Jak pęka PiS

Jak pęka PiS

Jarosław Kaczyński
Jarosław Kaczyński / Źródło: Newspix.pl / DAMAIN BURZYKOWSKI
Sprawa senatora Koguta pokazuje, że w obozie Zjednoczonej Prawicy królują nieufność, wzajemna niechęć i lęk o własną pozycję.

Nie ulega wątpliwości, że w senackim klubie PiS podczas głosowania nad zgodą na zatrzymanie senatora Stanisława Koguta, którego prokuratura podejrzewa o korupcję, doszło do rokoszu. Bunt miał swojego przywódcę i zwolenników. Przeciągali oni innych na swoją stronę, a właściwie na stronę Koguta. Kierownictwo PiS, które domagało się zgody Senatu na uchylenie Kogutowi immunitetu, patrzyło bezradnie, jak kolejni deputowani wymykają im się z rąk. Nie pomogły osobista interwencja prezesa Jarosława Kaczyńskiego ani zarządzone przez marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego tajne czytanie akt sprawy i utajnienie obrad. Połowa senatorów PiS nie podporządkowała się woli partii i Kogut został obroniony przed możliwością zatrzymania, a właściwie przed zatrzymaniem, jak uważali jego koledzy klubowi. W obozie rządzącym krążą trzy interpretacje wydarzeń w Senacie. Każda dotyka innego problemu trapiącego obóz rządzący.

Narracja pierwsza: walka o wpływy

Dla nikogo w PiS nie jest tajemnicą, że senator Kogut miał kłopoty w swoim okręgu. Zaczął awansować, gdy trzęsący Małopolską Zbigniew Ziobro odszedł z PiS i założył własną partię. Ale gdy ziobryści weszli do obozu Zjednoczonej Prawicy, wpływy Koguta w terenie zaczęły maleć, na co zresztą senator publicznie się skarżył. Na dodatek na łono PiS powrócił eksziobrysta Arkadiusz Mularczyk, który – jak można usłyszeć w partii Jarosława Kaczyńskiego – rywalizuje z Kogutem o miejsce na liście do europarlamentu w przyszłorocznych wyborach. Senator Kogut jest bardzo popularny w Małopolsce z powodu działalności charytatywnej. Jego fundacja pomogła tysiącom osób niepełnosprawnych. A więc można przypuszczać, że mając takie zaplecze społeczne, nie podda się bez walki. – W Małopolsce była suflowana narracja, że zarzuty korupcji pod adresem Koguta to jest akcja jego przeciwników wykonana rękami prokuratury i dlatego trzeba go obronić – opowiada jeden z polityków PiS. Senator PiS Jan Żaryn przyznaje, że słyszał tę teorię. – Ale tylko z ust politykówopozycji – zaznacza. – Uważam, że obraża ona nie tylko ministra sprawiedliwości Ziobrę, lecz także w ogóle inteligencję Polaków. Nie o to w tej sprawie chodziło. A chodziło o to, że w grudniu ub.r. CBA zatrzymało pięć osób podejrzewanych o korupcję, wśród nich syna senatora Koguta, Grzegorza. Prokuratura chce postawić im zarzuty, m.in. przyjęcia korzyści majątkowej na rzecz wspomnianej fundacji w zamian za obietnicę pomocy w różnych sprawach. Senator Żaryn zastrzega, że osobiście głosował za uchyleniem Kogutowi immunitetu, bo uważa, że o jego ewentualnym zatrzymaniu powinien zdecydować sąd, ale rozumie tych, którzy zagłosowali inaczej. – Były uzasadnione wątpliwości, czy powinniśmy wyrazić zgodę na ewentualne aresztowanie senatora – mówi. – Każdy z nas w ramach mandatu lobbuje za rozmaitymi sprawami. Być może w przypadku Koguta nie chodziło o korupcję, tylko właśnie o wypełnianie mandatu – uważa prof. Żaryn. I dodaje, że materiał dowodowy przedstawiony senatorom budził wątpliwości. – Mieliśmy np. opinię profesor prawa, wybitnej karnistki Alicji Grześkowiak, która wskazała, że nie wiadomo, czy senator Kogut odniósł osobistą korzyść – wylicza senator PiS. – Poza tym senator Kogut nie blokował postępowania, zrzekł się immunitetu, przychodził do prokuratury, chcąc składać zeznania.

Narracja druga: bunt terenu

– Od kiedy to Senat zajmuje się roztrząsaniem kazusów prawnych?! – szydzi poirytowany polityk PiS. – Senatorowie mieli głosować za uchyleniem immunitetu Kogutowi i tego nie zrobili mimo osobistej interwencji Jarosława Kaczyńskiego. Nasz rozmówca ma własną teorię, dlaczego tak się stało. Uważa, że w partii buzują negatywne emocje związane z niedawnymi zmianami w rządzie. – To było wotum nieufności wobec obecnej polityki partii i nowego rządu – mówi. I wylicza powody niezadowolenia szeregowych działaczy: chodzi o to, że rząd najpierw uzyskał wotum zaufania, a potem został gruntownie przeorany, a działacze nie mogli nawet zademonstrować niezadowolenia z niektórych decyzji kadrowych. Chodziło zwłaszcza o dymisje Antoniego Macierewicza i Jana Szyszki, które zostały źle odebrane przez część prawicy. A także o to, że nagle zmieniła się narracja rządu dotycząca uchodźców. Że partia Jarosława Gowina ma dużo więcej władzy, niż miała. Że posłowie nie mają w ministerstwach z kim gadać o problemach w ich okręgach wyborczych, bo starych PiS-owców zastąpili ludzie z korporacji ściągnięci przez premiera Mateusza Morawieckiego. Że dyskutuje się nad takimi pomysłami, jak opłata rzędu 30 zł za wjazd do centrów miast, a minister Jadwiga Emilewicz publicznie się kompromituje, opowiadając, iż to niewielka suma. – Partia czuję się pomijana. Ludzie czekali na wyjaśnienia, a jedyne, co dotąd dostali od prezesa, to prośba o zaufanie. Dlatego postanowili zasygnalizować, iż brak dialogu może się skończyć źle – przekonuje nasz rozmówca.

Narracja trzecia: słabość prezesa

Zaufanie to jedna sprawa, a druga to posłuszeństwo. W partii czasami trzeba je wymusić, a nie jest to wcale łatwe. Sprawa senatora Koguta to nie pierwszy przypadek, gdy część parlamentarzystów PiS nie podporządkowała się woli kierownictwa. Po raz pierwszy stało się to przed rokiem, gdy duża część klubu nie posłuchała zalecenia Jarosława Kaczyńskiego, by przesłać do dalszych prac w komisjach dwa przeciwstawne projekty ustaw: zaostrzający i liberalizującegy prawo do przerywania ciąży. Ci, którzy posłuchali, byli potem atakowani przez swoich wyborców, że są przeciwko życiu. Ich złość była tym większa, że ci, którzy się nie posłuchali, uniknęli jakichkolwiek konsekwencji. Kolejną sprawą jest projekt ustawy o ochronie zwierząt zmierzający do zakazu hodowania zwierząt na futra. Wyraźnie widać, że część Zjednoczonej Prawicy kontestuje ten pomysł. A Jarosław Kaczyński osobiście się w niego zaangażował. Nagrał nawet spot, w którym przekonywał, że zakaz hodowli zwierząt futerkowych przybliży nas do Europy.

Tymczasem w Radiu Maryja i na portalu wPolityce.pl pojawiają się informacje, że PiS zmierza do likwidacji ogromnego sektora rolnictwa. To drugie medium zamieściło artykuł Marzeny Nykiel, którego konkluzja brzmiała, że skoro PiS chce bronić życia zwierząt, to – będąc konsekwentnym – powinien całkowicie zakazać przerywania ciąży, bo przecież życie ludzkie jest cenniejsze. – Już widać, że ustawa o ochronie zwierząt, jeżeli miałaby się opierać tylko na głosach PiS, nie zostanie uchwalona – mówi poseł tej partii. Według naszego rozmówcy przypadki niesubordynacji parlamentarzystów są elementem planu zmierzającego do osłabienia prezesa PiS wewnątrz partii. – Można zauważyć, że duża grupa polityków Zjednoczonej Prawicy sprzeciwia się koncepcjom Jarosława – mówi poseł PiS. – A ponieważ dotychczas za niesubordynację nie spotyka ich żadna kara, to już wiedzą, że można grać inaczej, niż życzy sobie tego prezes. Wiedzą, że Kaczyńskiego nie da się obalić, ale ponieważ cofa się przed siłą, to można go stopniowo okrawać z władzy. Kim są oni? To – według naszego rozmówcy – endecy, Porozumienie Jarosława Gowina, Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry i przypadkowi parlamentarzyści, którzy dostali miejsca na listach, bo mieli przyciągnąć elektorat centrowy. A więc wszyscy spoza twardego jądra PiS. Wszystkie trzy przedstawione narracje – walka o wpływy w terenie, brak dialogu wewnętrznego, lęk przed osłabieniem przywództwa Jarosława Kaczyńskiego – składają się na obraz Zjednoczonej Prawicy po dwóch latach sprawowania władzy. Wygląda na to, że jest to obóz, w którym królują nieufność, wzajemna niechęć i lęk o własną pozycję. Na razie władza i wysokie notowania są mocnym spoiwem tego obozu, ale pierwsze objawy destrukcji już się pojawiają. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 5/2018
Więcej możesz przeczytać w 5/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także