosjan.

Tylko czy to pokolenie uzna ją za wiarygodną kandydatkę?

W obecnych warunkach panujących w Rosji znacznie ważniejsze jest pytanie, czy ona zyska wiarygodność wśród elity decydującej o politycznym być albo nie być. Ma na to szanse, bo jak wiemy, jest częścią tej elity i to jej wewnętrznego kręgu – jej ojciec, mer Petersburga Anatolij Sobczak, był przecież mentorem Władimira Putina. Dla ludzi z wnętrza obozu władzy ona jest w pewnym sensie swoja. Bycie jedną z nich oznacza, że może być tolerowana. To nie jest Aleksiej Nawalny, kompletny outsider, uważany za wroga.

Czy jej decyzja o starcie w wyborach prezydenckich oznacza, że Nawalny jest skończony?

On był skończony, już zanim Sobczak zgłosiła swoją kandydaturę. Wyrok sądowy, cokolwiek byśmy powiedzieli o jego słuszności, skutecznie blokuje mu możliwość startu w wyborach.

A nie może być liderem opozycji prowadzącym ludzi na demonstracje?

Nawalny to interesująca postać, bo on pojawił się znikąd, jakby sam siebie stworzył. Sądzę, że jest wiele prawdy w podejrzeniach, że stworzyła go FSB. Nie jest to jednak ten rodzaj relacji, w której on wypełnia wprost polecenia z Łubianki. On używa FSB do swoich celów, a FSB jego do swoich. W obliczu ciągłej walki na szczytach władzy w Moskwie Nawalny jest bardzo użyteczny w ujawnianiu informacji niewygodnych dla rywalizujących ze sobą kremlowskich frakcji. Tak było w przypadku słynnego filmu o majątku Dmitrija Miedwiediewa czy materiałów kompromitujących czeczeńskiego prezydenta Kadyrowa. Problemem FSB jest jednak to, że Nawalny jest charyzmatycznym indywidualistą. On nie potrafi pracować w zespole. Z własnego doświadczenia wiem też, że nigdy nie dotrzymuje obietnic.

To znaczy, że jest świetnym politykiem.

Tak, tyle że on ma obsesję na swoim punkcie, chce być zbawcą i przywódcą narodu. Tymczasem jego zwolennicy są coraz bardziej rozczarowani jałowością organizowanych przez niego demonstracji, których jedynym efektem są kilkudniowe areszty dla Nawalnego. On po 20 dniach wychodzi, robi kolejną demonstrację, znów trafia do aresztu i tak w kółko. To jest opera mydlana, z której nic nie wynika. Jego ruch mogłyby pchnąć do przodu wybory, w których zebrałby ok. 5 proc. głosów. Ale on nie może startować. Wątpię, żeby przez kolejne sześć lat Nawalny wytrwał w stanie politycznego zawieszenia, jadąc tylko na ulicznych protestach. Sądzę więc, że najbliższe lata będą dla niego bardzo ciężkie.

Ksenia Sobczak miałaby zająć jego miejsce?

Jeśli jej kampania będzie dobrze zorganizowana, może z łatwością zebrać 8-9 proc. głosów. To mniej więcej tyle, ile w 2012 r. zebrał Michaił Prochorow. Pomysł jest taki, żeby wykorzystać te 8 czy 9 proc. głosów zdobytych w wyborach do wejścia do parlamentu. Trzeba by ogłosić powołanie własnej partii, wciągnąć do niej młodych z opozycyjnych kręgów i stworzyć jakąś perspektywę na liberalną opozycję w Dumie. Pan Putin takiej opozycji potrzebuje, bo lepiej mieć zorganizowany ruch trzydziestu kilku ludzi opłacanych przez państwo w parlamencie niż 200 demonstrujących na ulicach. Tak też pomyślana była inicjatywa oligarchy Prochorowa w 2012 r. Główny spin doktor Kremla Władysław Surkow wymyślił ją jako sposób na ustanowienie liberalnej frakcji w Dumie, której teraz nie ma.

Sądzę więc, że kampania prezydencka Kseni Sobczak jest w istocie nieformalnym początkiem kampanii do Dumy w 2021 r.

Chce pan powiedzieć, że jej start w wyborach to zapowiedź pokoleniowej zmiany na szczytach władzy w Rosji?

To trudne pytanie, ale hipotetycznie może tak być. Jeśli w 2024 r. Putin ustąpi, a sytuacja w polityce i gospodarce rosyjskiej będzie tak napięta, że ludzie nie będą chcieli u władzy nikogo z jego kręgu, Sobczak może być jedną z opcji. Mogę sobie wyobrazić, że ludzie z otoczenia prezydenta, którzy będą chcieli zachować dotychczasowy układ, mogą zechcieć jej użyć. Można dobić z nią targu i ją wesprzeć, uzyskując w zamian nietykalność i obietnicę zachowania dotychczasowych wpływów. Niezależnie od tego jakieś reformy będą musiały zostać przeprowadzone, bo taka jest potrzeba już dziś. Ona byłaby twarzą takich reform. To jest możliwe, choć sprawy są znacznie bardziej skomplikowane. Ona jest co prawda członkiem rządzącej elity, ale jednocześnie mówi się, że śmierć jej ojca, który pomógł młodemu pułkownikowi KGB wejść do polityki, nie była naturalna. Matka Kseni Sobczak oskarżyła nawet Putina o to, że brał udział w spisku na życie wpływowego mera Petersburga.

Ale dziś Sobczak mówi, że Putin uratował jej ojcu życie i w związku z tym nie będzie go obrażać w kampanii.

Oczywiście, to są oficjalne deklaracje, ale nikt nie wie, co ona ma w głowie. Na pewno jednak jej wejście do polityki może być dla Putina pewnym wyzwaniem. Wszystko zależy od tego, czy zostanie zarejestrowana jako kandydatka. Jeśli to się uda, to jej wpływ na kampanię prezydencką będzie znacznie większy niż wszystkich opozycyjnych marionetek razem wziętych.

Jak trwały jest pana zdaniem system władzy w Rosji?

System jest bardzo trwały, bo pan Putin jest świetnym taktykiem. W pierwszym okresie swoich rządów zyskiwał poparcie, obiecując rozwój Rosji. Gdy możliwości rozwoju, oparte na sprzedaży ropy i gazu się wyczerpały, Putin doprowadził do sytuacji, w której Rosjanie za problemy ekonomiczne kraju winią nie jego, ale Zachód. Trzeba pamiętać, że Krym nawet przed inwazją na Ukrainę był de facto pod rosyjską kontrolą. Putin zaatakował więc własne terytorium, prowokując Zachód do uznania tego za agresję i nałożenia na Rosję sankcji, które usprawiedliwiają słabość gospodarczą stworzonego przez niego systemu. Teraz nikt już nie oczekuje w Rosji rozwoju czy zmian na lepsze. Każdy będzie zadowolony, jeśli uda się utrzymać to, co jest.

A da się to utrzymać?

Oczywiście!

Sankcje zachodnie nie mają żadnego wpływu na rosyjską gospodarkę?

Mają, bo wzrost w Rosji spowolnił z 3-4 proc. PKB rocznie do 2 proc. wedle oficjalnych danych, a realnie pewnie do 1 proc. Ale inflacja jest niemal zerowa, co jest zjawiskiem dotąd nieznanym w Rosji, a to oznacza, że można utrzymywać płace na niezmienionym poziomie, nie ryzykując znaczącego pogorszenia życia obywateli. Do tego niski kurs rubla bardzo pomaga Putinowi, bo dzięki temu, mimo spadku cen ropy na rynkach światowych, jej wartość w rublach jest niemal taka sama jak przed kryzysem. Cła eksportowe są naliczane w dolarach, co przy tanim rublu pozwala zasilać budżet pieniędzmi wystarczającymi na wypłaty emerytur i płac w sektorze publicznym. To powoduje, że mamy w Rosji stabilną sytuację, bo nikt nie będzie domagał się usunięcia człowieka, który zapewnia, że mimo niesprzyjających dla Rosji warunków wszystko idzie całkiem nieźle. Jedynym zagrożeniem może być kolejny kryzys finansowy na Zachodzie, który zrujnowałby rosyjską gospodarkę i całkowicie zmienił sytuację polityczną.

Okładka tygodnika WPROST: 47/2017
Więcej możesz przeczytać w 47/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także