Kryzys paktu odrzuconych

Kryzys paktu odrzuconych

Ameryka jest „rozczarowana”. Sekretarz stanu Rex Tillerson użył tutaj słówka „disappointed” dla oddania wyraźnej zmiany nastawienia USA wobec Polski. Źródłem rozczarowania Amerykanów nie są ich własne interesy, ale raczej to, że nasila się konflikt polsko-żydowski. Dla ekipy Trumpa oznacza to zamieszanie pomiędzy krajami, które obecny lokator Białego Domu skłonny był już uważać za punkty stałe na mapie amerykańskich wpływów i sojuszy. Sojuszy, dla których Ameryka ostatnimi czasy była gotowa ponosić nawet całkiem niebłahą polityczną cenę. W przypadku Izraela oznaczało to nie tylko wyłamanie się USA ze światowego frontu krytyk polityki prawicowego rządu Binjamina Netanjahu wobec dążeń Palestyńczyków, lecz także gest bardzo dalekiej lojalności, jakim stało się uznanie – wbrew całemu światu – zajętej siłą przez Żydów Jerozolimy za legalną stolicę ich państwa. W przypadku Polski cena sojuszu była dla Waszyngtonu (jak dotąd) o wiele niższa.

Ale jednak Trump manifestacyjnie przybył latem ub. roku do Warszawy, wybierając skonfliktowaną z Europą stolicę Polski na miejsce swej wielkiej mowy ideologicznej na temat amerykańskiej wizji przyszłości wolnego świata. A Waszyngton konsekwentnie nie przyłączał się do europejskiego frontu sceptycyzmu i pouczeń wobec polskich władz, spowodowanych ich polityką wewnętrzną. Widać wyraźnie, że po stronie PiS politycy dwoją się i troją, aby zapobiec dalszym nieprzychylnym Polsce gestom amerykańskim. Zwłaszcza prezydencki minister Krzysztof Szczerski stara się jakoś udobruchać Amerykanów. Rzecz jednak w tym, że okoliczności nie sprzyjają jego wysiłkom, gdyż (jak sam przyznaje): „Nikt nie chce nam wierzyć, że walczymy o prawdę, tak po prostu”. Biały Dom chciałby, aby Warszawa zrobiła mały krok w tył wobec Żydów, wycofując się z kontrowersyjnego przepisu prawa karnego uchwalonego przez polski parlament. I wydaje się nie rozumieć tego, dlaczego w obliczu tylu kłopotów, jakie ściągnął on na polskie władze, nie chcą one tego zrobić. Co więcej, Amerykanie cały czas podkreślają, że są gotowi na kooperację we wszystkim, co ma prowadzić do osiągnięciadeklarowanego w Polsce celu tej operacji, czyli wyeliminowania z języka międzynarodowej debaty terminu „polskie obozy zagłady”. Tillerson wygląda więc na nieco zdezorientowanego co do intencji polskich władz. I to tym bardziej, że ze strony rozzłoszczonych środowisk żydowskich słyszy podpowiedzi, iż Polakom chodzi zapewne o niecne intencje. Ta cała komedia pomyłek jest jednak kosztowna dla polskiej polityki. W sytuacji gdy polityka PiS nie od dziś wywoływała różne spory międzynarodowe, jedno przez długi czas wydawało się pewne jak skała.

To mianowicie, że Jarosław Kaczyński – polityk sceptyczny wobec Rosji, obciążony uprzedzeniami wobec Niemców i obawiający się nadmiernych ciągot brukselskich technokratów do panowania nad Europą – będzie jednak absolutnie nieugięty w kwestii ścisłej polskiej więzi z Waszyngtonem i koniecznego do tego celu pokoju z Żydami. Takiemu myśleniu zdawało się sprzyjać pewne podobieństwo pomiędzy obecnymi ekipami rządowymi w Jerozolimie, Waszyngtonie i Warszawie. Rząd Binjamina Netanjahu zwykł nie przejmować się za bardzo tym, co na jego temat mają do powiedzenia „europejskie salony” albo zachodnie media, i robić swoje, nawet wtedy gdy spotykał się z potępieniami, wrogimi rezolucjami i zapowiedziami sankcji. Z kolei Donald Trump stał się (tylko po części z własnej winy) obiektem bezprzykładnej globalnej kampanii wrogości, w której niektóre „głównonurtowe” zachodnie media były nawet skłonne bronić północnokoreańskiego tyrana-potwora, byle tylko móc jakoś uderzyć w prezydenta USA. Jest jasne, że owo poczucie „wspólnoty odrzucenia” w jakiejś mierze tworzyło lepiszcze wiążące obecny Biały Dom tak z Polską, jak z Izraelem. Przyznaję, że należałem do tych, którzy od początku rządów Kaczyńskiego żywili nadzieję, że jeśli nawet Polska poniesie jakieś porażki dyplomatyczne, to i tak trwałym wianem, jakie na pewno ta władza wniesie do polskiej polityki, będzie „żelazny pakt” z Waszyngtonem i Jerozolimą. Pakt, który na długą metę dawałby Polsce zwiększone bezpieczeństwo militarne i ekonomiczne. I to właśnie z tego powodu nagły i zaskakujący kryzys owego paktu budzi we mnie pesymizm i poczucie rozczarowania. g

Okładka tygodnika WPROST: 7/2018
Więcej możesz przeczytać w 7/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także