Kuchenne rewolucje w szkole

Kuchenne rewolucje w szkole

Posiłki przygotowywane dla polskich żołnierzy
Posiłki przygotowywane dla polskich żołnierzy / Źródło: Facebook / Żarcie w wojsku
Dietetyczne posiłki przygotowywane na miejscu i 40-minutowa przerwa obiadowa – taką szkołę widzi minister Anna Zalewska.

Na ministerialnych korytarzach mówi się, że powrót szkolnych stołówek miałby być poprzedzony dużą kampanią promocyjną. Lubiany kucharz celebryta miałby zrobić tour po szkołach, by zachęcić dzieciaki do zdrowej kuchni, a przy okazji pokazać szkolnym kucharzom, jak przygotowywać proste i atrakcyjne dietetyczne posiłki. Pomysł nie jest nowy. Kilkanaście lat temu znany zapewne wszystkim miłośnikom jedzenia Jamie Oliver wypowiedział wojnę niezdrowym nawykom żywieniowym młodych Brytyjczyków. Program „Jamie w szkolnej stołówce” okazał się na Wyspach hitem, który w efekcie przyczynił się do zmiany polityki żywieniowej tamtejszej oświaty. Brytyjski rząd po kampanii społecznej, która rozpoczęła się dzięki programowi Olivera, wyasygnował 280 mln funtów na zmiany w szkolnym żywieniu uczniów. W trakcie realizacji programu brytyjski kucharz celebryta odkrywał, że dzieci nie znają nazw warzyw lub że niewielka londyńska szkoła tygodniowo konsumuje ćwierć tony frytek. Rząd brytyjski zaalarmowały wówczas statystyki wykazujące wzrost nadwagi u dzieci, która prowadzi do zwiększenia – w postępie geometrycznym – wydatków państwa na leczenie związanych z nią chorób. Z tym samym mierzymy się dziś w Polsce. Badania pokazują, że problem z nadwagą lub otyłością ma już blisko co czwarty uczeń (22,5 proc. – Instytut Żywienia i Żywności, 2015 r.). W połowie lat 90. ubiegłego wieku dotyczył on ok. 9 proc. uczącej się populacji. 10 lat temu – ok. 16 proc. Próbę zmian szkolnych nawyków żywieniowych w 2014 r. podjęły wspólnie resorty zdrowia i edukacji.

Okładka tygodnika WPROST: 5/2018
Artykuł jest zamknięty
Więcej możesz przeczytać w 5/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także