Polacy, ludzie wolni

Polacy, ludzie wolni

Polacy, ludzie wolni
Polacy, ludzie wolni
Przemysław Gintrowski nie walczył z komuną. Walczył, abyśmy byli wolni, w pełnym tego słowa znaczeniu.

Wielkość takich twórców jak Przemysław Gintrowski najlepiej przejawia się w tym, że to, co nam przekazywali, nie traci na aktualności. Bard Solidarności dodawał otuchy i nadziei rodakom ciemiężonym w czasach PRL, jednak w utworach, które pisał, do których skomponował muzykę czy też wykonywał, wybiegał dużo dalej. W ubiegłym tygodniu, 11 grudnia, tuż przed rocznicą ogłoszenia stanu wojennego, w Teatrze Polskim w Warszawie odbył się niezwykły koncert „Gintrowski – a jednak coś po nas zostanie”. To druga edycja przedsięwzięcia zainicjowanego przez Fundację im. Przemysława Gintrowskiego, które ma służyć upamiętnieniu barda Solidarności.

– Wolność… Jest istnieniem dobra. To geneza twórczości Gintrowskiego. Obraz jego życia – to słowa Katarzyny Gintrowskiej, prezes fundacji. – Naród uczy się przykładem, a człowiek, aby wiedział, dokąd idzie, musi wiedzieć, skąd przychodzi. Naród, który traci pamięć, przestaje istnieć – dodała podczas koncertu. Wśród gości byli marszałek Sejmu Marek Kuchciński, wicepremier Beata Szydło, minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska. Wszyscy goście, i ci pełniący funkcje państwowe, i ludzie sztuki, mediów, przedstawiciele świata biznesu oraz wszyscy inni zostali zabrani w podróż… po trosze historyczną. Tylko po trosze, choć piosenkarze i tancerze wiernie oddawali atmosferę minionych lat. Bo czy nie warto, snując refleksje o teraźniejszości, wsłuchać się w słowa „Kantyczki z lotu ptaka”, traktującej o Polsce po upadku komunizmu, wyśpiewanej z mocą podczas koncertu przez Olę Gintrowską: „Co nam hańba, gdy talary mają lepszy kurs od wiary! Wymienimy na walutę honor i pokutę!”. Nie mówiąc o „Murach” w oszałamiającym wykonaniu (przyjętym z aplauzem) tenora Rafała Bartmińskiego i barytonu Adama Szerszenia. Artyści Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie zaśpiewali m.in. w oryginale fragment katalońskiej pieśni, do której polski tekst napisał Jacek Kaczmarski.

Ale, ale… prowadząca koncert Monika Zamachowska przypomniała jego słowa o „Murach”: „Ludzie wyciągnęli to, co im było potrzebne: (...). Pisałem o tych, co śpiewają: mury runą, ale też o tym, że na miejscu tych murów wyrastają nowe”. Wszyscy pozostali wykonawcy, Julia Gintrowska (córka Przemysława), Renata Przemyk, Grażyna Szapołowska, Paweł Kukiz, Krzysztof Kiljański, Muniek Staszczyk, Mieczysław Szcześniak – podobnie oddawali hołd Gintrowskiemu oraz przemawiali do widzów. Językiem muzyki i poezji. Podczas koncertu odbyła się niezwykła uroczystość. Po raz drugi wręczono Nagrodę im. Przemysława Gintrowskiego „Za wolność w kulturze”. Otrzymała ją Ewa Błaszczyk, twórczyni Kliniki „Budzik”, wybudzającej dzieci ze śpiączki. – Tylko artysta naprawdę wolny bierze na siebie odpowiedzialność za humanizm, za kreowanie świata wartości, może nawet ma siłę zmieniania świata, rzeczywistości, w jakiej żyje. Ewa staje po trudnej, ciemnej stronie drogi – i daje jej światło – mówił w laudacji pisarz Remigiusz Grzela. – To nagroda dla tych, których wewnętrzny kompas zawsze wskazuje „wolność”. Których kręgosłup moralny nie ugina się wobec przeciwności. Którzy nie idą na kompromisy artystyczne ani życiowe – podkreślała Katarzyna Gintrowska. Sama laureatka (otrzymała owację na stojąco) podziękowała patronowi nagrody. Za to, że był i za to, że wiele się od niego nauczyła – dobrze się znali. Tego wieczoru, mimo poruszania spraw bolesnych dla Polaków, byliśmy bliżej magii Bożego Narodzenia niż mroku PRL. To mogą sprawić tylko wielcy i wolni artyści. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 51/2017
Więcej możesz przeczytać w 51/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także