Dzieci władzy

Dzieci władzy

Monika Jaruzelska
Monika Jaruzelska / Źródło: Newspix.pl / DAMIAN BURZYKOWSKI
Synowie i córki najważniejszych osób w Polsce nie chcą robić kariery na nazwisku rodziców. Większość woli iść własną, niepolityczną drogą.

Kasia Tusk, Ola Kwaśniewska, Jarosław Wałęsa, Monika Jaruzelska, Agata Buzek. Lista dzieci znanych polityków, które stawały się celebrytami, jest długa. Obecny obóz rządzący nie wpisuje się w tę tradycję. Czołowi politycy prawicy chronią prywatność swych dzieci na tyle, że w gruncie rzeczy niewiele o nich wiemy. „Wprost” sprawdził, co robią dzieci najważniejszych osób w państwie i dlaczego nie chcą robić kariery na nazwisku znanych rodziców.

Córka Macierewicza. Szefowa fundacji

Na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, gdzie na co dzień pracuje, niemal wszyscy wiedzą, że jest córką Antoniego Macierewicza. – Wymagająca, ale pomocna, można liczyć na wsparcie, na przykład podczas pisania prac naukowych – opowiada jeden ze studentów, podkreślając, że dr Aleksandra Wesołowska raczej chroni swoją prywatność. Jest biochemikiem, co zresztą stanowi tradycję rodzinną w domu Macierewiczów – tą dziedziną zajmował się jej dziadek Zdzisław Macierewicz i siostra ojca Barbara. Wesołowska zajmuje się przede wszystkim laktotechnologią, czyli badaniem i wykorzystaniem mleka kobiecego, promuje też karmienie piersią. W 2010 r. założyła Fundację Bank Mleka Kobiecego – organizacja tworzy banki mleka w Polsce.

Dzięki bankom noworodki, zwłaszcza wcześniaki, których mamy nie mogą karmić, mają dostęp do kobiecego mleka, bardziej wartościowego niż sztuczne mieszanki. Jako prezes fundacji Wesołowska udziela się publicznie, udziela wywiadów na temat zalet kobiecego mleka. Kilka miesięcy temu wystąpiła przed kamerami z kilkumiesięcznym synem Ignacym. – Być może czasem ludzie mają problem z oddzieleniem tego, co ktoś robi, od swojego stosunku wobec spokrewnionego z tą osobą polityka, zwłaszcza takiego, który budzi silne emocje. Ja tego długo nie odczuwałam, ludzie, z którymi się stykam w życiu zawodowym, na uczelni, to osoby o bardzo różnych poglądach, łączą nas sprawy merytoryczne – mówi w rozmowie z „Wprost” Aleksandra Wesołowska. Poczuła, że jest na świeczniku, gdy tabloidy zasugerowały, że dzięki „dobrej zmianie” otrzymała dotację dla swojej fundacji. W rzeczywistości jej projekt dotyczący laktotechnologii uzyskał 400 tys. zł dofinansowania w konkursie Innowacje Społeczne prowadzonym przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju – tyle że jeszcze przed wyborami w 2015 r. – Po raz pierwszy moja działalność zawodowa została wtedy powiązana i wykorzystana jako element walki politycznej. Fundacja Bank Mleka Kobiecego, której jestem prezesem, kieruje konsorcjum Laktotech, zrzeszające kilka uczelni i organizacji pozarządowych realizujących projekt dofinansowany z NCBiR. Konsorcjum jest dzisiaj liderem w obszarze badań nad mlekiem kobiecym, a sukcesy zawdzięczam swojej wieloletniej pracy i całego zespołu. Jako naukowiec stawiam sobie pewne cele i je realizuję.

O granty wnioskowałam cztery lata temu i wnioskuję dzisiaj – mówi Wesołowska. Córki byłego szefa MON broni Róża Rzeplińska ze Stowarzyszenia 61, a prywatnie córka prof. Andrzeja Rzeplińskiego, byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Obie panie razem chodziły do szkoły, ale od tego czasu właściwie nie utrzymywały kontaktów. Jednak po publikacjach oskarżających fundację Wesołowskiej o korzystanie z koneksji politycznych Rzeplińska stanęła w obronie koleżanki. – Dostało jej się tylko dlatego, że jest córką Antoniego Macierewicza – mówi Rzeplińska. – Łatwo atakować dzieci osób publicznych, które coś robią, a ona ma przecież własny dorobek, działa w publicznej sprawie, ma ponad 40 lat, czwórkę dzieci. Nie tańczy z gwiazdami – podkreśla Róża Rzeplińska, która publicznie broniła fundacji Wesołowskiej, gdy tabloid napisał o dotacji. Organizacje pozarządowe wydały wtedy wspólne oświadczenie. Sama Wesołowska mówi, że polityczna kariera ojca nigdy jej niczego nie ułatwiła. – To, że kieruję organizacją pozarządową, która ma wpływ na poprawę sytuacji neonatologicznej w Polsce, na pewno zawdzięczam wychowaniu w duchu etosu pracy i działania na rzecz określonej społeczności. To też wynik wychowania harcerskiego, a do wstąpienia do ZHR zainspirowali mnie tata i babcia – tłumaczy.

Z tego samego, harcerskiego, środowiska wywodzą się Michał Dworczyk, szef KPRM, czy Dymitr Hirsch i Sebastian Bojemski, właściciele firmy PRacownia, która doradza politykom i w niektórych spółkach Skarbu Państwa. Z Bojemskimi Wesołowscy przyjaźnią się prywatnie. Zdarza jej się słyszeć, że jest podobna do swojego ojca. – To dotyczy różnych spraw, czasem pada jako komplement, czasem uwaga, która miałaby mi dokuczyć. Łączy nas determinacja i nieugiętość w dążeniu do celów – mówi Wesołowska.

O polityce i ojcu publicznie wypowiada się jednak bardzo rzadko. Wyjątek zrobiła w 2007 r., gdy wpuściła nawet kamery TVP do swojego mieszkania. Otoczony wnukami Antoni Macierewicz opowiadał o rodzinie. – Tata jest bardzo wymagający wobec siebie i tak samo wobec innych, nie ma tu taryfy ulgowej. Cale dzieciństwo słyszałam, jak czegoś nie mogłam zrobić, że to nie jest tak, że nie możesz zrobić, tylko po prostu ci się nie chce – mówiła wówczas córka Macierewicza. W dzieciństwie zajmowała się nią głównie matka, ojciec angażował się w działalność w opozycji. Kiedy został internowany, dzieci w przedszkolu miały wytykać małą Olę palcami. Wtedy opiekunka zorganizowała zebranie, na którym jedna z mam wytłumaczyła im, kto to jest więzień polityczny.

Syn Gowina. Biznesmen

– Wiem, że to brzmi absurdalnie w ustach syna ministra nauki i szkolnictwa wyższego, ale ja w wieku 18 lat rzuciłem szkołę średnią – mówi Zbigniew Gowin, najstarszy z trojga dzieci wicepremiera Jarosława Gowina. Maturę zdał dopiero w wieku 23 lat. Eksternistycznie. Przez rok chodził jeszcze na zajęcia na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Ale też je rzucił. – Od zawsze chciałem się sprawdzić w roli przedsiębiorcy.

Chciałem być niezależny. Sam sobie stworzyć miejsce pracy i wziąć na siebie tę odpowiedzialność – opowiada. Przez kilka lat rozkręcał w prestiżowej dzielnicy Krakowa, swojego rodzinnego miasta, ekologiczną pralnię. Zaczął jeszcze w 2012 r. Znalazł wspólnika, który został inwestorem w spółce. Wszystkie inne pralnie w okolicy prały z użyciem czterochloroetylenu, rakotwórczej substancji, po użyciu której pranie brzydko pachnie. Gowin mógł każdy rodzaj odzieży prać normalnie w wodzie bez użycia silnej chemii. Był to pierwszy tego rodzaju biznes w Krakowie. Ale prosi, żeby nie przyklejać mu łatki biznesmena od pralek. Ten interes zresztą już sprzedał i wszedł w nowe technologie. O swoim nowym projekcie nie chce jeszcze zbyt dużo mówić, żeby nie zapeszać. Wiadomo, że ma to być firma pomagająca wprowadzać nowestandardy leczenia różnych chorób, rozwijać nowe umiejętności, walczyć ze słabościami, także nałogami. – Nasze usługi będą dla każdego Polaka. Będą koncentrowały się na wsparciu mentalnym i zdrowotnym – tłumaczy 30-latek.

Z ojcem od dawna ma jasny układ. Senior ma swoją ścieżkę kariery, junior swoją. I one nigdy nie mają prawa się skrzyżować. – Kiedy ruszałem z biznesem, usłyszałem od ojca, że nie będzie mógł mi pomóc. Na początku trochę się wkurzałem, ale teraz rozumiem, że to uczciwe i szlachetne z jego strony. Dobryprzykład dla każdego młodego człowieka – mówi Zbigniew Gowin. Trochę narzeka, że znane nazwisko na pewno nie pomaga w interesach. Ma wrażenie, że jego firma jest ciągle na świeczniku mediów. – Wielu młodych przedsiębiorców aplikuje po dotacje z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Ja, przynajmniej w pierwszych latach, nawet nie mam co o tym myśleć z wiadomych powodów: tę instytucję nadzoruje mój ojciec jako minister – dodaje. Kilka tygodni temu o Zbigniewie Gowinie mówiła Monika Miller. Wnuczka Leszka Millera była gościem programu plotkarskiego „Koło Plotka”, gdzie gwiazdy muszą zmierzyć się z wylosowanym wyzwaniem. Monika Miller miała za zadanie zadzwonić do dziadka i poprosić, żeby umówił ją z synem Jarosława Gowina. – Cześć dziadek. Tak sobie myślałam ostatnio, czy byłabymożliwość, żebyś umówił mnie z synem Jarosława Gowina? – zapytała wnuczka Leszka Millera. – Z kim? Dlaczego akurat z synem Jarosława Gowina? – odpowiedział jej dziadek. Monika Miller odparła na to, że syn wicepremiera Gowina okazał się „bardzo fajną osobą”. Ale Leszek Miller nie dawał za wygraną. – A czy ty się z nim w ogóle widziałaś? Widziałaś go na pewno? Podrywał cię? – dopytywał były premier. – Ja znam ojca, nie znam młodego Gowina. On się zapyta, czy wyście się poznali.

Ja to muszę wiedzieć, Monia. Fajny z niego chłopak? – były premier nie ustępował. – Wiesz, ja mogę zadzwonić do jego ojca jutro, on się na pewno ciężko zdziwi. Zapytam się, czy może mi dać telefon swojego syna, bo moja wnuczka chce do niego zadzwonić. Tak może być? – pytał Leszek Miller. Wnuczka zgodziła się na tę wersję, później jednak przyznała, że to medialny dowcip. O całą sytuację spytaliśmy Zbigniewa Gowina, który nie kryje, że Monika Miller go zaskoczyła. Mówi, że wnuczki premiera Millera nigdy nie poznał, ale ma o niej bardzo dobre zdanie. – Wydaje się, że ma ciekawą osobowość i jest atrakcyjną osobą. Rozbawiła mnie tą sytuacją – tłumaczy. – Gdyby zamiast niej taki żart wycięła Kasia Tusk, to machnąłbym ręką, ale z racji tego, że to była Monika Miller, czyli wnuczka byłego bardzo wpływowego polityka, którego szanuję, to zwróciłem na to uwagę – opowiada. Z Moniką Miller chciałby kiedyś zorganizować jakąś fajną akcję społeczną. – Myślę, że mogłoby się udać. Ona też robi ciekawe rzeczy. Ma duży wpływ na swoich rówieśników – dodaje Zbigniew Gowin.

Córka prezydenta. Studentka prawa

Nie została modową celebrytką, choć początkowo była porównywana do Katarzyny Tusk. Obecnie 23-letnia Kinga Duda zdecydowała, że przez czas prezydentury ojca będzie z dala od polityki i mediów. – Kinga czuje presję. I ona nie jest dla niej bez znaczenia. Z czasem nauczyła sobie z nią dawać radę – mówi „Wprost” stryj Andrzeja Dudy Antoni Duda, poseł PiS. Córka prezydenta od czasu, gdy ten objął urząd, nie miała łatwego życia. Choćby ze względu na to, że wzorem ojca też chce zostać prawnikiem. Kinga Duda jest studentką prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. – Spotkała ją na początku nagonka ze strony mainstreamu prawników. Były sytuacje, kiedy profesorowie podobno przekładali miejsce egzaminu, by utrudnić jej przybycie.

Myślę, że będą się za to wstydzić – mówi Antoni Duda. Nieprzychylne traktowanie córki prezydenta wynikało z nastawienia profesorów do jej ojca. Bo już na początku kadencji, pod koniec listopada 2015 r., Rada Wydziału Prawa i Administracji UJ wystosowała uchwałę, w której zaapelowała do prezydenta, urlopowanego pracownika WPiA UJ, o uszanowanie prawa i wolności obywatelskich. Atmosfera wokół Kingi Dudy na uczelni z czasem miała się polepszyć, szczególnie jeśli chodzi o jej relacje z rówieśnikami. – W maju ubiegłego roku spotkałem ją z dwójką znajomych ze studiów. Byli wyluzowani. Chyba nie ma już jakiejś spiny wśród jej kolegów – opowiada współpracownik prezydenta. Jednak na początku studiów podobno nie było jej łatwo. – Trudno mi określić, jakie obecnie relacje Kinga ma z rówieśnikami, bo ze względu na przepaść pokoleniową na te tematy z nią nie rozmawiam. Ale wiem, że się stara, by nie wypuścić niczego na zewnątrz, co mogłoby być wykorzystywane przeciwko niej lub ojcu.

Jest bardzo odpowiedzialna. Ma świadomość, że tabloidy by jej nie odpuściły – mówi Antoni Duda. I dorzuca: – Kinga stała się osobą publiczną nie z własnej woli. Dla niej to była bardzo szybka zmiana stylu życia. Z dnia na dzień musiała zmienić funkcjonowanie z prywatnej osoby Kingi Dudy na córkę prezydenta, która ma własną ochronę i sama mieszka w Krakowie – mówi stryj głowy państwa. Ale po ponad dwóch i pół roku prezydentury Andrzeja Dudy nadal unika publicznych występów u boku ojca. – Ostatni raz widziałem ją na uroczystościach w pałacu w sierpniu ubiegłego roku – opowiada pracownik Kancelarii Prezydenta. Czy Kinga Duda zraziła się do polityki na tyle, że nie będzie chciała wspierać jak kiedyś ojca w ewentualnej następnej kampanii prezydenckiej? – Co innego zrazić się, a co innego mieć dystans. Ona ma to drugie. Myślę, że jeżeli Andrzej zdecyduje się znów kandydować na prezydenta, stanie obok niego – mówi Antoni Duda.

DZIECI PREMIERA. CZWÓRKA MORAWIECKIEGO

Gdy Mateusz Morawiecki na ostatnim kongresie przedstawił pięć pomysłów dla Polski, media okrzyknęły to piątką Morawieckiego. Mniej znana jest czwórka Morawieckiego, czyli dzieci premiera, które do pewnego stopnia też są projektem dla Polski. Gdy dwójka starszych dzieci była mała, cała rodzina podczas wakacji zwiedzała Polskę samochodem. – Mateusz chciał im pokazać jak najwięcej kraju – opowiada Kornel Morawiecki, ojciec Mateusza. Czwórka Mateusza Morawieckiego to Aleksandra, studentka Szkoły Głównej Handlowej, Jeremiasz studiujący na Uniwersytecie Warszawskim, Ignacy, który jest w pierwszej klasie podstawówki, i Magda, która dopiero od września pójdzie do szkoły.

Opinia publiczna poznała ich imiona i twarze dopiero, gdy Morawiecki został premierem. Wtedy też żona i dzieci po raz pierwszy zasiadły na galerii sejmowej, by wysłuchać przemówienia ojca. Bo Morawiecki jako wicepremier skrzętnie bronił prywatności swojej rodziny i – poza tym jednym wyłomem – chyba tak pozostanie. – Był taki moment, gdy Morawiecki objął funkcję premiera i nie został ciepło przyjęty, dlatego w ramach ocieplania wizerunku pokazał rodzinę w Sejmie, ale szybko się z tego wycofał – mówi polityk Zjednoczonej Prawicy. Dziennikarze po tym pierwszym razie pisali, że teraz cała czwórka będzie częściej gościła w mediach, bo Polacy będą chcieli wiedzieć więcej o rodzinie premiera. Nic takiego nie nastąpiło. Dzieci Morawieckich zniknęły z mediów na dobre. Znajomi rodziny mówią, że dzieci premiera nie są zapatrzone w siebie ani nie zadzierają nosa z powodu funkcji, którą pełni ojciec. – To zwykłe dzieciaki – twierdzą politycy z kręgu premiera. Choć wychowały się w zamożnym domu, bo Morawiecki jako prezes banku BZ WBK bardzo dobrze zarabiał, ojciec dbał o to, żeby nie obnosiły się z dobrą sytuacją materialną.

– Mateusz ich nie rozpuszczał, byłem świadkiem, jak niechętnie dawał im pieniądze na jakieś wydatki i zaznaczał, żeby nimi nie szastały – mówi Kornel Morawiecki, ojciec Mateusza. Aleksandra, która po jednej wizycie w Sejmie została okrzyknięta przez internautów pięknością, to dziewczyna z charakterem. – Ma to po ojcu – mówi Morawiecki senior. Jakiś czas temu wynajęła ze znajomymi studenckie mieszkanie i wyprowadziła się z domu. – Morawieccy dają dzieciom dużo swobody i pozwalają na samodzielność – opowiada jeden z polityków z kręgów rządowych. Jeremiasz w ubiegłym roku niemal otarł się o śmierć. Oboje z siostrą i znajomymi od kilku lat wynajmują busa i jeżdżą na Ukrainę, gdzie zajmują się sprzątaniem i odnawianiem polskich grobów. W ubiegłe wakacje podczas tych prac Jeremiasza ukąsił szerszeń. Okazało się, że chłopak jest uczulony na jad. Gdy go dowieźli do szpitala, był nieprzytomny. Ukraińscy lekarze ledwie go odratowali, a rodzicie szaleli z niepokoju.

Ignacy to zapalony kibic piłkarski. Jego idolem jest Robert Lewandowski. Tę skłonność do piłki nożnej Ignacy – zdaniem dziadka – ma po ojcu, który jeszcze jako prezes banku chodził na mecze piłkarskie i zabierał syna. A Magda jest łasuchem, co trochę martwi rodziców. – Ostatnio młodsze dzieci zrobiły dla mnie laurkę z okazji Dnia Dziadka – chwali się Morawiecki senior. Bo dzieci są zżyte ze sobą i z dziadkiem. Morawiecki opowiada, że Ola, która lubi prowadzić samochód, często odwoziła go na lotnisko, a Jeremiasz, miłośnik rowerów, obiecał podarować mu nieużywany jednoślad. – Powiedział, że jest dla niego za mały i chętnie mi go odstąpi, ale jakiś czas później ukradli mu rower, na którym jeździł i musiał przesiąść się na ten za mały – śmieje się Kornel Morawiecki. Ta kradzież szczególnie uraziła funkcjonariuszy BOR ochraniających wówczas wicepremiera Morawieckiego, bo rower zniknął spod domu na strzeżonym osiedlu. Uznali, że dla nich to jest dyshonor, iż pod ich nosem dochodzi do kradzieży. Przez miesiąc szukali złodziei i znaleźli. Okazało się, że była to grupa chłopaków z osiedla. – Lubię u nich bywać – mówi Kornel Morawiecki o rodzinie Mateusza. I dodaje: mam jednak poczucie, że robię to za rzadko.

SYNOWIE SZYDŁO. PRZYSZŁY LEKARZ I KSIĄDZ

Synowie Beaty Szydło nie chcieli być na świeczniku. Ale to, że jeden z nich został duchownym, pokrzyżowało ich plany. Starszy syn byłej premier 26-letni Tymoteusz Szydło szybko stał się obiektem zainteresowania mediów. – Doszło nawet do tego, że były jego dwie msze prymicyjne. Pierwsza prywatna, dla bliskich, i druga w Częstochowie, na którą zostali zaproszeni członkowie rządu, Jarosław Kaczyński i politycy PiS – opowiada nasz rozmówca z rządu. Mszę koncelebrował dyrektor Radia Maryja o. Tadeusz Rydzyk. Tymoteusz Szydło w rozmowie z „Gościem Niedzielnym” zapewniał jednak, że nie lubi, kiedy inni patrzą na niego przez pryzmat politycznego zaangażowania ówczesnej premier.

– Staram się nie przejmować ludzkimi ocenami – ani tymi pozytywnymi, ani tymi negatywnymi. Po prostu chcę zwyczajnie pracować, jak każdy ksiądz. Kościół nie jest partyjny i ja też nie zamierzam głosić żadnych poglądów politycznych z ambony. Oczywiście mam swoje przekonania w tym względzie, ale zostawiam je dla siebie – tłumaczył. – Jest niezwykle skromnym człowiekiem, nie zabiega o względy u polityków. Choć na pewno to, że jego mama była premierem konserwatywnego rządu, mu nie zaszkodzi – mówi polityk PiS. Była premier nie była entuzjastycznie nastawiona do decyzji syna, by został księdzem. Nie było to łatwe dla matki. Ale muszę powiedzieć, że jestem z niego dumna – wyznała w wywiadzie dla „Wprost” jeszcze wtedy kandydatka PiS na premiera. A tabloidy zaczęły się rozpisywać, że Beacie Szydło trudno będzie pogodzić się z tym, że nie będzie miała wnuków ze strony starszego syna. Obecnie Tymoteusz Szydło pracuje w parafii Przemienienia Pańskiego w Buczkowicach. Drugi, młodszy, syn Beaty Szydło Błażej częściej widuje się z matką.

24-latek studiuje medycynę w Krakowie. – Po tym, jak pani premier w lutym tego roku miała wypadek w Oświęcimiu, Błażej się nią opiekował. Mają bardzo dobry kontakt – opowiada jej były współpracownik. Młodszy syn ówczesnej premier też odczuł zainteresowanie mediów. Tylko chwilę po jej nominacji na premiera mógł się cieszyć prywatnością, bo portale plotkarskie opublikowały jego zdjęcie z dziewczyną zamieszczone na Facebooku. Wybranka serca od razu została prześwietlona przez media. To najwyraźniej nie spodobało się synowi byłej pani premier, bo jego konto na Facebooku nie jest już publiczne.

Syn Czarneckiego. Polityk

Wyjątkiem potwierdzającym regułę, że dzieci przedstawicieli władzy stronią od polityki, jest Przemysław Czarnecki, syn europosła. Czarnecki junior jest posłem PiS. Ryszard Czarnecki, od lat obecny na scenie politycznej, to ojciec dwóch synów z pierwszego małżeństwa – Przemysława i Bartosza – oraz Stasia, z drugiego małżeństwa. Staś ma dopiero siedem lat, a Przemysław i Bartosz są dorośli. Przemysław jest „niedokończonym” prawnikiem. Studia skończył już jakiś czas temu, ale pracy magisterskiej nie obronił. – Mam nadzieję, że uda mi się to w tym roku – zapewnia w rozmowie z „Wprost”. I dodaje żartem: – Na moje usprawiedliwienie powiem, że Steve Jobs, twórca Apple, też nie miał wyższego wykształcenia. Jego pasją jest piłka nożna. Kibicuje Legii i w młodości bywał na żylecie, czyli w sektorze, gdzie siadali najwięksi fani klubu. Poglądy miał wówczas – jak sam mówi – mocno narodowe. Przemysław poszedł w ślady ojca. Jest posłem PiS i twierdzi, że polityką nasiąkał od dziecka.

Pamięta nawet narady Konwentu Św. Katarzyny, gdzie rozdrobniona prawica w 1995 r. bezskutecznie usiłowała się zjednoczyć. Jak to możliwe, skoro Przemysław, rocznik ’83, miał wówczas zaledwie 12 lat? – Byłem w tym czasie ministrantem w kościele św. Katarzyny u księdza Józefa Maja, bywałem też z ojcem na spotkaniach u Wiesława Chrzanowskiego, lidera ZChN – opowiada. Po raz pierwszy walczył o mandat radnego w 2010 r. Bez powodzenia. Podobnie było z wyborami do Sejmu w 2011 r. Ale start się opłacił, bo gdy w 2014 r. z Sejmu odszedł Dawid Jackiewicz, Czarnecki junior wszedł na jego miejsce do parlamentu. Rok później samodzielnie zdobył już mandat. Jego młodszy brat Bartosz był działaczem młodzieżówki PiS na Mokotowie, a w 2016 r. specjalistą w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, spółce państwowej, co zelektryzowało media. Bartosz trafił na „listę Misiewiczów” sporządzoną przez Nowoczesną. Ojciec podobno nie miał z uzyskaniem tej posady nic wspólnego, a syn znalazł sobie inną pracę. Ale już wie, że dzieci polityków są na cenzurowanym. Może dlatego wiele z nich nie chce iść w ślady rodziców. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 17/2018
Więcej możesz przeczytać w 17/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także