PiS wychodzi na prostą

PiS wychodzi na prostą

Patryk Jaki
Patryk Jaki / Źródło: Newspix.pl / Jacek Herok
Obóz rządzący odzyskał po konwencji samorządowej wiarę w geniusz prezesa i możliwość wygrania kolejnych wyborów. Ale już wie, że zadyszki w polityce można dostać bardzo łatwo.

Polska polityka gwałtownie przyspieszyła. PiS jeździ po Polsce z obietnicami zaprezentowanymi podczas konwencji samorządowej. Na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim w Trzciance przyszedł tłum ludzi. Podobno nawet tysiąc osób. Entuzjazm zgromadzonych był ogromny. Nic dziwnego, że w PiS przeważają opinie, iż drużyna z ciężkiej defensywy przeszła do ofensywy. Dziś już nikt się nie zastanawia, czy prezes PiS jeszcze kontroluje rzeczywistość polityczną, bo widać, że tak. – Jarosław Kaczyński przestawił zwrotnicę i dziś nasz pociąg jedzie w innym kierunku niż przed miesiącem – uważa wpływowy polityk PiS.

Prezes ma zawsze rację

Wśród działaczy Zjednoczonej Prawicy trudno znaleźć kogoś, kto nie chwaliłby konwencji samorządowej. „Obijamy przeciwnika”, „nakryliśmy opozycję czapką” – to często powtarzające się komentarze. Krzysztof Ostrowski, koniński poseł PiS, twierdzi, że konwencja spełniła oczekiwania i jego, i wyborców. – Nasze propozycje były trafione, odpowiednie do szczególnych czasów, w których żyjemy, bo toczy się walka o przyszłość Polski – mówi. Zapewnia, że większość polityków PiS ma podobne zdanie. – Nie słyszałem na konwencji negatywnych głosów. Ludzie uważają również, że prezes dobrze postąpił, uszczuplając nam pensje, bo takie są oczekiwania społeczne – wyłuszcza Ostrowski.

Jego zdaniem ostatnie starania obozu rządzącego przyniosą pozytywne efekty. – Myślę, że wygramy następne wybory, bo między nami a opozycją jest przepaść. Oni nie mają propozycji programowych, my mamy piątkę Morawieckiego, która zostawia ich w tyle. Jeżeli zaś chodzi o sondaże, to przez lata nauczyliśmy się, że trzeba podchodzić do nich rozsądnie – przekonuje koniński poseł. W równie entuzjastycznym tonie wypowiada się na temat sytuacji obozu rządzącego Tomasz Latos, bydgoski poseł Prawa i Sprawiedliwości. Zapewnia, że wszyscy są pełni wiary w zwycięstwo zarówno w wyborach samorządowych, jak i parlamentarnych. Dodaje nawet, że jeżeli chodzi o kwestię obniżki uposażeń dla polityków, to posłowie zarówno koalicji, jak i opozycji powinni być wdzięczni PiS. To pokazuje, że we własnej partii Jarosław Kaczyński po mistrzowsku rozegrał potrzebę odzyskiwania wiarygodności obozu rządzącego kosztem pensji parlamentarzystów. Tym bardziej że większość uczestników konwencji naprawdę nie miała nic przeciwko obniżce uposażeń parlamentarzystów, bo nie ich to dotknęło.

Iluzja jednomyślności

Jarosław Kaczyński postawił też na zasadę, że budowa wielkiego obozu i panująca w nim zgoda, to klucze do zwycięstwa. A żeby to wszystkim unaocznić, trzeba było, żeby na konwencji wystąpili wszyscy liderzy partii wchodzący w skład rządzącego obozu – a więc obok Jarosława Kaczyńskiego również Jarosław Gowin, lider Porozumienia, i Zbigniew Ziobro, szef Solidarnej Polski. Rzecz w tym, że wicepremier Gowin i minister sprawiedliwości Ziobro prawie w ostatniej chwili dowiedzieli się, że mają przemówić i zaproponować konkretne rozwiązania, żeby zmieścić się w konwencji tej konwencji.

Trudno tak z czwartku na sobotę wytrzepać z rękawa obietnice wyborcze, jeżeli nie jest się premierem. To dlatego Jarosław Gowin sięgnął do starego pomysłu jeszcze z czasów Polski Razem, aby rodzice mogli w pewnym sensie głosować w imieniu dzieci, czyli by dysponowali więcej niż jednym głosem, w zależności od liczby dzieci. Już dzień po konwencji ten pomysł spotkał się z kontrą marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, że trzeba by w tym celu zmieniać konstytucję, co nadwątliło nieco iluzję jednomyślności w obozie władzy. – Poza tym wystąpienie Gowina śmiało można było zmieścić w dwóch minutach, bo widać, że nic więcej nie miał do powiedzenia, a przecież nie mógł zejść z mównicy po kilku minutach, skoro premier Morawiecki przemawiał kwadrans – śmieje się polityk PiS. Lepiej z sytuacji wybrnął Ziobro, który zawsze ma w zanadrzu jakieś projekty. Postanowił się pochwalić przygotowywanym Kodeksem karnym, a przy okazji dowartościować własnych ludzi.

– Jego przemówienie było skierowane do własnego elektoratu – ocenia poseł PiS. Mimo to niektórzy działacze i tak uznali, że było słabe, bo „Ziobro jak zwykle się nie przygotował”. Na dodatek minister sprawiedliwości miał usłyszeć od Kaczyńskiego, że Kodeks karny dotyczy 1 proc. Polaków. – A propozycje Mateusza interesują całe społeczeństwo – miał usłyszeć minister sprawiedliwości. Poza tym dekret o jednomyślności wcale nie zakończył wewnętrznych konfliktów w PiS. Ludzie Ziobry nadal są wkurzeni na Mateusza Morawieckiego, że współpracownicy premiera usiłują budować narrację, jakoby za wszystko co dobre odpowiadał Morawiecki, a za wszystko co złe – Ziobro.

Zaczyna się nakręcać konflikt z Gowinem, bo Marek Zagórski, który został nowym ministrem cyfryzacji, odszedł od Porozumienia, a wraz z nim jego polityczny promotor Artur Balazs. Ten zachodniopomorski polityk stawiał na sojusz partii Gowina z prezydentem Andrzejem Dudą, ale narastający wokół ministra nauki skandal z fundacjami, które dostały pieniądze z resortu (pisaliśmy o tym we „Wprost”), zniweczył te plany. Ludzie Macierewicza też nie mają powodów do zadowolenia. Są wycinani ze spółek Skarbu Państwa, bo przeciwnicy byłego szefaMON suflowali prezesowi Kaczyńskiemu, iż pozostając na lukratywnych posadach, mogą stanowić zaplecze finansowe dla potencjalnej nowej partii byłego szefa MON. I prezes zdecydował, że trzeba by go tego zaplecza finansowego pozbawić. W złym nastroju jest też Beata Szydło. Co prawda na konwencji była rzęsiście oklaskiwana i przedstawiła część programu socjalnego PiS, ale wcześniej straciła w oczach opinii publicznej, gdy prezes w pewnym sensie unieważnił jej decyzje w sprawie premii.

Powielanie błędów

Na dodatek bardzo szybko się okazało, że obóz rządzący nie potrafi ustrzec się przed popełnianiem starych błędów. Tak było np. z protestem rodziców dorosłych niepełnosprawnych, którzy od kilkunastu dni koczują w Sejmie i nikt z rządzących nie chciał się z nimi spotkać. Media natychmiast przypomniały, jak to w poprzedniej kadencji Arkadiusz Mularczyk, obecnie w PiS, a wtedy w Solidarnej Polsce, każdego dnia organizował konferencje prasowe na temat znieczulicy koalicji rządzącej PO-PSL. Tym razem jakoś tego nie robił. Za to prominentni politycy Zjednoczonej Prawicy mówili, że protestujący powinni udać się do Centrum Dialogu na spotkanie z minister pracy Elżbietą Rafalską.

Dokładnie tak samo w poprzedniej kadencji wypowiadali się politycy PO, chcąc pozbyć się protestujących z Sejmu. Kiedy wreszcie do opiekunów dorosłych niepełnosprawnych zdecydował się przybyć prezydent Andrzej Duda, jego współpracownicy dostali informację, że premier Mateusz Morawiecki też „już jest w drodze”. A więc ktoś wreszcie zrozumiał, że ten protest niszczy świeżo odrestaurowany wizerunek PiS. – Niestety, mimo świetnej konwencji, która nadała nam nowy impet, pod względem polityki komunikacyjnej ciągle jesteśmy zapóźnieni – narzeka polityk Zjednoczonej Prawicy. – Zamiast rozwijać nasze propozycje socjalne, żeby one żyły – organizować konferencje prasowe, podawać szczegóły naszych obietnic, wypuścić spoty, wydrukować ulotki na spotkania z ludźmi i w ten sposób komunikacyjnie zniszczyć opozycję – my ciągle pozwalamy sobie narzucać narrację. Protest opiekunów dorosłych niepełnosprawnych jest przykładem, że to my podążamy za opozycją, a nie odwrotnie. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 17/18/2018
Więcej możesz przeczytać w 17/18/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

Czytaj także