Rodzinna lustracja premiera

Rodzinna lustracja premiera

Mateusz Morawiecki
Mateusz Morawiecki / Źródło: Newspix.pl / FOT GRZEGORZ KRZYZEWSKI
Żydowskie ciotki, niemieccy przodkowie i kuzynka – szefowa YouTube’a. Do tego pokrewieństwo z Jarosławem Kaczyńskim. „Wprost” przygląda się korzeniom premiera Morawieckiego.

Dr Marek Jerzy Minakowski

Wrocław, gdzie 23 lata po wojnie przyszedł na świat Mateusz Morawiecki, był w istocie obozem dla uchodźców. Jego rdzennych mieszkańców wypędzono do Niemiec, by zrobić miejsce tym, którzy musieli opuścić swe domy gdzie indziej. Rodzice premiera przyszli na świat daleko – Kornel Morawiecki urodził się w Warszawie, która – ponad trzy lata przed powstaniem – była już wprawdzie naruszona przez niemieckie bombardowania i ostrzał z września 1939 r., ale wciąż nadawała się do zamieszkania. Matka Jadwiga Różyczkówna przyszła na świat w dalekim Stanisławowie, czyli dzisiejszym Iwano-Frankowsku na Ukrainie.

Matka Kornela, czyli babka premiera Mateusza Morawieckiego, Jadwiga z Szumańskich Morawiecka, była rdzenną warszawianką. O tyle przynajmniej, że wszyscy jej dziadkowie pobrali się w Warszawie w latach 70. XIX w. Zanim dojdziemy do dziadków, stańmy przy rodzicach. Oto w warszawskiej katedrze 10 kwietnia 1901 r. (w środę, bo wtedy nie było zwyczaju brać ślubu w niedzielę) pobrali się: piekarz Władysław Szumański, lat 24, urodzony i zamieszkały w Tarczynie, z Józefą Zofią Kałużną, lat 20, urodzoną i zamieszkałą w Warszawie przy ul. Nowomiejskiej 20. To tuż przy warszawskim Barbakanie. Wspomniałem, że wszyscy dziadkowie Jadwigi Morawieckiej żenili się w Warszawie – skąd zatem ten Tarczyn? To bardzo ważny aspekt tej historii. Jak bowiem zauważyliśmy, Władysław Szumański był piekarzem, czyli przedsiębiorcą albo rzemieślnikiem. Była to grupa już wtedy bardzo ruchliwa. W przeciwieństwie do chłopów, stanowiących przytłaczającą liczebnie część społeczeństwa, nieliczni stosunkowo mieszczanie zmieniali często miejsce zamieszkania, bo w sytuacji gdy drogi były fatalne, a koleje dopiero się rozwijały, trzeba było lokować firmę tam, gdzie się znalazło klientów, a gdzie nie było prężnej konkurencji. Władysław, urodzony w 1877 r., był synem Karola Szumańskiego, również piekarza urodzonego w miasteczku Zagórów koło Słupcy (w Wielkopolsce, między Wrześnią a Koninem), którego ojciec Ignacy był z kolei tamtejszym stolarzem. W momencie ślubu (1873 r., Warszawa, parafia na Nowym Mieście) Karol Szumański, piekarz z Zagórowa, mieszkał już w Warszawie, przy ul. Nowolipie.

Niemieckie korzenie

Ciekawa jest rodzina piekarzowej, Anny Ołgi z Leykamów. W dniu ślubu (1873 r.) mieszkała z rodziną przy ul. Rybaki (nad Wisłą, u podnóża Nowego Miasta). Urodziła się jednak 25 października 1851 r. przy ul. Kapitulnej, a trzy lata później rodzina mieszkała przy Krakowskim Przedmieściu. Leykamowie to jedna z mnóstwa rodzin rzemieślników niemieckich, jacy w pierwszej połowie XIX w. trafili do Warszawy. Byli oni elementem tego samego zjawiska, o którym mówiliśmy wyżej: wobec trudności transportowych łatwiej było wyeksportować całą firmę niż same towary. Dziś niemiecka firma może wyprodukować u siebie, w Niemczech, różne produkty i sprzedawać je w polskich sklepach. Wtedy – niemiecki producent, szukając nowych rynków zbytu, musiał sam przenieść się do Polski. I bardzo wielu tak robiło. Walenty Leykam, a raczej Jan Walenty Chrystian Leykam (bo pod takimi imionami bierze ślub), prapradziadek Kornela Morawieckiego, urodził się około 1815 r. „w mieście Zella w Saksonii” (zapewne obecne Zella-Mehlis w Turyngii, które wtedy znajdowało się w księstwie Sachsen-Gotha-Altenburg). W 1844 r., gdy spotykamy go po raz pierwszy, ma lat 29 i jest „czeladnikiem puszkarskim”. Kiedy przyjechał do Warszawy, ustalić się nie dało. Z pewnością nie było w tym czasie innych Leykamów (Lejkamów) w Warszawie. Był wyznania ewangelicko-augsburskiego. Ożenił się z Niemką, ale katoliczką: Johanną, córką Fryderyka Beniamina Scholza i Teresy z Tilmanów, urodzoną we Wschowie, znanej wtedy pod nazwą Fraustadt. Wszystkie te osoby, jak i świadkowie ich ślubu podpisują się w sposób wskazujący, że na co dzień posługują się w mowie i piśmie językiem niemieckim. W każdym razie ok. 1855 r. nasz „czeladnik puszkarski” staje się już „puszkarzem”. Czym się zajmował puszkarz? Osobom oczytanym w Henryku Sienkiewiczu będzie się zdawało, że chodzi o producenta armat, zgodnie ze staropolskim znaczeniem tego słowa, tu jednak wątpliwość rozwiewa Skorowidz mieszkańców m. Warszawy z roku 1854, gdzie nasz Walenty nazwany jest „handlarzem wiktuałów”. A więc musi tu chodzić o konserwy spożywcze. Zważywszy, że pierwsze „puszki” opatentowano w roku 1810, można pół żartem przyjąć, że był to wtedy prawdziwy „biznes nowych technologii”, nie należy się dziwić w takim razie, że przywieźli go do Warszawy przybysze z Zachodu. Dodajmy jeszcze przy okazji Leykamów, że brat Anny Ołgi Gustaw (określany jako piekarz) wydał kolejno dwie córki za prof. Jana P. Lewińskiego (1876-1939), wybitnego geologa i paleontologa, profesora UW. Syn jednej z nich, Maurycy Jan, przyjął nazwisko matki i jest to Marek Leykam (1908-1983) – wybitny warszawski architekt.

Kuzyn prezes youtube’a

Cofnijmy się teraz do Michała Morawieckiego (1914-1977), męża Jadwigi z Szumańskich, ojca Kornela i dziadka premiera Mateusza. Zmarł on w Warszawie, ale urodził się we wsi Nawarzyce na Kielecczyźnie. W owych Nawarzycach urodził się też (w 1852 r.) jego ojciec Ignacy. Kim byli po mieczu Morawieccy? W 1852 r. Józef Morawiecki, mąż Barbary Porębskiej, a ojciec Ignacego, określony jest jako „kolonista”. Mamy tu więc kogoś, kto uprawia rolę, ale nie jest „chłopem pańszczyźnianym”. Czy mogła to być uboga szlachta, która wykupiła kawałek ziemi, by tam osiąść? Raczej jednak nie, bo ojciec znowu tego Ignacego, także Ignacy Morawiecki, nazywany jest w aktach „zagrodnikiem” lub „półrolnikiem”. W każdym razie wiemy, że Nawarzyce należały do opactwa cystersów w Jędrzejowie, skasowanego w 1819 r. Wtedy być może osiedlili się tam Morawieccy, bo w dokumentach starszych niż 1832 r. ich nie znajdujemy. W Nawarzycach mieszkała też skoligacona z Morawieckimi rodzina Konstancji Lechowicz, która właśnie w tej miejscowości wyszła w 1839 r. za Antoniego Kanię, którego siostra Katarzyna była już od 1824 r. żoną kowala Wojciecha Wójcickiego. Ich prawnukiem był Franciszek Wójcicki, sekretarz Stanisława Mikołajczyka, poseł na Sejm Ustawodawczy z PSL, a później więzień polityczny, który z kolei jest dziadkiem Susan Wojcicki, prezesa YouTube’a, oraz jej siostry, byłej żony Sergeya Brina, współtwórcy Google’a. Między miejscem urodzenia dziadków Mateusza Morawieckiego i Susan Wojcicki jest tylko 2,5 km!

Żydowskie ciotki

Pozostaje nam jeszcze do opisania rodzina matki premiera Jadwigi z Różyczków. Niedawno (jeszcze przed wybuchem afery związanej z nowelizacją ustawy o IPN) premier opowiadał publicznie o dwóch ciotkach Żydówkach, Romie i Irenie. Narobiło to trochę zamieszania, które sprostował Kornel Morawiecki, tłumacząc, że chodziło tu o przyjaciółki jego żony i jej brata. Czy jest coś dziwnego w tym, że urodzona w 1930 r. w Stanisławowie Jadwiga Morawiecka miała żydowskie przyjaciółki? W żadnym razie. Należałoby się raczej zdziwić, gdyby ich nie miała. Jak podaje „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego”, według spisu ludności z 1880 r. w Stanisławowie na 18 626 mieszkańców przypadało: 10 023 osoby wyznania mojżeszowego (Żydów, choć częściowo deklarujących się jako Polacy), 2793 osoby wyznania grekokatolickiego (czyli jakbyśmy powiedzieli dziś: Ukraińców, choć znaczna część z nich deklarowała się jako Polacy) i 5584 katolików łacińskich. Na ulicy Stanisławowa dwukrotnie łatwiej było więc spotkać Żyda niż Polaka – rzymskiego katolika. Czy później się to zmieniło? Według spisu z grudnia 1931 r., gdy Jadwiga Morawiecka miała półtora roku, w Stanisławowie mieszkało trzykrotnie więcej mieszkańców (59,96 tys.), w tym 22,3 tys. katolików łacińskich, 11,1 tys. katolików greckich i 24,8 tys. osób wyznania mojżeszowego, przy czym dla 22,94 tys. osób deklarowanym językiem ojczystym był żydowski z hebrajskim. Żydzi nie mieli już takiej przewagi jak za czasów austriackich, ale jednak pozostawali największą grupą wyznaniowo-narodowościową. Podaję te liczby z kilku powodów – po pierwsze, pokazują środowisko, w którym pierwsze kilkanaście lat życia (przynajmniej do czasów zajęcia Stanisławowa przez Niemców w 1941 r.) wzrastała matka premiera Morawieckiego, a po wtóre, rzucają światło na bardzo żywą ostatnio kwestię: jak pomagać się ukryć tym, których jest więcej od nas?

Kuzyn kaczyńskiego

Na końcu warto zauważyć, że jedna z sióstr premiera Mateusza, Marta Morawiecka, wyszła za Marka Rudnickiego, którego praprapradziadkiem był Szymon Olszowski, dziedzic Niewiadowa koło Rawy Mazowieckiej, a więc praprapradziadek Jarosława Kaczyńskiego. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 7/2018
Więcej możesz przeczytać w 7/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0