Tajemnice operacji „Rekonstrukcja”

Tajemnice operacji „Rekonstrukcja”

Nowy rząd Mateusza Morawieckiego
Nowy rząd Mateusza Morawieckiego
Zmiany w rządzie niespodziewanie wzmocniły wpływy wicepremiera Jarosława Gowina, osłabiły natomiast skrzydło o. Tadeusza Rydzyka. Nadal karty rozdaje twarde jądro PiS.

Rząd Mateusza Morawieckiego po rekonstrukcji przypomina czarny sen radykalnej prawicy – przesuwa się ku centrum, pozostawia za sobą konflikty dwóch pierwszych lat rządów Zjednoczonej Prawicy, odcina kontrowersyjnych ministrów i przymila się do Europy. Jednym słowem staje się nowym PJN – czyli formacją uważaną w twardym elektoracie PiS za zdrajców. Ale dziś nikt tego nie powie, bo najwyraźniej mądrość etapu wymaga, by nowy gabinet taki właśnie był. Co więcej, operacja „Rekonstrukcja” została zrealizowana na tyle zręcznie, że większość działaczy i sympatyków obozu rządzącego jest zadowolona.

Przegrani na własne życzenie

Dymisja szefa MON była największym zaskoczeniem tej rekonstrukcji, i to nie tylko dla obserwatorów sceny politycznej, ale i dla samego zainteresowanego. W PiS można usłyszeć, że Antoni Macierewicz do końca nie wiedział, że zostanie odwołany, a gdy się dowiedział, nie przyjął tego dobrze. Dlaczego do końca trzymano te plany przed nim w tajemnicy? Bo istniała obawa, czy nie wywoła to buntu, tym bardziej że wcześniej została odwołana ogromnie popularna premier Beata Szydło, co już wywołało ferment w elektoracie prawicy. Obawy okazały się jednak na wyrost. – Antoni Macierewicz ma mocne poparcie w części elektoratu PiS, ale nie ma szabel w klubie. To oznacza, że trzeba się z nim liczyć, bo ma swoją wagę w czasie wyborów. Jednak gremia kierownicze za nim nie przepadają, a w klubie nie ma ludzi gotowych za niego umierać, tak jak to było w przypadku Szydło – opowiada poseł PiS. I rzeczywiście dało się zauważyć, że gdy Krystyna Pawłowicz opublikowała swój słynny wpis o tym, iż lewacy i służby doprowadziły do dymisji Macierewicza, odzewu z kręgów PiS nie było. Czym naraził się Macierewicz kierownictwu partii? Po pierwsze tym, że „holuje” za sobą kontrowersyjne postacie, takie jak były rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz, znany m.in. z ekscesów na dyskotece, Piotr Bączek, dotychczasowy szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego (był członkiem komisji weryfikacyjnej ds. WSI), czy Piotr Wojciechowski, były prezes Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. – To są osoby mające talent do generowania problemów – mówi polityk partii rządzącej. – Co gorsza, sam Antoni jest kłopotliwy we współpracy, bo nie dostrzega możliwości realizacji jakiegoś projektu bez wywołania zadymy. Tymczasem do wyborów parlamentarnych mamy zaledwie 22 miesiące. Zdaniem naszego rozmówcy to, plus nacisk prezydenta, który w końcowej fazie negocjacji miał powiedzieć, że nie zatwierdzi ani jednego awansu generalskiego dopóki Macierewicz będzie stał na czele MON, doprowadziło do tej głośnej dymisji. Inny polityk z obozu dobrej zmiany dodaje, że Macierewicz w gruncie rzeczy sam jest sobie winien, bo czarne chmury zbierały się nad jego głową od dawna. – Zaczął zawalać sprawy zakupów dla wojska, harmonogram budowy Wojsk Obrony Terytorialnej – a ten projekt jest oczkiem w głowie Jarosława Kaczyńskiego – nie jest dotrzymywany, reforma zarządzania wojskiem nie ruszyła z miejsca, nasilał się konflikt z prezydentem – wylicza nasz rozmówca. – Macierewicz zaniedbał nawet prace komisji wyjaśniającej katastrofę smoleńską. Przecież w ubiegłym roku komisja ledwie wysmażyła jakiś mało przekonujący raport przed 10 kwietnia, a więc przed siódmą rocznicą katastrofy.

Frakcja Rydzyka na minusie

Macierewicz utożsamiany był w rządzie z frakcją o. Tadeusza Rydzka, toruńskiego redemptorysty, twórcy koncernu medialnego. W środowisku Radia Maryja były szef MON jest bardzo popularny i cieszy się bezwarunkowym zaufaniem. Drugim człowiekiem z tego kręgu jest również były już minister środowiska Jan Szyszko. Jego dymisja była spowodowana dwiema sprawami – po pierwsze, generował równie wiele kłopotów wizerunkowych co Macierewicz, a na dodatek przysparzał rządowi kłopotów na arenie unijnej z powodu wycinki w Puszczy Białowieskiej. O jego możliwej dymisji pisaliśmy już jakiś czas temu, bo w PiS wszyscy powoli mieli dosyć tych problemów. Poza tym – według nieoficjalnych informacji – dymisję Szyszki „wychodziła” u prezesa Beata Szydło. Chodziło o to, żeby zrobić miejsce dla Henryka Kowalczyka, o którym było wiadomo, że musi odejść z funkcji szefa Stałego Komitetu Rady Ministrów, jako że z premierem Morawieckim niezbyt mu się w przeszłości układało. Z dymisji Szyszki i Macierewicza można by wyciągnąć wniosek, że toruński redemptorysta utracił swoje wpływy polityczne w rządzie. Ale fakt, że o. Tadeusz Rydzyk nie wypowiedział się na temat odejścia tych ministrów, a wiadomo, że jeżeli coś mu się nie podoba, to nie owija słów w bawełnę, świadczy o tym, iż musiał być co najmniej uprzedzony o planowanych zmianach w rządzie i się z nimi pogodził. Nie bez powodu Mateusz Morawiecki po otrzymaniu nominacji na premiera pojechał do Torunia i pierwszego wywiadu udzielił mediom ojca Rydzyka. Poza tym w kancelarii premiera pozostała Beata Kempa, mocno związana ze środowiskiem Radia Maryja, a więc jeden przyczółek w rządzie został zachowany.

Porozumienie górą

Dla wszystkich w PiS jest jasne, że w wyniku rekonstrukcji Porozumienie Jarosława Gowina znacznie urosło w siłę. Wicepremier, minister nauki Jarosław Gowin jeszcze niedawno był w niełasce u kierownictwa PiS za to, że w ubiegłym roku poparł prezydenckie weta do ustaw sądowych. Wielu polityków partii Jarosława Kaczyńskiego oczekiwało, że prezes go usadzi, cokolwiek miałoby to znaczyć. Gdy Ryszard Terlecki, wicemarszałek Sejmu i szef klubu PiS, ostro skrytykował projekt reformy szkolnictwa wyższego, który wyszedł z resortu Gowina, natychmiast rozszalały się spekulacje, że ta reforma nigdy nie dojdzie do skutku. Tymczasem po rekonstrukcji Gowin ma więcej wpływów w rządzie niż za czasów premier Szydło i – co podkreślają politycy PiS – niewspółmiernie dużo do rzeczywistej siły politycznej. Nie dość, że Gowin zachował tekę wicepremiera, ministra nauki, to jego współpracowniczka Jadwiga Emilewicz została ministrem przedsiębiorczości i technologii. Media co prawda spekulowały, że Emilewicz zostanie ministrem środowiska, ale na to nie zgodziło się kierownictwo PiS. – Resort środowiska ma przyczółki w całej Polsce i oddanie go mniejszej partii koalicyjnej nie wchodziło w grę – mówi polityk Zjednoczonej Prawicy. Kilka dni przed rekonstrukcją przesądzono więc, że Emilewicz będzie ministrem rozwoju, ale w tym momencie okoniem stanął Jerzy Kwieciński, bliski współpracownik Mateusza Morawieckiego, który nie zgodził się zostać wiceministrem rozwoju pod kierownictwem Emilewicz. Dlatego w ostatniej chwili podzielono resort na dwa – przedsiębiorczości i technologii dla Emilewicz, a inwestycji i rozwoju dla Kwiecińskiego.

Politycy PiS dodają, że człowiekiem Gowina jest też nowa minister finansów Teresa Czerwińska, która przed rekonstrukcją była wiceministrem nauki, tak samo jak Łukasz Szumowski, nowy szef resortu zdrowia. – Morawiecki przedstawia te dwie nominacje jako własne, ale wiadomo, że ta dwójka będzie sympatyzowała z Gowinem – mówi polityk PiS. I dodaje, że działacze partii nie do końca rozumieją to umocnienie mniejszego koalicjanta. – Na prawicowym Twitterze padają pytania, dlaczego tak się stało, co ludzie od Gowina takiego zrobili, że zostali nagrodzeni awansami, skoro on sam dotychczas nie przeprowadził reformy szkolnictwa wyższego, nad którą pracuje do dwóch lat – opowiada nasz rozmówca. – Prezes powiedział: „Zaufajcie mi” i ludzie ufają, ale zaczynają się zastanawiać, czy ich lider na pewno nad tym politycznie zapanuje, czy też może nie docenia należycie przeciwnika.

Szacunek za wierność

Drużyna Beaty Szydło z boju o rekonstrukcję wyszła obronną ręką. Była pani premier została w rządzie na stanowisku wicepremiera, Henryk Kowalczyk, były szef Stałego Komitetu Rady Ministrów, który bronił pani premier przed dymisją do ostatka, został ministrem środowiska za Jana Szyszkę. Dlaczego akurat on zajął to lukratywne stanowisko z wieloma terenowymi strukturami i strumieniem pieniędzy do rozdysponowania? – Bo to sprawny polityk, szanowany, a ludzie Beaty Szydło nie mogą być pohańbieni z powodu rekonstrukcji. Nadal obowiązuje zasada, że za wierność należy się szacunek – mówi nasz rozmówca ze Zjednoczonej Prawicy. W rządzie został też kolejny człowiek Szydło, Andrzej Adamczyk. Jego resort infrastruktury i budownictwa co prawda odchudzono o budownictwo, ale tekę ministra infrastruktury zachował, choć miesiącami spekulowano o jego rychłym odwołaniu. Awansował też Paweł Szefernaker, bliski współpracownik Szydło z kampanii wyborczej. Z kancelarii premiera przeszedł do MSWiA, gdzie ma być pierwszym zastępcą Joachima Brudzińskiego. – Krótko mówiąc, całe towarzystwo spadło na cztery łapy – konkluduje poseł PiS.

Najbardziej zadowolony z rekonstrukcji jest jednak tzw. zakon PC, czyli politycy z twardego jądra PiS, najwierniejsi z wiernych, którzy towarzyszą Jarosławowi Kaczyńskiemu od wielu lat, często od czasów jego pierwszej partii Porozumienia Centrum. To oni w chudych latach opozycji dbali, żeby partia przetrwała w dobrej kondycji, a teraz zostali nagrodzeni. Mariusz Błaszczak i Joachim Brudziński kontrolują resorty mundurowe. Na pytanie, po co było przesuwać Błaszczaka z MSWiA do MON, a na jego miejsce wstawiać Joachima Brudzińskiego, skoro można było po prostu oddać były resort Macierewicza bezpośrednio Brudzińskiemu, usłyszeliśmy, że to akurat było niemożliwe. – Brudziński nie ma doświadczenia administracyjnego, nie poradziłby sobie ze sprzątaniem bałaganu w MON, a Mariusz to urzędnik po KSAP, a więc nie dość, że z doświadczeniem, to jeszcze odpowiednio wykształcony – mówi polityk PiS. Spośród innych „zakonników”, Marek Suski już pod koniec ubiegłego roku został szefem gabinetu premiera Mateusza Morawieckiego. W rządzie pozostał Krzysztof Jurgiel, minister rolnictwa, który wybronił się przed dymisją, choć starano się wysadzić go z siodła, a także minister energii Krzysztof Tchórzewski, wbrew pogłoskom nigdy niezagrożony odwołaniem. – Zakon PC ma powody do zadowolenia, a to oznacza, że działacze terenowi też będą sobie chwalić rekonstrukcję, a to jest w nadchodzących miesiącach najważniejsze – ocenia poseł PiS. W nowym układzie sił politycznych nowe miejsce ma też prezydent. Nie dość, że doprowadził do odwołania Macierewicza, a więc w pewnym sensie pokazał swoją siłę (choć wiadomo, że decyzja należała do Jarosława Kaczyńskiego), to jeszcze dwaj politycy, z którymi od początku dobrze się dogadywał, czyli Morawiecki i Gowin, urośli w siłę. Nie bez powodu rzecznik prezydenta minister Krzysztof Łapiński, z miną kota, który zjadł słoninę, przekonywał po rekonstrukcji, że nie ma wroga na prawicy. A przecież jeszcze niedawno, gdy prezydent walczył o podmiotowość przy okazji reformy sądów, wrogów na prawicy było bez liku. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 3/2018
Więcej możesz przeczytać w 3/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0