Morawiecki kontra Ziobro

Morawiecki kontra Ziobro

Expose Mateusza Morawieckiego w Sejmie
Expose Mateusza Morawieckiego w Sejmie / Źródło: Newspix.pl / Damian Burzykowski
Czy ugrupowanie Wolni i Solidarni Kornela Morawieckiego zastąpi w koalicji rządowej Solidarną Polskę? Jak nieoficjalnie dowiedział się „Wprost”, taki wariant jest ostatnio rozpatrywany w kręgach Zjednoczonej Prawicy.

Według naszych ustaleń zwolennikiem takiego rozwiązania jest Mateusz Morawiecki. W otoczeniu premiera panuje przekonanie, że okazją do zmian mogłaby być kolejna rekonstrukcja rządu. Zmiany miałyby dotknąć kilku ministrów, padają nawet konkretne nazwiska: szefowie resortu energii Krzysztof Tchórzewski, infrastruktury Andrzej Adamczyk i MEN Anna Zalewska. Jednak główną ofiarą rekonstrukcji mieliby być Zbigniew Ziobro i jego ludzie. Koncepcja ma tylko jedną, ale zasadnicza wadę: nie ma na nią zgody prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Jednak współpracownicy Morawieckiego nie tracą nadziei. Zwracają uwagę, że prezes PiS niedawno pozwolił sobie na uszczypliwości pod adresem ministra sprawiedliwości.

Minister merytoryczny

Ponad dwa tygodnie temu odbyła się w Warszawie konwencja Zjednoczonej Prawicy, podczas której obóz władzy wyznaczał nowe kierunki działań rządu i składał kolejne obietnice wyborcze. Jako ostatni chwalił się sukcesami i mówił o kolejnych planach minister sprawiedliwości. Na początku swego wystąpienia Ziobro powiedział: – Moje wystąpienie jest ostatnie, przynajmniej z tych merytorycznych. Jednak po nim niespodziewanie głos zabrał prezes PiS. – Ja kilka słów, ale już niemerytorycznie, bo pan minister powiedział, że jest ostatni merytoryczny – powiedział Kaczyński, uśmiechając się dwuznacznie, co zgromadzeni przyjęli śmiechem i gromkimi oklaskami. Poza jedną osobą – ministrem sprawiedliwości, co zarejestrowała kamera.

– Pan minister sformułował wiele naprawdę dobrych propozycji, ale one są skierowane do jakiegoś tam promila czy kilku promili Polaków – mówił Kaczyński. – To są propozycje: uważajcie, nie będzie teraz lekko okradać, terroryzować itd. – mówił prezes PiS. Dodał, że pozostałe propozycje – premiera Morawieckiego oraz wicepremierów: Beaty Szydło i Jarosława Gowina – były skierowane do pozostałych obywateli. Wszyscy odebrali to jako delikatną szpileczkę wbitą w Zbigniewa Ziobrę. Czy można wyciągać z tego aż tak daleko idące wnioski, jak plany wypchnięcia szefa resortu sprawiedliwości z rządu? Na pewno nie. Raczej było to utarcie nosa liderowi Solidarnej Polski.

Wis za Solidarną Polskę

O tym, że premier Morawiecki chciałby kolejnej rekonstrukcji rządu, przekonują nas trzy niezwiązane ze sobą źródła: członek rządu, a także dwie osoby z partii. Ludzie premiera forsują tezę, że Ziobro i Solidarna Polska nie są już niezbędni Zjednoczonej Prawicy, bo w siłę rosną Wolni i Solidarni, partia ojca szefa rządu – Kornela Morawieckiego. Obecnie koło WiS liczy w Sejmie sześciu posłów, a mówi się, że wkrótce mogą do niego dołączyć kolejni uciekinierzy z Kukiz’15. Tymczasem formacja Ziobry ma ośmiu parlamentarzystów.

Przed tygodniem ujawniliśmy na łamach „Wprost”, że z list wyborczych PiS do samorządów – z tzw. miejsc biorących – mają startować działacze z partii Morawieckiego seniora. To decyzja Nowogrodzkiej, która bardzo zaskoczyła szefów lokalnych struktur. Dobre wyniki działaczy WiS mogą sprawić, że partia zacznie rosnąć w siłę i jej politycy będą również kandydować z list PiS do parlamentu w 2019 r., co siłą rzeczy ograniczy liczbę miejsc dla członków innych formacji. To, że WiS wystartuje z list Zjednoczonej Prawicy do samorządu, potwierdza w rozmowie z „Wprost” sam Morawiecki. Nie wyklucza też, że współpraca mogłaby się przełożyć na wybory parlamentarne („Jeżeli się okaże, że nie mamy szans na przekroczenie progu wyborczego, pójdziemy razem ze Zjednoczoną Prawicą” – czyt. s. 26).

Na razie nieznane są szczegóły samorządowego porozumienia, wiadomo natomiast, kto będzie kandydował z list PiS na prezydentów w dużych miastach, o czym partia poinformowała w ostatni czwartek. W Warszawie kandydatem będzie wiceminister sprawiedliwości i zarazem członek zarządu Solidarnej Polski Patryk Jaki, choć wcześniej prezes Kaczyński w rozmowie z „Gazetą Polską” mówił, że rozważana jest też kandydatura Michała Dworczyka, szefa Kancelarii Premiera, który mógłby przyciągnąć wyborców niebędących zwolennikami PiS.

Mateusz Morawiecki miał prosić prezesa Kaczyńskiego o odwołanie Zbigniewa Ziobry. Chce też, by do koalicji weszło ugrupowanie jego ojca.

Stało się inaczej. Ewentualna wygrana Jakiego bardzo wzmocniłaby pozycję Solidarnej Polski, a to raczej nie jest na rękę liderowi PiS. Z naszych rozmów w warszawskim PiS wynika, że wiele osób w partii nie jest zachwyconych tym, że kandydatem prawicy w stolicy będzie właśnie Patryk Jaki. Liderem warszawskiego PiS jest koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński, który – mówiąc delikatnie – za Ziobrą nie przepada. W siedzibie ugrupowania słyszymy, że w przeszłości Ziobro i Jaki zachowali się wobec prezesa PiS nielojalnie (w 2011 r. odeszli z partii) i kto wie, czy w przyszłości się to nie powtórzy. Może więc się okazać, że Jaki będzie otrzymywał ciosy nie tylko ze strony kontrkandydata Rafała Trzaskowskiego z PO, ale też – w sposób bardziej ukryty – ze strony warszawskich struktur PiS.

Wojna w rodzinie

Nie jest tajemnicą, że stosunki między Ziobrą a premierem nie układają się najlepiej. Zdaniem otoczenia premiera to Ziobro rzuca kłody pod nogi Mateusza Morawieckiego. Część polityków PiS uważa, że jedną z nich, największą, była nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która powstała w Ministerstwie Sprawiedliwości, a która wywołała międzynarodowy skandal i sprawiła, że początki rządów nowego szefa rządu do najlżejszych nie należały. Ustawa powstała w resorcie kierowanym przez Ziobrę w 2016 r., ale przez półtora roku nie trwały nad nią żadne prace i została przyjęta dopiero na początku 2018 r. Premier Morawiecki długimi tygodniami musiał tłumaczyć się na arenie międzynarodowej z kontrowersyjnych przepisów, na co poświęcił wiele energii i stracił wizerunkowo.

Na początku kwietnia Onet.pl doniósł, że szef rządu odbył z prezesem PiS rozmowę, w której oskarżył Ziobrę o spowodowanie szkodliwego dla wizerunku premiera przecieku do mediów. Chodziło o artykuł „Newsweeka” na temat wartych miliony złotych nieruchomości, które Morawiecki miał przepisać na żonę, aby nie kłuły w oczy elektoratu. Podobno Morawiecki proponował nawet odwołanie Ziobry z rządu. Tym samym jak domek z kart runął „pakt o nieagresji” zawarty między Morawieckim a Ziobrą, o którym na przełomie roku informowały media. Zakładał on, że po objęciu przez pierwszego z wymienionych stanowiska szefa rządu, obaj panowie będą ze sobą współpracować, nie atakując się wzajemnie. Ambicje wzięły jednak górę.

Wiadomo nie od dziś, że Ziobro ma aspiracje, by po przejściu Kaczyńskiego na polityczną emeryturę zostać liderem prawicy. Taka ewentualność oddala się jednak coraz bardziej w wyniku rosnących wpływów premiera. To tylko może potęguje konflikt między obydwoma politykami.

Wszystko zaczęło się na początku kadencji od kłótni o stanowiska w spółkach Skarbu Państwa. Premierem była wtedy jeszcze Beata Szydło, stronniczka Ziobry. O konflikcie głośno zrobiło się wiosną 2016 r., gdy prezes PiS wyjechał na kilka dni do Londynu. Morawiecki odbił wtedy PZU z rąk ludzi Ziobry, doprowadzając do odwołania prezesa Michała Krupińskiego. Jednak zaledwie po kilku tygodniach ludzie prokuratora generalnego odzyskali wpływy, bo szefem PZU został Paweł Surówka. Natomiast Krupiński stanął na czele banku Pekao SA.

Jako uderzenie w szefa rządu odebrano również sprawę, która znacząco przyśpieszyła w ostatnich miesiącach, choć toczy się w Prokuraturze Regionalnej w Katowicach od 1 kwietnia 2015 r. Chodzi o śledztwo dotyczące prywatyzacji Ciechu. W lutym CBA zatrzymało sześć osób w sprawie decyzji ówczesnego Ministerstwa Skarbu o sprzedaży akcji spółce KI Chemistry z grupy Kulczyk Investments. Jaki ma to związek z premierem? Spółce Jana Kulczyka kredytu udzielił wtedy bank BZ WBK, którym wówczas kierował Morawiecki.

O tym podczas sejmowej debaty po exposé szefa rządu mówił przewodniczący klubu PO Sławomir Neumann: – Zachęcał pan do sprzedaży, a kierowany przez pana bank sfinansował tę transakcję. W związku z tym pojawiły się głosy, że premier Morawiecki może zostać w tej sprawie przesłuchany przez prokuratora. Prokuratura jednak temu zaprzecza. – Nieprawdą jest, aby w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w prywatyzacji spółki Ciech SA istniała konieczność dowodowa przesłuchania w charakterze świadka prezesa Rady Ministrów – twierdzi rzecznik prokuratury Waldemar Łubniewski.

Osłabienie Ziobry

W ostatnich tygodniach to jednak premier Morawiecki jest w ofensywie, a do defensywy został zepchnięty minister Ziobro. Po tym, jak prezydent Andrzej Duda najpierw podpisał ustawę o IPN, a następnie skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego, opinię dla tego sądu przedstawił prokurator generalny, którym też jest Ziobro. Wynika z niej, że jeden z przepisów ustawy jest niekonstytucyjny. Wyszło więc tak, że lider Solidarnej Polski uderzył sam w siebie.

Kolejnym ciosem dla lidera Solidarnej Polski było pominięcie go przez PiS przy rozmowach z Brukselą dotyczących kompromisu w sprawie reformy sądownictwa. Przed jego ogłoszeniem Ziobro miał dowolność w odwoływaniu prezesów i wiceprezesów sądów. Teraz nie będzie mógł tego zrobić bez opinii kolegium sądów i Krajowej Rady Sądownictwa. Dodatkowo stracił prawo do decydowania o tym, którzy sędziowie po osiągnięciu wieku emerytalnego będą mogli nadal sądzić – teraz decydować ma o tym prezydent.

Jak usłyszeliśmy w PiS, w związku z coraz gorszymi relacjami na linii Ministerstwo Sprawiedliwości – kancelaria premiera Zbigniew Ziobro zaczął ostatnio szukać sojusznika w prezydencie. Podobno panowie, którzy kiedyś się przyjaźnili, a potem ostro poróżnili, już kilka razy ze sobą rozmawiali.

Na razie nic nie wskazuje na to, by Jarosław Kaczyński przystał na dymisję Ziobry. Jednak jeszcze niedawno nieodwoływalny wydawał się szef MON Antoni Macierewicz. Od kilku miesięcy pozostało po nim już tylko wspomnienie.

Okładka tygodnika WPROST: 18/2018
Więcej możesz przeczytać w 18/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Wprost już jak Wyborcza... możesz czytać, ale zapłać....... W sumie warto płacić za TAKI poziom, jaki prezentują? cóż - każdy ma swój własny rozum... i robi co uważa....
    W każdym razie - koniec darmowego Wprost..... ale czy jakość lepsza? - nie zauważyłem jak do tej pory....
    Jedyne co dobre - to kretynów będzie mniej pokroju Oprawca, kabotyn , w Bulu Bul....przeorana Ryfka..... i cała elyta szehterowych przychlastusiów.....

    Czytaj także