Ludzie premiera

Ludzie premiera

Ławy PiS w Sejmie, Mateusz Morawiecki
Ławy PiS w Sejmie, Mateusz Morawiecki / Źródło: Newspix.pl / DAMIAN BURZYKOWSKI
Swoje urzędowanie Morawiecki zaczyna slalomem. Balansuje między ocieplaniem relacji z Unią a uzasadnianiem politycznego przejęcia sądów. Oraz między PiS a własnym zapleczem.

Po kancelarii premiera krążą ludzie z kartonami, ale nie są to świąteczne paczki. Wraz ze zmianą szefa rządu zmieniają się właściciele poszczególnych gabinetów. Meblują się dwie ekipy: partyjna, z nadania PiS, i ta, która stanowi realne najbliższe zaplecze nowego premiera. Pierwsza jest widoczna i zostaje oficjalnie zaprezentowana. Jej trzon stanowią posłowie z komisji śledczej ds. Amber Gold – nowa rzecznik rządu Joanna Kopcińska i szef gabinetu politycznego premiera Marek Suski. Dla Kopcińskiej – lekarki z Łodzi – to dopiero pierwsza kadencja w Sejmie. Złożyła raptem osiem interpelacji, jest wiceszefową sejmowej komisji zdrowia, ale medialnie zaistniała właśnie w komisji śledczej. – Mocny front partyjny – mówi Bartosz Arłukowicz (PO). – Zawsze staje w klasycznych szarżach pis-owskich, składa liczne podziękowania dla ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, wspierała go nawet przy okazji protestu rezydentów. Ale prywatnie to sympatyczna osoba – podsumowuje przewodniczący sejmowej komisji zdrowia. W 2010 r. Kopcińska bez powodzenia kandydowała z list PO do samorządu. Radną została dopiero rok później, po tym jak zwolnił się mandat innego radnego. Kiedy lokalna Platforma się podzieliła, przeszła do PiS i w ostatnich wyborach kandydowała na prezydenta Łodzi. Uzyskała ponad 22 proc., jednak przegrała z Hanną Zdanowską z PO już w pierwszej turze. Zdaniem niektórych naszych rozmówców posada rzecznika rządu ma ją wypromować przed kolejnym starciem ze Zdanowską, w jesiennych wyborach samorządowych. PiS zależy bowiem, żeby odbić Platformie duże miasta. O pozycji Kopcińskiej w KPRM może świadczyć już pierwsza konferencja premiera z jej udziałem. Szybko dochodzi do zgrzytu. Kiedy nowa rzecznik usiłuje zakończyć konferencję, „bo było już pięć pytań”, Morawiecki niecierpliwie macha ręką i sam odpowiada na pytanie stacji TVN. Drobny gest, ale pokazuje, kto tu ustala zasady komunikacji. Nie jest to pani rzecznik. Kto więc naprawdę zajmie się komunikacją premiera? To jedno z najciekawszych pytań dotyczących jego najbliższego otoczenia. – Oczywiście to jego staff z Ministerstwa Rozwoju i wspierający go PR-owcy z biznesu – przyznaje jeden z naszych rozmówców dobrze zorientowany w sytuacji w KPRM.

Pierwsze skrzypce gra w tej ekipie Agata Górnicka, szefowa gabinetu Morawieckiego w resorcie rozwoju. W latach 2006-2012 pracowała w TVP, potem była asystentką Morawieckiego w BZ WBK, gdzie doszła do stanowiska menedżerskiego. Zasiada też w Radzie Nadzorczej PZU SA. Górnicka – jak wynika z naszych informacji – została na kilka godzin powołana na stanowisko dyrektora generalnego KPRM. Ale potem jej nazwisko zniknęło z BIP, a funkcję tę objęła Magdalena Tarczewska-Szymańska, dotąd dyrektor generalna w Ministerstwie Rozwoju. Kim będzie Górnicka? – Kimś w rodzaju szefowej doradców, prawej ręki premiera. Formalnie? Nie wiadomo – usłyszeliśmy. To Górnicka towarzyszyła Morawieckiemu na pierwszym szczycie w Brukseli. W delegacji pojawił się także Stanisław Starnawski, zastępca dyrektora komunikacji w resorcie rozwoju. Rocznik 1991, związany z Klubem Jagiellońskim, harcerz. Kandydował na radnego Błonia z list PiS. Szczyt w Brukseli zakończył się jednak pierwszym zgrzytem, gdy okazało się, że premier skraca swój pobyt, by wrócić na opłatek PiS i spotkanie z szefami służb. Czego dotyczyło, skoro było aż tak pilne, że premier wyleciał z Brukseli, nie wykorzystując czasu na rozmowy z unijnymi politykami? Ten zgrzyt nabrał jeszcze większej wagi, gdy kilka dni później Komisja Europejska zdecydowała o uruchomieniu art. 7 traktatu UE wobec Polski.

Zaciąg harcerski

Komunikacją kryzysową zajmie się zapewne Tomasz Fill, dotychczasowy szef komunikacji w Ministerstwie Rozwoju, kolejny z najbliższych zaufanych Morawieckiego. Fill zajmował się wcześniej komunikacją w państwowych spółkach – Orlenie, PGNiG, PKO i PZU. Organizował szkolenia przy Centrum Opatrzności Bożej, a przede wszystkim – był instruktorem harcerskim i rzecznikiem ZHR. Zaciąg harcerski to wszak trzon zaplecza nowego premiera. Sprzyjają mu spece od komunikacji skupieni wokół PRacowni, czyli Sebastian Bojemski i Dymitr Hirsch. Za nieformalnego doradcę premiera uchodzi też Michał Kuczmierowski, harcmistrz i szef marketingu w PKO BP. Morawieckiego wspiera też środowisko organizujące Kongres 590, m.in. zasiadający we władzach Fundacji im. Sławomira Skrzypka Mariusz Chłopik. Za ludzi Morawieckiego uchodzi też małżeństwo Agatowskich. Piotr jest bliskim doradcą i PR-owcem Andrzeja Dudy, który zarobił setki tysięcy złotych w jego kampanii – jak wynika ze sprawozdań finansowych w PKW. Ale spotyka się także z nowym premierem, jak słyszymy ze źródeł w Pałacu Prezydenckim. Jego żona Aleksandra jest z kolei członkiem zarządu PZU Życie.

Z MON do premiera

Instruktorem harcerskim był też nowy szef KPRM Michał Dworczyk, wcześniej wiceminister obrony narodowej. Dworczyk wraca w Aleje Ujazdowskie po kilkunastu latach. W poprzednim rządzie PiS był doradcą premiera Kazimierza Marcinkiewicza do spraw wschodnich. Wtedy po raz pierwszy tabloidy napisały o jego wyroku za nielegalne posiadanie pocisków artyleryjskich z czasów II wojny światowej (tę sprawę i sylwetkę Dworczyka opisywaliśmy we „Wprost” kilka miesięcy temu). Dworczyk za Marcinkiewicza pozostawał w cieniu, uchodził za bliskiego współpracownika Adama Lipińskiego, który był wówczas oczami i uszami prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Tak zbudował sobie także pozycję przy Nowogrodzkiej. W MON pojawił się po aferach wokół Bartłomieja Misiewicza i Wacława Berczyńskiego. Miał być łagodniejszym obliczem resortu, jednocześnie stając na pierwszej linii obrony Antoniego Macierewicza. Jako przedstawiciel klubu PiS bronił ministra w czasie debaty nad wotum nieufności i innych sejmowych bataliach. Z Macierewiczem Dworczyka łączą więzy harcerskie i rodzinne (jest sąsiadem córki Macierewicza, ich żony się przyjaźnią). Jednak jak wynika z nieoficjalnych informacji „Wprost”, od kilku miesięcy narastał konflikt Macierewicza z jego zastępcami. Szef MON źle znosił pogłoski o swojej ewentualnej dymisji i o tym, że jego miejsce mógłby zająć Bartosz Kownacki albo właśnie Dworczyk. Teraz Dworczyk staje na czele KPRM. – On na razie usiłuje to ogarnąć, to są sprawy od floty przez to, kto będzie na spotkaniu opłatkowym – ironizuje jeden z polityków PiS, prywatnie znajomy Dworczyka. Ale tymi sprawami akurat nadal będzie zajmować się Paweł Szrot, czyli zastępca KPRM, wieloletni wiceszef biura klubu PiS. Dworczyk, jak słyszymy w PiS, ma się zajmować kontaktami z młodymi politykami PiS, chodzić do mediów i oczywiście – na Nowogrodzką.

Cichociemny komandos

Numerem jeden w pilnowaniu interesów Nowogrodzkiej w KPRM jest jednak Marek Suski. Nowy szef gabinetu politycznego Morawieckiego, śledczy znany z dociekań dotyczących carycy Katarzyny, to jak dotąd najbardziej kontrowersyjna nominacja w najbliższym otoczeniu premiera. Czym będzie się zajmować w Alejach Ujazdowskich? – Dość dobrze znam program PiS, toteż takie mam zadanie, żeby ten program był realizowany – przyznał sam w TVP Info. Dopytywany, czy będzie okiem i uchem prezesa, podsumował: – Czyli taki cichociemny i jednocześnie komandos. Chyba muszę „Gazecie Wyborczej” podziękować, to chyba wysoka ocena. Marek Suski to w PiS postać wręcz ikoniczna. Bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego od kilkudziesięciu lat, członek Zakonu PC. Bez mrugnięcia okiem wykona każde zadanie i każdy wyrok prezesa. Ludwik Dorn, żegnając się z partią Kaczyńskiego, mówił o intelektualno-kulturowej „susłoizacji PiS”, czyli procesie zastępowania partnerów do dyskusji i sporów, wiernymi żołnierzami. Polityk PiS: – Prezes Suskiego lubi, po swojemu ceni. On ogarniał ostatnio klub jako wiceprzewodniczący, ma silną pozycję. I dlatego ma być buforem między Morawieckim a posłami PiS, którzy nie pałają entuzjazmem do decyzji, aby byłego prezesa banku i doradcę Tuska postawić na czele rządu PiS. Suski był jednym z pierwszych, którzy oficjalnie wsparli Morawieckiego. Jeszcze przed ogłoszeniem decyzji komitetu politycznego partii wypowiadał się w mediach: – Do rozwiązań poszukuje się ludzi i niewątpliwie w materii gospodarczej pan premier Morawiecki ma wielkie osiągnięcia, tego nikt nie kwestionuje. Natomiast jaka będzie decyzja, to dopiero przed nami – mówił w TVP. Były polityk PiS: – Ta nominacja to upokorzenie Morawieckiego. Na pewno jeśli harcerze i zaplecze z resortu rozwoju to jeden biegun KPRM, Suski jest tym drugim. Kolejne zmiany w rządzie premier ma przedstawić w styczniu. Dopiero ten nowy skład gabinetu Morawieckiego pokaże realny układ sił w obozie rządzącym. Sam Morawiecki na razie zaczął slalomem – jeszcze przed zaprzysiężeniem udziela wywiadu TV Trwam, ale na pierwszej konferencji ostentacyjnie pomija rzeczniczkę, by odpowiedzieć na pytanie TVN. Twardo powtarza, że do Brukseli nie jedzie po to, żeby być petentem. Ale przy tym podkreśla, że będzie unijnych polityków przekonywać i z nimi rozmawiać. No chyba że akurat będzie musiał zdążyć na naradę politycznego kierownictwa rządu. Ma bowiem świadomość, że gra o najwyższą polityczną stawkę, a ta zależy wyłącznie od prezesa. Jarosław Kaczyński jesienią 2011 r. w jednym z wywiadów charakteryzował potencjalnego delfina: „Musi mieć siłę i przekonanie, by linię PiS utrzymać, a jednocześnie być człowiekiem, na którego żadnego kija nie można znaleźć. Jeśli przyjdzie nieodporny, choćby najzdolniejszy, ale ze słabościami, zostanie zniszczony w polityce”. Kiedyś Jarosław Kaczyński widział takiego następcę w Januszu Kurtyce. Potem przez wiele lat szukał, aż znalazł Morawieckiego. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 1/2018
Więcej możesz przeczytać w 1/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także