Rodzina Morawieckich

Rodzina Morawieckich

Mateusz Morawiecki, Kornel Morawiecki
Mateusz Morawiecki, Kornel Morawiecki / Źródło: Newspix.pl / DAMIAN BURZYKOWSKI
Jednoczesna kariera polityczna ojca i syna, tak jak to jest w przypadku Kornela i Mateusza Morawieckich – to rzadkość. Tym bardziej że latami ich ścieżki wcale nie biegły równolegle.

Morawieccy nie są jedyną rodzinną parą w polityce. Cimoszewiczowie ojciec i syn zamienili się miejscami w parlamencie – gdy Włodzimierz przestał być senatorem, jego syn Tomasz został posłem. Andrzej Kosiniak -Kamysz był ministrem zdrowia w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, a jego syn Władysław ministrem pracy w rządzie Donalda Tuska. Ale przypadek Morawieckich jest szczególny. Obaj zaistnieli w wielkiej polityce równocześnie, choć w różnych formacjach – Kornel w Kukiz’15, a Mateusz w PiS. I zanosi się na to na to, że ich podwójna gwiazda będzie długo i mocno świecić.

Ojciec i syn

W życiu Kornela Morawieckiego nie ma chyba zbyt wielu tajemnic. Otwarcie opowiada o piątce dzieci, o śmierci jednej z córek, gdy miała zaledwie pół roczku, o tym, że nie żyje z żoną Jadwigą, tylko z młodszą kobietą, Anną, z którą ma syna, choć rozwodu nie przeprowadził. A także o płomiennym romansie z działaczką Solidarności Walczącej, z którą nie ma dzieci. Mateusz Morawiecki to z kolei człowiek skrzętnie chroniący swoją prywatność. Ma od lat jedną i tę samą żonę oraz czwórkę dzieci. Do niedawna temat jego rodziny w ogóle nie istniał w mediach. Dopiero gdy został premierem, wszystko się zmieniło. Gdy Mateusz Morawiecki w exposé wspomniał o swojej mamie, nazywając ją cichą bohaterką Solidarności, i o swoich dzieciach, które pomagały w ekshumacjach szczątków żołnierzy wyklętych na Łączce na warszawskich Powązkach, nie były to gołosłowne wynurzenia. Dom rodzinny Morawieckich to nie było pod względem ideowym letnie miejsce. Rodzina w czasach PRL była zaangażowana w działalność opozycyjną. Siłą rzeczy przez mieszkanie, a przede wszystkim przez domek letniskowy nazywany Kornelówką, przewijali się ludzie opozycji. Mówiono o polityce, patriotyzmie, ojczyźnie. Obaj Morawieccy – Kornel rocznik ’42 i Mateusz rocznik ’68 – byli w czasach PRL działaczami opozycji. W latach 70., w czasach małej stabilizacji Edwarda Gierka, gdy ludzie przedsiębiorczy dostali szansę na aktywność gospodarczą i zaczęli się dorabiać, Kornel strajkował, protestował, drukował podziemną prasę. W latach 80., gdy Polacy usiłowali ułożyć sobie życie po stanie wojennym, Kornel założył Solidarność Walczącą i przez sześć lat się ukrywał przed SB, unikając aresztowania. Przez te lata zaangażowanych w jego ukrywanie było ok. 1,5 tys. osób, a SB powołała do polowania na niego specjalną grupę operacyjną, która prowadziła szeroko zakrojoną inwigilację środowiska opozycyjnego. Nieletni wówczas Mateusz, działacz Solidarności Walczącej, drukował i roznosił ulotki, lepił plakaty i nieustannie miał na pieńku z SB. Był nastolatkiem, gdy esbecy porwali go, wywieźli do lasu i pobili, żeby wyciągnąć od niego informacje o ojcu. Sam Kornel nieraz przyznawał w wywiadach, że nie było go w życiu dorastającego syna. Przez te sześć lat widział się z nim tylko raz. W listopadzie 1987 r., gdy polska gospodarka zaczęła popadać w ruinę, a komuniści już myśleli o dogadaniu się z opozycją, Kornel został schwytany. Ówczesna władza próbowała go skłonić do emigracji, obiecując, że w każdej chwili będzie mógł wrócić. Zgodził się, ale gdy po trzech dniach postanowił wrócić do Polski, został zatrzymany na lotnisku i deportowany do Wiednia. Wrócił do Polski pod koniec 1988 r. przez zieloną granicę i ponownie stanął na czele Solidarności Walczącej. Przygotowania do Okrągłego Stołu toczyły się już wtedy pełną parą. Mateusz w tym czasie studiował historię na Uniwersytecie Wrocławskim i uczestniczył w protestach studenckich jako działacz NZS.

Kornelówka

– Kornel to był człowiek, który ojczyznę miał nieustannie na ustach – mówi Stanisław Huskowski z PO w rozmowie z „Wprost”. – Poznałem go w 1978 r. Funkcjonowałem w innym środowisku niż on. U nas mówiło się o prawach obywatelskich, cenzurze, wolności. On był w środowisku, które mówiło o Polsce wielkiej, niepodległej. Językiem patriotyzmu rodem z XIX w. Huskowski, sławny działacz wrocławskiej Solidarności, wspomina przede wszystkim domek letniskowy Morawieckich w Pęgowie pod Wrocławiem, gdzie odbywały się przyjęcia, spotkania i obchody 11 listopada. Przyjeżdżali tam profesorowie związani z opozycją (Kornel był pracownikiem naukowym Uniwersytetu Wrocławskiego). – Oni zawsze przemawiali, uderzając w najwyższe C – wspomina Huskowski. – Ten język mnie odrzucał. Pamiętam płomienne wezwania jego przyjaciół, żeby brać dzieci pod koszary, gdzie stały rosyjskie czołgi, i wpajać im nienawiść do Sowietów. Dla mnie to było okropne. Takie hodowanie uczucia nienawiści do wroga i budowanie na tym patriotycznej postawy. A jednak, gdy w 1980 r. wybuchły strajki na Wybrzeżu, a we Wrocławiu rozpoczęły się zatrzymania opozycji, Huskowski pojechał właśnie do Kornela Morawieckiego. – Byłem wtedy na spływie kajakowym, w drodze powrotnej dowiedziałem się o aresztowaniach, z kajakiem pojechałem do Kornela – opowiada dzisiejszy polityk PO. – Mieszkałem w jego dziuplach. Wydawaliśmy specjalny „Biuletyn Dolnośląski”. Kornel chciał w nim napisać komentarz o tym, że Lech Wałęsa jest wojownikiem. Chciał go kreować na lidera. Ja wolałem, żeby ludzie sami zobaczyli w nim przywódcę. Sam Morawiecki w rozmowie z Magdaleną Rigamonti tak wspominał spotkania w Kornelówce: – Tam rodziły się przyjaźnie, działa się polityka. Dzieci były wśród nas. Gdy wybuchł stan wojenny, to nasza najstarsza, dorosła córka Anka ukryła się na pół roku. Brała udział w wydawaniu gazety związkowej „Z dnia na dzień”.

Pie…ol się, kornel

– Kornel Morawicki wszedł do polityki tylko po to, żeby stanowić zaplecze polityczne dla syna – uważa Jakub Kulesza, poseł i rzecznik klubu Kukiz’15. Z perspektywy posłów Kukiza zaangażowanie polityczne Morawieckiego seniora tak właśnie może wyglądać. Słynna jest historia, gdy podczas wspólnej akcji opozycji w Sejmie, która w ubiegłym roku postanowiła zbojkotować kandydaturę prof. Zbigniewa Jędrzejewskiego na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, Kornel Morawiecki i kilka innych osób z Kukiz’15 wyłamali się z bojkotu. Wzięli udział w głosowaniu, co umożliwiło wybór Jędrzejewskiego. To właśnie wtedy wściekły Paweł Kukiz miał wykrzyczeć podczas posiedzenia klubu: „Pie...ol się, Kornel, zależy ci tylko na karierze syna”. Jednak Kornel był zaangażowany w politykę od początku transformacji, gdy jego syn w ogóle o aktywności publicznej nie myślał, tylko robił karierę w biznesie. Tyle że wolna Polska dla Morawieckiego seniora nie okazała się łaskawa. Latami nie mógł wedrzeć się na scenę polityczną, choć próbował tego ze wszystkich sił. Okazał się jednak niewybieralny. Przylgnęła do niego łatka polityka mocno oderwanego od rzeczywistości, którego wieloletnie ukrywanie się przed SB uczyniło niezdolnym do funkcjonowania w normalnych demokratycznych warunkach. Fakt, że w studiu telewizyjnym w 1991 r. przewrócił okrągły stół na znak, że nie akceptował tamtych porozumień, wcale mu nie pomagał. Postkomuniści na początku lat 90. ironizowali, że Morawiecki, mimo wolnej Polski, nie jest w stanie wyjść z mentalnego podziemia, a działacze opozycyjni zbywali to milczeniem. Przygarniała go radykalna prawica: środowisko Olszewskiego, KPN czy nawet PiS, ale to też nic nie dało. – Byliśmy niestrawni dla wszystkich – i w czasach komunizmu, i w wolnej Polsce – mówił w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. I wspominał, jak to w pierwszym czy drugim numerze „Tygodnika Solidarność” wznowionego po Okrągłym Stole pod redaktorem naczelnym Tadeuszem Mazowieckim ukazało się kalendarium opozycji, w którym nawet nie było hasła Solidarność Walcząca. – Tak fałszowano rzeczywistość – żalił się. – Byliśmy marginalizowani nie tylko przez nasze środowiska, ale i przez Zachód. Gdy wyjechałem do USA i starałem się nawiązać kontakty, które by wspomagały Solidarność Walczącą, spotkałem się z odmową. Oni nie tak wyobrażali sobie transformację. Nie chcieli rozpadu Związku Radzieckiego, wolnej Ukrainy. Tego nikt nie chciał.

Poważna kontrowersja

Za to Mateusz moment transformacji ustrojowej i gospodarczej wykorzystał perfekcyjnie. Z jego opozycyjną biografią w nowej rzeczywistości wszystkie drzwi stały przed nim otworem. Zdobywał coraz wyższe wykształcenie m.in. skończył MBA na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu oraz studia podyplomowe na uniwersytecie w Hamburgu i zaczął piąć się po szczeblach korporacyjnej kariery, od 1995 r. w bankowości. Zarabiał coraz większe pieniądze. Kornel uważał, że nieprzyzwoicie duże. Tymczasem syn stawał się coraz bardziej pożądanym partnerem również na scenie politycznej. Zdobył sympatię prawicowych środowisk, gdy jako prezes banku BZ WBK sponsorował historyczne i patriotyczne wydarzenia, filmy czy dodatki historyczne w prawicowych mediach. W 2010 r. premier Donald Tusk zaproponował mu wejście do Rady Gospodarczej przy premierze, a gdy z rządu odszedł minister finansów Jacek Rostowski, chciał powierzyć Mateuszowi kierowanie tym resortem. Kornel opowiadał o tym w Wirtualnej Polsce następująco: – Była poważna kontrowersja rodzinna, polityczna, towarzyska, może nawet bankowa, czy syn ma przyjąć nominację, czy nie. Czuliśmy, że są nieprawidłowości w PO, ale jego koledzy – uczciwi, porządni – radzili mu, żeby brał. Na szczęście nie wziął. I dzięki Bogu, bo by się politycznie zgrał, a tak to może być polityczną szansą dla Polski, nie tyko dla PiS. – Mateusza poznałem, kiedy był w zarządzie Banku Zachodniego we Wrocławiu i przekonywał radnych, żeby miasto przyznało ulgi bankowi i jeszcze zainwestowało parę milionów złotych – opowiada Huskowski. – Mówił, że w przeciwnym wypadku siedziba banku zostanie przeniesiona z Wrocławia do Warszawy. Upierał się, że jeśli nie wydamy tych pieniędzy, to on odejdzie z banku. Zdecydowaliśmy jednak, że nie zainwestujemy w bank, BZ WBK został we Wrocławiu, a Morawiecki dalej robił w nim karierę. Według Huskowskiego ta historia dobrze pokazuje charakter obecnego premiera. – Jest uparty, realizowanie rzeczy, z którymi się nie zgadza, nie leży w jego naturze. Podobno w banku dążył po trupach do celów. Był bezwzględny w stosunku do ludzi – mówi poseł PO. I dodaje: – Jestem przekonany, że na początku nie będzie się przeciwstawiał Kaczyńskiemu. Ale kiedy zbuduje swoją pozycję, może stać się ojcobójcą. Dużą nadzieję upatruję w nowym premierze. Może w końcu doprowadzi PiS do rozpadu. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 51/2017
Więcej możesz przeczytać w 51/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także