Spór o nic

Spór o nic

Jeśli naprawdę PiS i prezydent Duda zamierzają teraz spierać się o kształt konstytucji – to srodze się na tym sparzą. Najpierw dlatego, że w kampanii przed wyborami komunalnymi każdy spór w łonie obozu rządzącego będzie wywoływać konfuzję i dezorientację prawicowych wyborców. Ale poza tą oczywistością są jeszcze co najmniej dwa powody wskazujące na absurd takiego sporu. Plan nadania Polsce nowego ustroju czy choćby poważniejszej noweli konstytucji kwietniowej z 1997 r. jest dziś polityczną baśnią. I ten prosty fakt sprawia, że debata na ten temat, jakby nie dotykała nawet najcięższych objawów ustrojowej choroby Rzeczypospolitej, ma charakter akademicki, a więc oderwany od realnej polityki, jaką powinny się zajmować głowa państwa i partia rządząca.

Co więcej, wyborcy (zazwyczaj jednak trochę mądrzejsi, niż przywykli myśleć o nich politycy) intuicyjnie czują, że nowa konstytucja to nic więcej jak tylko baśń. Toteż nie wykazują gotowości poddania się podniosłym apelom prezydenta i zamierzają uczestniczyć w konstytucyjnym referendum, jakie głowa państwa szykuje na tę jesień. Badania opinii publicznej są miażdżące: ledwie jedna piąta wyborców byłaby ewentualnie zainteresowana takim plebiscytem. A to oznacza, że dokładnie tak samo jak niegdyś prezydent Komorowski, tak i prezydent Duda (a także PiS i rząd – jeśli dalej pozwoli się wciągać w ten zamysł) sam szykuje sobie niepotrzebną kompromitację. To oczywiście prawda, że ustrój Polski ustanowiony w 1997 r. jest wadliwy, gdyż powstał w wyniku kompromisu zawartego przez polityków pozbawionych ustrojowej i instytucjonalnej wyobraźni. Byli to: Tadeusz Mazowiecki, Marek Borowski i Waldemar Pawlak. Nie rozumieli oni tego, jak wielkie szkody może przynieść państwu wpisany w konstytucję konflikt premiera z prezydentem oraz przyznanie głowie państwa wybranej w powszechnych wyborach jedynie negatywnej władzy, polegającej na sypaniu rządowi piasku w tryby. Nie widzieli też, że wymiaru sprawiedliwości nie wolno wyjąć spod kontroli obywateli i oddać go całkiem w pacht zamkniętej korporacji prawniczej.

Podobnie, jak nie zdawali sobie sprawy, iż konstytucja, która nie nakłada na władzę żadnych egzekwowalnych standardów dobrego rządzenia (zakazu przywilejów władzy, konfliktu interesów, odpowiedzialności za złamanie ślubowania etc.) – nie spełnia wymagań współczesnej uczciwej demokracji. Tak, to wszystko prawda. Ale żeby to zmienić, trzeba dysponować taką kwalifikowaną większością sejmową, jaką właśnie po raz trzeci zapewnił sobie na Węgrzech premier Orbán. PiS nie ma na to w Polsce żadnych szans, ani dziś, ani w następnych wyborach. Dlatego pozostają mu tylko reformatorskie półśrodki, takie jak zręcznie wymyślona przez Zbigniewa Ziobrę reforma sądów, oparta o lukę w konstytucji, w której nie napisano explicite, kto ma wybierać członków Krajowej Rady Sądownictwa. Tymczasem na najbliższy weekend prezydent planuje imprezę, której sama nazwa: „Wspólnie o Konstytucji na Narodowym” – unaocznia jej propagandowy charakter. Mają tam być podane niejasne na razie szczegóły jesiennego referendum.

Tak prezydent, jak i jego doradcy skarżyli się już nieraz publicznie na swój niedosyt konstytucyjnych uprawnień. PiS i rząd, zdając sobie z tego sprawę, uprzedzająco ogłosili wyniki własnej „ankiety konstytucyjnej”, z której ma wynikać (jak mówiła prof. Łabno w obecności premiera Morawieckiego), że rzeczy się mają odwrotnie do tego, co chce prezydent, gdyż to właśnie premier ma mieć obecnie za mało władzy. Jeśli ta scysja będzie teraz narastać, a na dodatek jej rozstrzygnięcie zostanie oddane pod rozstrzygnięcie w referendum („kanclerski czy prezydencki?”), to dla Polski nie będzie z tego żadnego pożytku, a dla PiS oraz Andrzeja Dudy – zapewne jedynie strata. Polityczna logika takiego plebiscytu jest bowiem taka, że zmusi ona stronników Dudy do promowania prezydencjalizmu, zaś akolitów premiera – do werbalnej walki o kancleryzm. Nie dość, że trudno będzie wtedy uniknąć coraz ostrzejszych podziałów i polemik w obozie rządzącym, w których rolę grać będą bynajmniej nie poglądy na ustrój, ale powiązania i osobiste lojalności wobec Dudy, tudzież Morawieckiego. Ale co w tym najbardziej śmieszne i głupie – w kategoriach realnej polityki będzie to spór o nic. Bo i tak żadna ze stron nie ma i mieć nie będzie instrumentów do wcielenia w życie własnych racji. g

Okładka tygodnika WPROST: 17/18/2018
Więcej możesz przeczytać w 17/18/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

Czytaj także