Pospolite poruszenie lewicy

Pospolite poruszenie lewicy

Robert Biedroń
Robert Biedroń / Źródło: Newspix.pl / Artur Widak
Barbara Nowacka i Robert Biedroń prawdopodobnie staną na czele nowej lewicowej formacji. Czy wyjdzie z tego wino czy ocet?

Wygląda na to, że polska lewica po dwóch latach funkcjonowania poza parlamentem sięgnęła dna. SLD stracił dotację budżetową, partia Razem nawet przez dawnych sympatyków uważana jest za sekciarską, a reszta środowisk – jak uważają politolodzy – stanowi margines marginesu. Najgorsze zaś jest to, że lewicowe ugrupowania więcej dziś dzieli, niż łączy. Od lat ścierają się w bratobójczej walce. SLD, Socjaldemokracja Polska, Ruch Palikota walczyły ze sobą tak długo, aż w końcu wszystkie poległy. Cios ostateczny zadała starej lewicy młodzieżowa partia Razem. Co prawda sama nie weszła do Sejmu, ale nie kryła euforii, gdy nie udało się to także Zjednoczonej Lewicy. A dzieła dokończył PiS, który swoimi posunięciami socjalnymi i prorodzinnymi zagonił całe towarzystwo do światopoglądowego narożnika. Dziś lewica może walczyć o wyborcę wyłącznie aborcją, związkami partnerskimi czy hasłami neutralności światopoglądowej państwa, bo redystrybucją dochodów i wyrównywaniem szans zajęła się prawica.

między PRL a aborcją

Przyglądając się aktywności środowisk lewicowych z ostatnich dwóch lat, widać wyraźnie, gdzie szukają swoich wyborców.

SLD pochyliło się nad losem byłych funkcjonariuszy służb z czasów PRL, którym Zjednoczona Prawica obniżyła emerytury. To czytelny sygnał, że odwołuje się głównie do elektoratu, który miał się najlepiej w PRL. A że od upadku starego systemu mija właśnie 29 lat, to siłą rzeczy wyborcy SLD są pokoleniem 60 plus. Głównym celem Sojuszu jest wejście w szerszą koalicję opozycyjną i zdobycie przynajmniej kilku mandatów w przyszłym Sejmie. W samodzielny sukces Sojusz wydaje się nie wierzyć, choć sondaże pokazują, że ugrupowanie balansuje na granicy progu wyborczego, a więc jakieś szanse na sukces mimo wszystko ma.

Na przeciwległym biegunie jest partia Razem, która odwołuje się do młodych wyborców i być może dlatego skupiła się głównie na happeningach. Partia dwa lata temu zdobyła środki budżetowe na działalność i bardzo możliwe, że to zaspokaja jej ambicje, bo od tego czasu nie zwiększyła swojej popularności w społeczeństwie. Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej postanowiła zagospodarować niszę aborcyjną. Środowisk skupionych wokół tego tematu jest oczywiście więcej, ale stowarzyszenie Nowackiej bez wątpienia gra teraz pierwsze skrzypce. Im mocniej PiS przykręca światopoglądową śrubę, tym więcej jest chętnych, by wspierać Inicjatywę Polską. Nieprzypadkowo Barbara Nowacka, która wzięła na siebie rolę twarzy ustaw aborcyjnych, mocno zaistniała w świadomości opinii publicznej. To ona udowodniła, że jeżeli na naszej scenie jest jakaś lewica światopoglądowa, to na pewno nie w parlamencie. Problem jednak polega na tym, że ten temat już nie jest tak nośny jak na początku lat 90., gdy Izabela Jaruga-Nowacka, matka Barbary, walczyła o prawo kobiet do przerywaniaciąży. Co więcej temat jest moralnie dwuznaczny, bo trudno zamknąć oczy na to, że przerwanie ciąży, nawet na wczesnym etapie, oznacza przerwanie możliwości powstania człowieka. To dlatego środowiska pro-choice, czyli za wyborem (termin rozpowszechniony w latach 90. i będący przeciwwagą dla określenia pro-life, czyli za życiem) mówią o zarodkach, a nie o dzieciach poczętych i skupiają się na prawach kobiet.

barbara i nowa formacja

Nowacka zręcznie schwytała w pułapkę opozycję parlamentarną. Przygotowała taki projekt ustawy proaborcyjnej, że nawet osoby o szczerze lewicowych poglądach, popierające prawo do przerywania ciąży na życzenie kobiety, miały co do niego obiekcje. I ta mała prowokacja się powiodła, bo Platforma Obywatelska i Nowoczesna pogubiły się podczas głosowania nad odesłaniem projektu do dalszych prac w komisji. Nic dziwnego, że Nowacka postanowiła zdyskontować swój sukces, stając na czele lewicowego poruszenia. Na 28 stycznia zaprosiła różnych ludzi z lewej strony sceny politycznej, by wspólnie uradzić, co robić dalej w obliczu dominacji PiS i bezradności PO oraz Nowoczesnej. Dariusz Joński, współpracownik Nowackiej z Inicjatywy Polskiej: – Jak pokazują sondaże, Barbara Nowacka jest jedyną osobą, wśród liderów opozycji, która może zjednoczyć lewicę. A dziś jest czas na lewicową alternatywę dla prawicowych partii. Bo zarówno Platforma, jak i Nowoczesna są partiami konserwatywnymi. Nowacka ma tę zaletę, że mimo przegranych wyborów w 2015 r., których była główną liderką, umiejętnie uniknęła krytyki, choć SLD próbowało zrzucić na nią całą odpowiedzialność za klęskę wyborczą. Jej wizerunek jednak zbytnio nie ucierpiał. – Stanęła na czele protestów aborcyjnych i upatruje się w niej takiej osoby, która mogłaby stanąć na czele nowej formacji – mówi jeden z naszych rozmówców na lewicy. – Są jednak trzy warunki, które trzeba spełnić, żeby osiągnąć sukces. Według naszego rozmówcy Nowacka nie może być twarzą jednego tematu.

A więc po pierwsze, musiałaby zająć się czymś więcej niż tylko aborcją i prawami reprodukcyjnymi kobiet. Po drugie, musi zebrać spory sztab ludzi. – Doświadczenie podpowiada mi, że w nowej formacji musi być 30 proc. partyjnych wyjadaczy i 70 proc. nowych twarzy – mówi nasz rozmówca. – To są idealne proporcje, by ugrupowanie dostało premię za świeżość, a zarazem zachowywało się profesjonalnie na scenie politycznej. I faktycznie, coś w tej kalkulacji może być. Platforma miała trzech tenorów na froncie i grupę doświadczonych polityków w drugim szeregu, dzięki czemu mimo trudności istnieje do dziś, a np. Ruch Palikota, w którym przeważali nowi ludzie, nie przetrwał próby czasu. Trzeci warunek wymieniany przez naszego rozmówcę tostuprocentowe zaangażowanie w nowy projekt. – Trzeba zasuwać od rana do nocy, gryźć ziemię od spodu, żeby w tym wyścigu coś osiągnąć, tak jak to robił Andrzej Duda w 2015 r. czy Emmanuel Macron w 2016 r. I tu pojawia się wątpliwość, czy Barbara jest do tego zdolna – mówi polityk lewicy. Nie są to wątpliwości bezzasadne, bo Nowacka ma stałą pracę na prywatnej uczelni i dwójkę nieodchowanych jeszcze dzieci. Gdy wyjechała z nimi na ferie zimowe, zaraz po debacie aborcyjnej w Sejmie wylała się na nią fala krytyki właśnie z lewej strony sceny.

więcej wodzów niż indian

Problem w tym, że na lewicy jest więcej wodzów niż Indian gotowych wykonywać ich rozkazy, a to zawsze utrudnia porozumienie. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Razem zapewne nie zgodziłaby się z opinią Jońskiego na temat szczególnej pozycji Nowackiej. Tym bardziej że w przeszłości był on rzecznikiem SLD, a Razem brzydzi się Sojuszem. – To, co różni nas od innych partii, w tym od SLD, to wiarygodność, której Sojuszowi brakuje – mówi nasza rozmówczyni. – Dziś trzeba opozycji, która potrafi się upomnieć jednocześnie o sprawiedliwość społeczną i wolności osobiste, w tym prawa kobiet. Złośliwi twierdzą, że to upominanie się o sprawiedliwość społeczną i wolności osobiste sprowadza się do dwóch rzeczy – aborcji na życzenie i 75-procentowego podatku, którym partia chciałaby obłożyć dochody osób najlepiej zarabiających, tylko po to, by zubożały. Ostatnie głośne akcje partii Razem miały miejsce w 2016 r., gdy toczyła się walka o kształt Trybunału Konstytucyjnego. Przez cały 2017 r. niewiele się w tej partii działo.

Młoda lewica wydaje się dziś tak samo zgnuśniała jak ta stara. Nawet jej najwięksi fani mówią, że powoli tracą nadzieję, iż coś z niej wyrośnie. Nie przeszkadza to Dziemianowicz-Bąk odsądzać innych formacji od czci i wiary. – Brak odwagi, koniunkturalizm i brak wyrazistości politycznej to cechy starej skompromitowanej polityki – mówi. – SLD przez lataswoich rządów pokazało, że nie ma nic wspólnego z lewicową wrażliwością. Nowoczesna i Platforma to partie nie mniej konserwatywne niż PiS. Pokazały to podczas głosowania nad projektem „Ratujmy kobiety” dotyczącym złagodzenia prawa aborcyjnego. Wszystkim tym partiom brakuje też odwagi do tego, by czasem, w imię zasad, zrezygnować z łatwej korzyści politycznej. Nie rozumiem, jak mogą dopuszczać dialog ze skrajną prawicą. Dlaczego dla kilku chwil w świetle kamer zgadzają się na wspólne występy na przykład z nacjonalistami. Partia Razem od początku odmawia z nimi występów. Nie będziemy legitymizować wyznawców Hitlera. Bezkompromisowo i konfrontacyjnie.

Są wrogowie na lewicy

SLD nie zamierza chować się do mysiej dziury z powodu kwaśnej miny partii Razem. W końcu jeżeli chodzi o potencjał polityczny, to ze wszystkich środowisk na lewicy tylko ta partia plasuje się ponad progiem wyborczym. Krzysztof Gawkowski, wiceprzewodniczący SLD, obrusza się na określenie „stara lewica”. Uważa, że jest pejoratywne. Wytyka, że Adrian Zandberg, jeden z liderów Razem, wywodzi się z PPS, więc nie jest nową lewicą. – SLD jest nowoczesną lewicą. Od zawsze zajmowaliśmy się sprawami światopoglądowymi. Traktujemy poważnie projekty dotyczące aborcji czy rozdziału państwa od Kościoła – zapewnia Gawkowski. Ale – dodaje natychmiast – uważamy, że dla lewicy kwestie światopoglądowe nie powinny być bardziej istotne niż kwestie socjalne, pracownicze. – Chcemy zachować balans – mówi wiceprzewodniczący SLD. Na razie z tego balansu wyszła obrona wysokich emerytur byłych funkcjonariuszy służb rodem z PRL. Na dodatek Sojusz, który zaangażował się w zbieranie podpisów pod projektem przywracającym wysokie świadczenia, martwi się, że całą śmietankę spije Platforma, bo byli funkcjonariusze to elektorat, który zawsze obstawia silniejszego. To tyle w temacie nowoczesnej lewicy.

Aspiracje ma też Robert Biedroń, obecnie prezydent Słupska, który jednak nie wyklucza, że już niedługo powróci do krajowej polityki. Lewicowi publicyści od jakiegoś czasu przekonują, że jedynie on miałby szanse na nawiązanie realnej walki o stanowisko prezydenta Polski. Rzecz w tym, że wybory prezydenckie odbędą się w 2020 r. i w dużej mierze będą zdeterminowane wynikami wyborów parlamentarnych w 2019 r. A więc zanim on będzie mógł odegrać swoją życiową rolę, najpierw lewica musi powalczyć o wejście do Sejmu. Połączone siły Biedronia i Nowackiej stanowią spory potencjał, jednak ta dwójka, jeżeli faktycznie zechce wykrzesać na lewicy nową jakość, będzie miała twardy orzech do zgryzienia. Ale są i dobre wiadomości. Harmonogram wyborczy jest korzystny dla nowej inicjatywy. Przed wyborami parlamentarnymi są bowiem eurowybory, które łatwo jest zorganizować. Wystarczy mieć 5-7 mocnych nazwisk i można powalczyć o dobry wynik. A gdy się go osiągnie, to przed wyborami parlamentarnymi przypłyną do takiej partii nowi ludzie i nowi wyborcy. Jeżeli dwa lata temu Nowoczesna bez żadnego programu zdobyła 7 proc. głosów, a Ruch Kukiza z postulatem jednomandatowych okręgów wyborczych – 10 proc., to nowa lewica też może wejść do Sejmu. Pod warunkiem że po raz kolejny nie wda się w walkę z innymi partiami lewicowymi. – Pewne jest, że pojawiła się przestrzeń dla nowej formacji – uważa polityk lewicy. – A że polityka nie znosi próżni, to jeżeli nie zagospodaruje jej Barbara, znajdzie się ktoś inny i wykorzysta szansę. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 5/2018
Więcej możesz przeczytać w 5/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0