Ojciec generał

Ojciec generał

Rok przed śmiercią gen. Wojciech Jaruzelski udzielił głośnego wywiadu dziennikarce „Wprost” Magdalenie Rigamonti. Przyznał, że nie był dobrym ojcem i żałuje, że został ministrem obrony.

Magdalena Rigamonti: Jakim był pan ojcem?

WOJCIECH JARUZELSKI: Kiepskim. Złym nawet. (...)

Pana córka Monika ma 50 lat.

Wiem. Ja będę miał 90. A w wojskowy mundur wszedłem w 1943 r. Szkołę oficerską kończyłem na terenie Związku Radzieckiego w Razaniu. I wojsko stało się dla mnie domem, rodziną, wszystkim. Kocham wojsko w każdym jego wcieleniu. Dopiero 20 lat później urodziła się córka.

A pan chciał syna.

Żona chciała syna. Ja cieszyłem się z córki. Wiedziałem, że córka jest bliżej rodziców.

Bardziej kocha?

Nie o to chodzi. Bliżej po prostu.

To dlaczego mówił pan do niej „Gustaw”?

Bo jak się urodziła, to miała pucie, więc mówiłem „Pucia”, potem Pucia przeistoczyła się w Gucia, a Gucio w Gustawa. Nie wiem, czy z tego powodu Monika swojemu synowi dała na imię Gustaw. Ja mojemu wnukowi podarowałem dwa pistolety – przewiercone, żeby nie było żadnych pokus. Jeden jeszcze z frontu – walter zdobyczny na Niemcach, drugi – podarunek od Juana Carlosa, króla Hiszpanii – piękny, inkrustowany, złoto, masa perłowa, z listem dla mnie. Przekażę mu jeszcze dwie szable. Jedna jest jeszcze frontowa – bo byłem dowódcą zwiadu konnego, więc miałem szablę, a druga to prezent. Gustaw co prawda mówił, że dziadek da mu dopiero, jak umrze. Dałem wcześniej (śmiech). (…)

Był strach przed tym, że nie poradzi sobie pan z wychowaniem, z kształtowaniem córki?

Nie myślałem o tym. Ważniejsze było dla mnie to, jaki ja dla niej stanowię wzór – negatywny czy pozytywny. Widziała, że jestem człowiekiem ciężkiej pracy, zaangażowania i poczucia odpowiedzialności. Miałem kindersztubę, która choć w znacznej części wyparowała przez surowe życie żołnierskie, to jednak jej elementy Monika przejęła. Poza tym jestem abstynentem, papierosów nie palę.

Myśli pan, że to wystarcza do wychowania? Pana córka pisze o samotności…

Pewnie, że nie wystarcza. Ona pisze, że nie wystarcza. (...) Uważam, że moja córka… Ja, proszę pani, jestem dumny ze swojej córki. Uważam, że jest dziewczyną mądrą, dzielną i samodzielną. A teraz odkryciem jest dla mnie jej talent pisarski. W tej książce nie improwizuje, jest szczera. Kiedy pisze o mnie, też. Przecież o stanie wojennym pisze z rezerwą. Nie ulizuje, nie ugłaskuje. Celnie opisała nasze wspólne oficjalne wyjazdy zagraniczne i osoby, z którymi wówczas się stykaliśmy. Monika była w gąszczu bardzo ważnych spraw dla kraju. Uczestniczyła w wielu rozmowach, uczyła się, wyrabiała własne zdanie.

I marzył pan kiedyś, żeby córka kontynuowała pana komunistyczną drogę?

Nigdy nie wplątałem jej w politykę. Oczywiście, była to dla mnie dwuznaczna sytuacja, bo moi podwładni upartyjniali swoje rodziny, a ja niczego nie zrobiłem, by skłonić swoją córkę do zaangażowania partyjnego. Ona ma świadomość, że nie była w sytuacji moralnie trudnej. Miała otwarte karty.

O POLITYCZNYM ZAANGAŻOWANIU MONIKI JARUZELSKIEJ PISZEMY NA S. 32

Okładka tygodnika WPROST: 15/2018
Więcej możesz przeczytać w 15/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

Czytaj także