Wszystkie rafy Platformy

Wszystkie rafy Platformy

Grzegorz Schetyna
Grzegorz Schetyna / Źródło: Newspix.pl / ARTUR MARCINKOWSKI/FOTONEWS
Gdy CBA weszło do mieszkania Stanisława Gawłowskiego, sekretarza generalnego PO, partia uznała, że to początek serii, która może poważnie nadszarpnąć jej wizerunek przed nadchodzącymi wyborami.

Posłowie Platformy natychmiast przystąpili do obrony prominentnego członka partii. Gdy przed świętami Bożego Narodzenia okazało się, że wniosek o uchylenie immunitetu wpłynął do marszałka Sejmu, Sławomir Neumann, szef klubu PO, grzmiał: – Doszło do sytuacji, kiedy upolityczniona prokuratura uderza w posłów opozycji, próbując przykryć afery korupcyjne PiS, senatora Koguta, przykryć atak na niezależne sądy, niezawisłe sądy, przykryć wyprowadzanie Polski z Europy przez PiS, co skutkuje uruchomieniem artykułu 7 traktatu akcesyjnego. Waldy Dzikowski, poznański poseł PO, w rozmowie z „Wprost” dodaje, że z rozmaitych plotek krążących po Sejmie wynikało, iż PiS chce w Platformę „uderzyć z końcem 2017 r. albo na początku 2018”. – Pewnie teraz wszystkie chwyty są dozwolone. Spodziewamy się spektakularnego roku politycznego, w którym będziemy mieli uchylane immunitety. Wybory samorządowe to czas, kiedy PiS będzie miał na celowniku naszych kandydatów – mówi Dzikowski.

Atak polityczny

Tłumaczenie własnych grzechów czy przewinień kolegów partyjnych atakiem politycznym to powszechna praktyka na scenie politycznej. Czasami jest to zresztą zgodne z prawdą, czasami jednak nie. Przykładowo zaraz po wyborach 2015 r. CBA zatrzymało byłego, bardzo wpływowego posła PSL Jana Burego pod zarzutem korupcji. Katowiccy śledczy chcieli go aresztować, ale na to nie zgodził się sąd. Pojawiły się wówczas spekulacje, że służby chciały się tym aresztowaniem uwiarygodnić w oczach nowej władzy. Po dwóch latach od głośnego zatrzymania wokół sprawy Burego związanej z korupcją panuje głucha cisza. Ale politycy bronili się spiskiem politycznym, nawet wówczas gdy ich wina była ewidentna. Gawłowski podejrzewany jest o korupcję w czasach, gdy był wiceministrem środowiska, a także o ujawnienie tajemnicy państwowej oraz plagiat pracy doktorskiej (o tej sprawie pisał tygodnik „Do Rzeczy” w 2013 r.). Czy te zarzuty rzeczywiście są zasadne, czy to tylko przykrywka dla działalności PiS? Postępowanie przeciwko Gawłowskiemu toczy się od pięciu lat, a więc zaczęło się już za rządów PO-PSL. W lipcu ubiegłego roku, gdy pojawiły się nieoficjalne informacje, że w związku z podejrzeniem plagiatu pracy doktorskiej prokuratura będzie wnioskowała o uchylenie immunitetu Gawłowskiego, zainteresowany deklarował, że sam się go zrzeknie, bo nie ma nic do ukrycia. Ale nie było jeszcze wtedy mowy o zarzutach korupcyjnych. Teraz poseł PO nie zamierza chyba dobrowolnie zrezygnować z ochrony, jaką daje mu immunitet. W ubiegłym tygodniu oznajmił, że atak na niego to prezent dla Joachima Brudzińskiego, wiceprzewodniczącego PiS. Brudziński – jak mówił Gawłowski podczas konferencji prasowej – nigdy nie wygrał wyborów na Pomorzu Zachodnim. Niewykluczone więc, że sekretarz generalny PO zostanie pozbawiony immunitetu dopiero podczas głosowania w Sejmie.

Oskarżenia i procesy

– Po sprawie Gawłowskiego w PO zapanował pewien niepokój – mówi polityk tej partii. – Jest wrażenie, że zaczęła się seria strzałów w naszym kierunku. Poza tym wielu naszych kolegów uważa, że z Gawłowskim to gruba sprawa i trzeba było inaczej zareagować. Przecież on jest nadal ważną postacią w PO, sekretarzem generalnym. Senatora Stanisława Koguta [podejrzanego o korupcję – red.] PiS od razu zawiesił, a u nas odbywa się obrona Częstochowy. Różnica jednak polega na tym, że senator Kogut zawsze był trochę na marginesie PiS i nie pełni żadnych eksponowanych funkcji. Zawieszenie go było dla partii proste. A Gawłowski jest sekretarzem generalnym partii, a więc człowiekiem wpływowym i znającym wiele tajemnic formacji. Poza tym nie jest jedynym politykiem PO, za którym ciągną się niewyjaśnione sprawy. 28 listopada 2017 r. media poinformowały, że do Sejmu wpłynął wniosek prokuratury o uchylenie immunitetu Cezaremu Grabarczykowi, byłemu ministrowi infrastruktury i sprawiedliwości, z powodu nielegalnego uzyskania pozwolenia na broń. To stara sprawa, która wyszła na jaw już wiosną 2015 r., a Grabarczyk z tego powodu odszedł z rządu Ewy Kopacz. Nie można więc powiedzieć, żeby służby nadmiernie się spieszyły z wyjaśnianiem sprawy.

Grabarczyk również uznał, że jest to atak polityczny na niego, bo prokuratura już prowadziła śledztwo w tej sprawie i je umorzyła. – Nie pojawiły się żadne nowe okoliczności, ale widocznie takie jest zapotrzebowanie polityczne – mówił wówczas eksminister dziennikarzom. Zapowiedział też, że nie będzie się chował za immunitetem i jest gotów się go zrzec. Jednak do ubiegłego tygodnia marszałek Sejmu nie poinformował Grabarczyka, że wniosek od prokuratury faktycznie wpłynął. – A taka jest procedura – mówi Grabarczyk w rozmowie z „Wprost”. – Rozumiem, że tego wniosku po prostu nie ma. Kolejna prominentna postać PO z problemami z prawem to Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi. Jej proces o poświadczenie nieprawdy we wniosku kredytowym partnera już toczy się przed sądem i łódzcy politycy są zdania, że pani prezydent może nie wyjść z niego obronną ręką. 8 stycznia odbędzie się rozprawa, podczas której zeznawać będzie pięciu świadków – trzech funkcjonariuszy ABW, Hanna Zdanowska i jej partner. A innych świadków nie przewidziano. – Nie wykluczam, że jeszcze w tej kadencji może dojść do powołania komisarza w Łodzi – ocenia sytuację jeden z polityków lewicy. – Zdanowska, łódzka twarz PO, może zostać szybciej usunięta ze stanowiska niż Hanna Gronkiewicz-Waltz. A jeżeli przegra proces w I instancji, to nawet KOD stwierdził, że trzeba będzie szukać nowego kandydata na prezydenta Łodzi. Nieustannie na celowniku służb jest też Paweł Adamowicz, wieloletni prezydent Gdańska. Również jemu służby – jeszcze za czasów rządów PO-PSL – wytknęły błędy w oświadczeniach majątkowych. Adamowicz miał nie wpisać do oświadczenia dwóch mieszkań oraz zaniżać kwotę posiadanych oszczędności. Proces w tej sprawie toczy się od września ubiegłego roku. Adamowicz bronił się, że błędy oświadczenia popełnił przez nieuwagę.

Czarna lista czy histeria

– Adamowicz od prawie roku nie jest już członkiem PO, a więc to już nie jest nasz problem – mówi jeden z polityków PO. – Teraz można usłyszeć, że służby mogą uderzyć w Sławomira Neumanna, Adama Szejnfelda, Andrzeja Biernata i Ireneusza Rasia. O kłopotach Andrzeja Biernata, byłego posła PO i eksministra sportu, zaczęło być głośno w lipcu 2015 r. Wówczas CBA ujawniło, że wykryło poważne nieprawidłowości w jego oświadczeniach majątkowych z lat 2011-2014. Ale początek kłopotów datuje się na 2014 r., kiedy to rozpoczęło się badanie jego sprawozdań, a – jak wynika z nieoficjalnych informacji – Biernat nie był w stanie udokumentować pieniędzy na zakup kosztownego samochodu. Sprawę szczegółowo opisał „Newsweek”, ujawniając, że ministrem interesowała się też Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Biernat w czerwcu 2015 r. odszedł z rządu, prawdopodobnie z powodu afery taśmowej, a po upublicznieniu informacji o jego oświadczeniach majątkowych zrezygnował z kandydowania do Sejmu, choć miał być jedynką na sieradzkiej liście PO. W 2016 r. CBA już pod nowym kierownictwem przeszukało dom Biernata. Kłopoty Sławomira Neumanna, obecnego szefa klubu PO, sięgają 2013 r., kiedy był wiceministrem zdrowia i naciskał na podpisanie umowy opiewającej na 12 mln zł z jedną z klinik realizujących operacje zaćmy. O tej sprawie z kolei pisał „Wprost” w 2014 r. Neumann za ten tekst pozwał dziennikarzy do sądu, ale przegrał prawomocnie. Sprawą interesowała się prokuratura jeszcze za rządów PO, jednak ją umorzyła. W listopadzie 2017 r. prokuratura, już pod rządami ministra Zbigniewa Ziobry, raz jeszcze postanowiła prześledzić historię podejrzanego kontraktu. Przesłuchano m.in. Bartosza Arłukowicza, byłego ministra zdrowia, i Agnieszkę Pachciarz, byłą szefową Narodowego Funduszu Zdrowia. Na razie postępowanie jest w sprawie, a nie przeciwko osobie, Neumann zaś utrzymuje, że tak samo zapalczywie walczył o wszystkie kontrakty. – Neumann boi się, że się do niego dobiorą – mówi polityk związany z PO. Jakie problemy może mieć Ireneusz Raś, krakowski poseł PO? W lipcu 2016 r. Piotr Nisztor na prawicowym portalu Niezależna.pl napisał, że podczas tworzenia przepisów Ustawy o sporcie mogło dojść do korupcji. I w tym kontekście wymienił właśnie reneusza Rasia, polityka PO, obecnego przewodniczącego sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki. Ireneusz Raś nie miał czasu, żeby z nami porozmawiać. W kuluarach Sejmu można też usłyszeć, że szykuje się atak na Rafała Trzaskowskiego, kandydata PO do walki o urząd prezydenta Warszawy. – PiS chce doprowadzić Trzaskowskiego do II tury i odpalić kwity, jakie na niego mają, jakieś obyczajowe albo dotyczące zakupu mieszkań – mówi jeden z polityków opozycji. – A na koniec serialu będzie strzelenie w Grzegorza Schetynę. Ile w tych kuluarowych plotkach jest prawdy, a ile histerii, trudno przesądzić.

Trzaskowski w rozmowie z „Wprost” prezentuje olimpijski spokój. – Mam dwa mieszkania, jedno w spadku po ojcu, drugie kupione w kredycie. Oba wymienione w oświadczeniach majątkowych. Nie ma przy nich żadnych nieprawidłowości – mówi. I dodaje, że słyszał już o rzekomych szykowanych rewelacjach na jego temat, szczególnie tych dotyczących życia prywatnego. – Niestety było też nawet już kilka prowokacji – nieznani ludzie podszywają się pod dziennikarzy lub moich przyjaciół i próbują namówić do kompromitujących lub niezgodnych z prawem zachowań. Tak niestety dziś wygląda polityka. Trzeba reagować ze spokojem – stwierdza Trzaskowski.

Ucieczka spod szyldu

Dla nikogo nie jest tajemnicą, że PiS chce odbić samorządy z rąk PO i PSL. A że weszliśmy w rok wyborów lokalnych, to być może stąd się biorą spekulacje dotyczące licznych akcji przeciwko politykom Platformy, która już traci popularność w Polsce. W kuluarowych rozmowach politycy tej partii martwią się, że ich działacze startujący w wyborach do rad miast będą uciekać spod szyldu PO. – Założą lokalne komitety, a po wyborach ewentualnie zawiążą koalicję z Platformą – mówi jeden z polityków tej partii. Prognozuje też, że partia jesienią straci władzę w części sejmików samorządowych – w minimum pięciu, ale może być i gorzej. Dla Platformy jest to nie tylko problem utraty części wpływów. Przegrana w wyborach samorządowych może się odbić negatywnie na wyniku wyborów europejskich i parlamentarnych w 2019 r. Wyjaśnienie, że wszystko to stało się z powodu ataków politycznych PiS, nie pocieszy tych, którzy stracą mandaty i stanowiska. Ale, co ciekawe, w PiS pierwsze akcje CBA – przeciwko senatorowi Kogutowi i posłowi Gawłowskiemu – zostały przyjęte bez szczególnych zachwytów. – Dwa lata minęły i do finału zmierzają jedynie sprawy, które zostały rozpoczęte za rządów PO – mówi nasz rozmówca ze Zjednoczonej Prawicy. – Ciekawe, kiedy światło dzienne ujrzą sprawy od początku do końca rozpracowane za rządów PiS, bo na razie nic o tym nie słychać. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 2/2018
Więcej możesz przeczytać w 2/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

Czytaj także