Nazwisko nie pomaga w interesach

Nazwisko nie pomaga w interesach

– To brzmi absurdalnie w ustach syna ministra nauki, ale ja w wieku 18 lat rzuciłem szkołę. Chciałem sprawdzić się jako przedsiębiorca – mówi Zbigniew Gowin, syn wicepremiera Jarosława Gowina.

W lutym startujesz z własnym biznesem.

Tak, wreszcie. Po prawie czterech latach prac.

Co to będzie?

I tutaj pojawia się problem, bo nie chcę za wiele mówić. Nie będziemy ruszać z akcją marketingową. Nie będziemy mieć strony internetowej. To znaczy będziemy, ale tylko dla wybranych. Żeby na nią wejść, trzeba znać kod dostępu.

Skąd ta tajemnica?

Tajemnicy by nie było, gdyby nie pewna osoba z listy najbogatszych Polaków. Działa w branży zdrowotnej. A mój projekt ma dotyczyć również zdrowia Polaków. Człowiek z setki najbogatszych zadzwonił do mnie i zaproponował spotkanie w celu nawiązania współpracy. To znane nazwisko. Robi wrażenie, więc w dobrej wierze opowiedziałem mu, co chcemy robić, jak zarabiać, która globalna korporacja jest naszym partnerem. Oraz że technologia, która miała być podstawą naszego systemu, jest do wykupienia z tego koncernu.

I miliarder sobie ją kupił.

Kupił i jednym ruchem odciął mnie od technologii i sieci sprzedaży. Po tym wszystkim musieliśmy zmienić cały biznesplan. Boję się, że jak w tym wywiadzie powiem za dużo, to sytuacja znów się powtórzy i osoba, która ma praktycznie nieograniczony budżet w porównaniu ze środkami, którymi ja dysponuję, całkowicie przejmie mój pomysł. Zresztą podobna sytuacja miała już miejsce.

Ktoś chciał przejąć twój biznes?

Tak, zachowałem się jak frajer. Jeden ze znanych małopolskich profesorów chciał przywłaszczyć sobie mój projekt. Przyszedł do mnie i zaproponował współpracę: inwestycje,wniesienie swojego know-how, kontakty w środowisku. Zainteresował mnie, więc przekazałem mu dokumentację projektu, żeby poznał więcej szczegółów. Kilka dni potem miałem spotkanie z jednym z krakowskich inwestorów. Rozmawiamy, tłumaczę, na co chciałbym pozyskać środki, a on mi mówi, że mój pomysł jest bardzo podobny do tego, który parę dni temu usłyszał od jednego profesora. I ten sam profesor, któremu ja w zaufaniu opowiedziałem, co chcę zrobić, pojechał do inwestora i zaczął przedstawiać mój projekt jako swój własny.

Nauczka na przyszłość, żeby zbyt dużo nie opowiadać.

Też tak uważam. Chciałbym powiedzieć, ale mam uraz po tym, jak dwa razy powiedziałem po prostu za dużo.

No dobrze, ale konkurencja i tak już coś tam wie, więc i nam możesz powiedzieć.

Ma to być firma poprawiająca jakość życia Polaków. Ma pomagać we wprowadzaniu nowych standardów leczenia różnych chorób, rozwijać nowe umiejętności, walczyć ze słabościami, także nałogami. Nasze usługi będą dla każdego Polaka. Będą koncentrowały się na wsparciu mentalnym i zdrowotnym. Sednem tego projektu będą sposób, w jaki będziemy komunikować się z odbiorcą usługi, i społeczność, którą będziemy mocno dopieszczać.

Kto to będzie robił?

Mamy już wiele ciekawych osób. Na przykład byłego oficera BOR. Ochraniał pułkownika Kuklińskiego i Jana Pawła II. Teraz uświadamia ludzi, jak zachowywać się w sytuacji zagrożenia. Mamy logopedkę, która opiekuje się dziećmi z zespołem Downa i jest zawodniczką muay thai. To ludzie, których łączą nietypowe pasje. Chcemy im pomóc w dotarciu do nowych odbiorców.

Mówisz, że to biznes społeczny, że zarabianie nie jest ważne.

Nie ukrywam, że ta firma musi zarabiać. W jaki inny sposób miałbym utrzymać ją na powierzchni? Ale wierzę też w to, że jestem jednym z tych młodych przedsiębiorców, którzy robią biznes dla idei, a pieniądze po prostu przychodzą obok. Ten wymiar społeczny to także współpracownicy. Nie chcę, żeby byli to tylko absolwenci najlepszych uczelni, ale też ludzie, którzy zostają na uboczu rynku pracy. Osoby niepełnosprawne, niemające wykształcenia, samotne matki, osoby po pięćdziesiątce. Wielu pracodawców o takich ludziach nie myśli. Ja chcę ich traktować na równi z absolwentami najlepszych uczelni. Dostrzegać ich potencjał, który przecież mają.

A skąd taki pomysł?

To trochę też przez moje osobiste doświadczenia. Jako młody chłopak przeszedłem krętą drogę. Wiem, że to brzmi absurdalnie w ustach syna ministra nauki i szkolnictwa wyższego, ale ja w wieku 18 lat rzuciłem szkołę średnią.

Dlaczego?

Dla mnie szkoła, oprócz tego, że miała oczywiście uczyć, była też kuźnią do budowania przyjaźni, jakichś relacji z ludźmi. No, a z racji tego, że na pewnym etapie te relacje z kumplami z klasy przestały mi się układać, to wziąłem papiery i zrezygnowałem.

I co dalej?

Pierwszym zajęciem, jakie sobie znalazłem, była opieka nad osobami z niepełnosprawnością intelektualną. W wieku 23 lat zdałem maturę. Eksternistycznie. Przez rok chodziłem na zajęcia na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, ale to naprawdę nie dla mnie. Zawsze chciałem sprawdzić się w roli przedsiębiorcy. Coś zbudować, żyć na własny rachunek. Sam sobie stworzyć miejsce pracy i być niezależnym.

Również od taty?

Z nim od wielu lat mamy prosty układ. On ma swoją ścieżkę kariery, ja mam swoją i one nigdy nie mogą się skrzyżować. Kiedy ruszałem z biznesem, usłyszałem od niego, że nie będzie mógł mi pomóc. Na początku trochę się wkurzałem, ale teraz rozumiem, że to uczciwe i szlachetne z jego strony. Dobry przykład dla młodego człowieka.

Łatwiej robić biznes ze znanym nazwiskiem?

Zdecydowanie nie.

Przykład?

Proszę. Wielu młodych przedsiębiorców aplikuje po dotacje z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Ja, przynajmniej w pierwszych latach, nawet nie mam co o tym myśleć z wiadomych powodów: tę instytucję nadzoruje mój ojciec jako minister. Wyglądałoby to nieetycznie. Teraz już mam inwestorów, ale niektórzy nie podejmowali ze mną współpracy ze względu na politykę.

Bali się?

Powiedzmy, że byli zbyt ostrożni.

Ale udało się ich pozyskać.

Tak, po latach odbijania się od ściany, kilkudziesięciu turach rozmów mam dwóch udziałowców. Mieli w sobie nie tylko dużo odwagi, żeby zainwestować, lecz także racjonalności, żeby docenić moją rolę w projekcie. Zdecydowali się wesprzeć nas finansowo za mniejszościowe udziały.

Mówisz, że nie będziesz wydawał pieniędzy na promocję firmy. Ale informacja, że biznes otwiera syn wicepremiera okrąży wiele mediów.

Ale wiem też, że wiele mediów może zacząć rozgryzać moją firmę politycznie. Drążyć, czy wszystko gra, organizować prowokacje, formułować tezy, że ktoś mnie wsparł politycznie. Podobne bzdury pojawiały się już przy mojej pierwszej firmie. Takie bycie na medialnym świeczniku nie pomaga w biznesie. Każdy mój ruch będzie śledzony, dopóki mój ojciec będzie znanym politykiem. Czyli w praktyce: zawsze. Dlatego o firmie wolałbym mówić jak najmniej. Niech jakość usług, które będziemy świadczyć, przemówi za nas. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 7/2018
Więcej możesz przeczytać w 7/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także