Po pierwsze: nie przeszkadzaj!

Po pierwsze: nie przeszkadzaj!

Jerzy Owsiak
Jerzy Owsiak / Źródło: Newspix.pl / Damian Burzykowski
Kiedyś dzieciom w szkołach tłumaczono, co robi Wielka Orkiestra, i to było fajne, pokojowe. Teraz tego nie ma – mówi Jerzy Owsiak, który w najbliższą niedzielę poprowadzi 26. Finał WOŚP.

Małe spóźnienie. Sorry. Masa roboty i jeszcze ten słoik! Piękny, duży!

Idzie na aukcję?

Już poszedł. Kombinowaliśmy, na co taki słój mógłby się przydać.

Na co?

Na wszystko. Absolutnie wszystko! Ludzie mają wyobraźnię. Fenomenalne aukcje. Kilka dni temu para prezydencka przysłała swoje gifty. Pani prezydent garsonkę. Podobno głośną. Różową. A pan prezydent muchę. Cokolwiek by przez to rozumieć…

Rok temu minister zdrowia grał z Orkiestrą. A teraz?

Nie wiadomo. W zeszłym roku licytowaliśmy spacer po ministerstwie. Wiosną, kiedy tam byliśmy, dowiedzieliśmy się, że poszedł za niezłą sumę. Swoją drogą, minister Radziwiłł to chyba jedyny czynny polityk, z którym udało nam się spotkać.

I?

Był trochę spięty i bardzo grzeczny. Wygadany człowiek, ale całkowicie siedzący gdzieś daleko, na swojej planecie. Moim zdaniem kompletnie oderwany od rzeczywistości medycznej Polski. Poszliśmypytać, dlaczego wyrzucił geriatrię z sieci szpitali. Wartość sprzętu, który Wielka Orkiestra przekazała geriatrii, to 100 mln zł. Chcieliśmy wiedzieć co dalej.

Już wiecie?

Tłumaczył kosmicznie. Że nie ma geriatrii, bo wszyscy są na równi. Przecież to bzdura. To tak jakbyśmy powiedzieli, że nie ma czegoś takiego jak kardiologia dziecięca, bo jest jedno serce. Posiedzieliśmy grzecznie, wysłuchaliśmy. Powiedzieliśmy: „Raczej się nie dogadamy. Będziemy robić swoje, pan niech robi swoje”. W tym roku zrezygnowaliśmy z dodania do celu finału tematu „dla godnej opieki medycznej seniorów”.

To manifestacja?

Raczej pauza. Zatrzymaliśmy się, żeby zobaczyć, jak to będzie działać. Boimy się, że interna wchłonie geriatrię. Że w walce o świadczenia starszy pacjent ostatecznie przegra walkę z młodszym. Już dziś przegrywa. Zakłady opiekuńczo-lecznicze są czarną plamą na honorze wszystkich rządów ostatnich 25 lat. To my zaczęliśmy je wyposażać. Kupować nowoczesny sprzęt. Prosiliśmy o pomoc samorządy. Kupowaliśmysprzęt, one remontowały placówkę. Kiedy zaczynaliśmy grać dla geriatrii, w Polsce było ok. 40 oddziałów geriatrycznych. W Warszawie ani jednego! Teraz w Warszawie są dwa, wyposażone kompletnie przez WOŚP. 10 nowych powstało w całej Polsce. Znamy ten problem. I co? Idziemy do ministra, a on nie słucha.

Podobnie działali inni ministrowie zdrowia.

Bywali ministrowie, z którymi można było rozmawiać o konkretach. My kupimy rentgeny jezdne, a pan minister zaopatrzy szpitale akademickie w rentgeny stacjonarne. Super. Uzupełniliśmy się. Tu nie ma porozumienia.

Z politykami PiS trudniej się dogadać?

Nie zawsze. Przykład pierwszy z brzegu – w Białej Podlaskiej jest prezydent PiS-owski, ale bardzo otwarty. Rozmawialiśmy o dziennym szpitalu dla osób w podeszłym wieku. My mówimy: jeżeli wybudujecie u siebie coś takiego, my damy sprzęt. I szpital jest. Większość moich naprawdę ostrych listów do przedstawicieli rządu to listy do poprzedniej ekipy. Pisałem upierdliwie do każdej kolejnej minister oświaty. Dlaczego nie chcecie usankcjonować w szkole nauki pierwszej pomocy? Zróbmy to obligatoryjnie. Będą superefekty. Dostawałem odpowiedzi z pogranicza fantazji. Minister Kluzik-Rostkowska? Beznadziejna sprawa. Staliśmy w miejscu. Pytałem: „Czy pani nie rozumie, co do pani mówię?”. Ściana. Tak samo jest teraz. No, może nie tak samo, bo obecna minister nawet nie przyjęła mnie osobiście. Wysłała asystenta. Młodego chłopaka. Grzecznie go wysłuchałem, trzasnąłem kopytami, ukłoniłem się nisko i powiedziałem, że może kiedyś wrócę, ale na pewno nie teraz. Był mur i jest mur.

Niektórzy mówią, że twoje wchodzenie w konflikt z politykami szkodzi fundacji.

Nie chcę konfliktów, ale nie można inaczej. Ludzie proszą o pomoc. Dzieje się krzywda. Co mam robić? Umyć ręce? Ostatnio zobaczyłem poruszający apel młodej matki. Żeby być z chorym dzieckiem w szpitalu, musi przy nim koczować w urągających warunkach. Dostaję wiele podobnych listów. Kiedy je czytam, myślę sobie „ku…, dlaczego tak się dzieje w kraju, w którym płacę podatki!”. No i robimy program „Leczyć z miłością”, który ma sprawić, by na oddziałach dziecięcych pojawiły się leżanki dla rodziców. Dla tych, którzy dziś, żeby być blisko chorego dziecka, muszą spać na szpitalnej podłodze albo w samochodzie. A jak mam się zachować, kiedy dowiaduję się, że kolejny raz Przystanek Woodstock ma mieć status imprezy podwyższonego ryzyka? Mam położyć uszy po sobie i mówić: OK, ale co, jeszcze coś na mnie spadnie? Jeszcze jakieś kowadło? Zdarza się, że ktoś napisze: „Nie zajmuj się polityką!”, „Już politykujesz”, „Nie wpłacę na Orkiestrę!”. A czy samo robienie Orkiestry nie jest polityką? Zbieranie pieniędzy na coś, czego nie zapewnia rząd, przecież to polityka. Ktoś powie: przecież państwo powinno to robić z moich podatków! – i już mamy politykę. Przez te 26 lat zaliczyliśmy wszystkie rządy. Prawicę, lewicę, PO. Zawsze reagowaliśmy w sprawach, które budziły nasz sprzeciw. To taki moment, kiedy trzeba powiedzieć: Hola, hola, panie ministrze, dlaczego pogotowie nie przyjechało po dziecko? Bo macie idiotycznie zorganizowaną służbę powiadamiania ratunkowego. Swój pierwszy list otwarty napisałem do Ewy Kopacz. Wtedy też ludzie pisali: „Co ty odpier....asz? Zajmij się swoją robotą, nie politykuj!”.

Poza ludźmi, którzy doradzają trzymanie się z dalą od polityki, są też tacy którzy chcieliby cię w niej widzieć. W jednym z sondaży ludzie pytani o to, kto powinien być liderem opozycji, wskazywali twoje nazwisko.

Bardzo mi miło. Naprawdę. Nie będę trzepotał brwiami i przekonywał, że to nic, że to nie jest ważne. Cieszę się, że ludzie mi ufają.

Myślisz o wejściu do polityki?

Nie pójdę drogą Lecha Wałęsy. Nie mogę. Kiedy Wałęsa był szefem związków zawodowych, gnałem z Berlina Zachodniego, żeby być w Polsce w czasie sierpniowych strajków. Kiedy dostał Nagrodę Nobla, miałem łzy w oczach. To było coś wielkiego. Kiedy został prezydentem, kompletnie nie mogłem zrozumieć, co się stało. Widziałem, jak wszystko ginie. Jak cały etos wyskakuje w kosmos. To straszna cena. Może kiedy jesteś robotnikiem i nagle zaczynają cię nosić na rękach, to zaczynasz szybować i nie myślisz o tym, że krok za daleko, a to wszystko pryśnie? Wałęsa wyleciał w kosmos w sposób nieprawdopodobny. Może gdybym pierwszy finał zrobił w wieku 19 lat i mnie woda sodowa uderzyłaby do głowy? Polityka? Po co? O wiele więcej robię tu, gdzie jestem teraz. Orkiestra tworzy przestrzeń, która jest czysta. Niezszargana. Znajdźcie mi drugą taką ideę, która wyszłaby z Polski i przeszła na cały świat. Taki moment w roku, który jednoczy Polaków na całym świecie. Chyba tylko Wigilia.

A kiedy ktoś namawia cię do zaangażowania politycznego? Co mówisz?

To samo co wam, ale krócej. Po prostu „nie”. To nie moja bajka.

Ale potrafisz wejść w polemikę, przekonywać do swoich racji…

Problem w tym, że Polacy totalnie zawiedli się na elicie politycznej. Dialog z obywatelami? Nie było i nie ma. Albo jest za słaby, mdły. Politycy nie potrafią rozmawiać, a ja nie potrafiłbym rozmawiać z politykami. Staram się tego unikać. Obawiam się, że mógłbym stracić panowanie nad sobą. Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą o tym. Mówią mi: „Stary, nie wchodź w to, tam padną argumenty z pogranicza fantazji, a kiedy argumentów zabraknie, powiedzą ci: A twój ojciec był milicjantem albo: A ty byłeś w psychiatryku”. Byłem. I co? O ojcu milicjancie mówiłem po drugim finale, a psychiatryku chyba jeszcze po pierwszym. Żona dziwiła się: po co? „Wiesz co, wolę, żeby ludzie wiedzieli. Że to była dla mnie chucpa, że przed armią ludową uciekało się w każdy możliwy sposób, a ja uciekłem na swój”. I dobrze zrobiłem, że o tym powiedziałem. Przecież i tak by mi to wyciągnęli. Przypięli łatkę. „Ludzie, przecież ten facet był pacjentem zakładu psychiatrycznego!”. Tak wygląda dziś dyskusja polityczna. A Polacy? Oni są tak poszarpani, że nie wiem, ile czasu potrzeba na wielką, skuteczną, narodową lekcję bycia razem. Potrzeba kogoś, kto wstanie i powie: Droga klaso, apeluję o spokój. Niech klasa usiądzie. Nie ciągnąć kolegi za ucho. Siadać! Mało tego, że potrzeba kogoś, kto to powie. Potrzeba kogoś, kogo klasa posłucha! To trudna sztuka.

Trzeba uspokajać czy raczej opowiadać się po jednej ze stron?

Uspokajać. Tylko i wyłącznie uspokajać.

Tylko że sam jesteś postrzegany jako ten, który co najmniej nie lubi obecnej władzy.

Jestem postrzegany, ale nigdy nie opowiadałem się po żadnej ze stron. Ze sceny woodstockowej nieraz mówiłem: idźcie na wybory! Dlaczego? Bo jak nie chodzicie, to nie miejcie potem pretensji, że coś wam się nie podoba. Nigdy nie powiedziałem, głosujcie na tych lub na tamtych.

Mimo wszystko coś się zmieniło. Kiedyś unikałeś ostrych sądów. Ważyłeś słowa. Nie jest tak, że trochę tracisz cierpliwość?

Postaram się to wytłumaczyć, ale przyczyn jest co najmniej kilka. Kiedyś polityka nie budziła takich kontrowersji jak dziś. Jeśli były demonstracje, to jednej, konkretnej grupy zawodowej. Te manifestacje budziły emocje, ale głównie warszawiaków, bo ktoś blokował im miasto. Jedyną manifestacją, którą zapamiętałem, była ta z udziałem jednego z braci Kaczyńskich, kiedy pod Belwederem palono kukłę Wałęsy. W manifestacji brał udział mój przyjaciel, Janek Pospieszalski. Pamiętam, jak przyleciał na prywatkę, żeby się tym pochwalić. I nagle wszyscy zamilkli. Nikt nikomu nie musiał tłumaczyć. „K…. stary! Co to? Ku Klux Klan?”. Wtedy to było coś, co nie mieściło się w głowie. Teraz? Ta pewność siebie. Nienawiść w grupie. To zapowiedź czegoś, czego należy się bać. Co dalej? Mam wnuki. Przeglądam ich podręczniki. Kiedyś pokazywało się w nich często serduszko WOŚP np. jako ilustrację do działań matematycznych. Z tej puszki zebrano tyle, z tej tyle, ile zebrano razem? Dzieciom w szkołach tłumaczono, co robimy i to było fajne, to było pokojowe. Teraz tego nie ma. A zmiany nazw ulic? Kiedyś często ktoś chciał nadać imię WOŚP jakiejś ulicy. Myśmy tłumaczyli: nie, dzięki, wyluzujcie, spokojnie. Był kompromis. Raz na rok jakiś most czy rondo dostawał imię Orkiestry, i to była granica. Dla nas to była granica. Dla polityków? Gdzie jest granica? Pytacie o cierpliwość? Jej nie traci się z dnia na dzień. A! I jest jeszcze dzisiejszy dzień. Ktoś przekazał nam trzy klasery znaczków Solidarności Podziemnej. Wrzucam na aukcję. Przeglądam. A tam historia Solidarności taka, jaka była naprawdę. Opowiedziana w obrazkach. Wtedy, kiedy to wszystko miało miejsce. Jest tam ksiądz Popiełuszko. Jest symbol Polski Walczącej. Jest Jan Paweł II. Są Lech Wałęsa i Kornel Morawiecki. Jest Bogdan Borusewicz, Zbigniew Bujak. Obok Władysław Frasyniuk. Narysowani źle, czasem dobrze, czasem plamą. Są druty kolczaste. Krzyże. Są ludzie, o których niewielu dziś pamięta. Więźniowie polityczni. Dzisiejszych „bohaterów” tam nie ma. Braci Kaczyńskich nie ma. To jest prawda, której nie da się zatrzeć. Tych znaczków nie da się gdzieś schować albo dorobić nowych. Nikt nie znalazłby takiego złego papieru, nikt takiego złego druku by nie zrobił. Rozumiecie mnie? To jest odpowiedź na pytanie o to, czy tracę cierpliwość. Jeśli coś takiego widzisz, jak reagujesz? Co robisz, kiedy widzisz, że znów coś jest nie tak. Wstajesz i mówisz: Zaraz, ludzie, nie zmieniajcie historii! To historia, którą ja znam, bo ją przeżyłem i widziałem. Nie dorabiajcie nowej!

Historii nie można zmienić.

Ale można próbować. W zeszłym roku zrobiliśmy książkę „Opowiedz swoją historię”. Prosiliśmy ludzi, żeby przysyłali e-maile ze swoimi historiami dotyczącymi WOŚP. Wszystko zebraliśmy i wydaliśmy grubą księgę. Wiecie po co? Żeby za 20 lat nikt nie powiedział, że historia wyglądała inaczej, że ja w tej Orkiestrze byłem tylko konferansjerem, a wymyślił ją ktoś zupełnie inny. Jak w opowiadaniu Michaiła Zoszczenki. Oto grupa ludzi podróżuje statkiem. W porcie wychodzą do miasta, wracają i… k….! Nie ma ich statku! Zniknął. Nazywał się Iwan Lewczenko. I tu ktoś tłumaczy, że statek jest, ale Iwan Lewczenko to był łobuz i w dodatku kapitalista, i wreszcie go pogoniliśmy! Teraz nasz statek to Iwan… jakiś inny. Fantastycznie! Do następnego portu! Tu do miasta. Wracają i… k….! Nie ma naszego statku. A! Bo tamten okazał się jeszcze gorszym łobuzem itd.

Obawiasz się, że skończysz jak Iwan?

Każdy może tak skończyć. Przebieranie w historii bywa zgubne i zawsze zahacza o coś, co wydaje się szaleństwem. Mówiłem o zmianie nazw ulic? To właśnie to. Rozumiem, że zmieniamy nazwę ulicy, która nosi nazwę np. Gomułki, zresztą teraz nawet nie ma takich ulic, ale kiedyś ktoś się rozpędza i czyści wszystko, co było przed, to właśnie jest absurd. Stąd moje komentarze. Bo kiedy pytają mnie, czego mi, życzyć mówię: żeby nie otaczała mnie głupota. To samo z Orkiestrą. Podoba ci się? To dobrze. Graj z nami. Nie podoba ci się? Nie graj, ale nie przeszkadzaj. Po pierwsze, nie przeszkadzaj!

A po drugie?

Jeśli coś dobrze działa, nie próbuj tego zmieniać. Ksiądz Tischner kiedyś mi mówił: panie Jurku, nie zmieniać się! Nie zmieniać, bo pan jak zmieni, jak pan się podda tej krytyce miłosierdzia w świetle reflektorów, jak pan będzie robił to inaczej, to zbierze pan tyle, ile dziad pod kościołem! Święte słowa. Tak miało być od początku. Fiesta, karnawał w środku zimy. I już!

W tym roku na placu Defilad podpalił się człowiek. To dobre miejsce na fiestę?

Wiemy, co się wydarzyło w tym roku. Pamiętamy. TVN nie robi tam Nowego Roku właśnie z tego powodu. To trudna sprawa. Mieliśmy propozycję oddania na aukcję WOŚP rzeczy zmarłego. Odpowiedzieliśmy, że to stawianie nas w bardzo trudnym położeniu. Doradziliśmy licytowanie u siebie, w sztabie. Licytacje robi się z wesołym okrzykiem. Tu byłoby to nie na miejscu. Co do placu Defilad, finał się odbędzie, ale miejsce tragedii będzie tak oznaczone, że każdy będzie wiedział, co tam się stało.

Nie boisz się, że to będzie odczytane jako manifestacja polityczna?

Stała się rzecz tragiczna. Nie można tego zignorować. To miejsce trzeba uszanować. Nie może być jak z tragedią człowieka, który w 1968 r. podpalił się na Stadionie Dziesięciolecia. Wtedy można było to nakryć czapką propagandy. W minutę! I tak też zrobiono. Ludzie przez wiele lat wierzyli w propagandę, że to był menel i pijak, który się sam zapalił. Dzisiaj tak się nie da. Różnica w tym, co podają inne media i np. TVP, jest tak diametralna, że tego nie da się ukryć.

TVP kłamie?

Parę dni temu dowiedzieliśmy się, że znany portal internetowy podał, że spośród wszystkich festiwali na świecie nasz jest na trzecim miejscu! Open’er Festival na 23. Byliśmy w szoku. Co robi TVP? Ten sam festiwal opisuje jako „najbardziej obskurny festiwal świata”.

To wam szkodzi?

Raczej przysparza przyjaciół. Po każdej takiej akcji ludzie pytają mnie: jak ty to załatwiłeś? Taka reklama! Zapłaciłeś! Jak nic zapłaciłeś! W Ameryce tak to się robi. My mamy to za darmo. TVP podaje na nasz temat informacje tak abstrakcyjne, że aż budzą do nas sympatię. Gdyby napisali „słabe zespoły” albo „brak gwiazd”. Zgoda. Nie mamy wielkich gwiazd, bo nas na to nie stać. Ale najbardziej obskurny? Kto to wymyśla? Taka reklama! Chyba powinienem powiedzieć dziękuję…

Im gorzej, tym lepiej?

Wiecie, że nie. Od dwóch lat służby mundurowe nie grają z WOŚP. Policja nie gra. Wojsko nie gra. Nie gra straż pożarna ani służba więzienna. Szkoda. Ktoś powie: Po co skazańcy? Przecież to była doskonała resocjalizacja. Gość siedział za kratkami, miał czas i lepił z chleba na aukcję żaglowiec, którym Kolumb dopłynął do Ameryki. Teraz klawisze nam piszą, że mają zakaz odgórny: „Jurek, sorry, taki przykaz”. Dlaczego? Jeździłem po zakładach karnych. Widziałem, że praca dla WOŚP ma na osadzonych dobry wpływ. Komu to przeszkadzało?

Masz pretensje do polityków?

Staram się to omijać. Nie ciągnie mnie do focha. Mogę kogoś wkurzać, drażnić, ale system, który stworzyła Orkiestra, działa. Dziennie w Polsce rodzi się średnio 1200 dzieci. Na te 1200 dzieci dzisiaj wieczorem 94 proc. będzie miało zbadany słuch, pozostałe 6 proc. na intensywnej terapii będzie leżało w naszych inkubatorach. Któreś nie będzie miało oddechu? Pomoże mu sprzęt zakupiony przez WOŚP. Waga 500 g? Trzeba będzie ratować. Też naszym sprzętem. Ostatnio sam trafiłem do szpitala. Patrzę i okazuje się, że leżę na „naszym” łóżku. Ktoś może powiedzieć – niezbyt wygodne, materac za cienki, ale co tam. Jest. Ktoś powie: wkurza mnie Owsiak. Spoko. Musimy się lubić? Nie musimy. Jak będziemy wszyscy myśleć tak samo, to będzie nudno. Możemy gadać o wszystkim, spierać się. O polityce, o kościele, o seksie. Wszystko OK. Tylko bez epatowania złością. Bez focha. Powiedzmy sobie, że się wkurw…., a potem gadajmy dalej. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 2/2018
Więcej możesz przeczytać w 2/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także