Pierwsza setka Morawieckiego

Pierwsza setka Morawieckiego

Mateusz Morawiecki
Mateusz Morawiecki / Źródło: Newspix.pl / FOT. ABACAPRESS.COM
Minęło 100 dni od powołania Mateusza Morawieckiego na stanowisko premiera. W PiS można usłyszeć, że szef rządu został wrzucony na głęboką wodę i utrzymuje się na powierzchni.

Urzędników Mateusza Morawieckiego nie dziwi, gdy w nocy czy w wolny weekend dostaną od premiera e-maila z odpowiedzią na pytania lub wyliczeniem, co jest do zrobienia. Premier pracuje na okrągło, nie zważając na porę dnia czy wolne. Stąd wzięło się przekonanie, że Mateusz Morawiecki wprowadził do rządu zwyczaje korporacyjne. – Morawiecki dokonał pewnej technokratyzacji rządu, zachowując jego stricte polityczny charakter. Rząd przez wiele lat III RP był federacją resortów. Nowy premier chce to ograniczyć, wykorzystując jednocześnie techniki zarządzania rodem z korporacji, choć służą one politycznym, propaństwowym celom – mówi polityk PiS Ryszard Czarnecki. Jednak większość Zjednoczonej Prawicy kręci nosem na zmiany.

Nieznośna lekkość języka

Te pierwsze 100 dni premiera trudno uznać za pasmo sukcesów. Gdy rząd już był nowiutki i zaczął zbierać plusy na arenie międzynarodowej, wybuchła afera związana z nowelizacją ustawy o IPN, a z jej skutkami premier boryka się do dzisiaj. W PiS można usłyszeć, że Morawiecki został rzucony na głęboką wodę pełną wirów i raf, a mimo to radzi sobie całkiem dobrze. Warto jednak pamiętać, że Morawiecki jako wicepremier przez dwa lata pracował nad poprawą polskiej gospodarki i nad uszczelnieniem podatku VAT, co już przyniosło wymierne efekty. Prognozy dla polskiej gospodarki są lepsze niż wtedy gdy PiS obejmowało władzę.

– Efekty jego zarządzania są moim zdaniem pozytywne, skoro nawet niesprzyjające nam media zauważają, że Europa gani Polskę za politykę, ale chwali za gospodarkę – mówi Tadeusz Cymański, poseł Zjednoczonej Prawicy. Według naszych rozmówców ze Zjednoczonej Prawicy główną przyczyną kłopotów PR-owych premiera są słabe kadry. Słyszymy, że szef rządu przyprowadził młodych ludzi, którzy nie działają zbyt dobrze, ale są przez premiera faworyzowani. To dlatego z Centrum Informacyjnego Rządu odeszła szefowa tej instytucji Sylwia Matusiak. – Ona nie toleruje sytuacji, gdy nie ma nic do powiedzenia, a jej zastępcą został Mariusz Chłopik związany z Morawieckim, który ignorował Sylwię, więc zabrała się i odeszła – mówi nasz rozmówca. Powrót do rządu byłych współpracowników Beaty Szydło, PR-owców Anny Plakwicz i Piotra Matczuka, też przez część PiS został uznany za wizerunkowy błąd.

Oboje mają bowiem kiepską prasę, chociażby dlatego, że przygotowali siermiężną kampanię „Sprawiedliwe sądy”, która miała propagować reformę sądownictwa, ale została powszechnie wykpiona i szybko poszła w zapomnienie. Na dodatek ciągnie się za nimi zarzut złamania ustawy antykorupcyjnej, bo założyli własną firmę, jeszcze będąc na etatach rządowych. Wielkiego nadużycia tam nie było. Nim firma zaczęła działalność, jej założyciele nie pracowali już w rządzie, tylko przy Nowogrodzkiej, w siedzibie partii. Jednak w podobnych przypadkach, gdy chodziło o przeciwników politycznych, PiS potrafi być restrykcyjny. Przykładowo wojewoda z PiS chciał wygasić w 2007 r. mandat prezydent Warszawy Hannie Gronkiewicz-Waltz, bo wymagane oświadczenia majątkowe złożyła dwa dni po ustawowym terminie. W przypadku Plakwicz i Matczuka słyszymy tylko, że są fachowcami. Wydaje się jednak, że żadne kadry nie byłyby w stanie okiełznać samego premiera. A Mateusz Morawiecki ma po prostu skłonność do potoczystych wystąpień, które mogą być źle odebrane. Przypadek z Monachium nie był odosobniony. Przykładowo w ubiegłym tygodniu Morawiecki powiedział: „Polska ma kwitnącą demokrację. Jak porównuję naszą sytuację do sytuacji Bułgarii, Rumunii albo Czech – gdzie wszędzie jest pełno korupcji – albo do Węgier, to nie wiem, czy się śmiać, czy płakać”. Twitter szalał po tej wypowiedzi. „Brakowało mi jakiegoś konfliktu z tymi krajami” – skomentowała kąśliwie blogerka Kataryna.

Zaburzona hierarchia

Nie ma wątpliwości, że część PiS, szczególnie ta związana z Beatą Szydło czy Antonim Macierewiczem, do dzisiaj nie zaakceptowała premierostwa Morawieckiego. Zresztą im dłużej stoi on na czele rządu, tym większą niechęć budzi w tej grupie. Głównie z tego powodu, że wprowadza do kancelarii premiera swoje porządki, które nie bardzo przypominają porządki partyjne. Polityków Zjednoczonej Prawicy najbardziej denerwują dwie rzeczy: zaburzenie hierarchii w rządzie i wycinanie z rządu ludzi związanych z PiS, a wprowadzanie w ich miejsce ludzi spoza partii. – Z pewnością rząd nie działa według dawnej hierarchii – decyzje nie zapadają w gronie premier – ministrowie – dyrektorzy, tylko z udziałem dyrektorów, asystentów, doradców etatowych czy społecznych wywodzących się z biznesu. Nigdy nie wiadomo, gdzie jest ośrodek decyzyjny. W ministrach budzi to frustrację spowodowaną poczuciem chaosu – opowiada nasz rozmówca z kręgów rządowych.

Lista żalów jest zresztą dłuższa. Jeżeli ktoś chce się umówić na spotkanie z premierem, ma na to znacznie większe szanse, docierając do któregoś z jego asystentów czy doradców niż do Marka Suskiego, szefa jego gabinetu politycznego. A przecież panowanie nad kalendarzem spotkań szefa rządu jest teoretycznie jego kompetencją. Szef kancelarii premiera Michał Dworczyk podobno nie ma nawet wstępu do przełożonego. Rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska boi się występować publicznie, bo jest odcięta od informacji i nie chce popełnić błędu. Komitet stały, który zbierał się raz w tygodniu, w czwartek o stałej porze i – jak mówi nasz rozmówca – można się było do niego przygotować, teraz zwoływany jest nawet trzy razy w tygodniu. – W zależności od PR-owych potrzeb, czyli od tego, co premier powiedział w mediach – zaznacza nasz rozmówca. Ludzie mają też za złe Morawieckiemu zwolnienia wiceministrów i zapowiedź likwidacji premii dla ministrów.

– Mówią, że on sam zgromadził duży majątek za czasów pracy w banku i może sobie na to pozwolić, a gdyby tego majątku nie miał, to byłoby inaczej – opowiada nasz rozmówca. I dodaje: – Wszystko to razem sprawia, że atmosfera w rządzie jest nie najlepsza. To zwalnianie wiceministrów wywołało zresztą ogromne zamieszanie w partii, bo kandydaci do dymisji bronili się zaciekle. Organizowali sobie obrońców w PiS, w mediach, a nawet docierając do Jarosława Kaczyńskiego. Nasz rozmówca jako przykład podaje Andżelikę Możdżanowską, byłą działaczkę PSL, która porzuciła swoją partię, a jakiś czas później została wiceministrem rozwoju (obecnie inwestycji i rozwoju). – Gdy rozeszła się wieść o planowanych zwolnieniach wiceministrów, rzeczniczka rządu przez kilka dni odbierała telefony od dziennikarzy z pytaniem, czy to prawda, że Możdżanowska straci posadę rządową. Kopcińska w ogóle nie rozumiała, o co chodzi – śmieje się polityk PiS. Inny wiceminister uratował się, bo w ostatniej chwili przystąpił do Porozumienia Jarosława Gowina. Ale niektórzy zostali odwołani z zaskoczenia. I tym wcale nie jest do śmiechu. Chodzi np. o Rafała Bochenka, byłego rzecznika rządu, który mimo odejścia z funkcji nadal zachował tekę ministra, jako prawa ręka wicepremier Beaty Szydło.

Został odwołany znienacka, bez wiedzy i zgody Beaty Szydło. – Ona, delikatnie rzecz ujmując, nie była zadowolona – mówi polityk Zjednoczonej Prawicy. Inny z naszych rozmówców podkreśla, że posady stracili głównie ludzie Szydło i Ziobry, dlatego w rządzie krąży opinia, że wymiana wiceministrów jest dla Morawieckiego pretekstem do pozbycia się przeciwników politycznych. Co prawda, część działaczy PiS uważała, że akurat trzymanie Bochenka na stanowisku ministerialnym to była przesada ze strony Szydło i że premier w tym wypadku miał rację. Ale są też i takie głosy, że premier się szarogęsi, a w czasach opozycji, gdy działacze PiS walczyli o przetrwanie, Morawiecki doradzał premierowi Donaldowi Tuskowi. A w PiS nie ma gorszej przewiny niż współpraca z Tuskiem.

Czekanie na błąd

Joanna Lichocka uważa, że premier Morawiecki dobrze sobie radzi z problemami, które się na niego zwaliły, np. z prostowaniem spraw sądownictwa w Unii Europejskiej. – Stąd to szaleństwo po stronie opozycji i środowisk sędziowskich w sprawie nowej Krajowej Rady Sądownictwa – mówi posłanka PiS. – Oni wszyscy zorientowali się, że sposób bycia Morawieckiego i działania przez niego podejmowane są wiarygodne dla zagranicy. Na dodatek obaj z Andrzejem Dudą zrobili bardzo dobre wrażenie na Forum Ekonomicznym w Davos.

Gdyby nie ustawa o IPN, to dziś kontakty międzynarodowe Polski byłyby bardzo dobre. Nie zmienia to faktu, że w PiS można usłyszeć, iż wielu polityków, szczególnie z tzw. zakonu PC, czeka, aż Morawieckiemu powinie się noga. Dopóki premier jest chroniony przez Jarosława Kaczyńskiego, a bardzo dba o dobre kontakty z Nowogrodzką, dopóty może czuć się pewnie. Jego osłoną w rządzie są szef MON Mariusz Błaszczak, szef MSWiA Joachim Brudziński i wspomniany już Suski. Nasi rozmówcy uważają jednak, że jest tylko kwestią czasu, kiedy prezes Jarosław Kaczyński odsunie Mateusza Morawieckiego. Pojawiła się nawet plotka, że jeśli Morawiecki nie będzie sobie radził, to zostanie wystawiony w wyborach samorządowych jako kandydat na prezydenta Warszawy.

Ale to należy raczej potraktować w kategoriach pobożnego życzenia przeciwników Morawieckiego niż rzeczywistych planów. Oczywiście o Beacie Szydło też spekulowano, że zostanie odsunięta, i to jeszcze zanim minęło jej pierwsze sto dni w rządzie. Ale sytuacja Morawieckiego jest bardziej skomplikowana. Obóz władzy zaczyna popełniać błędy, które coraz trudniej przykryć stwierdzeniem, że poprzednicy byli gorsi. W dodatku Jarosław Kaczyński wyraźnie nie jest już w stanie kontrolować wszystkiego, co się w obozie władzy dzieje, i egzekwować posłuszeństwa, a to powoduje, że politycy Zjednoczonej Prawicy zaczynają własne interesy stawiać ponad interesy formacji. Na razie jeszcze wysokie sondaże utrzymują względny spokój w obozie rządzącym. Ale jeżeli notowania zaczną spadać, to premier, słabo osadzony we własnym zapleczu politycznym, zostanie obsadzony w roli kozła ofiarnego, którego wielu zechce poświęcić za własne grzeszki. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

CO DAJE Z ZAROBKAMI W RZĄDZIE CZYTAJ NA STR. 60.

Okładka tygodnika WPROST: 13/2018
Więcej możesz przeczytać w 13/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także