Niedyskrecje parlamentarne

Niedyskrecje parlamentarne

Flaga Polski
Flaga Polski / Źródło: Fotolia / fotorince
Wyjątkowo apolitycznie wyglądało w tym roku przyjęcie u prezydenta z okazji święta Konstytucji 3 maja. Zaproszono 1000 gości, ale polityków przybyło jak na lekarstwo.

Kierownictwo PiS reprezentował jedynie minister Mariusz Błaszczak. Zapewne dlatego, że jako szef MON chce zachować poprawne stosunki z prezydentem, zwierzchnikiem sił zbrojnych. Zamiast prezesa PiS przybyło dwóch jego asystentów. Nie pofatygowali się przedstawiciele Solidarnej Polski ani Porozumienia Jarosława Gowina. Nie było nikogo z „Gazety Polskiej”, a i parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości całkiem nie dopisali. Zupełnie jakby wszystkich wymiotło ze stolicy. Niech żałują, bo pogoda była wspaniała, a samo przyjęcie w ogrodach Pałacu Prezydenckiego należy uznać za udane.

Głównym tematem rozmów dziennikarzy, którzy przybyli na majówkę do prezydenta, z ministrem Krzysztofem Łapińskim, rzecznikiem Andrzeja Dudy, była kwestia, czy pomysł rozpisania referendum konsultacyjnego w sprawie konstytucji na 10 i 11 listopada został uzgodniony z PiS. A jak można coś uzgadniać z nieobecnym?

A tymczasem potencjalnie główny rywal Andrzeja Dudy w wyborach 2020 r., czyli Donald Tusk, podobno nudzi się okropnie w Brukseli. – Wszystkim nam już tu się nudzi – powiedział jeden ze współpracowników Tuska zaprzyjaźnionym dziennikarzom. W ten sposób zasugerował, że Donald Tusk zechce wrócić do krajowej polityki. – Realnie Tuskowi został w UE rok wytężonej pracy, do czasu wyborów europejskich. Potem będzie już wiadomo, kto jakie stanowisko zajmie – mówi nasz rozmówca. – Tusk nie liczy na pracę w Europie. Zresztą nie za bardzo wiadomo, jakie stanowisko mógłby objąć. Szefem Parlamentu Europejskiego Polak obecnie nie zostanie, szefem Komisji Europejskiej również nie. Dlatego Tusk może albo przejść na emeryturę i jeździć po świecie z wykładami, albo wróci do krajowej polityki. Z tego, co wiem, nabiera coraz większej ochoty na powrót.

W Platformie Obywatelskiej po ogłoszeniu kandydatów na prezydentów miast zapanowała radość. – Zgadzam się z tym, co napisał Marek Migalski pod fotką na Twitterze z konferencji Jarosława Kaczyńskiego i kandydatów PiS, że jest to portret zbiorowy osób, które nie zostaną wybrane na prezydentów miast – drwi polityk Platformy Obywatelskiej. I dorzuca: – Przykładowo Bartłomiej Sochański, kandydat PiS na prezydenta Szczecina, był w Kongresie Liberalno-Demokratycznym i Unii Wolności. Z PiS ma nikłe związki. Przy takich kandydatach wybory samorządowe mamy wygrane.

Na dodatek według naszego informatora niektórzy z kandydatów na prezydentów miast dowiedzieli się o swoim starcie w wyborach tego samego dnia, kiedy odbyła się prezentacja. Krótko mówiąc, doszło do łapanki. Istnieje poważne podejrzenie, że chodziło o to, by impreza PiS skutecznie przykryła kongres konstytucyjny prezydenta na Stadionie Narodowym. Taka to jest miłość w obozie władzy.

Jarosław Kaczyński jest niezadowolony z tego, że Mateusz Morawiecki wciąż mówi o nadwyżce budżetowej, dając tym sygnał, że rząd ma pieniądze do rozdysponowania. W efekcie pojawiają się kolejne grupy społeczne, które domagają się wsparcia państwa. – Kaczyński próbował nawet na jednej z konferencji wycofywać się z tego, że w budżecie państwa jest mnóstwo pieniędzy, mówił, że wszystko wydaje się na bieżące sprawy, ale jakoś się to nie przebiło – kpi nasz rozmówca.

Sławomir Nowak, były minister transportu w rządzie Donalda Tuska, ma się coraz lepiej na Ukrainie. – Dogadał się z ukraińskimi ministrami i już całkiem dobrze zarabia, o czym pisały media, bo jego pensja wzrosła z 1,5 tys. zł do 20 tys. zł – mówi polityk PO. – Chyba zagrzeje tam miejsce – twierdzi. Wcześniej, ponad pół roku temu, media rozpisywały się o kłopotach Nowaka na Ukrainie. Narodowa Agencja ds. Zapobiegania Korupcji zarzuciła mu łamanie przepisów anty korupcyjnych w jego instytucji. Agencja przekazała mu oficjalne ostrzeżenie o naruszeniu ustaw dotyczących „etycznego zachowania, zapobiegania i regulowania konfliktu interesów oraz innych norm prawnych” związanych z walką z korupcją. Wtedy Sławomir Nowak tłumaczył, że na Ukrainie każda instytucja państwowa zobowiązana jest do opracowania instrukcji antykorupcyjnej. – W naszej instrukcji NAZK zauważyła pewne braki i niedociągnięcia, za które odpowiada konkretny pracownik. Osoba ta poniosła już odpowiedzialność służbową i została dyscyplinarnie zwolniona z pracy – twierdził Nowak.

Sejmowi prawnicy, którzy oceniali obywatelski projekt ustawy zakazującej aborcji w sytuacji, gdy płód jest ciężko i nieodwracalnie uszkodzony, krzywią się, że nie można wprowadzać takiego prawa w obecnej sytuacji, gdy państwo nie gwarantuje należytej opieki niepełnosprawnym dzieciom. A jeden z naszych rozmówców z PiS uważa, że szarża Joanny Lichockiej, posłanki PiS, która uznała przepisy forsowane przez Kaję Godek za nieludzkie, musiała być uzgodniona z prezesem PiS. Czyżby to oznaczało, że w tej kadencji zaostrzenia ustawy aborcyjnej jednak nie będzie?

Skromniutko wypadły obchody 1 Maja, zorganizowane przez OPZZ z udziałem SLD. – Uczestników było zadziwiająco mało, najwyżej kilkaset osób. Mniej niż w ubiegłym roku, a wtedy było mniej niż dwa lata temu. Najwyraźniej ludzie aktywizują się na protesty, a na tego rodzaju imprezy już nie – mówi polityk Sojuszu.

Nasz rozmówca dodaje, że wobec tej skromnej frekwencji trudno uwierzyć, iż szykowana na wybory samorządowe koalicja SLD-PSL może zebrać aż 20 proc. głosów, co podobno wyszło z badań. – W ogóle nie wiem, jak będzie wyglądała ta koalicja. PSL trzyma sztamę z proboszczami, a my będziemy grali na antyklerykalizmie. Na naszym profilu na Facebooku co rusz pojawiają się wpisy o konieczności wypowiedzenia konkordatu albo o rozdziale Kościoła od państwa. Niezbyt się to wszystko klei – martwi się członek SLD.

Okładka tygodnika WPROST: 18/2018
Więcej możesz przeczytać w 18/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także